Gospodarka

Dolina Antygenderowa. Gdzie są kobiety w IT?

sillicon-valley

Ostatni seksistowski skandal w Dolinie Krzemowej unaocznia wszechobecne w branży technologicznej nierówności i dyskryminacje związane z płcią.

Na początku miesiąca do wiadomości publicznej wyciekł „Manifest” Jamesa Damore’a, pracownika Google, który w wielostronicowym, wewnętrznym dokumencie podważa wszystkie aspekty polityki korporacyjnej Google, które kładą nacisk na wspieranie kobiet oraz mniejszości etnicznych w miejscu pracy. W swoim dokumencie Damore dowodzi, że za nierównościami płciowymi w branży technologii informatycznej stoją w istocie obiektywne, biologiczne różnice między kobietami i mężczyznami.

Kilka dni po wycieku dokumentu gigant technologiczny zwolnił Damore’a i oficjalnie przeprosił. Mężczyzna naruszył bowiem zasady kodeksu firmy, który zakazuje stosowania stereotypów genderowych.

Wiśniewska: On jest mądry, ona przemądrzała

Choć Google zwolnił Damore’a, to szkopuł w tym, że w firmie kobiety nadal są systematycznie dyskryminowane. Mimo iż Google ma w swojej ofercie programy wspierające rozwój i awans kobiet oraz politykę różnorodności, to nierówne traktowanie kobiet jest przyczyną pozwu sądowego, przygotowywanego właśnie przez sześćdziesiąt byłych i obecnych pracownic korporacji. Nie podoba im się, że kobiety na takim samym stanowisku zarabiają mniej niż ich koledzy-mężczyźni, a niektóre z nich twierdzą wręcz, że na korytarzach Google panuje atmosfera otwarcie dyskryminująca i nieprzyjazna dla kobiet.

Różnice w poziomie wynagrodzeń wśród kobiet i mężczyzn zauważyło również Ministerstwo Pracy Stanów Zjednoczonych, o co oskarżyło firmę w kwietniu tego roku. Według przedstawiciela prawnego Johna Fibingera, który reprezentuje kobiety zastanawiające się nad złożeniem aktu oskarżenia, „pracownice zarabiają rocznie nawet o czterdzieści tysięcy dolarów mniej niż wykonujący tę samą pracę i posiadający te same kwalifikacje mężczyźni”. Jedna z kobiet dowiedziała się, że ma w swoim zespole podwładnych mężczyzn, którzy zarabiają więcej niż ona. Pensje pozostałych powódek są o 1/3 niższe niż pensje mężczyzn na tym samym stanowisku.

Seksizm nasz codzienny

Pracownice Google i innych firm technologicznych z Doliny Krzemowej skarżą się na to, że menadżerowie nie biorą ich pod uwagę przy doborze liderów zespołów. Kobiety wciąż spotykają się z niestosownymi pytaniami na temat życia osobistego, wzbudzają niechciane zainteresowanie seksualne i doświadczają molestowania. Niektóre skarżą się, że nawet kiedy pracują więcej niż ich koledzy, ci wciąż ich nie szanują. „Powiedziano mi, że przez ponad rok nie mogę spodziewać się awansu, mimo iż moi koledzy-mężczyźni zostali w tym czasie awansowani kilkukrotnie” – powiedziała serwerowi Huffington Post Caitlin, menedżerka techniczna projektu, która koduje i projektuje skomplikowane algorytmy.

Dla kobiet takich jak Caitlin, która codziennie spotyka się w swojej pracy z seksizmem, „Manifest” Damore’a jest jednoznacznym dowodem na to, jak protekcjonalnie zachowują się niektórzy ludzie z branży IT wobec kogokolwiek, kto nie jest biały i nie jest mężczyzną. „Zalety i umiejętności kobiet oraz mężczyzn mogą się różnić częściowo z przyczyn biologicznych. Te różnice mogą tłumaczyć nierówną reprezentację kobiet w firmach technologicznych oraz na ich stanowiskach kierowniczych” – twierdzi Damore w swoim „Manifeście”. Swój tekst oparł na pseudonaukowych argumentach, które zostały bezkrytycznie przyjęte przez jego zwolenników oraz prawicowe media w USA. Wagi jego twierdzeniom dodawał ponadto doktorat z biologii. Dopiero później okazało się, że go nie dokończył.

Próby usprawiedliwienia nierówności między kobietami i mężczyznami za pomocą dowodów naukowych występowały w przeszłości powszechnie i dzisiaj wciąż się pojawiają. Badania psychologiczne dowodzą jednak, że jeśli chodzi o umiejętności matematyczne czy werbalne, to różnice między płciami nie istnieją lub są pomijalne.

Gilligan: Kobiety uczą dziewczęta, dziewczęta uczą kobiety

Według Yonatana Zungera, który był menedżerem wyższego szczebla w Google, praca na wyższych stanowiskach wymaga czegoś więcej niż tylko umiejętności technicznych. „Inżynieria to nie sztuka konstrukcji urządzeń – to sztuka rozwiązywania problemów” –  Zunger wyjaśnia, dlaczego autor google’owskiego „Manifestu” jest w błędzie. Urządzenia są według niego środkiem, a nie celem. „Rozwiązywanie problemów polega przede wszystkim na ich zrozumieniu – a wszystko to, nad czym pracujemy, ma za zadanie rozwiązanie problemów w świecie zewnętrznym, ludzkich problemów” – twierdzi Zunger.


Paulina Młynarska: Media będą lepsze, jeśli będzie w nich więcej kobiet
**

W „Manifeście” Damore utrzymuje, iż powodem niedoboru kobiet w IT oraz na stanowiskach kierowniczych jest to, że kobiety w przeciwieństwie do mężczyzn zorientowane są bardziej na opiekę, nie odpowiada im stres, są emocjonalne, niesystematyczne i dlatego wybierają pracę w dziedzinach społecznych. Ponownie, nie trzeba wiele wysiłku by sprawdzić, że według najważniejszych badań to kobiety osiągają w szkołach średnich oraz na studiach lepsze wyniki w matematyce. To, że częściej wybierają później karierę w naukach społecznych jest więc spowodowane raczej stereotypowym wychowaniem, choć nie bez wpływu jest to, że branża technologiczna konsekwentnie pomija kobiety i kieruje swoje marketingowe i HR-owe komunikaty przede wszystkim do mężczyzn.

Kiedy kobiety przestały kodować?

Technologia informacyjna była kiedyś domeną kobiet. Przez długi czas kierunek ten studiowały przede wszystkim kobiety i sądzono, że będzie to kobieca branża. Jednak w 1984 r. wyraźnie zmieniły się proporcje między zatrudnionymi w tym sektorze kobietami a mężczyznami.

Badania Jane Margolis z 1990 roku ukazują, że w 1984 roku informatykę na uniwersytetach zaczęli częściej studiować chłopcy. Trend ten rozwijał się od tego czasu już tylko na niekorzyść dziewczyn. Margolis ustaliła, że komputer osobisty ma w domu więcej chłopców niż dziewczyn, bowiem rodzice kupowali komputery zdecydowanie częściej synom niż córkom. Dzięki temu synowie mieli w szkole przewagę, a dziewczyny, które nie miały w domu komputera, pozostawały w tyle. W ten sposób stopniowo zniknęły z branży, a IT zaczęło był uważane za branżę odpowiednią dla mężczyzn. Postępujące wycofywanie się kobiet z branży IT bywa też często łączone z tym, że biznes ten zaczął być bardziej dochodowy, a więc jak w wielu innych obszarach gospodarki do nowej, obiecującej pracy chętniej napływali mężczyźni. Obecnie kobiety starają się jednak do niej wrócić i wywalczyć sobie w niej równe warunki pracy.

Cały skandal z „Manifestem” i nagłośnienie go w mediach może okazać się korzystny i dla branży, i dla pozycji, jaką zajmują w niej kobiety. Wreszcie zaczyna się prawdziwa dyskusja o nierównościach w branży IT. Kierownicy Google jednoznacznie opowiedzieli się przeciwko „Manifestowi”, a teraz powinni podjąć konkretne działania na rzecz realnego wyrównania warunków pracy i płacy między białymi mężczyznami, kobietami oraz pracownikami wywodzącymi się z mniejszości etnicznych i społecznych. Czy tak się stanie? I czy w ślad za Google pójdzie cała Dolina Krzemowa?

Błędowska: I am bossy

**
Tekst ukazał się na portalu internetowym A2larm.cz. Z języka czeskiego przetłumaczyła Olga Słowik.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Myślę, że warto w tym miejscu zdefiniowiać, czym jest nauka a czym pseudonauka. Kryterium ich odróżnienia jest bardzo proste. Jeśli robimy jakieś badanie i nam z niego wyjdzie, że kobiety są w danej dziedzinie lepsze i/lub dyskryminowane, to jest to nauka. A jeżeli wynik będzie wskazywał na to, że w czymś lepsi są mężczyźni i/lub mniejszy w niej sukces kobiet wynika z CZEGOKOLWIEK innego, niż dyskryminacja, to jest to pseudonauka. Najbardziej rzetelnie kryteria, jak wiadomo, spełnia gender studies - najjaśniej świecąca gwiazda naukowej rzetelności i metodologii.

Logika "postępowców":
1. płeć, rasa, orientacja itp - to tylko konstrukty społeczne, nie mające znaczenia.
2. zatrudniać należy NIE wg. kryterium wiedzy, umiejętności i doświadczenia ale wg..... płci, rasy i orientacji, które oficjalnie nie mają żadnego znaczenia..
Cóż, gratuluję i życzę sukcesów z takim podejściem.

Oczekiwanie logiki od lewaków jest nielogiczne.

Krzysztof Mazur

A te panie nie mogą założyć własnej korporacji i pokazać Google'owi gdzie raki zimują?

Czas skończyć z mydlącą oczy metaforą, że ostry biznes, gdzie można szybkimi skokami zrobićogromne transfery wartości deminowanejej w zapisach na elektronicznych kontach światowego systemu finansowego, to jakaś fair play gra, gdzie liczy się dobra wola i wysiłek i dobro przyszłych społeczeństw. To jest grabież na nieświadomych przyszłych zasad mieszkańcach ziemi. To jest czystej wody wojna, prowadzona zalegitymizowanymi a czasem nie środkami i metodami (i nie sprawiedliwa, i nie obronna). Im więcej pieniędzy w przyszłości do podziału tym więcej przemocowości i brudnych trików. To nie jest domena kobiet.

Przykłady leżą na ulicy. np. UBER. Ogromne pieniądze nastawione na niszczenie wszystkich alternatywnych sieci komunikacyjnych, poto by w ramach jednej technologii wszystkie przewozy na końcu podporządkować.
I słuchajmy dalej tychbzdur, że technologia jest apolityczna... Czy w to ktoś jeszcze wierzy?

To nieprawda! UBER była kobietą ! 🙂

UBER nic nie niszczy, po prostu oferuję usługę, która klientom odpowiada bardziej niż te które są "niszczone". Do tej pory wszystkie przewozy są podporządkowane technologi wydobycia ropy. Jakoś ci to nie przeszkadza.

Czy ktoś wie, dlaczego postępuje feminizacja zawodu sędziego w Polsce, a niekoniecznie w innych krajach UE? Na poziomie sądów rejonowych (a nie mówię tylko o sądach rodzinnych sfeminizowanych nie wiedzieć czemu już za PRL) zjawisko to jest już bardzo zaawansowane. Może to świadczy o kobietach (i sądach) pozytywnie (a może nie), ale czy wolno o tym dyskutować bez narażania się na zarzuty etyczne, nie merytoryczne jak w powyższym, anty-skutecznym artykule?

Dlaczego? Bo spada prestiż zawodu.

No, właśnie. Wysoki prestiż zawodu jest wprost proporcjonalny do jego maskulinizacji. Niski do jego feminizacji. A najlepiej tę zależność ilustrują takie profesje, jak śmieciarz i kanalarz.
Poza tym, ciekawa teoria. Sędziny nie spadają z nieba, ani nie dostają tej pracy z pośredniaka. Muszą ukończyć żmudne, nudne, do pewnego studnia trudne studia. Sugerujesz, że kobiety zaczęły je masowo studiować w momencie, gdy uznały, że prestiż zawodu spada?
No, bo biorąc pod uwagę, iż zawód sędziego historycznie kojarzony był z facetami, ostatnia deska feministycznego ratunku w postaci genderbajki "bo dziewczynki uczy się, żeby ..." nieszczególnie pasuje do sytuacji.

NIe wiem na jakiej podstawie ustalacie niski prestiż zawodu śmieciarza. Jakieś badania?
Prestiż oczywiście nie jest jedynym korelatem zjawisk związanych z maskunalizacją lub feminizacją. Kosze na śmiecie są ciężkie i wielkie ( są ograniczenia dotyczące relacji masy ciała pracownika w odniesieniu do przedmiotów, które może podnosić). Wrażliwość na pewien typ boźców węchowo wzrokkowych też może być statystycznie różna wśród kobiet i mężczyzn.
Sędziny i sędziowie kończyli te same trudne i żmudne studia. Już na pewnym etapie kariery zawodowej podejmuje się decyzje zawodowe na bazie aktualnych propozycji i możliwości. Sądy nie cieszą się estymą w Polsce, są bólem głowy obywateli, nie słyszałam aby któyś z moich znajomych kolegów-prawnikw wypowiadał się o nich jako pożądanym miejscu pracy (to jakoś kilkunastoosobowa próbka, wiem mała..). Pieniądze - jeśli ktoś nie jest skorumpowany - nie oszałamiające.

czyli wrażliwość na pewne bodźce zapachowe może się rozkładać różnie u mężczyzn i u kobiet, ale inteligencja już nie?

może sęk w tym, że kobiety po prostu są (przeciętnie) mniej inteligentne?

>NIe wiem na jakiej podstawie ustalacie niski prestiż zawodu śmieciarza. Jakieś badania?

xD

Dyskryminacja i potrzeba parytetów istnieje tylko tam, gdzie kobiet jest mniej a praca/stanowisko jest intratne. W przypadku odwrotnym (sądy, biura, szkoły, urzędy - gdzie odsetek kobiet sięga 80-90%) femihipokrytki nabierają wody w usta.

A już do fedrowania na przodku całkiem się nie garną.

Jakże merytoryczne komentarze odnoszące się do problemu.

Trzeba zwolnić wszystkich facetów-informatyków a na ich miejsce zatrudnić same kobiety, najlepiej czarne. Wtedy Google z pewnością osiągnie sukces. Nie powinno być tak, że o zatrudnieniu i karierze decydują jakieś bzdury jak wykształcenie czy doświadczenie. Do boju siostry.

Mnie bardziej interesuje, jak można tak kłamać o publicznie dostępnym dokumencie. Każdy sobie może sprawdzić, że był on bardzo wyważony i w zasadzie stanowił krótkie podsumowanie obecnego konsensusu naukowego.

Odwołanie do treści dokumentu w tekście jest tylko na samym początku, a i tak zawiera dwa kłamstwa.

"Na początku miesiąca do wiadomości publicznej wyciekł „Manifest” Jamesa Damore’a, pracownika Google, który w wielostronicowym, wewnętrznym dokumencie podważa wszystkie aspekty polityki korporacyjnej Google, które kładą nacisk na wspieranie kobiet oraz mniejszości etnicznych w miejscu pracy. "

1. Ani słowa nie ma tam o "mniejszościach etnicznych"
2. Nie podważa wszystkich, o części mówi, że są OK i nawet proponuje nowe (np. żeby pracę z kodem uczynić bardziej "people-oriented")

Gratuluję, tyle znaczków wyprodukować a nawet nie zajrzeć do źródła.

A moim zdaniem kobiety od mężczyzn nie róznią się niczym...żartowałem, lecz pseudonaukowcy z dziedziny ideologii gender chyba w to wierzą. Wszystkie komentarze do godz 11:40 wskazują że trudno ludzi przekonać do nonsensów o genderowej proweniencji.
To się nie może udać... wystarczy posłuchać jak próbowano wprowadzać gender w kibucach i z jakim skutkiem...Czasem myslę ze ppoglady orbitujące gdzieś blisko lewicy biorą się z idealizmu, niestety, coraz częściej skłaniam się do zdania że ich źródłem jest głupota.

Te słowa są fałszywe, rozpowszechniacie kłamstwo, to nie jest pseudonauka tylko fakt.

>„Zalety i umiejętności kobiet oraz mężczyzn mogą się różnić częściowo z przyczyn biologicznych. Te różnice mogą tłumaczyć nierówną reprezentację kobiet w firmach technologicznych oraz na ich stanowiskach kierowniczych” – twierdzi Damore w swoim „Manifeście”. Swój tekst oparł na pseudonaukowych argumentach, które zostały bezkrytycznie przyjęte przez jego zwolenników oraz prawicowe media w USA

Sądząc po komentarzach, powinno się zorganizować kampanię pod tytułem uważaj gdzie linkujesz 😀

A do was wciąż nie trafia, że w pewnych dziedzinach kobiety są obiektywnie gorsze od mężczyzn? Prawdziwa równość można uzyskać wyłącznie poprzez upośledzenie mężczyzn do poziomu kobiet (w tych dziedzinach).

Rzeby ustalić gorszość i lepsiejszość czegokolwiek, trzeba przyłożyć do tego sztancę.

Oczwiście obiektywnie wyprodukowaną w zapatrzonego w swój pępek faceta i wsłuchanego w wirtualny chór sławiący te cechy i cele, które on posiada i rozumie. Czy coś poza tym istnieje? Taaaak? Naprawdę?

>Oczwiście obiektywnie wyprodukowaną w zapatrzonego w swój pępek faceta i wsłuchanego w wirtualny chór sławiący te cechy i cele, które on posiada i rozumie. Czy coś poza tym istnieje? Taaaak? Naprawdę?

Kobiety są średnio lepsze w pewnych rzeczach względem mężczyzn. To chyba nasuwa się samo po przeczytaniu komentarza na który odpowiadasz.

Co Panią Johanne obchodzi Dolina Krzemowa? W Czechach nie ma dyskryminacji w IT?

"[Doktorat z biologii] Dopiero później okazało się, że go nie dokończył." Deprecjonujemy bo przecież jakżeby inaczej, w końcu bez doktoratu nie da się wyciągać logicznych wniosków i korzystać rozumnie ze źródeł. Jak równie obserwować świat. Bez doktoratu ni chu chu.

"Badania psychologiczne dowodzą jednak, że jeśli chodzi o umiejętności matematyczne czy werbalne, to różnice między płciami nie istnieją lub są pomijalne." Pięknie, ale i pewnie dowodzą różnic w kwestii preferencji zawodowych. Dlaczego jest mało kobiet na politechnikach? Dlaczego w technikach również istnieje ogromna dysproporcja? Czemu licea w klasach biol-chem to raczej dziedzina dziewcząt? Czemu kierunki na studiach pedagogicznych to 5:1 dla kobiet? Kto je na jednych kierunkach dyskryminuje a na inne promuje? Koledzy? Koleżanki? Rodzice? Kto winny? Co winne? Może zły kolor kołyski?
Droga pani autorko, jedna rzecz to możliwa dyskryminacja płacowa, druga rzecz to NATURALNA skłonność kobiet do wyboru innej ścieżki edukacyjnej i w konsekwencji takiej a nie innej ich reprezentacji w określonych rodzajach pracy. Czy to jest takie trudne do zrozumienia, że kobiety po prostu wybierają co innego, same, bez przymusu. Może to poprzez brak przykładów w swoim otoczeniu, kto wie, ale nie jest to powodowane poprzez dyskryminację podczas rozmów kwalifikacyjnych.

Kolejna rzecz to co takiego skandalicznego jest w tym tekście James D'amore? Tekst ma swój konkretny tytuł, to nie jest żaden "Manifest" tylko "Google's ideological echo chamber". I jedyną skandaliczną rzeczą jest w całej sprawie to, że zarząd Google zamiast odpowiedzieć sobie na pytanie "jak sprawić aby kobiety chętniej podejmowały pracę u nas, oraz aby wcześniej wybierały odpowiednią edukację aby mogły pracować w technicznych zawodach" woli wywalić z pracy człowieka który sygnalizuje źródła różnic psychologicznych. Wolność wypowiedzi, wolność poglądów jak się patrzy...

Dziwi mnie bardzo mocno, że femino-gendero-obłudnice nie zainteresują się dyskryminacją kobiet w takich zawodach jak np.: służby oczyszczania miasta /100% jak widzę pojazdy MPO to mężczyźni. kobiety jeszcze nie widziałem!/, praca w kamieniołomach, służby więzienne (klawisze); a mężczyzn w zawodach pielęgniarz /bodajże 99% to są kobiety!/. Dlaczego w tych zawodach nie walczą o parytety i inne bzdury genderowe??? Coś im nie pasuje? Co?

Dlaczego kobiety tak sromotnie z mężczyznami przegrywają w szachy, że aż nikt nie organizuje wspólnych zawodów?

Szachy mają za cel wojnę i anihilację przeciwnika, na której kobietom zwykle nie zależy. Żeby być "dobrym" w czymś, warunkiem minimum jest minimalna identyfikacja z celem danego przedsięwzięcia.
Proste? Jak konstrukcja cepa. Myślę, że zaślepieni swoją wielkością mężczyźni też to jakoś rozumieją.

a, czyli jednak istnieją jakieś przyrodzone preferencje, które mają wpływ na rozwój zainteresowań? Może właśnie dlatego tak mało jest kobiet-fachowców po studiach technicznych?

Szanowna Pani, coraz bardziej się Pani miota w swoich wywodach.

*mota

Kobiet można bronić wskazując dziedziny, w których są efektywniejsze, a nie, że nie ma dziedzin w których obie płcie nie różnią się efektywnością gdyby zapewnić im takie same warunki, w tym warunki startu. W księgowości się sprawdzają - chyba wszyscy mężczyźni, jakich spotkałem w tej branży wcześniej czy później swoją "kreatywnością" doprowadzali do kłopotów. Gdyby finanse były też sfeminizowane, neoliberalizm z jego "instrumentami" prawdopodobnie by nie powstał ku pożytkowi całej cywilizacji. W tych obszarach rzetelność jest większą cnotą niż "kreatywność". Z innej parafii, intuicja podpowiada mi, że np. byłyby lepszymi kapłankami. Popuszczając fantazji, w polityce być może sprawdziłby się system, w którym tylko kobiety mogłyby być wybierane do organów władzy ustawodawczej, a mężczyźni wykonawczej. Może by się nie sprawdził, dyskusja o tym rozwiązaniu mogłaby być całkiem twórcza ale tylko pod warunkiem, że jej uczestnicy pogodzą się z tym, że różnice są i wcale nie świadczą źle o żadnej ze stron.

Ja nie zamierzam w swoim komentarzu bronić kobiet. Wskazuję na ważny moim zdaniem mechanizm w - który powduje że ten korwinowski szachowy argument, który z takim upodobaniem chlopcy o pewnym etapie mentalności używają ma swoje błędy (logiczne).

Zgadzam się z panem, że różnice są potrzebne i powinny być szanowane. Praktyka jest jednak taka, że przeważnie są wykorzystywane po to by deprecjonować.

Uważasz, że poza GO najbardziej abstrakcyjna, rozwijająca logiczne myślenie, przewidywanie, umiejętności planowania strategii i działań, sięgająca tysięcy lat swego rodowodu gra, sprowadza się do prymitywnego zabijania przeciwników?? Wybacz, ale kompromitujesz się całkowicie

Tak , co do istoty - tak uważam. Cel okropny, czasem śrdoki do jego osiągnięcia mogą charakteryzować się czymś atrakcyjnym. Logiczne myślenie, umiejętność planowania i strategii ma dla mnie o tyle wartość, o ile służy życiu i dobru. Wykorzystana do niszczenia, jest brzytwą w ręku małpy.

Tę samą wojnę i anihilacje przeciwnika - i to w znacznie bardziej konfrontacyjnym, bezpośrednim sensie - ma za cel 99% dyscyplin sportowych, w których kobiety radzą sobie świetnie. Także może lepiej ten - nawet bardziej gimbazjalny, niż rzeczywiście feministyczny argument - zapomnij. Nie przejdzie nawet na seminarium z gender studies. O rzeczywistości, nie wspominając.

Do tej pory sądziłam, że sport służy w prezentowaniu jak najlepszych możliwości organizmu. (sport służący anihilacji przciwnika ..... coś tu się chyba miesza)

tak - oczywiście nie w dosłownym sensie - ale w sporcie konkurentów się eliminuje. Nie ma sportu bez konkurencji. A szachy to taki sam sport jak każdy inny.

Czyli przyznajesz że kobiety nie nadają się do rywalizacji tak dobrze jak mężczyźni. Dziękuje bardzo za potwierdzenie, wygląda na to że manifest mówi prawdę.

I nie w wywyższaniu się.

Nadają się do rywalizacji w szukaniu jak najlepszych rozwiązań we współistnienu a nie zabijaniu.

Ale szachy to nie ćwiczenia ze skutecznej formy walki, tylko wysoko wysublimowana abstrakcja umysłowa. Logiczne myślenie, ćwiczenie wyobraźni, umiejętność rozwiązywania problemów. To że sprowadzasz szachy do symulacji wojny już świadczy, że nic nie rozumiesz.

Świat, cywilizację stworzył męski umysł. Tak w 99 %

Kobiety mogą ją sprowadzić tylko do poziomu jaskini. Ewentualnie głębokiej starożytności

To, że coś przetrwało w tym świecie ciągle niszczonym przez wojny - jest ogromną zasługą tego, co włożyły mimo ogromnej przemocy wszelakiej i wiatru w oczy - w cywilizację kobiety i mężczyźni, którzy potrafią współpracować i się szanować. Tylko ci mężczyźni, którzy to rozumieją i się tym inspirują zostawiają po sobie coś trwałego i wartościowego.

Mam lepszy pomysł. Oceniajmy każdego indywidualnie i po problemie.

Przyjdzie taki dzien, ze ten Danmore zostanie multimilionsrem. Jak on zacznie podawac do.sadu tych wszystkich ludzi ktorzy wypisuja bzdury o tym, co jego domument zawiera a czego nie zawiera i zacznie wygrywac te sprawy (a wygrac musi) to odszkodowaniom nie bedzie konca. Piszecie o realnie istniejacej.ozobie. Naprawde nis macie skrupulow w rozglaszaniu ze napisala cos czego nie japisala? Przeciez kazdy moze sprawdzic. To jsst zwykle pomowienie. Nie czujecie tego?