Felieton

Rynek sobie poradzi? Ta wiara już dawno umarła

Według redaktora „Dziennika Gazety Prawnej” Piketty jest klasycznym przedstawicielem pesymistów, a z nierównościami rynek sam sobie poradzi. Śmiem twierdzić, że rzeczywiście redaktor ma rację. Rynek sam sobie poradzi doprowadzając do kryzysu.

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” Sebastian Stodolak zamieścił tekst pod tytułem Koniec świata już wkrótce. Tytuł był zamierzenie ironiczny, bo w tekście chodziło o skrytykowanie pesymistów. Nie wszystkich – tych ekonomicznych. Tak mocno się z tym artykułem miejscami nie zgadzałem, że postanowiłem go zachować i przy najbliższej okazji napisać krótki tekst polemiczny w Krytyce Politycznej.

Redaktor rozpoczął tekst od „przejechania się” przez Jima Rogersa (znany inwestor, kiedyś partner Georga Sorosa), który niedawno zapowiedział potężny kryzysy, nieporównywalny do tego, co dotychczas widzieliśmy, „w tym lub w przyszłym roku”. Pamiętam, że jak przeczytałem w oryginale tę zapowiedź, to brwi mi się do góry podniosły. I nie dlatego mocno się zdziwiłem, że Rogers jest pesymistą. Z wiekiem wielu ludzi staje się pesymistami (coś o tym wiem i mocno z tym walczę). Może dlatego stają się pesymistami, że ich życie zbliża się do końca, a może dlatego, że doświadczenie życiowe uczy ich rezygnowania z optymistycznego spojrzenia na to, co może się wydarzyć.

To, że świat najpewniej czeka potężny kryzys jest według mnie z wielu powodów pewne (z tego wynika, że też mógłbym być przedmiotem tekstu redaktora Stodolaka), ale czy ten kryzysy uderzy teraz, czy za 20 lat tego nikt nie wie. Nie wie tego również Jim Rogers, ale przestrzega, że świat idzie w tym kierunku. Redaktor Stodolak chyba zdecydowanie przecenia wpływ wypowiedzi Rogersa na świat finansów. Być może Rogers „gra” na rynkach finansowych zgodnie ze swoimi twierdzeniami, ale z pewnością nie ma najmniejszych złudzeń, że jego zapowiedzi kryzysu wystraszą wystarczająco dużo ludzi, żeby miało to wpływ (pozytywny) na jego inwestycje.

W tej sprawie moją reakcją był po prostu uśmiech, ale zacząłem poważnieć, kiedy pojawiła się krytyka „osób odpowiedzialnych za politykę gospodarczą” chętnie słuchających pesymistów, którzy „spowodowali, że światowe rządy w ostatnich dekadach tyle energii poświęcają globalnemu ociepleniu, robotyzacji i nierównościom. Optyka pesymistów każe te zjawiska uznać za śmiertelne zagrożenia”.

Tych pesymistów przeciwstawia redaktor Stodolak optymistom, których „optymistyczna perspektywa każe wiele problemów zwyczajnie zbagatelizować, uznając, że rynek sobie jakoś z nimi poradzi”. Rynek sobie poradzi? Wiara we wszechwładzę rynku i jego działanie niosące ludzkości wszelaką szczęśliwość już dawno umarła. Ale to, jak pisał Rudyard Kipling, „już inna historia” opisywana zresztą przez wielu, również przeze mnie.

Zaczęło mi to, co napisał redaktor Stodolak, wyglądać na przeciwstawianie strategii zapobiegliwej mrówki strategii niefrasobliwego konika polnego. Poważna polemika z osobami lekceważącymi każde z tych zagrożeń zmusiłaby mnie do napisania wielu tysięcy słów, a nie jest to zalecana forma moich felietonów. Ograniczę się więc tylko do „przebiegnięcia” przez wymienione przez redaktora Stodolaka tematy (to nie jest pierwszy tekst tego redaktora na temat pesymistów).

Niestety od dziś kupujemy na zeszyt

Nie napiszę niczego na temat globalnego ocieplenia, bo po prostu na tym się nie znam. Wierzę jednak w naukę, a co za tym idzie w to, co twierdzi olbrzymia większość naukowców – że ocieplenie jest groźne, a człowiek zwiększa to zagrożenie. Dlatego też nie protestuję, kiedy podejmuje się działania mające na celu zmniejszenia wpływu ludzkości na wzrost globalnych temperatur. To z pewnością nie jest działanie szkodliwe.

Na temat nierówności i robotyzacji sam wiele razy pisałem. Również na łamach Krytyki Politycznej, więc nie będę za bardzo się powtarzał. Powiem tylko, że jeśli chodzi o nierówności to nawet neoliberalni ekonomiści zaczęli przyznawać, że problem narasta. I rzeczywiście „światowe rządy”, na przykład podczas Forum w Davos, bardzo się nad nim pochylają.

Można powołać się na Kapitał w XXI wieku Thomasa Piketty’ego, ale jak myślę, a właściwie jestem pewien, to według redaktora Stodolaka Piketty jest klasycznym przedstawicielem pesymistów, a z nierównościami rynek sam sobie poradzi. Śmiem twierdzić, że rzeczywiście redaktor Stodolak ma rację. Rynek sam sobie poradzi doprowadzając do kryzysu, o którym mówi Jim Rogers, albo do rewolucji lub wojny. Tylko czy naprawdę o to nam chodzi?

Podobnie wygląda sprawa robotyzacji. Redaktor powołuje się na Roberta Malthusa, który na przełomie XVIII i XIX wieku przewidywał, że wzrost liczby ludności doprowadzi do głodu. Poza tym zapowiadał, że w Paryżu będzie się brodziło po kolana w odchodach końskich, bo tak dużo będzie dorożek. Jak wiemy postęp techniczny doprowadził do znacznego wzrostu produkcji żywności, a transport koński zastąpiono samochodami. Prognozy Malthusa były drastycznie mylne.

Liniowe rozumowanie każe podobnie podchodzić do robotyzacji, automatyzacji i sztucznej inteligencji. Liniowe, bo jeśli wtedy pojawiły się nowe wynalazki i problemy znikły to liniowo można zakładać, że i teraz tak będzie. Tyle tylko, że tym razem według mnie tak nie będzie.

Z pierwszego zawodu jestem elektronikiem, więc nie jestem całkowitym laikiem, jeśli chodzi o robotyzację i sztuczną inteligencję. Uważam (jak zresztą wielu ludzi, którzy mówili/pisali na ten temat), że kierunek rozwoju, który z czasem doprowadzi nas do sztucznej inteligencji, jest prawdziwym zagrożeniem dla rodzaju ludzkiego. Warto przeczytać choćby Superinteligencję Nicka Bostroma, żeby zacząć się nad tym problemem zastanawiać, a nawet niepokoić.

Zlikwidujmy pracę, nadchodzą roboty

Ludzie w moim wieku być może niespecjalnie będą się przejmowali, ale młodzi? Oni doczekają sytuacji, w której nie tylko nie będzie problemu braku rąk do pracy, czego boją się demografowie, ale nastąpi problem braku pracy dla rąk. I to będzie najmniejszy z problemów, bo pojawienie się Artificial General Intelligence (AGI), czyli prawdziwej sztucznej inteligencji (nie widzę powodu, żeby nie było to możliwe za kilkadziesiąt lat), będzie groźne dla ludzkości – o tym ostrzegają zresztą Stephen Hawking i Bill Gates.

Pierwsze problemy związane z robotyzacją i automatyzacją zobaczymy niedługo. Stałą odpowiedzią na zagrożenia jest przywołanie dorożkarzy, którzy przekwalifikowali się na kierowców samochodów. Owszem, to rozwiązało problem zniknięcia dorożek. Jednak co się stanie z kierowcami, kiedy maszyny będą same prowadziły samochody (już to robią) i wszelkie przyszłe pojazdy? Do każdego zawodu można zastosować ten proces myślowy. Również do dziennikarzy, których już obecnie w wielu czynnościach zastępują maszyny.

I tak na koniec – czy bycie pesymistą jest naprawdę takie złe? Czy rzeczywiście amerykańskie pozytywne myślenie „wszystko się uda” jest takie dobre i niesie same plusy? Zdecydowanie tak nie jest, co znakomicie przedstawia i udowadnia Oliver Burkeman w swojej książce Szczęście. Poradnik dla pesymistów. Autor pisze między innym „Stoicy zalecali «premedytację zła», czyli rozmyślne wyobrażanie sobie najgorszego możliwego scenariusza. Obniża to niepokój względem przyszłości.”.

Uważam, że stoicy mieli rację. A to, że często prognozy pesymistów się nie sprawdzają? Może właśnie dlatego, że powstały? Jeśli pojawia się znane zagrożenie, to ludzie mają czas na przygotowanie antidotum. Śmianie się z nieudanych prognoz pesymistów poprawia humor, ale jest zdecydowanie przeciw skuteczne.

Bożek: Roboty ocaliły pop?

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Jako ilustrację felietonu można przywołać odbiór pesymistycznych teorii jakie mieli Rzymianie na temat upadku ich cywilizacji. Nikt pesymistom nie wierzył aż do zdobycia Rzymu przez Alaryka w 410 r., jakieś co najmniej 30 lat za późno. Wszystkie wcześniejsze porażki były jakoś racjonalizowane, uznawane za incydenty nie układające się w ciągłość. Kolos na glinianych nogach może jednak stać długo, powali go raczej impuls z zewnątrz (kryzys gospodarki chińskiej? a może kryzys demograficzny - równoczesne implozja i eksplozja w pewnych regionach globu?).

Krzysztof Mazur

Można wiedzieć, co Pan Rzymianom proponuje?

Po co Pan pyta, skoro doskonale wiadomo, że odpowiedzi się Panu nie spodobają.

Krzysztof Mazur

Nic mi nie wiadomo, żeby rzymscy pesymiści mieli jakiś pomysł na wyjście z kryzysu. Nie wiem też jaki Pan miałby pomysł i czy w ogóle jest jakiś pomysł, bo podejrzewam, że nie i dlatego się pytam.

Zdawało mi się, że Rzymianie to była metofora wspołczesnych kryzysów, bo o tym był artykuł.
Ale jeśli naprawdę interesuje upadek Cesarstwa Zachodniego to polecam forum historyczne.

>Można powołać się na Kapitał w XXI wieku Thomasa Piketty’ego

Halo, Piotrek, ziemia do piotrka. Kapitał XXI wieku to kompromitacja, a Pikketty stracił wszelką wiarygodność. Powołujesz się na kłamstwa, o których wiadomo że są kłamstwami.

No ale komunistom to nigdy nie przeszkadzało

zastosuj się do własnej rady i pzrestań kłamać, nieważne, czy to twoja "praca"

Gdzie kłamstwo w mojej wypowiedzi?

Co to znaczy, że się skompromitował i stracił wiarygodność?!?
Czyim zdaniem ?!?
Pańskim, Balcerowicza, twardoglowych neoliberałów ?!?

Krzysztof Mazur

Luddystyczną mrzonkę-bajkę o robotach przerabialiśmy już setki razy i robi się to nudne. W żadnym urządzeniu, komputerze ani robocie nie odbywa się żaden ‘proces myślowy’, a wręcz przeciwnie. Z tego, że potocznie mówimy, iż komputer coś ‘robi’, nie wynika, że w komputerze znajduje się instynkt nakazujący mu cokolwiek robić i że ten instynkt pokieruje jego zachowaniem. Żaden największy komputer nie osiągnął poziomu inteligencji wirusa ani bakterii, nie mówiąc o zbliżeniu się do ameby. To jest inny sposób funkcjonowania. Robotyzacja oczywiście nie likwiduje miejsc pracy, w najbardziej zrobotyzowanych miejscach pracowników brakuje, a bezrobocie pełza w okolicy zera. Ciekawsze od luddystycznej bajki jest pytanie, czemu ona miałaby służyć? Chodzi o przekonanie ludzi, żeby zablokowali rozwój gospodarczy za pomocą socjalu i wtedy nie powstaną inteligentne roboty? Może to byłby jakiś plan, gdybyśmy wierzyli w mrzonki, chociaż inteligentne roboty powinny sobie poradzić z zacofanymi ludźmi cofającymi się do czasów socjalizmu. Co jednak złego w inteligentnych robotach? Może przynajmniej wśród robotów nie byłoby luddystów?
Nierówności w skali świata od 40 lat się zmniejszają, gdyż bogaty tzw. zachód (czy może północny-zachód) jest dzięki globalizacji doganiany przez resztę świata, co zresztą wywołało histerię w bogatym zachodzie, że globalizacja się nie sprawdza, bo żółci, czarni i brązowi, nie są już tacy biedni, jak byli, i biali arystokraci z Europy nie mogą na nich patrzeć z góry. Straszna sprawa. Przyczyny wojen i rewolucji są jednak inne i wynikają z konfliktów ideologicznych. Najbardziej narażone na wojny są kraje z anachronicznymi systemami politycznymi i społeczestwami żyjącymi w społecznościach podzielonych religijnie, czyli głównie państwa południa. Wychodzenie tych państw z biedy z pomocą globalizacji może im pomóc przezwyciężyć te problemy, ale też może ułatwić zbrojenia co niektórym dyktatorom.
Najpoważniejszą kwestią jest globalne ocieplenie, które jest poważnym problemem, ale blokowanie rynku nie prowadzi stety czy niestety do jego rozwiązania. W szczególności polityka energetyczna UE (oraz Japonii) polegająca na zamykaniu elektrowni atomowych prowadzi do zwiększenia emisji CO2, wbrew składanym deklaracjom i do jednoczesnego podniesienia cen prądu, co w przyszłości może doprowadzić do całkowitego odrzucenia prób rozwiązania problemu.
Wszystko to razem nie jest kwestia optymizmu/pesymizmu ale realizmu, które autor postanowił nie brać pod uwagę, co może być dobrą strategią medialną.
PS. Przykłady Hawkinga i Gatesa pokazują, że wybitne osiągnięcia naukowe i biznesowe nie chrąnią przed opowiadaniem głupot, gdy się chce zaistnieć w mediach.

Co złego w inteligentnych robotach?
To, że "inteligencja" zostanie im zaprogramowana zgodnie z pewnym systemem wartości i algorytmem wyborów. Niech zgadnę, jaki to będzie algorytm.... punktowo rozumiana efektywność i użyteczność ?... ,

Wyobraźmy sobie teraz roboty przydzielające fundusze na leczenie, wydające racje żywności, co tam jeszcze, wydzielające zdalnie truciznę do wody w mieszkaniach nieefektywnych i kosztogennych staruszków, powodujące eutanazję...

Florentyna Kowalska

Tak, tak, rynek - a może lepiej niewidzialna ręka rynku - na pewno sobie sam poradzi, tak jak poradził sobie w latach 2008-2009. Władze polityczne wybrane w wyborach demokratycznych są dysponentami podatków i w razie potrzeby przeleją miliardy, a może i biliony na konta banksterów i w ten sposób rozwiążą ewentualny kryzys.
A tacy podatnicy, jak tysiące Amerykanów namówionych do zaciągania kredytów na gwałtowne wykupywanie nieruchomości zostaną bezdomnymi, a ich podatki będą właśnie ratować banksterów.

A Piketty-emu, to już od dawna neoliberalna słoma wyłazi z butów.

Jakiś przykład tej neoliberalnej słomy z butów Piketty'ego bym prosił.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!