Felieton

Syberyjska Republika Ludowa

Atakowanie demonstranta z Nowosybirska idącego z hasłem „Jestem ze wszystkiego zadowolony” byłoby klęską pijarową nawet w Putinowskiej Rosji.

Klub gejowski na Syberii wygląda mniej więcej tak samo, jak każdy klub gejowski na Ukrainie. Czyli jak zwykły lokal, który jednak nie chce zdradzić, czym tak naprawdę przyciąga publiczność. Już pod koniec imprezy, kiedy wszyscy czują się swobodniej, zaczyna się prawdziwa zabawa dla wtajemniczonych. Nieliczni imprezowicze przyglądają się sobie nawzajem, ciesząc się z własnej odwagi i nieposłuszeństwa. Na dużym klubowym ekranie wyświetla się żółto-błękitna flaga. Słychać oklaski i gwizdy. Po kilku sekundach flaga znika, ale poczucie dumy zostaje.

Kiedyś Nowosybirsk – stolica Syberii – był też stolicą dysydenckiego punk-rocka i radzieckiej inteligencji technicznej, która często pozwalała sobie na więcej niż inteligencja humanistyczna. W miasteczku naukowym Akademgorodok (de facto osobne miasto w sosnowym lesie za Nowosybirskiem) w latach 60. odbywały się debaty uniwersyteckie, na których otwarcie dyskutowano, jakim mediom należy bardziej ufać – agencji ITAR-TASS, radiu Wolna Europa czy może BBC. W latach 80. w murach tegoż uniwersytetu odbywały się koncerty Jegora Letowa – najważniejszego punkowca na obszarze postradzieckim. Jego piosenki dziś wykonuje na przykład Massive Attack.

Po „transformacji” Akademgorodok przestał istnieć jako ważny punkt na mapie świata naukowego, a lokalna inteligencja straciła jakiekolwiek ambicje. To samo przez dłuższy czas dotyczyło też całej stolicy Syberii. Sytuacja zaczęła powoli zmieniać ze względu na nieustanną eksploatację syberyjskich surowców, które zapewniają niemal cały eksport rosyjskiej ropy i gazu.

To właśnie Syberia umożliwiła realizację i przetrwanie „putinowskiej umowy społecznej” z lat 2000. Polegała ona na rezygnacji obywateli z udziału w życiu politycznym w zamian za względny wzrost dobrobytu.

Jedna z pierwszych widocznych prób zakwestionowania tej umowy miała miejsce właśnie w Nowosybirsku. To tutaj pojawiła się intuicyjna, odruchowa reakcja na narzucony przez Putina rosyjskiemu społeczeństwu absurdalny układ, który prędzej czy później miał doprowadzić do obalenia rzekomego dobrobytu – wraz z ostatecznym demontażem wszelkich procedur demokracji.

Owa reakcja najpierw polegała na zjawisku „Monstracji” – przemarszów organizowanych przez lokalne środowiska artystyczne i odbywających się pod wyraźnie bezsensownymi hasłami. Fakt pojawienia się na ulicy Nowosybirska grupy osób wysuwającej swoje żądania – nawet jeśli brzmiały one „Więcej piekła!” czy „Precz z królikami!” – był poważnym zaburzeniem porządku opartego na rezygnacji społeczeństwa z jakichkolwiek roszczeń. Siła „Monstracji” polegała też na tym, że nie sposób było ją pokonać, używając policyjnej przemocy: atakowanie demonstranta z hasłem „Jestem ze wszystkiego zadowolony” byłoby klęską pijarową nawet w Putinowskiej Rosji.

Echa „Monstracji” wyraźnie słychać w nowo powstałym syberyjskim ruchu społecznym, który wstrząsnął rosyjskimi mediami latem 2014 roku – mimo że od samego początku był raczej żartem niż poważnym zagrożeniem dla status quo. Kilku syberyjskich aktywistów założyło na portalach społecznościowych grupę nawołującą do „przestrzegania norm konstytucyjnych Federacji Rosyjskiej” i nadania Syberyjskiemu Obwodowi Federalnemu rzeczywistych, a nie tylko formalnych uprawnień. Mimo że grupa od samego początku mówiła o konieczności wcielenia w życie rosyjskiej Konstytucji, a nie o jej podważaniu, natychmiast została uznana za ekstremistów i separatystów. Dlaczego? W Rosji właśnie trwała społeczna histeria spowodowana powstaniem dwóch „republiki ludowych”, donieckiej i ługańskiej , co – w połączeniu z rosnącym niezadowoleniem z sytuacji gospodarczej – mogło skutkować powstaniem „republik ludowych” wewnątrz Rosji.

Pierwszy przemarsz Ruchu na Rzecz Federalizacji Syberii zebrał zaledwie kilka osób – natomiast stał się ważnym newsem w skali globalnej. Rzecz w tym, że każda witryna internetowa, gdzie pojawiała się informacja o tym przemarszu, dostawała zawiadomienie od służb specjalnych, że może być zamknięta za rozpowszechnianie treści separatystycznych. Informacja o tym zawiadomieniu, rzecz jasna, rozprzestrzeniała się w sieci, sprzyjając popularności Ruchu. „Nie wyobrażaliśmy sobie, że wywołamy taki efekt” – mówią organizatorzy marszu. W dniu, kiedy miał zostać przeprowadzony, wszyscy zostali zatrzymani tuż po opuszczeniu własnych mieszkań. Byli wożeni przez policję z posterunku na posterunek – i tak przez cały dzień. Twierdzą, że liczba policjantów, którzy przeciwdziałali przemarszowi, była kilkakrotnie większa niż liczba jego potencjalnych uczestników.

Właśnie tutaj widzą perspektywę dla siebie – system, w taki sposób reaguje na najbardziej absurdalne zagrożenia, ma nikłe szanse, żeby przetrwać.

Tuż po opuszczeniu Syberii dowiedziałem się, że pomnik Lenina w Nowosybirsku został pomalowany przez nieznanych sprawców na żółto-niebieskie kolory. Moje nowi znajomi twierdzą, że nie mieli z tym nic wspólnego. Chyba znów winni będą geje.

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.