Felieton

Dwa banki, dwie różne drogi i polski złoty

Co mocny dolar oznacza dla polskiej gospodarki?

Dzisiejszy tekst będzie zdecydowanie bardziej „rynkowy” niż te z poprzednich miesięcy. To nie znaczy, że w strategii gospodarczo-finansowej rządu wszystko jest jasne. Wręcz przeciwnie – nic się nie zmieniło, a na jasną strategię gospodarczą rządu nadal czekamy. Mam nadzieję, że ta pojawi się w pierwszym miesiącu nowego roku.

Tutaj zajmę się polityką monetarną amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed), Europejskiego Banku Centralnego (EBC), i na tym tle naszej Rady Polityki Pieniężnej. Jeśli chodzi o dwa pierwsze banki, to kluczowy dla rynków finansowych był ostatni miesiąc roku. Już 3. grudnia decyzję podejmował EBC, a dwa tygodnie później (16. grudnia 2015) decydował w USA Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC).

W wyniku posiedzenia EBC stopa depozytowa spadła z – 0,2 na – 0,3%. Mario Draghi, prezes EBC, na konferencji prasowej poinformował, że program QE (skupu aktywów) będzie kontynuowany przynajmniej do marca 2017 roku, a być może nawet do czasu wygenerowania odpowiedniej (2%) inflacji. Dotychczas skup miał być prowadzony do września 2016 roku. Miesięczna skala skupu pozostała jednak bez zmian.

Mówiło się, że inwestorzy oczekiwali jeszcze bardziej „gołębich” decyzji. Nie bardzo rozumiem, czego więcej oczekiwali. Przecież EBC musi giełdom (i, choć w mniejszym stopniu, gospodarce) narkotyk w postaci ultra-łagodnej polityki monetarnej dozować. Musi zachować naboje na kolejną akcję pomocową, o ile taka akcja będzie konieczna.

Dwa tygodnie później, po dwudniowym posiedzeniu, decyzje podjęło FOMC. Wiadomo było, że Fed stopy podniesie, i tak się też stało. Wzrosły z 0-0,25% do 0,25-0,5%, czyli o 25 punktów bazowych (średnio 0,375%, czyli tak jak oczekiwano). Decyzję podjęto jednogłośnie, co zdarza się dość rzadko. Fed postanowił zaakcentować tą jednogłośnością swoje zdecydowanie w podejmowaniu decyzji. Komitet zapowiedział, że następne podwyżki będą stopniowe.

Janet Yellen, szefowa Fed, na konferencji prasowej powiedziała, że dość rozczarowujący wzrost gospodarczy może spowolnić podnoszenie stóp procentowych. Zakłada się jednak, że w 2016 roku stopy wzrosną jeszcze cztery razy po 25 pb. I tak zapewne będzie, o ile nie załamie się gospodarka, bo wtedy Fed szybko zmieni ton.

Decyzja Fed została okrzyknięta końcem trwającego 2007/2008 roku kryzysu. Ja uważam, że to nie jest koniec. Koniec kryzysu miałby miejsce wtedy, gdyby polityka monetarna banków centralnych wróciła do normy, gdyby nie było już „druku” pieniędzy (skupu aktywów), który nadal uprawiają EBC i Bank Japonii. Zresztą, amerykańska Rezerwa Federalna też inwestuje pożytki (odsetki) z ponad 4 bilionów dolarów aktywów, które skupiła.

Stopy procentowe są też nadal na wyjątkowo niskich poziomach. Gdyby wróciły do poziomów uznawanych za normalne, to obawiam się, że gospodarka globalna weszłaby w fazę ostrego kryzysu. Owszem, gospodarka amerykańska ma się nieźle, ale nie zostałaby zieloną wyspą, gdyby sytuacja na świecie się pogorszyła.

A zagrożeń jest mnóstwo. Gdyby na przykład w Chinach spowolnienie gospodarcze zamieniło się w pełnowymiarowy kryzys, to uderzyłoby w gospodarki całego świata i przez strefę euro przeniosłoby się do Polski.

Jakie są skutki tak różnej polityki EBC i Fed? Po posiedzeniu EBC euro bardzo mocno zyskało do dolara, ale była to tylko i wyłącznie realizacja zysków z krótkich pozycji (przez tych graczy, którzy od wielu miesięcy obstawiali spadki EUR/USD). Jeśli jednak warunki zostaną niezmienne, to Fed – podążający drogą zaostrzania polityki monetarnej – i EBC – ciągle łagodzący swoją politykę – skazują w dłuższym terminie dolara na umocnienie stosunku do euro.

Słabe euro jest bardzo korzystne dla krajów strefy euro (zwiększa konkurencyjność gospodarki Eurolandu), a szczególnie dla dużych krajów eksporterów, czyli przede wszystkim dla gospodarki niemieckiej. Teoretycznie mocny dolar będzie szkodził gospodarce USA, ale jedynie kilkanaście procent tej olbrzymiej gospodarki zależy od eksportu, więc te szkody będą niewielkie. Mogą jednak szkodzić transgranicznym koncernom amerykańskim, czyli Wall Street. Drogi dolar szkodzi też zadłużonym w dolarach krajom rozwijającym się, a szczególnie eksporterom surowców, bo mocny dolar zazwyczaj szkodzi cenom surowców.

Jak w tej sytuacji wygląda polska gospodarka i waluta? Sytuacja jest dość skomplikowana, bo nie tylko zmiany w USA i Eurolandzie będą miały znaczenie w 2016 roku. Będzie też miała znaczenie zmiana składu Rady Polityki Pieniężnej. W skład Rady wchodzi prezes Narodowego Banku Polskiego jako przewodniczący i dziewięciu członków, powoływanych po trzech przez prezydenta, Sejm i Senat na okres 6 lat.

W najbliższych miesiącach zmieni się ośmiu członków Rady. Minister Henryk Kowalczyk przed wyborami mówił PAP, że skłonność do obniżki stóp będzie brana pod uwagę przy obsadzaniu miejsc w Radzie. Oczywiście nie wiemy, czy członkowie Rady będą stopy obniżali, ale ja zakładam, że tak będzie.

Obniżka stóp teoretycznie (bo w praktyce rynki mogą się bardzo różne zachowywać) powinna szkodzić złotemu, co z kolei powinno podnosić inflację (plus dla budżetu) i zwiększać konkurencyjność polskiego eksportu (plus dla gospodarki). Zaszkodziłaby też zyskom sektora bankowego, który już i tak ucierpi z powodu podatku bankowego, który zabierze około 40% zysku banków. To z kolei zmniejszy akcję kredytową, co wpłynie ujemnie na gospodarkę.

Umacniający się do euro dolar też powinien szkodzić złotemu. Pod koniec 2016 roku problem z budżetem na 2017 rok (pojawi się o ile nasza gospodarka nie będzie się rozwijała dużo szybciej niż zapowiadane okolice czterech procent) też w najpewniej uderzy w złotego. Jak więc widać w drugiej połowie 2016 roku złoty powinien być słabszy niż jest obecnie. Proszę nie traktować tego jednak jako prognozy, która musi się sprawdzić. Nie ma takich geniuszy, którzy są w stanie z wyprzedzeniem jednego roku przewidzieć zachowanie waluty.

**Dziennik Opinii nr 4/2016 (1154)

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego

Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki “Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)”. Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.