Felieton

Ukraina 2014

Największy proeuropejski ruch w historii UE jest ruchem nacjonalistycznym, konserwatywnym oraz religijnym.

Prognozować sytuację polityczną na Ukrainie to trochę jak przewidywać zachowanie rynków finansowych. Z jednej strony, każda prognoza jest obarczona dużo wyższym niż 90 procent prawdopodobieństwem popełnienia błędu. Z drugiej – cokolwiek by się wydarzyło na przestrzeni jednego roku, wiemy, że zasadniczo nic się  nie zmieni. Nawet jeśli rynki spowodują kolejną katastrofę gospodarczą, trudno wyobrazić sobie ograniczenie ich władzy nad ludzkością. Nawet jeśli na Ukrainie dojdzie do obalenia władzy, trudno sobie wyobrazić, że tym krajem nie będzie nadal rządzić skorumpowana, konserwatywna i ksenofobiczna elita polityczna – chociaż tym razem z nieco innego rozdania.

Pierwsze tygodnie nowego roku przyniosły streszczenie tego, jak rozwijać się będzie sytuacja w podzielonym i zablokowanym politycznie społeczeństwie Ukrainy. Najlepiej widać to w kijowskich wydarzeniach w nocy z piątku na sobotę. Te wydarzenia zmusiły do wspomnienia o Ukrainie nawet polskie media, które po grudniowym wybuchu entuzjazmu, na wiele lat, jak się zdaje, wyczerpały temat. Scenariusz, wspólnie rozegrany tej nocy przez władzę, opozycję  i radykalne skrzydło protestu, możemy zobaczyć jeszcze wielokrotnie. Na czym ten scenariusz polega i czemu on służy?

Sąd skazuje kilku uczestników paramilitarnych prawicowych organizacji (w tym członka partii Swoboda) za próbę wysadzenia pomnika Lenina w Wasylkowie, który w momencie ich aresztu już został usunięty przez władzę  lokalną. Pokaźna absurdalność procesu i surowość wyroków (6 lat więzienia) totalnie zasłania okoliczność, ze skazani rzeczywiście byli członkami paramilitarnych organizacji, używanych przez Partię Regionów dla zwycięstwa w lokalnych wyborach (tym razem nie tylko poprzez straszenie wyborców „ukraińskim faszyzmem” – są dowody na to, że oskarżeni brali udział w fałszerstwach wyborczych i przemocy wobec politycznych konkurentów).

Władza w ten sposób rozprawia się z niezręcznymi byłymi współpracownikami, bo proces o ich rzeczywiste przestępstwa byłby dla niej dużo bardziej bolesny. 

Ale kto w rewolucyjnym szale wnikałby w takie drobiazgi? Liberalne media, relacjonujące proces (a śladem ich – jednym głosem – media polskie), przedstawiają  oskarżonych jako niewinne ofiary reżimu. Opozycjoniści i aktywiści tuż po ogłoszeniu wyroku zaczynają blokować budynek sądu, by nie pozwolić sprowadzić osądzonych „wasylkowskich terrorystów” do więzienia. Na scenę wkracza Berkut, który wreszcie dostaje świetny powód do użycia siły – oraz pokazania, że ogromny, trwający do dziś wybuch społeczny po jego poprzedniej brutalnej akcji z pobiciem studentów nie wpłynął dokładnie na nic.

W Kijowie zaczyna się mobilizacja zwykłych obywateli, na którą czekano od miesiąca, kiedy nocne pojawienie się tysięcy obudzonych kijowian na Majdanie powstrzymało rozpędzenie Majdanu. Tylko że tym razem protestujący gromadzą się  nie po to, żeby obronić protest, zablokowany przez jednostki specjalne, tylko po to, żeby ukarać policjantów z Berkuta, zablokowanych przez kilkadziesiąt samochodów. Sytuacja jest na krawędzi wybuchu, gdy komuś z opozycjonistów udaje się  przekonać gorące głowy (w większości – członków tych samych paramilitarnych organizacji) do wypuszczenia członków Berkuta, winnych pobiciu ludzi, jeden po drugim, z odsłoniętymi twarzami. To niby ma umożliwić  ich ukaranie – w odległej, porewolucyjnej perspektywie. Opozycja przedstawia to jako swoje wielkie zwycięstwo, a o rzeczywistej przyczynie konfliktu – podejrzany proces przeciw kilku bandziorom-neonazi, firmowanym jako bohaterowie sprzeciwu obywatelskiego – nikt już nie wspomni.

Tłumaczę tę sytuację tak szczegółowo, bo nie jest to odosobniony przypadek – coś podobnego będziemy mogli obserwować na przestrzeni długich miesięcy, a może nawet lat. Ukraińska władza ma do dyspozycji jeszcze wiele takich „wasylkowskich terrorystów”. Z kolei opozycja jej takich „terrorystów” chętnie dostarcza, pozwalając na przykład znanym nazi-skinheadom na okupację kijowskiego Ratusza. Pozwalając samozwańczej ochronie Majdanu sprawować swój własny arbitralny wymiar sprawiedliwości, który już teraz wywołuje liczne nieporozumienia i insynuacje. Pozwalając własnym przywódcom legitymować skrycie rasistowski język publiczny – jak pobity w nocy na sobotę były minister MSW Jurij Lucenko, który niedawno powiedział, że ukraiński problem dotyczy przede wszystkim tego, „w którą stronę  pójdzie czterdzieści milionów białych, wykształconych chrześcijan”.

Czy ciągłe wytykanie ukraińskiej opozycji jej wewnętrznych problemów ze skrajną prawicą jest teraz na miejscu? Czy zwracanie na nie uwagi zachodniej publiczności nie służy do jeszcze większego zniechęcenia opinii publicznej do sprawy ukraińskiej?

Przesadny entuzjazm wobec ukraińskiego ruchu obywatelskiego musi minąć, ale powinna go zastąpić poważna rozmowa o znaczeniu tego ruchu dla całej Europy. 

Na szczęście dla Ukraińców, Europa już nie może odpuścić sobie Ukrainy, nawet jeśli na dobre dogada się z Putinem, że już nigdy nie wtrąci się  w jej „naturalną strefę wpływów”. Przecież  na Ukrainie powstał największy chyba proeuropejski ruch obywatelski w historii UE, i ten ruch będzie się  rozwijał, przekształcał i upadał  całkiem niezależnie od działań Unii lub ich braku. Co więcej, ten proeuropejski ruch nie bardzo przejmuje się tym, czym współczesna Europa jest naprawdę, ale może mieć spory wpływ na to, czym Europa może być – przynajmniej w wymiarze symbolicznym. 

Warto sobie uświadomić, że największy proeuropejski ruch w historii UE jest ruchem nacjonalistycznym, konserwatywnym oraz – w coraz większej mierze – religijnym, co pokazało świętowanie Bożego Narodzenia na Majdanie: niekonfesyjne, ale prowadzone głównie przez księży grecko-katolickich. Obrazki tego ruchu naprawdę dobrze się  nadają  na reklamówkę  Unii Europejskiej, ale w rzeczywistości Majdan już  wcale nie reprezentuje tego, co w Europie najlepsze. Ukraiński ruch protestu może zostać obscenicznym spodem Europy, ukazującym jej chorobliwe symptomy i wewnętrzne sprzeczności. Dlatego ten ruch nie zasługuje teraz ani na bezwarunkowe wsparcie, ani na apatyczne przemilczenie. Zasługuje na natychmiastową, dogłębną i krytyczną analizę. 

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.