Gospodarka

Zmokły kapiszon czy bomba wodorowa – Marks-ekonomista w dwusetne urodziny

Warunki pracy w fabrykach nie tylko krajów peryferii dowodzą, że postulat zakończenia wyzysku człowieka przez człowieka jest wciąż aktualny.

Dopiero co we wrześniu 2017 obchodziliśmy 150 rocznicę wydania Kapitału, a dziś mija dwieście lat od urodzenia Karola Marksa. Po kryzysie finansowym zainteresowanie jego twórczością po raz kolejny już w historii przeżywa renesans. Do tego okrągłe rocznice w oczywisty sposób prowokują do zastanowienia się nad znaczeniem Marksa dla rozwoju ekonomii. Czy jego prace faktycznie były przełomowe? Czy zachowują aktualność również dziś? Sam fakt zadawania tych pytań w odniesieniu do naukowca zmarłego blisko sto pięćdziesiąt lat temu potwierdza, że jego dorobek przetrwał próbę czasu.

Karol Marks pisze światowy przebój

Chyba żaden z ekonomistów nie wzbudza równie silnych kontrowersji. Google Scholar klasyfikuje go jako najczęściej cytowanego ekonomistę w historii. Analiza treści ponad miliona uniwersyteckich sylabusów wskazuje, że Manifest Komunistyczny pojawia się w nich nie tylko częściej od dowolnego podręcznika ekonomii, ale że ze wszystkich książek wszech czasów wyprzedzają go jedynie Państwo Platona oraz podręcznik literacki The Elements of Style Williama Strunka. Z drugiej strony John Maynard Keynes już w 1925 roku pisał o Kapitale jako przestarzałym podręczniku, który jest naukowo błędny i pozbawiony zastosowania we współczesnym świecie. Inny z gigantów XX-wiecznej ekonomii Paul Samuelson lekceważąco nazywał z kolei Marksa „pomniejszym ekonomistą postricardiańskim” zaznaczając równocześnie, że sam David Ricardo jest najbardziej przereklamowanym ekonomistą w historii. Jak to zatem jest z Marksem jako ekonomistą?

Zacznijmy od teorii wartości opartej na pracy, która stanowiła centrum twórczości niemieckiego ekonomisty i filozofa (a wcześniej również Adama Smitha czy Davida Ricardo, ojców-założycieli ekonomii klasycznej). Nie stanowi ona dziś w ekonomii żadnego punktu odniesienia. Już sam Marks zauważył, że wyjaśnienie, w jaki sposób wartość produktów wynikająca z wartości pracy koniecznej do ich powstania przekłada się na ceny rodzi poważne trudności. Problemu tej transformacji nie udało się również wyjaśnić kolejnym pokoleniom marksistów. Joan Robinson np. teorie wartości opartej na pracy uważała za tautologię, raczej metafizyczną ideę niż opis rzeczywistości. Koniec teorii wartości opartej na pracy już w końcu XIX wieku zapoczątkowała zresztą tzw. rewolucja marginalistyczna; dziś zajmuje ona miejsce niemal wyłącznie w podręcznikach historii myśli ekonomicznej.

Dalej, Marks jako ekonomista znany jest przede wszystkim za sprawą swoich niesprawdzonych prognoz. Zgodnie z jego przewidywaniami płace robotników powinny były spaść do poziomu ledwie gwarantującego im przeżycie, zaś społeczeństwo ulec miało polaryzacji klasowej. W rzeczywistości stało się wręcz przeciwnie – wzrost produktywności ostatecznie przełożył się na wyższy poziom życia większości, a zamiast wzrostu polaryzacji obserwować mogliśmy stopniowe powstawanie klasy średniej. W następnych dekadach jasne z kolei stało się, że kapitalizm jest systemem, który można reformować za pomocą polityki państwa i niekoniecznie musi on zmierzać do własnego upadku.

Krytykowanie błędnych prognoz jest zawsze łatwe z perspektywy czasu. Należy jednak pamiętać, że formułujący je ludzie są niewolnikami tych danych, do których mają dostęp. Pierwsze dekady rewolucji przemysłowej faktycznie były okresem stagnacji płac realnych, a ich szybki wzrost nastąpił dopiero w ostatniej ćwierci XIX wieku, kiedy to pozycja pracowników uległa wzmocnieniu ze względu na działalność związków zawodowych i ustawodawstwo socjalne, a dobrodziejstwa rewolucji przemysłowej zostały wykorzystane w pełni. Z podobnym zjawiskiem mamy zresztą do czynienia dzisiaj – w państwach rozwiniętych wynagrodzenia realne rosną dużo wolniej niż produktywność. Sprawia to, że powrót marksizmu przepowiadają nie tylko ekonomiści marksistowscy, ale także Mark Carney, czyli prezes… Banku Anglii.

Chybione prognozy Marksa warto również umieścić w odpowiedniej perspektywie, ekonomiści różnych szkół wszak niejednokrotnie błędnie przewidywali przyszłość. Twórca ilościowej teorii pieniądza Irving Fisher ledwie tydzień przed wybuchem Wielkiego Kryzysu twierdził, że ceny akcji osiągnęły „stabilny, wysoki (!) poziom”. John Maynard Keynes w 1930 roku przewidywał, że ze względu na postęp techniczny w 2030 roku typowy czas pracy będzie wynosił jedynie piętnaście godzin tygodniowo. Paul Samuelson w 1961 roku szacował, że ZSRR już w 1984 roku pod względem PKB może przegonić USA, a Joan Robinson po wizycie w Korei Północnej w latach sześćdziesiątych stwierdziła, że kraj ten dynamicznie się rozwija, podczas gdy Korea Południowa się degeneruje. Z przykładów nam bliższych Leszek Balcerowicz wielokrotnie nie doszacował wzrostu bezrobocia i inflacji oraz spadku produkcji przemysłowej na skutek wprowadzanie transformacji szokowej.

Upadek teorii wartości opartej na pracy sprawia zatem, że analiza wyzysku dokonana przez Marksa staje się raczej postulatem społecznym niż naukowym opisem rzeczywistości. Wiele z obserwacji Marksa na temat relacji pomiędzy pracownikiem i pracodawcą wciąż jednak może zostać uznane za przełomowe oraz zachowuje aktualność. Autor Kapitału pisząc o uprzywilejowanej pozycji pracodawców jako jeden z pierwszych zauważył problem niekompletności kontraktów na rynku pracy. Stworzył przy tym podwaliny pod teorię pana i sługi opisującą konflikty interesów pomiędzy podmiotami zlecającymi wykonanie jakiegoś zadania, a tymi, którzy mają je wykonać. Podobnie, ekonomiczna analiza działania przedsiębiorstwa przeprowadzona blisko sto lat później przez Ronalda Coase’a i Herberta Simona traktująca firmę jako minigospodarkę planową także stanowi pewnego rodzaju kontynuację dorobku niemieckiego ekonomisty. Do tego samo pojęcie „wyzysku” po przyjęciu nowej formy, a więc jako opis sytuacji, kiedy płaca nie odpowiada wartości produktu krańcowego pracownika, również pozostało trwałym elementem ekonomii. Nawet zresztą gdyby nie były one w ogóle elementem języka nauki, to warunki pracy w fabrykach nie tylko krajów peryferii dowodzą, że postulat zakończenia wyzysku człowieka przez człowieka jest wciąż aktualny.

Eagleton: Dlaczego Marks miał rację?

czytaj także

Marks wniósł również znaczny wkład do makroekonomii. Jako jeden z pierwszych analizował bowiem konsumpcję i inwestycje na poziomie całej gospodarki, zaś szacując wysokość dochodu narodowego Wielkiej Brytanii przyczynił się również do rozwoju agregatów makroekonomicznych. Przeprowadzona przez niego analiza przepływów międzygałęziowych (nakładów i wyników) w gospodarce miała z kolei wpływ na powstanie późniejszych tablic Leontieffa, za które ten został nagrodzony ekonomicznym Noblem.

Najważniejszym wkładem jednego z najsłynniejszych brodaczy w rozwój ekonomii jest chyba jednak analiza dynamiki systemu kapitalistycznego. Sformułowana przez Marksa teoria wzrostu gospodarczego postrzegana jest jako poprzedniczka późniejszej, endogenicznej teorii wzrostu gospodarczego (rozwiniętej przez Demseya i Romera), według której wzrost produkcji jest konsekwencją wzrostu dostępnych w gospodarce czynników produkcji, co oznacza, że dynamikę systemu kapitalistycznego można wyjaśnić bez odwoływania się do zjawisk zewnętrznych. Odrzucenie prawa Saya, zgodnie z którym podaż tworzy popyt i analiza ryzyka niewystarczającej konsumpcji globalnej, w rozbudowanej formie znajduje odzwierciedlenie w modelu keynesowskim. Wreszcie, badania Marksa nad kryzysami gospodarczymi stawiają go w pierwszym szeregu ekonomistów zajmujących się tym zagadnieniem.

Z kolei prawdziwość może najgłośniejszej w przypadku Marksa-ekonomisty teorii malejącej stopy zysków do dziś jest w ekonomii przedmiotem kontrowersji. Jej weryfikacja w momencie powstania była niemożliwa ze względu na brak wystarczających danych makroekonomicznych. Dziś najbliższym odpowiednikiem wskaźnika stopy zysków, którym dysponujemy, jest wysokość stóp procentowych na rynkach kapitałowych. W latach trzydziestych teoria malejącej stopy zysków znalazła niejako nowe „wydanie” w postaci teorii „stagnacji sekularnej” opracowanej przez Alvina Hansena. Zgodnie z teorią stagnacji sekularnej wraz z rozwojem gospodarczym i postępującą akumulująca kapitału spada wysokość stóp procentowych, a wzrost gospodarczy spowalnia. Kapitalizm staje się więc niejako niewolnikiem swojego własnego sukcesu, a stymulacja wzrostu przez państwo – koniecznością. Długotrwały spadek stóp procentowych, który po kryzysie finansowym uległ dalszej intensyfikacji, sprawia, że teoria stagnacji sekularnej cieszy się co raz większym zainteresowaniem wśród ekonomistów. Wśród jej zwolenników można wymienić między innymi byłego sekretarza skarbu USA i rektora Harvardu Larry’ego Summersa, Kennetha Rogoffa, czy Roberta Gordona.

Dalej, Marks pisząc o walce klas zwraca de facto uwagę na istnienie w społeczeństwie konfliktu o podział. Dziś mało kto utożsamia się już interpretacją społeczeństwa jako dwóch walczących ze sobą klas, ale konflikt pomiędzy najbogatszym procentem, a resztą świata wciąż nie schodzi z nagłówków gazet. W 2011 roku jeden z najbogatszych ludzi świata Warren Buffet zaszokował amerykańską opinię publiczną twierdzeniem, ze wojna klas jest faktem, tylko że to bogaci w niej wygrywają. Z całego przyrostu dochodu wypracowanego przez globalną gospodarkę w latach 1980-2016 aż 27 procent trafiło do najbogatszego procenta ludności, zaś jedynie 12% do biedniejszej połowy ludności świata. Dziś nierówności społecznoekonomiczne oraz ich wpływ na rozwój gospodarki budzą ogromne zainteresowanie ekonomistek, podobnie jak półtora wieku wcześniej Karola Marksa. Nieprzypadkowo zresztą słynny bestseller Piketty’ego nosi tytuł Kapitał w XXI wieku.

Piketty: Karol Marks patrzy na Rosję

czytaj także

Przewidywany przez Marksa wzrost koncentracji przemysłu okazał się prawdą i to nawet dwukrotnie. Wpierw na przełomie XIX i XX wieku, gdy znaczenie monopoli ostatecznie ograniczyła interwencja państwa, na którą składała się fala ustaw chroniących konkurencję i podział niektórych z istniejących już monopoli. Dziś monopolistami są korporacje transnarodowe, które regulować jest dużo trudniej. Zgodnie z szacunkami Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju UNCTAD aż 80 procent handlu międzynarodowego odbywa się wewnątrz łańcuchów wartości globalnych korporacji. Przychody korporacji okazują się niejednokrotnie przekraczać dochody rządów – wśród stu największych organizacji jedynie 31 to państwa, a 69 korporacje. W późnym kapitalizmie wiele rynków przybrało postać oligopoli, gdzie funkcjonuje jedynie kilku, najwyżej kilkunastu producentów. Obserwujemy również koncentrację majątków prywatnych – zgodnie z najnowszymi danymi Credit Suisse 42 najbogatsze osoby świata posiadają majątek o takiej samej wartości jak biedniejsza połowa ludzkości.

Z perspektywy czasu największym z popełnionych przez Marksa błędów wydaje się niedocenienie roli państwa. Niemiecki ekonomista do dziś cieszy się sympatią wśród konserwatywnych kolegów po fachu ze względu na twierdzenie, że praw ekonomicznych nie można okiełznać za pomocą prawa państwowego. Z biegiem czasu okazało się jednak, że kapitalizm jest systemem możliwym do reformowania, a rządy pod presją ruchów społecznych są w stanie nie tylko ograniczać czas pracy, ale również stabilizować koniunkturę. Marks ponownie okazuje się niewolnikiem swoich czasów – gdyby urodził się trzydzieści lat sam mógłby obserwować pierwszą falę ustawodawstwa socjalnego.

Czy dziś wciąż warto interesować się dorobkiem Marksa? Trudno oczekiwać, aby książki wydane półtora wieku temu całkowicie adekwatnie opisywały dzisiejszą gospodarkę. Wiele z obserwacji Marksa wciąż jednak zachowuje aktualność, a kolejne pokolenia badaczy znajdują inspirację w jego twórczości. Sam Kapitał jest książką dość trudną w lekturze, ale warto znać przynajmniej któreś z dostępnych opracowań – w Polsce ukazał się właśnie drugi tom Przewodnika po Kapitale Karola Marksa autorstwa Davida Harveya.

Berman: Marks nie grał w lidze cyników

Niewielu naukowców wpłynęło na ekonomię w takim stopniu jak Karol Marks. Jego postaci nie można jednak ograniczyć do roli ekonomisty, czy nawet szerzej naukowca. Pozostaje on inspirujący przede wszystkim ze względu na rolę krytyka społecznego i przekonanie, że możliwa jest budowa lepszego, sprawiedliwszego świata. Jest to ważne szczególnie dziś, kiedy można odnieść wrażenie, że nadzieja przestała być jedną z kluczowych emocji dla lewicy. Ważną lekcją dla lewicy płynącą z lektury Marksa powinno być również to, że przedstawienie trafnych diagnoz rzeczywistości bez konkretnego programu jej zmiany to zdecydowanie za mało.

Bio

Marcin Wroński

| Ekonomista
Ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej oraz Wolnego Uniwersytetu Berlina. Publikował między innymi w: Krytyce Politycznej, „Obserwatorze Finansowym”, „Wiedzy i Życiu”, „Tygodniku Przegląd”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.