Felieton

„Panama Papers” zaproszeniem do likwidacji rajów podatkowych?

Wyciek danych o kontach założonych w Panamie określany mianem „Panama Papers” zmieni bardzo niewiele, a jeśli zmieni to tylko tak, żeby nic się w rzeczywistości nie zmieniło.

Nie będę trzymał Czytelników w niepewności – uważam, że wyciek danych o kontach założonych w Panamie określany mianem „Panama Papers” zmieni bardzo niewiele, a jeśli zmieni to tylko tak, żeby nic się w rzeczywistości nie zmieniło. Owszem, wiele znanych nazwisk robi wrażenie (Poroszenko, Cameron, Messi, Putin…). Z tym ostatnim nazwiskiem to byłbym bardzo ostrożny – dowodów na to, że są tam pieniądze prezydenta Rosji nie ma (i nie będzie), więc mówiąc o „pieniądzach Putina” narażamy się na proces (którego też zresztą nie będzie).

Warto odnotować (za PAP) wypowiedź ministra sprawiedliwości Niemiec. Heiko Maas mówi: „Na dłuższą metę nikt nie umknie przed narodowym prawem i przed niemieckim urzędami podatkowymi […] Każdy, kto zawinił, będzie musiał odpowiedzieć przed niemieckim sądem”. W to wierzę. Jeśli ktoś złamał prawo i został złapany, poniesie konsekwencje. Problem w tym, że w wielu wypadkach prawa nie złamano (posiadanie konta w raju podatkowym nie jest karalne), a udowodnienie tego, że pieniądze przechowywane w raju podatkowym pochodzą z przestępstwa, nie jest proste.

Mówiąc o rajach podatkowych wymieniamy zawsze te same miejsca: Bahamy, Kajmany, Panama, Jersey, Guernsey, Virgin Islands i wiele innych. Zapominamy jednak o londyńskim City i o niektórych stanach USA (np. Delaware). Zresztą to, co dzieje się na rachunkach bankowych w Stanach, też nie jest przejrzyste i widoczne (na przykład dla Europejczyków).

Prawdę mówiąc ja też nie byłem świadom tego, jakimi prawami rządzą się te niby godne i prawie „uświęcone” przez rynki finansowe miejsca. Oczy otworzył mi tekst Jędrzeja Winieckiego i Łukasza Wójcika w „Polityce” (nr 16 z tego roku) Brama do rajów. Rzecz jest o londyński City (prawdziwym raju podatkowym) i o terytoriach zależnych Wielkiej Brytanii. Naprawdę warto ten tekst przeczytać, żeby pozbyć się złudzeń, co do tego, czy wielcy tego świata chcą zwalczać raje podatkowe.

Można powiedzieć, że podsumowaniem jest już początek tego artykułu, potem jest tylko rozwinięcie: „Brytyjczycy kontrolują dziś najpotężniejszą w historii sieć instytucji finansowych i rajów podatkowych, która z ideałami gospodarczego liberalizmu, wolnego handlu czy w ogóle kapitalizmu ma niewiele wspólnego”. I jeszcze: „Połowa z 300 tys. firm założonych przez panamskich prawników ma swoje adresy na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Zacumowało tu 600 mld dol.”

Skoro w USA i w Wielkiej Brytanii są raje podatkowe, to jak te dwa kraje mają zwalczać ideę rajów podatkowych?

Skoro w USA i w Wielkiej Brytanii są raje podatkowe, to jak te dwa kraje mają zwalczać ideę rajów podatkowych? Mało tego, wielu moich kolegów twierdzi, że dopóki króluje nadmierny fiskalizm, takie historie będą się powtarzać (sic!). Ja uważam, że takie twierdzenie to po prostu bezczelność, ale alibi dają znakomite. Podatki od 30 lat spadają. Podatki dla zamożnych, nie dla mniej zarabiających.

Wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone (w innych krajach wyglądało to podobnie).

W latach 1940–1965 podatek od osób fizycznych (nasz PIT) przekraczał… 80 proc. (tak!), a w latach 1950–1964 wynosił 90 proc.

W latach 1950–1978 podatek dochodowy od firm (nasz CIT) wynosił około 50 proc. Teraz oba zeszły w okolice 35 proc., a i tak większość płaci dużo mniej. Najniższe dochody opodatkowane były w latach 1945–1964 podatkiem 20 proc., a teraz 10 procent.

Zamożni (nie bogaci, bo ci unikają podatków) zyskali 55 punktów procentowych, a ubodzy 10 punktów procentowych. Pamiętać trzeba, że okres 1946–1975 Francuzi określają mianem Les Trente Glorieuses (w wolnym tłumaczeniu – trzydzieści wspaniałych lat). I był to okres wspaniały nie tylko dla Francji, ale dla całego świata kapitalistycznego naszej cywilizacji. Wtedy to klasa średnia miała się najlepiej, bogaciła się i żyła w poczuciu ekonomicznego bezpieczeństwa. Potem nastała era reaganomiki i thatcheryzmu, podatki gwałtownie spadły, bezpieczeństwo znikło, a realne płace stanęły praktycznie w miejscu.

Zamożnym ludziom i firmom było jak widać mało. Jeśli można nie płacić 35 proc. to dlaczego z tego nie skorzystać? Stąd ucieczki do rajów i różne „optymalizacje podatkowe”, które ja uważam za co prawda zgodne z prawem, ale głęboko niemoralne. A mówienie o patriotyzmie, kiedy nie płaci się podatków we własnym kraju, uważam za hipokryzję.

A mówienie o patriotyzmie, kiedy nie płaci się podatków we własnym kraju, uważam za hipokryzję.

Gdyby naprawdę chciano zlikwidować raje podatkowe, to zrobiono by to błyskawicznie i bez problemów. Nie trzeba by było zgody krajów G-20, czy nawet G-8. Wystarczyłoby, żeby USA, UE, Wielka Brytania (niby w UE, ale tak naprawdę poza nią), Japonia i Chiny podjęły decyzję o nieobsługiwaniu przez ich systemy bankowe pieniędzy pochodzących z krajów wpisanych na listę rajów podatkowych, żeby takie raje znikły bez śladu. Ale (i tu pytanie retoryczne) jak USA i Wielka Brytania mają się wpisać same na taką listę?

 

**Dziennik Opinii nr 123/2016 (1273)

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.