Kraj

Aborcja bez tłumaczeń i bez wstydu [rozmowa z Karoliną Więckiewicz]

make-abortion-great-again

Po tylu latach aborcja w końcu może być tematem na koszulkę i na kolorową okładkę. To wielka i dobra zmiana – mówi Karolina Więckiewicz z Aborcyjnego Dream Teamu.

Patrycja Wieczorkiewicz: Dlaczego twierdzicie, że aborcja jest super i każda kobieta powinna ją sobie zrobić przynajmniej raz w życiu?

Karolina Więckiewicz: To niesamowite, jak z dnia na dzień słowo ,,okej’’ zmieniło znaczenie. Dotąd było tłumaczone jako ,,w porządku’’, a nagle zaczęło oznaczać przygodę życia.

Głośno i wprost mówimy, że mamy prawo do wyboru. #aborcjajestok

Oczywiście nie twierdzimy, że aborcja jest fajna i przyjemna, choć znam kobiety, dla których była pozytywnym doświadczeniem, bo dała im poczucie sprawczości, kontroli nad własną płodnością, władzy nad swoim życiem i ciałem. Ale zaryzykuję twierdzenie, że aborcja jest super – jako osiągnięcie medycyny, które pozwala pozbyć się niechcianej ciąży. Super, że istnieje takie rozwiązanie. Oczywiście aborcja bywa też trudnym przeżyciem.

I nadal jest OK?

Tak. Aborcja może być złym doświadczeniem, może być obarczona cierpieniem, żalem, ale również wtedy jest w porządku. Tak jak żal i cierpienie. Cokolwiek czujesz po aborcji, jest to w porządku, jest OK, masz prawo do tego uczucia. Czy to będzie radość, ulga, poczucie odzyskanej wolności, czy smutek i przygnębienie. Aborcja sama w sobie nie jest niczym złym.

Czyli nie macie poczucia, że przesadziłyście, że pokazując się na okładce „Wysokich Obcasów” w koszulkach z napisem „Aborcja jest OK”, poszłyście o krok za daleko?

Aborcja jest super – jako osiągnięcie medycyny, które pozwala pozbyć się niechcianej ciąży. Super, że istnieje takie rozwiązanie.

Absolutnie nie. Zależało nam, by z tym hasłem zmierzyły się osoby, które są za prawem wyboru, popierają prawa kobiet, ale nadal uważają, że aborcja jest czymś złym, traumatycznym, że jest rozwiązaniem ostatecznym. Wiedziałyśmy, że to hasło będzie dla nich problematyczne. Ale skoro zgadzamy się, że kobieta powinna sama decydować o tym, czy chce urodzić, to dlaczego uważamy, że jeżeli nie chce i podejmuje decyzję o aborcji, robi coś, co nie jest w porządku?

To znaczy, że również osoby będące za prawem wyboru stygmatyzują aborcję?

Bardzo często. Dotąd środowiska progresywne głosiły, że prawo do aborcji jest ważne, ale powinnyśmy korzystać z niego jak najmniej, że mamy prawo decydować o sobie, ale zachodząc w niechcianą ciążę, zawsze stajemy przed najtrudniejszym życiowym wyborem. To nieprawda. Dla wielu kobiet decyzja o aborcji jest łatwa, a samo przerwanie ciąży nie jest czymś, o czym pamiętają przez całe życie. Wmawiana nam „trauma” jest zazwyczaj efektem utrudnionego dostępu do aborcji i związanego z tym stresu, stygmatyzacji, poczucia winy wynikającego z przeświadczenia, że kobieta, która przerwała ciążę, zrobiła coś złego. Demonizowanie aborcji jako wielkiego nieszczęścia, najtrudniejszej życiowej decyzji, traumatycznego doświadczenia, jest szkodliwe. Chcemy z tym walczyć. Aborcja jest OK.

Odzyskajmy aborcję

czytaj także

Odzyskajmy aborcję

Katha Pollitt

Środowiska pro-choice stosowały dotąd taktykę polegającą na powolnym przesuwaniu dyskursu, unikały mocnych haseł. Chciały się podobać jak największej liczbie osób, jak najmniej ludzi odstraszyć. Tymczasem prawica nie miała oporów, by wytaczać ciężkie działa. O to chodzi?

Tak. Ruch pro-choice wpadł w pułapkę defensywy, obawy przed tym, jak zareaguje druga strona i jak powinno się jej odpowiedzieć. Jak coś powiedzieć, by znowu nam czegoś nie zarzucono? Pamiętam, jak na pewnym spotkaniu powiedziałam, że mamy w Polsce zakaz aborcji. Wywołałam popłoch wśród działaczek, które działały na rzecz prawa wyboru od lat 90. Usłyszałam, że nie mamy zakazu aborcji, bo jest ona dozwolona w trzech przypadkach. Nie umiałam się z tym zgodzić. 96 proc. aborcji nie ma nic wspólnego z gwałtem, uszkodzeniem płodu czy zagrożeniem zdrowia. Zatem mamy zakaz.

Marzy nam się, by nasz przekaz stał się powszechną narracją wśród zwolenników prawa wyboru. Nie możemy bezustannie zasłaniać się prawami człowieka, hasłami o wolności, demokracji, prawami reprodukcyjnymi. To defensywne. Nie musimy tego robić, bo aborcja jest w porządku, po prostu. Nie musimy się tłumaczyć.

Zdarzały się jednak wyrwy w defensywnej narracji. Jak hasło Manify 2016 – „Aborcja w obronie życia”. Wywołało wówczas spore kontrowersje, podczas marszu słyszałam „byłoby nas więcej, gdyby nie tak radykalne hasło”. Na czarnym proteście pojawiały się transparenty z napisem „Zakaz aborcji zabija”. Nie można też pominąć wyznania Natalii Przybysz, która powiedziała wprost: aborcja była dla mnie ulgą i nie muszę się z niej tłumaczyć. A nagle mamy burzę o okładkę, która mówi tylko tyle, że przerywanie ciąży jest w porządku. Cały tekst dotyczy zaś aborcji farmakologicznej, możliwej do 12. tygodnia ciąży, najmniej ingerencyjnej i najbezpieczniejszej.

#JesteśmyZNatalią

Dodam do tego, że podczas strajku kobiet 8 marca rok temu miałyśmy transparent „Make abortion great again”, który też wzbudzał emocje. To podejście nie zaczęło się materiałem w „Wysokich Obcasach”. Jako grupa działamy od października 2016 roku i konsekwentnie używamy pozytywnej i afirmującej narracji, a naszym podstawowym hasłem jest „o aborcji normalnie”. Mówimy o nim na naszym facebooku i podczas spotkań.

Oczywiście wciąż jest to nowe. Spotykamy się z różnymi reakcjami i absolutnie nas to nie dziwi. Teraz poszłyśmy jednak jeszcze dalej i przekaz, który promujemy, trafił na okładkę mainstreamowego pisma. Wydaje się, że ta burza spowodowana jest właśnie tym, że wychodzimy z tym przekazem dalej i zostałyśmy w nim wsparte przez redakcję „WO”. Już nie da się tego nie zauważyć, trzeba się z tym dyskomfortem zmierzyć. Pojawia się zatem wiele osób, które próbują nas usadzić, upomnieć, ponieważ ten dyskomfort jest zbyt duży a powiedzenie komuś „przegięłyście” jest dużo łatwiejsze niż zadanie sobie pytania „a w zasadzie dlaczego mam z tym problem”?

Łaski: Czy aborcja z przyczyn społecznych naprawdę jest sprzeczna z Konstytucją?

Pojawiły się głosy, że chcecie zastąpić aborcją antykoncepcję, wazekotomię i edukację seksualną.

Oczywiście, że nie. Jednak te rozwiązania nie są odpowiedzią na niechcianą ciążę, która już jest. Uważam też, że nie powinniśmy rozliczać kobiet z tego, jak bardzo i czy w ogóle starały się przeciwdziałać ciąży. Niektóre biorą leki, która obniżają skuteczność antykoncepcji, inne zapominają o połknięciu tabletki albo w ogóle ich nie biorą. To nie ma znaczenia. Nie mamy prawa w to wnikać. Pamiętajmy też, że żyjemy w kraju, w którym antykoncepcja jest przywilejem, zarówno ekonomicznym, jak i świadomościowym, a edukacja seksualna nie istnieje.

Tomasz Lis twierdzi, że okładka ,,Wysokich Obcasów’’ będzie przez długie lata wykorzystywana przeciwko obrońcom praw kobiet. Słychać głosy, że to woda na młyn dla PiS-u, który chce zaostrzenia przepisów aborcyjnych.

Ten argument wydaje mi się absurdalny i nastawiony na zdobywanie lajków. Ma sens tylko pozornie. Przecież Prawo i Sprawiedliwość nie interesuje się kwestią aborcji. Partia rządząca nie złożyła nigdy własnego projektu ustawy zaostrzającej przepisy antyaborcyjne i unika tego tematu. Posłowie oczywiście deklarują poparcie dla cudzych pomysłów na dalsze ograniczanie praw kobiet, ale to czysta kalkulacja polityczna i dostosowywanie się do oczekiwań Kościoła. Bo i wśród elektoratu PiS-u nie ma przytłaczającej większości osób popierających całkowity zakaz aborcji.

Myślę, że te obawy dotyczą raczej domniemanego odsuwania ludzi od postulatów prokobiecych, czy choćby frekwencji na kolejnych protestach przeciwko wprowadzeniu całkowitego zakazu aborcji.

Nie wiem, w jaki sposób miałoby się to dziać. Czy ktoś, kto popiera prawo do przerywania ciąży, stwierdzi nagle, że kobiety nie powinny mieć wyboru, bo powiedziałyśmy, że aborcja jest w porządku? Nie pójdzie na marsz przeciwko zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych? To niedorzeczne.

,,Okej to może być zupa’’, ,,aborcja to nie temat na koszulkę’’ – to jedne z najpopularniejszych komentarzy odnoszących się do tekstu. Aborcja to jest temat na koszulkę?

Jak najbardziej. Dlaczego tematem na koszulkę jest demokracja, antyrasizm, antyfaszyzm, weganizm, pomoc uchodźcom czy pacyfizm, a aborcja miałaby nim nie być? Bardzo długo na koszulkach nie było miejsca na aborcję, ponieważ daliśmy się wpędzić w defensywę i poczucie wstydu. Jeśli już mówiłyśmy o aborcji, tłumaczyłyśmy się. A hasło na koszulce to prosty komunikat, bez tłumaczeń i bez wstydu. Po tylu latach aborcja w końcu może być tematem na koszulkę i na kolorową okładkę. Uważam, że to wielka i dobra zmiana.

Łąki nam nie odbiorą. O aborcji ziołowej

czytaj także

Wśród głosów krytycznych pojawiły się też twierdzące, że cała kompozycja przypomina okładkę pisma dla nastolatek – jest słodka, różowa, stereotypowo kobieca. Infantylizująca temat.

Kolor różowy też musimy odzyskać – tak jak prawo do aborcji. W tym sensie uważam, że wybór tła był idealny. Odrzucamy zaczerpniętą z patriarchatu symbolikę różu, który ma być zarezerwowany wyłącznie dla małych dziewczynek, bo przecież nie dla chłopców. Nie chcemy, by róż kojarzył się z rzekomą kobiecą delikatnością, naiwnością. Temat aborcji był dotąd malowany w ciemnych barwach. Przy dotyczących jej tekstach widzieliśmy twarze patrzące w dal, spływające po szybach krople deszczu, krew i mroczne podziemia. Mamy dość takiej narracji.

,,Trywializowanie problemu’’ – to kolejny popularny zarzut.

Tylko że aborcja nie jest żadnym problemem. Jest rozwiązaniem problemu, jakim jest niechciana ciąża. Problemem jest przemoc seksualna, problemem są samobójstwa wśród nastolatków LGBT. Aborcja jest kwestią społeczną, jest decyzją, wyborem. Nazywanie jej problemem jest trywializowaniem kobiecych decyzji. Oczywiście są kraje, w których aborcję wykorzystuje się, by sprawować kontrolę nad kobietami. Mam na myśli aborcje selektywne, przymusowe. Jednak to nadal nie aborcja, a przemoc i męska dominacja są problemem.

„Aborcja? Jestem przeciw, ale nie stać nas już na dziewczynki”

czytaj także

Są też kobiety, które dokonały aborcji, choć marzyły o dziecku – bo płód był uszkodzony lub dlatego, że ciąża zagrażała ich zdrowiu. Czy one też mogą powiedzieć, że aborcja jest OK?

Myślę, że jak najbardziej. Przez wiele lat pomagałam kobietom, które chciały dokonać w Polsce legalnej aborcji. Przeżywały bardzo wiele związanych z tym upokorzeń. Gdyby nie to, przerwanie ciąży byłoby dla nich znacznie mniej bolesnym przeżyciem. Nie mówimy, że każde doświadczenie aborcji jest super i wyzwalające. Mówimy, że każda decyzja o przerwaniu ciąży jest w porządku. Dlaczego nie w porządku miałaby być aborcja w przypadku, kiedy zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety czy kiedy płód jest zdeformowany?

Problem nie leży więc w haśle, lecz w jego odbiorze?

Od 25 lat mamy w Polsce zakaz aborcji. Nieustannie słyszymy o mordowaniu dzieci nienarodzonych, o świętym darze życia, że powinnyśmy „myśleć wcześniej” i „ponosić konsekwencje swoich czynów”. Nic więc dziwnego, że hasło „aborcja jest OK” wywołało tak duże poruszenie. Tak głęboko przesiąknęliśmy tą retoryką, że nie potrafimy spojrzeć na aborcję inaczej niż jak na czyste zło czy też mniejsze zło, ale jednak zło. Mamy ogromny problem z uprzedzeniami, stereotypami, złymi emocjami związanymi z tematem aborcji. Spotkałam w życiu mnóstwo kobiet, które przerwały ciążę i czuły, że zrobiły coś złego. Chcemy z tym skończyć.

Szybowicz: Kobieca solidarność i aborcja

Osoby, które piszą, że „aborcja nie jest OK, prawo do aborcji jest OK”, przyczyniają się do wpędzania kolejnych kobiet w poczucie winy? W końcu mówią im, że to, co zrobiły, nie jest w porządku.

Zdecydowanie tak. To mówienie: masz prawo wybrać złą rzecz. To tylko pozornie neutralny komentarz, za którym kryje się przekonanie, że aborcja co do zasady jest czymś złym, trudnym, czymś, czego za wszelką cenę należy unikać.

Kontrowersję wzbudziła też nazwa waszej organizacji – Aborcyjny Dream Team. Dlaczego „drużyna marzeń”? Bo jesteście wymarzonym wsparciem dla każdej kobiety, która chce w bezpieczny sposób usunąć ciążę?

To po pierwsze. A po drugie już po pierwszym spotkaniu poczułyśmy, że jesteśmy drużyną marzeń, bo jesteśmy osobami, które mają ogromne i bardzo zróżnicowane doświadczenie w kwestii aborcji. Pokuszę się o stwierdzenie, że w całym kraju nie ma grupy, która wie więcej od nas na temat aborcji farmakologicznej i ciągle się w tym temacie rozwija. Uzupełniamy się, jesteśmy kompletem. Tworzymy pozytywną narrację, oswajamy róż, odrzucamy poczucie wstydu, wspieramy. Dla mnie to wymarzona zmiana i wymarzona działalność.

Macie już pierwszych naśladowców. Po sieci krąży mem z uśmiechniętą dziewczyną i podpisem „adopcja jest OK” Podpis pod nim brzmi: „Wspieramy kobiety. Również te nienarodzone”.

Ma on oczywiście swój ideologiczny wydźwięk i sugeruje, że aborcja, w przeciwieństwie do oddania dziecka do adopcji, nie jest w porządku. Jednak z samym hasłem się zgadzam. Adopcja jest OK, macierzyństwo jest OK, aborcja jest OK. Decyzje kobiet są OK.

Adopcje zagraniczne – gdzie tkwi problem?

czytaj także

Z waszej inicjatywy w sześciu miastach w Polsce stanęły różowe billboardy z hasłem „1 na 3 twoich znajomych miała aborcję. Nie jesteś sama”. Dlaczego nie płody z wadami letalnymi, co często proponują przeciwnicy zakazu aborcji?

Uważam, że pokazywanie płodów z wadami jest głęboko nieetyczne. Poza tym musimy pamiętać, że aborcje ze względu na wadę płodu stanowią niewielki procent wszystkich wykonywanych aborcji i budowanie przekonania, że aborcję robi się głównie z tego powodu, jest bez sensu. Wartościowanie powodów, dla których kobiety decydują się na przerwanie ciąży, nie jest w porządku. Co więcej, byłoby to bardzo krzywdzące w stosunku do kobiet, które decydują się urodzić dzieci z ciężkimi wadami genetycznymi. Szanujemy ich decyzje i przykułybyśmy się do szpitalnego łóżka kobiety, którą ktoś zmusza do aborcji ze względu na wady płodu.

***
Karolina Więckiewicz – prawniczka, specjalistka od praw reprodukcyjnych; współtworzy Aborcyjny Dream Team on tour.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.