Felieton

Czy projekt Unia Europejska skończy się fiaskiem?

Wyobraźmy sobie wygraną Partii Wolności w Holandii, Frontu Narodowego we Francji, Pięciu Gwiazdek we Włoszech i przegraną Angeli Merkel w Niemczech. Niemożliwe? Ależ całkiem prawdopodobne.

Donald Trump nie po raz ostatni…

Wybory w USA zakończyły się wygraną Donald Trumpa, mimo że zebrał o ponad dwa miliony głosów mniej niż Hillary Clinton. Dziwny jest ten system wyborczy w USA, ale tego nie da się zmienić, bo trzeba by było zmienić konstytucję USA.

Kolejny raz piszę o nowym prezydencie USA (zostanie nim po 20 stycznia), ale nie obiecuję, że po raz ostatni. Czeka nas najpewniej wiele niespodzianek ze strony tego pana i (niestety) będziemy musieli się nim zajmować, bo wpływ jego decyzji na USA będzie bardzo duży, ale na resztę świata może być nie mniejszy.

Interesujące jest to, że w trzech wahających się stanach (Michigan, Wisconsin i Pensylwanii), jak twierdzą niektórzy eksperci, mogło dojść do hackerskich ataków na systemy głosowania, bo wyniki były tam dość dziwne. Mówiono nawet, że w hrabstwach, gdzie liczono głosy ręcznie, wygrywała Hillary Clinton, a tam gdzie liczono elektronicznie wygrywał Donald Trump.

Przypominam sobie, że przy okazji poprzednich wyborów (albo jeszcze wcześniejszych) mówiono o związku producentów maszyn do liczenia głosów z multimiliarderami wspierającymi zawsze skrajną prawicę, więc kto wie, czy nie było w tym trochę prawdy.

Oczywiście wiem, co to za miliarderzy, ale z ostrożności procesowej nazwiska nie wymieniam. Mogę napisać tylko, że są braćmi.

Nic dziwnego, że Partia Zielonych w USA, do której przyłączył się sztab Hillary Clinton, dążyła do ponownego przeliczenia głosów w Michigan, Pensylwanii i w Wisconsin. W zeszłym tygodniu minął termin zgłoszenia chęci liczenia ręcznego głosów (i zebrania potrzebnych do tego funduszy).

Prawdopodobieństwo tego, że liczenie zmieni wynik wyborów było znikome, ale można sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby te trzy stany przypadły Clinton, a nie Trumpowi. Wtedy to Hillary Clinton miałaby wystarczającą liczbę głosów elektorskich i powinna zostać prezydentem USA. Tyle tylko, że zwolennicy Trumpa nie poddaliby się bez walki – być może nawet krwawej walki. Doprowadziliby do czegoś na kształt rewolucji, co uderzyłoby nie tylko w USA, ale i w cały świat. Do 19 grudnia, kiedy muszą zostać ogłoszone wyniki wyborów, sporo się może jeszcze wydarzyć.

Wróćmy jednak na ziemię. Rynki finansowe zareagowały na wygraną Trumpa inaczej niż tego oczekiwali inwestorzy.

Przypominam, że przed wyborami indeks S&P 500 spadał przez 9 sesji z rzędu, bo malały szanse Hillary Clinton na wygraną po rewelacjach FBI dotyczących odkrycia nowych listów, które mogły zawierać inkryminujące Clinton informacje. Dopiero tuż przed wyborami strach przed Trumpem nieco zmalał, bo sondaże były bardziej dla Clinton korzystne. Nawiasem mówiąc sondażownie po raz kolejny się skompromitowały.

Ja przed wyborami pisałem, że w przypadku wygranej Donalda Trumpa najpewniej górę weźmie oczekiwanie na to, że amerykański system checks and balances da sobie radę z jego pomysłami (po prostu, że te najbardziej zwariowane nie będą realizowane). Oczekiwałem jednak paru dni negatywnej reakcji. Okazało się, że w przypadku rynków rozwiniętych było to pół dnia (noc i część poranka), po czym indeksy amerykańskie zaczęły ustanawiać rekordy wszech czasów.

Zyskiwały przede wszystkim sektory przemysłowy i farmaceutyczny oraz mniejsze spółki, bo to właśnie im najbardziej pomogłyby pomysły Trumpa. Dokładniej opisałem to, co działo się z rynkami, na moim blogu. Rynki wybrały sobie rodzynki, a do kosza wyrzuciły zgniłki. W każdej chwili po zaprzysiężeniu Trumpa może się to zmienić.

Co może się wydarzyć w roku 2017?

To jest mój ostatni tekst w tym roku i co prawda nie lubię ani pisać ani czytać podsumowań mijającego roku, ale uważam, że warto pisać o tym, co może się wydarzyć w nadchodzącym roku 2017. Oczywiście nie uda mi się przewidzieć wydarzeń typu „czarny łabędź”, bo to są z natury swojej wydarzenia nie do przewidzenia. Skoncentruję się więc na tym, co widać w przyszłym roku (najlepiej widać to na pewnym ładnym schemacie).

Trzeba w nim wprowadzić pewne zmiany, bo już jest po wyborach w Austrii i po referendum we Włoszech. Matteo Renzi przegrał we Włoszech – referendum dotyczyło co prawda spraw konstytucyjnych, ale było to swoiste głosowanie w sprawie votum zaufania dla rządu Renziego. Premier Włoch zapowiedział, że poda się do dymisji. Prawdopodobnie szykują się więc wybory we Włoszech, które wygrać może partia Pięciu Gwiazdek.

Wyobraźmy sobie to, co obecnie wydaje się mało wyobrażalne: wygraną Partii Wolności w Holandii, Frontu Narodowego (Marine Le Pen) we Francji, Pięciu Gwiazdek we Włoszech i przegraną Angeli Merkel w Niemczech.

Niemożliwe? Ależ całkiem prawdopodobne – wystarczą dwa duże ataki terrorystyczne.

Nie należy się też podniecać tym, że we Francji w sondażach Marine Le Pen przegrywa z François Fillonem w stosunku 33:67. Fillon jest zwolennikiem thatcheryzmu i reaganomiki – może się okazać, że Marine Le Pen stanie się bardzo lewicowa i sprzeciwi się mocno zapowiadanym decyzjom konkurenta (na przykład znacznego wydłużenia tygodniowego wymiaru godzin pracy).

Wtedy lewica może nie oddać głosu na prawicowego Fillona, żeby zagrodzić drogę Le Pen – po prostu może nie pójść do wyborów dając zwycięstwo Le Pen, która przecież chce ogłosić referendum w sprawie opuszczenia przez Francję strefy euro i całej Unii Europejskiej.

Gdyby się więc stało to, co obecnie jest mało wyobrażalne, to należałoby wyraźnie powiedzieć: projekt Unia Europejska kończy się fiaskiem.

Byłaby to tragedia, która szczególnie mocno zaważyłaby na przyszłości Polski. Już teraz wydarzenia potwierdzają to, co pisałem w swoich tekstach o życiu w okresie interregnum i o ucieczce od wolności. Gdyby w 2017 roku został zrealizowany czarny scenariusz, to każdy sceptyk musiałby dojść do wniosku, że miałem rację.

 

**Dziennik Opinii nr 340/2016 (1540)

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.