Felieton

Opinie zagraniczne nie są bez znaczenia

Dla rynków najgorsza jest niepewność.

Ostatnio bombardowani jesteśmy informacjami na temat Polski płynącymi z zagranicy. I nie mówię tutaj o agencjach ratingowych, które niedługo znowu zwrócą swoje reflektory na Polskę (Standard & Poor’s 1 lipca, Fitch 15 lipca, Moody’s 9 września), co może doprowadzić do zawirowań na rynkach finansowych. Tym razem chodzi mi o dwie zagraniczne oceny: sytuacji panującej na Giełdzie Papierów Wartościowych i na naszym rynku walutowym.

W maju agencja Bloomberg wyemitowała artykuł pod tytułem Polish Stocks Count $50 Billion Cost One Year After Duda Win, czyli „Rok po wyborze prezydenta Dudy polskie akcje odnotowały spadek wartości w wysokości 50 mld dolarów”. Druga opinia to raport Deutsche Banku, który uważa złotego za jedną z pięciu najbardziej niedowartościowanych walut świata (pozostałe cztery to japoński jen, szwedzka korona, węgierski forint i południowoafrykański rand). Uważa złotego wręcz za walutę najtańszą – „ekstremalnie tanią”.

Dlaczego takie opinie są ważne? Z oczywistego powodu – czytają je inwestorzy/gracze na całym świecie i „nasiąkają” przedstawianymi w nich ocenami. Pamiętam, kiedy w 2012 roku agencja Bloomberg pisała na głównej stronie o tym, że polskie obligacje są „lokalną bezpieczną przystanią” – być może to był przypadek, ale po tym artykule ceny naszego długu zaczęły gwałtownie rosnąć (rentowności spadały).

Nie można nie doceniać takich opinii – czyta je cały świat, a wielu potencjalnych inwestorów portfelowych, którzy kupują papiery wartościowe, żeby stosunkowo szybko na nich zarobić, niewiele wie o Polsce.

Czasem jeden artykuł może zrobić więcej niż prawdziwe osiągnięcia lub problemy.

Przykładem jest tutaj niesłusznie wyśmiewana nasza „zielona wyspa”. Jak myślę większość z nas nie docenia zysków wynikających z tego, że w czasach ostrego kryzysu upowszechniła się opinia o Polsce jako właśnie o tej „zielonej wyspie”, której udało się przejść przez kryzys suchą nogą. To ostatnie stwierdzenie nie jest prawdziwe, bo nie udało nam się zupełnie stóp nie zamoczyć. Kryzys odchorował polski rynek pracy (olbrzymia liczba umów śmieciowych), a ostatnie wybory parlamentarne też po części są pokłosiem kryzysu. Jednak polski złoty (po osłabieniu w ostrej fazie kryzysu) umacniał się, a za pożyczany kapitał płaciliśmy do 2015 roku coraz mniej. To był właśnie wynik chwalenia się tym, że nie przeszliśmy recesji („zielona wyspa”).

Teraz z wymienionych wyżej dwóch źródeł mamy słodko-gorzką ocenę. Z jednej strony Deutsche Bank uważa, że nasza waluta jest niedowartościowana o około dziesięć procent (miło by było mieć na przykład franka po 3,60 zł.). Z drugiej Bloomberg twierdzi, że utrata wartości polskich akcji może być trwała, a wiele zależy od tego, co zrobi rząd polski w sprawie kredytów walutowych i co zamierza jeszcze zrobić w sprawach gospodarczych oraz jak potraktuje fundusze emerytalne.

Jaka jest prawda? Być może złoty jest niedowartościowany, ale według mnie nie jest to przede wszystkim wina polityki. W dużej części rację ma Marek Belka, prezes NBP twierdzący, że osłabienie złotego związane jest głównie z oczekiwaniami inwestorów na podwyżkę stóp procentowych w USA. To prawda, waluty krajów rozwijających się od dłuższego już czasu z tego powodu taniały, bo uważano, że podwyżki stóp w USA szczególnie mocno zaszkodzą krajom rozwijającym się.

Zakładano bowiem, że podwyżki stóp będą umacniały dolara (książkowa zależność – ostatnio wcale nie tak znowu oczywista), a kraje rozwijające się są mocno zadłużone w tej walucie, więc ich zadłużenie i wielkość spłat będą rosły. Mocny dolar będzie też szkodził cenom surowców (szczególnie ropie), co również szkodziłoby krajom rozwijającym się. Na pierwszy rzut oka widać, że to nie ma nic wspólnego z Polską, która ani nie jest nadmiernie zadłużona w dolarach ani nie jest producentem ropy.

Dlaczego więc złoty jest słaby? Odpowiedź jest prosta – wcale nie jest słaby.

Po ostrej fazie kryzysu zakończonej upadkiem Lehman Brothers (ostrej, bo według mnie kryzysy nadal trwa, ale w utajonej postaci) złoty w stosunku do euro tkwi w trendzie bocznym. Relacja złoty – euro jest dla nas najważniejsza, bo większość naszego handlu zagranicznego przeprowadzamy ze strefą euro.

Średnia wartość kursu EUR/PLN to okolice 4,20 PLN, a odchyłki w górę i w dół nieznacznie jedynie przekraczają 5 procent. Prawdą jest też jednak, że od czasu wyborów prezydenckich kurs wzrósł o 10 procent (od dolnej do górnej granicy trendu bocznego). Sporo? To fakt, ale węgierski forint w tym okresie stracił niewiele mniej, bo 7,5 procent. A forint jest mniej płynną walutą, więc i mniej są nim zainteresowani zagraniczni gracze.

Jaki z tego wniosek? Taki, że na naszą walutę polityka ma na razie bardzo ograniczony wpływ, a jeśli tak, to analitycy Deutsche Bank zapewne się mylą – nie może być tak, żeby od wielu lat złoty jest skrajnie niedowartościowany i nikt tego nie widzi. Niestety, w sprawie rynku akcji agencja Bloomberg w dużej części ma rację. Początek dały poprzednie rządy osłabiając wpływ OFE (uważam, że słusznie), co zahamowało wzrost indeksów i stworzyło sytuację, w której GPW była jedną ze słabszych giełd na świecie.

Kropkę nad i postawił obecny rząd nakładając na banki podatek i obciążając sektor energetyczny kosztami ratowania kopalń. Co gorsze, utrzymał również niepokój co do losów banków po przyjęciu jakiegoś rozwiązania problemu kredytów walutowych oraz co do skutków przeglądu systemu emerytalnego (dalszy los OFE) dla GPW.

Dla rynków najgorsza jest niepewność, więc nie bez powodu na Wall Street obwiązuje zasada „when in doubt sell out” (kiedy masz wątpliwości, sprzedawaj). Utrzymywanie niepewności politycznej i gospodarczej może doprowadzić do tego, że po pierwsze wzrost gospodarczy w Polsce będzie niższy od oczekiwań, a po drugie, że zmarginalizowanie giełdy pozbawi spółki ważnego źródła pozyskiwania kapitału, co też zresztą zaszkodzi gospodarce.

**Dziennik Opinii nr 155/2016 (1305)

Stiglitz-cena-nierownosci

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.