Gospodarka

Rząd planuje „wyprostować” Wisłę [rozmowa]

To ta ranga zniszczeń, co budowa obwodnicy przez dolinę Rospudy albo zwiększenie cięć drzew w Puszczy Białowieskiej.

Marcin Gerwin: Rząd ogłosił, że planuje udrożnić dolny odcinek Wisły z Warszawy do Gdańska, aby możliwy był nim transport rzeczny. Czy z perspektywy przyrodniczej  to dobry pomysł?

Mateusz Ciechanowski: Jest to bardzo szkodliwy pomysł, o konsekwencjach znacznie gorszych niż budowa przekopu Mierzei Wiślanej. To ta ranga zniszczeń, co budowa obwodnicy przez dolinę Rospudy albo zwiększenie cięć drzew w Puszczy Białowieskiej. Wisła jest ostatnią z europejskich rzek o takim stopniu naturalności. Niektórzy używają takiego sloganu, choć może jest on trochę na wyrost, że jest to ostatnia dzika rzeka w Europie. Podobnych rzek ostało się niewiele, a tej wielkości rzeka jest rzeczywiście jedną z ostatnich. Projekt hydrotechniczny na taką skalę doprowadziłby do utraty jej obecnego charakteru. Do tego jest ona jeszcze, na tym odcinku, w całości chroniona przez program Natura 2000. To więc nie tylko problem przyrodniczy, lecz także prawny.

 Aby barki mogły transportować Wisłą towary, potrzebne jest między inny pogłębienie koryta rzeki. Co właściwie jest w tym złego?

Pogłębianie koryta wiąże się z likwidacją piaszczystych łach. Gdy rzeka meandruje, tworzą się łachy, wyspy, w różnych stadiach sukcesji roślinności, począwszy od gołego piachu, aż po wyspy z zaroślami wierzbowymi i lasy łęgowe. Jest to klucz do różnorodności biologicznej Wisły, gdyż na tych wyspach gnieżdżą się ptaki wodno-błotne, takie jak rybitwy czy różne gatunki siewkowców. To one są głównym przedmiotem ochrony w ptasiej Naturze 2000. Utrata tych siedlisk będzie bardzo trudna do skompensowania lub niemożliwa.

 Aby Wisła mogła stać się drogą wodną oczekiwanej klasy, trzeba, mówiąc kolokwialnie, ją wyprostować.

 Trzeba pobudować ostrogi, które będą uniemożliwiały powstawanie meandrów, na skutek czego rzeka stanie się prostym kanałem. Tymczasem naturalna rzeka to dynamiczny układ, którego nie da się zamrozić w jakimś stadium i ustabilizować. Raz łacha powstanie tu, a raz tu. Tworzy się wyspa, a potem jest rozmywana przez rzekę. Są też regularne wylewy, które powodują nanoszenie się osadu. Nie da się zaplanować, że tu będą zarośla wierzbowe, tu wyspa, a tu goła łacha piaszczysta z kolonią rybitw. To tak nie działa. Naturalna rzeka cały czas pracuje.

 Przez zaporę we Włocławku tempo osadzania się osadów w dolnym odcinku Wisły bardzo się zmniejszyło, gdyż wszystkie osady rzeczne gromadzą się w tym nieszczęsnym zbiorniku. Tymczasem nanoszenie osadu jest kluczowe dla rozwoju nadrzecznych zbiorowisk roślinnych, w tym tak cennych, jak łęg topolowo-wierzbowy, który zachował się tylko na kilku stanowiskach. Jeżeli zamiast chodzi o ptaki, to jest to masakra, bo tym, co stanowi o wartości Wisły, są właśnie ptaki związane z piaszczystymi łachami, z plażami, z wyspami, z dynamiką koryta rzecznego i nanoszeniem piachu. Ptaki zakładają na łachach gniazda, bo są tam chronione przed drapieżnikami. Jeśli odpowiedzią na to ma być zakotwiczenie kilku barek, jak pod Kwidzyniem, żeby rybitwy mogły się na nich gnieździć i co rzeczywiście robią, to nie jest to wystarczające. W przypadku poszczególnych inwestycji, jak mosty, które będą powstawać, trzeba to kompensować. Jednak takimi kompensacjami nie da się zastąpić całego, dynamicznego ekosystemu doliny rzecznej.

 Czy zagrożone są tylko ptaki?

Usuwania osadów przy pogłębianiu koryta rzeki stwarza zagrożenie również dla tego, co żyje pod wodą. W Wiśle żyją cenne gatunki ryb, na przykład koza i boleń, czy minogów, jak minóg rzeczny, który ma tu swoje tarliska. Jest on gatunkiem obecnie bardzo rzadkim, z Polskiej Czerwonej Księgi. W Wiśle się on wciąż rozmnaża.

 Do powstania trasy wodnej potrzebne będą także kolejne zapory. Po części tłumaczy się to podpieraniem stopnia wodnego we Włocławku, który ma już tyle lat, że stwarza zagrożenie budowlane i powodziowe. Lepiej byłoby tę tamę rozebrać, wybrać toksyczne osady, które zgromadziły się tam przez lata i wręcz ten stopień zlikwidować. Jeżeli natomiast budujemy drogę wodną, będzie to wymagało iluś kaskad po drodze.

 Uregulowane rzeki mają dwu lub trzykrotnie mniejszą różnorodność gatunkową ryb, w porównaniu z rzekami nieuregulowanymi. A Wisła ma obecnie dość bogatą ichtiofaunę.

 Zagrożone są także bezkręgowce wodne. Najbardziej zagrożone gatunki jętek w Europie, to nie są owady związane z czystymi, górskimi potokami, tylko gatunki związane z dolnymi, nizinnymi odcinkami rzek, gdzie jest piaszczyste dno. Dotyczy to również ważek. Wiele gatunków jętek związanych z takimi siedliskami już jest w Polsce wymarłych. Te dolne odcinki rzek są w Europie najbardziej zagrożone, gdyż są najmocniej przekształcone. W górach natomiast jest jeszcze mnóstwo dobrze natlenionych, czystych potoków. Z nimi nie ma problemu. Problemem są dolne odcinki rzek. W Europie ich już prawie nie ma, gdyż niemal wszystkie duże rzeki są uregulowane i wyprostowane i nie mają naturalnego charakteru. Wówczas gatunki, które są związane z piaszczystym dnem rzek, wymierają. Również w Polsce szereg gatunków jętek jest wymarłych i możemy stracić następne.

 Wspomniałeś też o ważkach.

Jeżeli chodzi o ważki typowe dla rzek nizinnych, jak gadziogłówki, to entomolodzy z Europy Zachodniej przyjeżdżają oglądać ich masowe rojenia nad polskimi rzekami, gdzie latają tysiące osobników. Ich larwy rozwijają się w piaszczystym dnie nizinnych odcinków rzek. Na Zachodzie już tego nie ma. Niektóre rzeki są wręcz całkowicie skanalizowane, jak część odcinków Renu.

 Jednak unijne wytyczne zachęcają do tego, by transportować towary rzekami.

Logika środków unijnych często wygląda tak, że najpierw wydaje się ogromne środki, by zniszczyć rzekę pod pretekstem rozwoju żeglugi śródlądowej czy ochrony przeciwpowodziowej, a następnie, za równie duże pieniądze, przeprowadza się renaturyzację tych samych rzek. Są nawet specjalne metody hydrotechniczne odtwarzania meandrów. Powstają całe podręczniki na ten temat. A wystarczyło po prostu nie niszczyć rzek.

 Z Zachodu przyjeżdżają ludzie i oglądają w Warszawie łęgi, czyli lasy nadrzeczne w międzywalu, które są zalewane co roku przez powódź. Pytają, ile was kosztowało odtworzenie tego?

 Wówczas ludzie z Polski pytają, ale jakie odtworzenie? Przecież to tutaj było zawsze. Nie zdążyliśmy tego jeszcze zniszczyć, ale zamierzamy w najbliższym czasie, bo chcemy mieć wszystko tak, jak wy.

  Czy nie przekonuje cię to, że transport rzeczny może być bardziej ekologiczny niż samochodowy? Może w ogólnym rozrachunku byłoby lepiej, gdyby transport odbywał się w większej mierze Wisłą niż ciężarówkami przez Polskę?

Ekologiczny jest również transport kolejowy, a sieć kolejową już mamy. Wystarczy ją modernizować, aby była przepustowa. Koleją można także transportować TIR-y. Jest to o tyle lepsze rozwiązanie, że nie wymaga dodatkowych zniszczeń w przyrodzie. Natomiast w przypadku Wisły możemy zniszczyć rzekę wyjątkową, o bardzo wysokich walorach przyrodniczych. Jest to rzeka użytkowana przez człowieka, ludzie nad nią mieszkają, w międzywalu znajdują się łąki i pastwiska. Nie jest to więc klasyczna ostoja dzikiej przyrody lub jedyne, tak dobrze zachowane, torfowisko soligeniczne na zachód od Uralu, jak w przypadku doliny Rospudy. Jednak nadal jest to wyjątkowo cenna rzeka w skali Europy.

***

Dr Mateusz Ciechanowskiadiunkt w Katedrze Ekologii i Zoologii Kręgowców na Uniwersytecie Gdańskim.

**Dziennik Opinii nr 135/2016 (1285)

 

Bio

Marcin Gerwin

| Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i partycypacji
Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i partycypacji. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, publicysta Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.