Gospodarka

A słabi muszą ulegać?

W 1988 roku, przeglądając papiery Keynesa w Cambridge, Janis Warufakis zauważył egzemplarz „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa. Znalazłem w nim podkreślony ołówkiem fragment: „Silni osiągają swe cele, a słabi muszą ulegać”. Te słowa nie dawały mu spokoju wiosną 2015 roku w czasie rozmów z wierzycielami Grecji. Fragment książki Janisa Warufakisa.

Był środek lata, gdy w Camp David, wiejskim ustroniu prezydenta Stanów Zjednoczonych, sekretarz skarbu Richarda Nixona i eksgubernator Teksasu John Connally przekonali swego prezydenta, by niczego niepodejrzewającym liderom politycznym Europy zafundować niesławny szok Nixona. Pod koniec rozstrzygającego weekendu konsultacji z najważniejszymi doradcami prezydent Nixon postanowił wygłosić w telewizji, na żywo, zaskakujące przemówienie: globalny system walutowy, który Ameryka zaprojektowała i od zakończenia wojny wspierała, zostanie za jednym zamachem zdemontowany[1]. Kalendarz pokazywał niedzielę, 15 sierpnia 1971 roku.

Kilka godzin po telewizyjnym orędziu prezydenta, dokładnie o północy, wojskowy samolot transportowy wystartował z bazy Sił Powietrznych Andrews w kierunku Europy. Leciał nim Paul Volcker, podsekretarz Connally’ego, gotowy do konfrontacji z ministrami finansów Europy, już wtedy bliskich zbiorowego załamania nerwowego[2]. W tym samym czasie Connally przygotowywał mowę do narodu, by następnie samemu polecieć do Europy, gdzie miał oznajmić gromadzie jej zadufanych w sobie premierów, kanclerzy i prezydentów, że jest po zawodach. Waszyngton zdecydował o wyłączeniu wtyczki zasilającej z globalnego systemu finansowego, który sam opracował w 1944 roku i nad którym od tamtej pory troskliwie czuwał.

Podczas gdy Volcker zajmował się europejskimi ministrami finansów i bankierami w Londynie, starając się ich uspokoić, Connally przekazywał osobiście i bez ogródek bardziej obcesowy komunikat ich szefom. Streszczał się on mniej więcej w następujących słowach:

„Panowie, przez lata podważaliście nasze przywództwo w zarządzaniu globalnym systemem finansowym – stworzonym przez nas, żeby pomóc wam wydobyć się z bagna, w które sami się wpakowaliście. Pozwalaliście sobie na łamanie ducha i przepisów tego systemu. Zakładaliście, że będziemy go dźwigać na swoich barkach niczym Atlas, bez względu na koszty i pomimo waszych zniewag i akcji sabotażowych. Ale byliście w błędzie! W niedzielę prezydent Nixon odciął linę bezpieczeństwa łączącą naszego dolara z waszymi walutami[3]. Z jakim skutkiem dla was, zobaczymy! Mam przeczucie, że wasze waluty będą jak szalupy ratunkowe zrzucone z bezpiecznego okrętu USS Dollar, miotane falami oceanu, z którym nigdy nie miały się zmierzyć, wpadające na siebie i w ogóle niezdolne do wytyczenia własnego kursu[4].”

Po czym Connally podsumował to wszystko zwięzłym, boleśnie brutalnym zdaniem, które do dziś odbija się echem w Europie: „Panowie, dolar jest naszą walutą. I od tej chwili to wy macie problem!”[5].

Connally: „Panowie, dolar jest naszą walutą. I od tej chwili to wy macie problem!”

Przywódcy europejscy błyskawicznie zrozumieli powagę swojego położenia, ale ich reakcja była serią odruchów bezwarunkowych, które – od błędu do błędu – po czterdziestu latach doprowadziły Europę do obecnego położenia. W 2010 roku musiała się ona zmierzyć z konsekwencjami tych czterdziestu lat nagromadzonych błędów. Kryzys jej wspólnej waluty wynika z porażek sięgających korzeniami tamtych wydarzeń z 1971 roku, gdy Nixon, Connally i Volcker wyrzucili Europę ze strefy dolara[6]. Komedia pomyłek, którą europejscy liderzy odpowiedzieli na kryzys euro po 2010 roku, również ma związek z tamtą niezdarną reakcją na szok Nixona.

Nadciągające chmury

Nixon nie bez oporów przyjął prostacką teorię Connally’ego. Zresztą nie była ona tak prostacka, jak Connally uwielbiał ją przedstawiać. Wygłoszone w środku lata wystąpienie Nixona wysłało na śmietnik historii powojenny globalny system finansowy, od pewnego czasu trzeszczący w wielu miejscach niczym rozpadająca się łajba, której niechybne zatonięcie mogło pociągnąć za sobą na dno powojenną hegemonię Stanów Zjednoczonych.

Lyndon B. Johnson, bezpośredni poprzednik Nixona w Białym Domu, a zarazem ziomek z Teksasu i polityczny mentor Connally’ego, również uważał, że opracowany przez Amerykanów powojenny system finansowy zbyt długo nie przetrwa[7]. W 1966 roku w rozmowie z Francisem Batorem, swym zastępcą doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego, Johnson twardo zapewniał, że chętnie zniósłby ten globalny system i odszedł od fundamentalnego dla niego powiązania dolara z wartością złota: „Nie będę osłabiał amerykańskiej gospodarki, zarzynał swojej polityki zagranicznej okrawaniem naszej pomocy czy wycofywaniem oddziałów ani chwytał się protekcjonizmu tylko po to, byśmy mogli wydawać Francuzom złoto po trzydzieści pięć dolarów za uncję”[8]. Jednak zaprzątnięty swoim programem „Wielkiego Społeczeństwa” oraz wzmocnieniem amerykańskiego zaangażowania w wojnę w Wietnamie, Johnson wstrzymywał się z decyzją zburzenia globalnego systemu – wprowadzonego dwie dekady wcześniej przez administrację prezydenta Franklina Delano Roosevelta (czyli architektów Nowego Ładu) – i pozwolił mu dogorywać[9].

Po wprowadzeniu się do Białego Domu także Nixon próbował odwlec w czasie nieuniknioną decyzję. Mimo że jego wewnętrznie skłócony zespół decydentów coraz wyraźniej dostrzegał załamanie globalnego systemu walutowego, same ich ostrzeżenia nie wystarczyłyby, by przekonać Nixona do użycia szokowego rozwiązania (opracowanego wspólnie z Johnem Connallym) wobec zdezorientowanych Europejczyków. Jak się przekonamy poniżej, dopiero kilka agresywnych działań Francuzów, Niemców i Brytyjczyków, podjętych między 1968 rokiem a latem 1971 roku, rozwiązały Nixonowi ręce. Te lekkomyślne operacje, godzące w amerykański zarząd nad globalnym kapitalizmem, dały okazję Connally’emu i „temu przeklętemu Volckerowi”[10], by uzmysłowić prezydentowi, że nie ma innego wyjścia: trzeba zlikwidować międzynarodowy system walutowy, znany jako Bretton Woods, i pozbyć się balastu Europy.

Warufakis: Ogłosimy Nowy Ład dla Europy

Czy historia mogła potoczyć się inaczej? W 1971 roku wszyscy wiedzieli, że powojenny globalny system finansowy ustanowiony w Bretton Woods chwieje się w posadach pod wpływem potężnych sił ekonomicznych będących poza kontrolą Stanów Zjednoczonych czy Europy. Europejscy przywódcy, zamiast próbować za pomocą negocjacji zreformować chwiejącą się konstrukcję, przecenili swoje skromne siły, niewystarczające w starciu z pewnym siebie hegemonem. Musieli więc ponieść konsekwencje takiej postawy – i takie konsekwencje Europa poniosła. Mówiąc ściśle, ponosi je do teraz: od Dublina po Ateny, od Lizbony po Helsinki.

Prosty pomysł dla Europy w ruinie

System finansowy, którego żywot prezydent Nixon zakończył w 1971 roku, narodził się w lipcu 1944 roku, w salach konferencyjnych hotelu Mount Washington w Bretton Woods, w stanie New Hampshire. Trudno o większy kontrast niż ten między tamtejszą dziewiczą przyrodą a krwawymi wydarzeniami rozgrywającymi się wówczas w Europie i na Pacyfiku.

Zaledwie trzy tygodnie przed konferencją w Bretton Woods alianci wylądowali w Normandii: tysiące pogrążonych w żałobie rodzin, głównie amerykańskich, nie otrząsnęło się jeszcze z szoku po utracie swoich bliskich. W czasie trwania konferencji Armia Czerwona, ponosząc ogromne straty w żołnierzach, wyzwoliła Mińsk, siły powietrzne Stanów Zjednoczonych zbombardowały Tokio po raz pierwszy od 1942 roku, algierskie oddziały pod dowództwem generała Charles’a de Gaulle’a zdobyły Sienę, a rakiety V-1 bezlitośnie ostrzeliwały Londyn. 20 lipca, dzień przed zakończeniem nader udanej konferencji, kierujący spiskiem Claus von Stauffenberg przeprowadził zamach na życie Adolfa Hitlera w jego bunkrze w Rastenburgu. Pomimo niepowodzenia spiskowców wynik wojny był już przesądzony. W lipcu 1944 roku alianci mogli zająć się planowaniem powojennego ładu na świecie.

W ciągu trzech tygodni delegatom z czterdziestu alianckich krajów uczestniczących w konferencji – zmartwionych wojną i sporą niepewnością co do własnej pozycji w nowym powojennym układzie – udało się wypracować godne podziwu finansowe porozumienie. Wyczekując umilknięcia armat w Europie, jeszcze zanim łeb podniósł smok Związku Radzieckiego, rządzący Stanami Zjednoczonymi ludzie Nowego Ładu wiedzieli, że to Ameryce przypadnie historyczne zadanie przekształcenia globalnego kapitalizmu na jej obraz i podobieństwo.

Rządzący USA ludzie Nowego Ładu wiedzieli, że to Ameryce przypadnie historyczne zadanie przekształcenia globalnego kapitalizmu na jej obraz i podobieństwo.

1 lipca 1944 roku, na uroczystym otwarciu konferencji, prezydent Roosevelt ogłosił, że jego administracja zrywa z wszelkimi pozostałościami amerykańskiego izolacjonizmu. „Kondycja gospodarcza każdego kraju – mówił – jest słusznym powodem troski dla wszystkich jego sąsiadów, bliskich i dalekich”. Nie ulegało wątpliwości, że Stany Zjednoczone, jedyny kraj (może z wyjątkiem nieliczącej się w grze Szwajcarii), który wyszedł z wojny z nienaruszonym systemem pieniężnym, rozwijającym się przemysłem i znaczną nadwyżką handlową, zamierzały wziąć rozdarty wojną świat pod swoje skrzydła.

Pieniądz był jedną z ofiar europejskiej wojny. Sprzymierzone z nazistami reżimy w okupowanych krajach nadrukowały takie ilości lokalnej waluty ku wsparciu działań wojennych państw osi, że pieniądze w portfelach Europejczyków miały mniejszą wartość niż papier, na którym je drukowano. Nawet w krajach, które uniknęły okupacji, jak Wielka Brytania, koszty wojny i załamanie w handlu doprowadziły do ogromnego zadłużenia publicznego i dewaluacji, które uczyniły ich walutę bezwartościową, w każdym razie na arenie handlu międzynarodowego. Krótko mówiąc, jedynym stabilnym pieniądzem zdolnym rozkręcić światowy handel były zielone.

Waszyngton rozumiał, że jego pierwszym zadaniem po pokonaniu niemieckich wojsk będzie odbudowa systemu pieniężnego Europy. Oczywiście łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Jako kontynent, na którym złoto zostało albo sprzedane, albo rozkradzione, ze zrujnowanymi fabrykami i infrastrukturą, z hordami uchodźców zalegających główne i boczne drogi, obozami koncentracyjnymi wciąż cuchnącymi odorem niewyobrażalnego ludzkiego okrucieństwa, Europa potrzebowała znacznie więcej niż świeżo drukowanego papierowego pieniądza. Coś musiało nowym banknotom nadać wartość. Tym czymś według twórców Nowego Ładu – co chyba nie mogło zaskakiwać – miał być ich dolar. Ameryka miała podzielić się zielonymi z krajami Europy, które korzystały z jej geopolitycznego parasola ochronnego w czasie, gdy wojna dobiegała końca. W praktyce znaczyło to, że nowe europejskie waluty będą powiązane z dolarem według stałego kursu; innymi słowy, określona suma marek niemieckich, franków francuskich, brytyjskich funtów, a nawet greckich drachm będzie warta z góry określoną, stałą sumę dolarów. To dolar miał być gwarancją, która natychmiast nada globalną wartość nowemu pieniądzowi Europy.

To dolar miał być gwarancją, która natychmiast nada globalną wartość nowemu pieniądzowi Europy.

Czy nie groziło to obniżeniem wartości dolara? Jeśli to on miał być oparciem dla nowych europejskich walut miał, co miałoby wspierać jego wartość? Wpisując się w długą tradycję łączenia wartości papierowego pieniądza z cennymi kruszcami, których żaden alchemik nie potrafi podrobić, odpowiedź brzmiała następująco: Ameryka zagwarantuje stały kurs walutowy i pełną wymienialność dolara na złoto, które będzie przetrzymywane w podziemiach nowojorskiej siedziby Rezerwy Federalnej, a także w Fort Knox.

Był to prosty pomysł skrojony na potrzeby prostszego świata. Właściciel określonej liczby dolarów (trzydziestu pięciu – jak ostatecznie ustalono), niezależnie od narodowości i miejsca pobytu, otrzymywał nieograniczone prawo do uncji złota będącego w posiadaniu Stanów Zjednoczonych. Na tej samej zasadzie właściciel określonej kwoty w każdej z walut Europy miał w zamian zagwarantowaną określoną kwotę dolarów, które z kolei zapewniały dostęp do amerykańskiego złota. W gruncie rzeczy wsparte złotem dolary stały się gwarantem walut funkcjonujących w ramach nowej struktury finansowej, która przeszła do historii jako system z Bretton Woods.

Uczeń przerasta mistrza

W negocjacjach w Bretton Woods prezydenta Franklina D. Roosevelta reprezentował Harry Dexter White, ekonomista, który do administracji państwowej wszedł na fali Rooseveltowskiego Nowego Ładu[11]. Twórcy tego programu, wśród nich White, pierwsze polityczne szlify zdobywali w latach 30., znaczonych upadkiem nieskrępowanych rynków finansowych w 1929 roku i jego następstwami w postaci wielkiego kryzysu. Ludzie ci mieli ambicję zwalczania ubóstwa i beznadziei dzięki wzmocnieniu istniejących instytucji federalnych i stworzeniu nowych, aby w przyszłości niemożliwa stała się powtórka z roku 1929. Dla White’a Bretton Woods był okazją przeniesienia Nowego Ładu na globalną płaszczyznę. Jego zadanie na konferencji polegało z grubsza na tym, by od zera zaprojektować stabilny, sprawny światowy system finansowy na erę powojenną i jednocześnie powstrzymać tych Europejczyków, których Waszyngton podejrzewał o chęć urządzania nowego układu po swojemu.

Poglądy ekonomiczne White’a kształtowały się w latach 30. pod silnym wpływem prac ekonomisty z Cambridge, Johna Maynarda Keynesa. Rozkosznym zbiegiem okoliczności jedynym Europejczykiem, z którym miał się skonfrontować w Bretton Woods, był właśnie Keynes, wysłany tam przez wojenny rząd jedności narodowej Winstona Churchilla, by reprezentować ostatnie, zmierzchające imperium europejskie[12].

Na długo przed przybyciem do Stanów Zjednoczonych Keynes dokładnie wiedział, co chce tam osiągnąć. Wnosił do obrad gruntowne zrozumienie mechanizmów rządzących światowym kapitalizmem, doskonałą znajomość czynników ekonomicznych, które doprowadziły do wielkiego kryzysu, imponujący plan reformy globalnych finansów, wreszcie – giętkość słowa poety i talent narratorski powieściopisarza[13]. Jedyną osobą w Bretton Woods, która mogła pozbawić go chwały głównego architekta nowego globalnego systemu, był jego amerykański uczeń Harry Dexter White. I White z tej możliwości skorzystał.

Z propozycji Keynesa emanowała siła argumentów; przez White’a przemawiała siła gospodarczej i militarnej potęgi Stanów Zjednoczonych. Keynes opowiadał się za globalnym systemem, który zapewniłby stabilizację kapitalizmu na niewyobrażalnie długi okres; White miał za zadanie doprowadzić do przyjęcia systemu, który będzie odpowiadał nowo powstałej potędze Stanów Zjednoczonych, ale który przetrwa tylko tak długo, jak długo Ameryka będzie krajem z pokaźną nadwyżką. Obaj panowie nie mogli więc uniknąć starcia, a White musiał z tej konfrontacji wyjść zwycięsko, mimo że Keynes zdołał przekonać adwersarza do każdego punktu swej teorii.

Tak więc w lipcu 1944 roku, zaraz po lądowaniu wojsk alianckich w Normandii, gdy oddziały alianckie przemierzyły Europę i Pacyfik, a cały świat stał się dłużnikiem Ameryki, Keynes wracał do Londynu jako człowiek pokonany. Nie chciał komentować ani szczegółów porozumienia, które ostatecznie narzuciła strona amerykańska, ani swojego projektu, zdemolowanego przez White’a w hotelu Mount Washington. Wkrótce potem Keynes skierował resztę swych sił na kolejne pertraktacje z waszyngtończykami od Nowego Ładu, na konferencji w Savannah w stanie Georgia, tym razem próbując przekonać ich do redukcji olbrzymich wojennych długów Wielkiej Brytanii. Negocjacje zakończyły się fiaskiem. Keynes nazwał je „piekłem” i dostał w ich trakcie pierwszego ataku serca. Wkrótce po powrocie do Anglii, w wieku sześćdziesięciu dwóch lat, zmarł po drugim zawale.

Odpowiedź Melijczyków

Czterdzieści lat później, w 1988 roku, przeglądając papiery i książki Keynesa w King’s College w Cambridge, dostrzegłem egzemplarz Wojny peloponeskiej Tukidydesa w starogreckim oryginale. Zdjąłem go z półki i zacząłem kartkować. I znalazłem – podkreślony ołówkiem – ów słynny fragment, w którym potężni wodzowie ateńscy tłumaczą bezsilnym Melijczykom, dlaczego „sprawiedliwość” może panować tylko wówczas, gdy „po obu stronach równe siły mogą ją zabezpieczyć”, w związku z czym oni zamierzają postąpić z Melijczykami tak, jak im się będzie podobać. Tak już bowiem jest, że „silni osiągają swe cele, a słabi muszą ulegać”[14].

Te słowa nie dawały mi spokoju wiosną 2015 roku w czasie rozmów z wierzycielami Grecji, którzy uparcie dążyli do obalenia naszego rządu. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że te same słowa miał w pamięci Keynes na konferencji w Bretton Woods. Zastanawiam się tylko, czy – podobnie jak mnie – nie kusiło go, by zwrócić się do swoich adwersarzy w tym samym duchu, w jakim swą odpowiedź sformułowali Melijczycy, którzy próbując ratować własną skórę, odwoływali się do interesu własnego Ateńczyków:

„Jeśli idzie o nas, uważamy, że jest rzeczą korzystną – o korzyści mówimy dlatego, że i wy przełożyliście korzyść nad sprawiedliwość – otóż uważamy za rzecz korzystną, żebyście nie obalali zasady wspólnego dobra, lecz żeby każdy, jeśli się znajdzie w niebezpieczeństwie, mógł […] przez przekonanie strony przeciwnej odnieść jakąś korzyść. W nie mniejszej mierze dotyczy to także was, gdyż w ten sposób możecie się narazić na to, że w przyszłości w razie jakiegoś niepowodzenia wam również wymierzona zostanie najwyższa kara[15].”

Słowa te musiały pobrzmiewać w głowach aroganckich Ateńczyków, gdy wiele lat później ich śmiertelni wrogowie, Spartanie, sforsowali mury Aten, by siać w mieście spustoszenie. Po wielkiej wojnie Keynes posłużył się podobnym argumentem jak Melijczycy i ostrzegał zwycięskich aliantów, że mściwe warunki narzucone traktatem wersalskim są niczym bumerang, który zawróci, by uderzyć w fundament ich interesu własnego[16]. Tak też, rzecz jasna, się stało, ponieważ traktat wersalski doprowadził do kryzysu gospodarczego w Niemczech, ten zaś wyniósł do władzy Adolfa Hitlera. Słowa Melijczyków być może dają też wyobrażenie o tym, co czuli żyjący jeszcze architekci Nowego Ładu, gdy w połowie lat 60. system z Bretton Woods, przeforsowany przez White’a wbrew rozsądniejszym koncepcjom Keynesa, zaczął się rozpadać. Ale wtedy było już za późno na gruntowniejsze naprawy. Bretton Woods gonił resztkami sił, a szok Nixona pokazał jedynie, jak bezwzględnie skuteczni są amerykańscy urzędnicy, gdy trzeba dostosować się do nowej nieprzyjemnej rzeczywistości, czym tak diametralnie różnią się od swych europejskich odpowiedników, obstających przy chybionym projekcie dopóki to możliwe.

Szok Nixona pozwolił Ameryce uniknąć losu starożytnych Aten i zachować przywileje swej niekwestionowanej hegemonii, przynajmniej do 2008 roku. Do tego w gruncie rzeczy sprowadzała się propozycja Johna Connally’ego, którą przedłożył swemu prezydentowi: my musimy wyrolować ich, zanim oni wyrolują nas! W konsekwencji Europa z Japonią zostały bezwzględnie wyrolowane[17], ale klęskę poniósł również projekt polityczny twórców Nowego Ładu, którzy w 1944 roku utrącili pomysły Keynesa. Trudno bowiem nie zauważyć, że po 1965 roku zarówno oni, jak i ich następcy przegrywali na swoim krajowym podwórku każdą kolejną walkę z odradzającą się Partią Republikańską. Niewykluczone, że ich żałosna nieporadność we wskrzeszaniu ducha Nowego Ładu, nawet za kadencji prezydentów z Partii Demokratycznej (takich jak Jimmy Carter, Bill Clinton i Barack Obama), którzy być może chcieli go ożywić, sięga roku 1944, kiedy to odrzucili propozycje Keynesa[18].

[1] Tym „jednym zamachem” było oddzielenie wartości dolara od wartości złota. Prezydent Nixon oczywiście zakamuflował tę koszmarną wiadomość, ukazując ją jako decyzję o zasięgu krajowym dotyczącą „nowego programu gospodarczego, któremu będą towarzyszyć obniżki podatków oraz dziewięćdziesięciodniowe zamrożenie płac i cen”. Barry Eichengreen, Exorbitant Privilege: The Rise and Fall of the Dollar, Oxford University Press, Oxford 2011, s. 60.

[2] Zob.: William Silber, Volcker, Bloomsbury Press, New York 2012, rozdz. 5.

[3] Przez dziesięć miesięcy po szoku Nixona Waszyngton szedł Europejczykom na rękę w trakcie negocjacji, których celem miało być przywrócenie stałego kursu walutowego między dolarem a walutami europejskimi. Ugoda, zwana Porozumieniem Smithsońskim, w końcu została zawarta. Niestety, było już za późno i w Stanach Zjednoczonych nikt – ani Connally, ani Volcker, ani ktokolwiek inny – nie wierzył, że rozbity dzban można jeszcze posklejać.

[4] Nie są to dokładne słowa Connally’ego (nie spisano ich dla potomności), ale dość wiernie oddają jego przesłanie. Po jednym z posiedzeń dziennikarzom relacjonującym jego tournée po europejskich stolicach udzielił odpowiedzi, w której – posługując się językiem tyleż dyplomatycznym, co bałamutnym – grał na nucie „biednej Ameryki”. Jego dosłowna wypowiedź brzmiała następująco: „Powiedzieliśmy im, że jesteśmy tutaj jako naród, który hojnie dzielił się ze światem swoimi zasobami materialnymi i nie tylko, i to dzielił się tak hojnie, że dziś – szczerze mówiąc – mamy deficyt, i to zresztą od dwudziestu lat; że wyczerpało to nasze rezerwy i zasoby do tego stopnia, że już nie możemy się nimi dzielić, i – szczerze mówiąc – mamy kłopoty; dlatego przyjechaliśmy do naszych przyjaciół z prośbą o pomoc, tak jak oni, gdy wpadali kłopoty, wiele razy w przeszłości prosili nas o pomoc. Mniej więcej to właśnie im powiedzieliśmy”. Transkrypt materiału archiwalnego z BBC Radio 4: Analysis: Dollars and Dominance, wyemitowanego o godzinie 20:30 (brytyjskiego czasu letniego) w czwartek, 23 października 2008 roku.

[5] Connally dokładnie tak się wyraził w listopadzie 1971 roku na spotkaniu ministrów finansów w Rzymie, które odbyło się w ramach zwyczajowych posiedzeń grupy G10. Według wielu źródeł takich właśnie słów miał używać za zamkniętymi drzwiami w trakcie swego objazdu po europejskich stolicach w sierpniu 1971 roku.

[6] To właśnie między innymi Paul Volcker, który później zostanie prezesem nowojorskiego Banku Rezerwy Federalnej, a następnie w 1978 roku, dzięki nominacji prezydenta Cartera, przewodniczącym całego Fedu, namówił Johna Connally’ego, żeby ten przekonał prezydenta Nixona do wyrzucenia Europy „za burtę”. Nie wszystkim w administracji ten pomysł się podobał. Arthur Burns, przewodniczący Fedu, którego na to stanowisko mianował Richard Nixon w 1970 roku (a na którym zastąpi go w 1978 roku Volcker), jest autorem ciętego komentarza: „Ta żałosna biedaczyna Volcker – bez własnego zdania na jakikolwiek temat – zdołała wzbudzić irracjonalny lęk przed złotem w swym despotycznym władcy [Johnie Connallym], któremu też stale usiłował się przypodobać, podzielając jego fobie na punkcie cudzoziemców (zwłaszcza Francuzów), zamiast wykorzystywać jego (wcale niemałe) zdolności do poprawnego rozumowania”. Zob.: Inside the Nixon Administration: The Secret Diary of Arthur Burns, 1969–1979, ed. Robert H. Ferrell, University Press of Kansas, Lawrence (KS) 2010, s. 65.

[7] Co ciekawe, zarówno John Connally, jak i Paul Volcker byli długoletnimi członkami Partii Demokratycznej, ściągniętymi przez Nixona do republikańskiej administracji. Część z niej sprzeciwiała się ich wspólnym próbom przekonania prezydenta Nixona do złożenia owej szokującej deklaracji w 1971 roku.

[8] Zob.: Francis Bator, Lyndon Johnson and Foreign Policy: The Case of Western Europe and the Soviet Union, [w:] Presidential Judgement: Foreign Policy Decision Making in the White House, ed. Aaron Lobel, Hollis, Washington 2001.

[9] W tamtym okresie Francis Bator, który ściśle współpracował z prezydentem Johnsonem nad reformą związaną z Bretton Woods, opublikował w „Foreign Affairs” artykuł szczegółowo opisujący plany administracji zmierzające do stopniowego przekształcania tego systemu. Miały one polegać na wprowadzeniu do niego znacznie większej elastyczności, ale tak, by nie podważyło to jego istnienia, ponieważ nagły rozpad systemu spowodowałby ogromne szkody społeczne zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą. Francis Bator, The Political Economics of International Money, „Foreign Affairs” 1968, Vol. 47, No. 1.

[10] Ta charakterystyka Volckera pochodzi od Richarda Nixona. Nazwał go tak, gdy dowiedział się, że Volcker mógł stać za przeciekiem do „Wall Street Journal”, w którym stwierdzano, że Stanom Zjednoczonym grozi „ogromny kryzys walutowy na płaszczyźnie międzynarodowej”. Nixon obawiał się, że Volcker zdradził tę informację, żeby wywrzeć presję na Connallym i przekonać go do decyzji, którą Nixon osobiście podjął 15 sierpnia 1971 roku: zlikwidować system z Bretton Woods.

[11] White obronił doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Harvarda i pracował w amerykańskim Departamencie Skarbu jako asystent sekretarza Henry’ego Morgenthaua juniora. Jako zadeklarowany internacjonalista nie tylko przyczynił się do stworzenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale był również jego pierwszym dyrektorem zarządzającym. MFW i Bank Światowy zostały powołane na konferencji w Bretton Woods jako dwa instytucjonalne filary całego systemu. W 1947 roku, pod wpływem pomówień o działalność szpiegowską na rzecz Związku Radzieckiego, White nagle podał się do dymisji. Zmarł na atak serca następnego roku.

[12] Wojna bez wątpienia tworzy dziwne sojusze. W 1925 roku John Maynard Keynes napisał krótką rozprawkę The Economic Consequences of Mr Churchill (Gospodarcze konsekwencje pana Churchilla), w której zawarł bezwzględną krytykę poczynań jej tytułowego bohatera (w 1944 roku wysłał on Keynesa do Bretton Woods jako reprezentanta swego rządu) za ponowne wpakowanie Wielkiej Brytanii w standard złota. W rozprawce Keynes twierdził, że system ten zbyt wysoko określał wartość funta w stosunku do złota, i słusznie przewidywał, że standard złota będzie kulą u nogi brytyjskiej gospodarki, powodując niepotrzebną i niekończącą się recesję. Rozprawka do tego stopnia osłabiała poparcie dla idei parytetu złota we wpływowych brytyjskich środowiskach, że po krachu z 1929 roku Wielka Brytania jako jedna z pierwszych, mianowicie w 1931 roku, porzuciła ten system, chcąc złagodzić skutki wielkiego kryzysu; dwa lata później, decyzją prezydenta Roosevelta, ze standardu złota wycofały się Stany Zjednoczone. Być może należy dodać, że tytuł rozprawki nawiązywał do wcześniejszej książki Keynesa, która przyniosła mu sławę: The Economic Consequences of the Peace (Gospodarcze konsekwencje pokoju), opublikowanej w 1919 roku. W pracy tej proroczo ostrzegał, że wysokie odszkodowania wojenne nakładane traktatem wersalskim na pokonane Niemcy okażą się dla mściwych zwycięzców równie dotkliwe, jak dla Niemców.

[13] Swoje poglądy na temat kapitalizmu zawarł Keynes w wybitnej Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza z 1936 roku (przeł. Michał Kalecki, Stanisław Rączkowski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003). We wrześniu 1941 roku Keynes wydestylował zawarte tam przemyślenia, tworząc „projekt” przyszłego globalnego kapitalizmu, który przedstawił na konferencji w Bretton Woods w 1944 roku. Wspólnie z innymi negocjatorami podjął się na niej misji, którą podsumował w następującym zdaniu: „Musieliśmy jednocześnie sprawdzić się w zadaniach typowych dla ekonomisty, finansisty, polityka, dziennikarza, propagandzisty, prawnika, męża stanu, a moim zdaniem nawet proroka i wieszcza”. John Maynard Keynes, Closing Speech, Bretton Woods Conferences, July 22, 1944, [w:] Collected Writings of John Maynard Keynes, ed. Donald Moggridge, Vol. 23: Activities 1941–1946; Shaping the Post-War World, Bretton Woods and Reparations, Macmillan for the Royal Economic Society, London 1980, s. 101.

[14] Tukidydes, Wojna peloponeska, ks. V, 89, przeł. Kazimierz Kumaniecki, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 426 (cytat nieznacznie zmieniony; całe zdanie w przekładzie Kumanieckiego brzmi: „Jeśli zaś idzie o zakres możliwości, to silniejsi osiągają swe cele, a słabsi ustępują” – przyp. tłum.). W oryginale: „dynata de oi prouchontes prassousi kai oi astheneis ksynchorousin”.

[15] Tamże, wyróżnienie moje.

[16] Ostrzeżenie Keynesa jest głównym przesłaniem jego książki The Economic Cosequences of the Peace (1919).

[17] Przez to, że jen, frank i marka nie były już powiązane z dolarem, europejscy i japońscy producenci stracili wiele ze swych atutów w kontaktach z amerykańskimi transnarodowymi korporacjami, ponieważ dolar gwałtownie tracił na wartości. Jednocześnie cena ropy w dolarach rosła w zawrotnym tempie, co było kolejnym ciosem dla niemieckich i japońskich producentów, zawsze uzależnionych od importu ropy znacznie bardziej niż firmy amerykańskie.

[18] Najbardziej zdumiewające epitafium poświęcone projektowi Keynesa powstało w 2011 roku w samym środku kryzysu strefy euro. W taki sposób opisałem to w epilogu swojej książki Globalny Minotaur. Europa, Ameryka i przyszłość światowej gospodarki, dz. cyt. (polskie wydanie nie zawiera tej części; zob. wzmiankę na ten temat na s. 79 – przyp. tłum): „Pewnego dnia, słuchając wywiadu radiowego z Dominikiem Strauss-Kahnem, dyrektorem zarządzającym Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wpadłem w osłupienie, gdy na pytanie dziennikarza, jak należy przebudować światową gospodarkę po kryzysie z 2008 roku, udzielił następującej odpowiedzi: «Nigdy wcześniej w historii taka instytucja jak MFW nie była tak potrzebna jak dziś […]. Sześćdziesiąt lat temu Keynes przewidział, czego będziemy potrzebować, ale wtedy było na to za wcześnie. Teraz jest odpowiednia chwila, żeby to zrealizować, i myślę, że jesteśmy na to gotowi!». Było to 21 stycznia 2011 roku. Cztery miesiące później Strauss-Kahn musiał zrezygnować ze swojej dyrektorskiej funkcji w MFW, po tym jak aresztowano go w Nowym Jorku pod zarzutem napaści seksualnej. Zarzut ten później wycofano”. Yanis Varoufakis, The Global Minotaur: America, Europe and the Future of the World Economy, 2nd ed., Zed Books, London 2013.

Promocja w WYDAWNICTWIE KP

W koszyku wpisz kod NQ5NJZJT, a książkę A słabi muszą ulegać? Janisa Warufakisa kupisz z rabatem 22%!  Kod ważny tylko do niedzieli, 5 marca 2017.

Bio

Janis Warufakis

| Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książki "Globalny Minotaur" (2016) i "A słabi muszą ulegać?" (2017).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Krzysztof Mazur

Kryzys 1929 roku był skutkiem pompowania przez państwo (FED) pustego pieniądza w gospodarkę w latach 20tych w ramach 'pobudzania popytu', czyli dokładnie to, co obecnie zaleca Warufakis, i co zalecał swego czasu Keynes. To był kryzys interwencjonizmu państwowego, a nie 'nieskrępowanego kapitalizmu', którego nie było. Co do rzekomego 'wyrolowania Europejczyków' w 1971 roku, to tak się składa, że od 1971 roku do dzisiaj lepiej rozwija się Europa niż USA, czyli rząd USA wyrolował najwyżej własnych obywateli. Gdyby Europa była w strefie USD, jak chciał Keynes, gorzej by na tym wyszła, bo ponosiłaby takie same skutki luźnej (czyli keynesowskiej) polityki FED, jak USA, które dzięki tej polityce rozwijają się wolniej i mają ciągłe kryzysy finansowe. Grecja oczywiście sama doprowadziła do swojego kryzysu przez swoją socjalną politykę prowadzoną przez wszystkie tamtejsze rządy przez kilkadziesiąt lat. Co nie zmienia faktu, że ciągle jest dużo bogatsza np. od Polski. Reasumując: dobrze że keynesizm w Europie się nie przyjął. Chociaż może niestety wrócić.