Felieton

PiS porzuca powstanie warszawskie

Polityka historyczna kończy się tam, gdzie zaczyna się nachalna propaganda.

O przyszłości powstania warszawskiego w naszych głowach można myśleć na dwa sposoby. Intuicja podpowiada, że w miarę, jak społeczeństwa robią się coraz bardziej pragmatyczne i coraz mniej skłonne do poświęcania się za jakąkolwiek sprawę, decyzja o powstaniu warszawskim wydawać się będzie coraz mniej zrozumiała. Ale równie dobrze może być wręcz odwrotnie i powstanie stanie się bezdyskusyjną oczywistością.

Między tymi postawami sprzeczność jest tylko pozorna. Zgodnie z regułą kompensacji, łatwiej nam (czyli pragmatyczniej) wyeksportować naszą skłonność do poświęcenia się w przeszłości i przenieść na innych, z którymi wystarczy, że się utożsamimy. Koszulką, znaczkiem, rytuałem. Z tego samego powodu, im więcej oportunizmu, tym więcej słychać o niepokornych i patriotyzmie.

Do niedawna wydawało się, że tendencja jest jednoznaczna i każdy Polak, jeśli nie chce podważyć swojej polskości, ma czcić powstanie i nie wątpić w jego sensowność. Ostatnio jednak jakby mniej tego entuzjazmu wokół rocznicy powstania. Może być tak, że „rynek się nasycił” i nastąpiło zmęczenie materiału. „Żołnierze wyklęci” to nowsze logo i tym samym atrakcyjniejsze. Mniej znane i opisane, a więc bardziej plastyczne i użyteczne w polityce historycznej.

Polityka historyczna to nic złego, w tym sensie, że w każdej historii jest polityka, czyli rozstrzygnięcia: o czym się mówi, a więc też i o czym się nie mówi; co jest mniej, a co bardziej ważne; jakie postacie i wydarzenia się wybiera, a jakie pomija; jakim językiem się je opisuje; jakie wnioski wyciąga itd. Wszystkiego przecież powiedzieć czy napisać się nie da. Coś trzeba wybrać.

A przecież polityka historyczna wcale nie zaczyna się tam, gdzie jest nachalna propaganda. Tam się właśnie kończy. Bo nic co nachalne i zakładające głupotę odbiorcy, nie jest przekonujące. To po prostu kiepska polityka. Trudno o lepszy przykład niż „Wiadomości” TVP, które tak ostentacyjnie sprzyjają jednej partii, że od początku roku straciły już półtora miliona widzów.

Co z tego, że Prawo i Sprawiedliwość wygląda tam jak nieskazitelnie czysta podpaska, skoro zaraz już nikt tej reklamy nie będzie chciał oglądać.

„Powstanie przyniosło skutki wspaniałe” – radośnie ogłosił marszałek Sejmu Marek Kuchciński podczas obchodów. I dodał: „Po latach”. No tak, po latach już nie było tych, którzy w nim zginęli. Ja nie potrafię spojrzeć na to powstanie jako na działanie, które przyniosło swój cel. Ale gdybym nawet był przeciwnego zdania, to w życiu bym nie opowiadał o wspaniałych skutkach, w tym między innymi takich, że życie straciło 200 000 ludzi, nie mówiąc o fizycznej likwidacji miasta.

To ta najuczciwsza część „Wiadomości”. Dalej już zaczyna się atak na powstańców, którzy „doprowadzają do sztucznych podziałów politycznych”. Na Ścibora-Rylskiego, współpracownika SB. Na Hannę Gronkiewicz-Waltz, która zrównuje czyn powstańczy z działaniami KOD. I jej „taką ukrytą sugestię”, że o demokrację trzeba będzie walczyć z bronią w ręku. Co przypomina ciężkie czasy komunizmu i „Gazety Wyborczej”. Tej samej, która dziś kreuje się na obrończynię powstańców, a zasłynęła „oskarżaniem żołnierzy AK o mordowanie ludzi i za to musiała przeprosić”. To Lech Kaczyński założył w 2004 roku Muzeum Powstania Warszawskiego. „Tego nie zrobili inni, którzy dzisiaj krytykują, że tutaj coś robimy nie tak, albo że PiS dzieli” (prof. Janusz Odziemkowski, historyk z UKSW). I konkluzja: „Warto wiedzieć, kto dbał o pamięć o powstańcach, a kto chce ich tylko wykorzystać”.

Winni są zdemaskowani, ale dalej nie wiadomo, co właściwie zrobili. Faktem jest, że dzielą i wykorzystują, ale jak i po co, to w ogóle nie wiadomo. Powiedziano tylko, że „nieliczni” powstańcy nie przyjęli od władzy orderów, ale dlaczego i o co im chodziło, tej wiadomości telewizja publiczna nie uznała za istotną.

Najciekawsza w tym wcale nie jest głupota rządzących, uważających, że głupota ich wyborców jest jeszcze większa, więc więcej kombinować nie trzeba. Najciekawsze jest to, że PiS porzuca powstanie warszawskie.

Jatka, jaką wywołał Antoni Macierewicz próbując zapisać do powstania warszawskiego ofiary smoleńskie plus fakt, że mu na to pozwolono, robi wrażenie jakby dla PiS-u powstanie już nie było pożytecznym instrumentem polityki historycznej. Jakby już nie wystarczało do podniecania elektoratu i robienia z siebie mistrzów olimpijskich w polskim patriotyzmie. Tak beztroskie antagonizowanie sobie środowisk powstańczych, wygląda jakby powstanie miało być kolejną „instytucją”, która należy już do władzy i ma się jej podporządkować. Zostać upokorzona jak prezydent, media publiczne czy prokuratorzy i odśpiewać pisowski hymn smoleński. Nie wystarczy w milczeniu akceptować nową władzę. Trzeba zaklaskać nowym panom, dopisując apel poległych pod Smoleńskiem do każdej państwowej uroczystości z honorową asystą wojska.

Czy powstanie warszawskie przestało już działać, stało się zbyt lajtowe i lepiej przeskoczyć na „Smoleńsk” i „żołnierzy wyklętych”? Tak samo jak za „miękcy” okazali się tzw. muzealnicy, czyli byli posłowie i intelektualiści PiS, tacy jak Paweł Kowal i Jan Ołdakowski, twórcy Muzeum Powstania Warszawskiego, którzy mogą być konserwatystami, ale na bezmyślnych funkcjonariuszy partii władzy się zupełnie nie nadają. Dlatego w PiS-ie ich już nie ma. W przeciwieństwie do „Wiadomości”, oni krytykują apel poległych oraz wyznaczanie posiedzenia sądu lustracyjnego nad gen. Ściborem-Rylskim dwa dni przed obchodami powstania. Nie może się też władzy podobać kampania Muzeum ograniczająca wykorzystywanie powstańczej kotwicy jak totemu kibicowskiego czy partyjnego.

Takie powstanie, którego się nie da wykorzystać, nie jest do niczego potrzebne PiS-owi.

Felieton ukazał się na Wirtualnej Polsce.

 Marcin Napiórkowski o książce Powstanie umarłych:

POWSTANIE-UMARLYCH-HISTORIA-POWSTANIE-WARSZAWSKIE-Marcin-Napiorkowski

**Dziennik Opinii nr 216/2016 (1416)

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel „Krytyki Politycznej”. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą Collegium Invisibile, Ministra Edukacji Narodowej, Instytutu Goethego oraz niemieckich fundacji GFPS i DAAD, a także amerykańskiego The German Marshall Fund, Princeton Univeristy oraz Yale University. Wystąpił w filmowym tryptyku izraelskiej artystki Yael Bartany „I zadziwi się Europa”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.