Felieton

Nasza niemoc wspiera przemoc

To nacjonaliści ze swoimi hasłami sprawili, że ruch protestu nie zalał całej Ukrainy, w tym też wschodniej i południowej.

Można przyjść na demonstrację w patelni czy garnku na głowie, a można w kasku i kamizelce kuloodpornej. Skoro w obu przypadkach grozi ci od 10 do 15 lat więzienia za udział w „masowych rozruchach”, opcja patelniana dość szybko traci impet. Można obrazić policjanta słownie, a można rzucić w niego koktajlem Mołotowa. Skoro kara za oba te czyny jest, według nowego ukraińskiego prawa, równie sroga, mało kto ucieka się do do opcji werbalnej. Skoro nie można już właściwie nic, to oznacza tylko tyle, że można wszystko.

Śmierć pokojowego protestu w Kijowie wyglądała żałośnie. Na ostatnim pokojowym wiecu 19 stycznia wygwizdano nie tylko beznadziejnego mówcę Kliczkę, ale też Tiahnyboka ze Swobody, który wcześniej potrafił swoimi przemówieniami uwodzić nawet wściekłych przeciwników nacjonalizmu. Jego Swoboda już nie jest główną radykalną siłą na Majdanie. Najbardziej widoczni na placu są bojownicy z ruchu Prawy Sektor, który ukształtował się podczas Euromajdanu. Na pierwszy rzut oka można ich uznać za miłosników historycznej rekonstrukcji. Jeden z protestujących całkiem serio pyta szereg niedoszłych rycerzy, czy są zwolennikami prezydenta.

Za kilka godzin, gdy Prawy Sektor jako pierwszy zaatakuje szeregi Berkutu obok Muzeum Narodowego, nikt już nie będzie wspominał „prowokatorów z Administracji Prezydenta”, o których tyle mówiono przy okazji poprzedniej fali przemocy wobec milicji, a o „dresiarzach” Janukowycza, którzy rozpoczęli burdy, będzie już pisał tylko Mirosław Czech na łamach „Wyborczej”. W odróżnieniu od przemocy na ulicy Bankowej 1 grudnia 2013 teraz prawie nikt już nie próbuje powstrzymać bojówkarzy. Za chwilę w ogniu stanie pierwszy milicyjny bus, a za parę godzin do zadymy dołączą tysięce osób, które reprezentują właściwie całe społeczeństwo. A przynajmniej tę jego część, która przez świeżo uchwalone ustawy została postawiona poza prawem. Czyli – tych wszystkich, którzy jeszcze mają ochotę odebrane im prawa odzyskać. Nawet jeśli w tym celu muszą dołączyć do tłumu zadymiarzy z Prawego Sektora.

Chciałbym zamknąć raz na zawsze kwestię „rządowych prowokatorów”, skrajnej prawicy i ich udziału w kijowskich protestach – szczególnie kiedy milicja strzela do ludzi i porywa ciężko rannych ze szpitalnych łóżek.

Otóż mogę przystać na tezę, że przemoc na ulicach Kijowa została rozpoczęta przez agentów rządu, pod warunkiem, że za tych agentów – świadomych tego czy nie – uznamy cały ukraiński ruch nacjonalistyczny.

To nacjonaliści ze swoimi hasłami sprawili, że ukraiński ruch protestu nie zalał całej Ukrainy, w tym wschodniej i południowej. Ta część kraju nienawidziła Janukowycza nie mniej od kijowian czy lwowian, ale teraz obdarzyła go dużo większym poparciem niż przed Euromajdanem. To partia Swoboda ze swoimi bojówkami skierowała Euromajdan w stronę nieuniknionej przemocy. Od kiedy Swoboda z zaprzyjaźnionymi skinheadami stała się systemowym, zalegitymizowanym elementem Majdanu, pokojowy protest został skazany na niepowodzenie.

Bo na tle systemowej skrajnej prawicy zawsze powstaje antysystemowa jeszcze bardziej skrajna prawica.

Tak się złożyło, że ta antysytemowa prawica ujawniła się właśnie wtedy, gdy Swoboda i reszta partii opozycyjnych pokazały swoją niezdolność do skutecznego oporu wobec władzy.

Tłumy zwykłych, jeszcze wczoraj bardzo umiarkowanych obywateli dołączyłyby do jakiegokolwiek ruchu, który wskazałby im jakikolwiek kierunek działania, odmienny od pełnej hipokryzji imitacji rewolucji, jaką uprawia zdyskredytowana opozycja. Przez nacjonalistów jedynym takim ruchem okazał się Prawy Sektor, a kierunkiem działania, jaki wskazał, jest tępa, beznadziejna i fatalna przemoc. Nie chcę zaczynać spotu o to, w jakim stopniu Prawy Sektor jest sterowany przez administrację Janukowycza. Nawet jeśli nie jest, robi wszystko, żeby zapewnić mu zwycięstwo poprzez wprowadzenie stanu wyjątkowego. Nawet jeśli jest, na pewno wymyka mu się spod kontroli, bo stan wyjątkowy już nie powstrzyma eskalacji przemocy.

Jedna rzecz jest pewna: za kierunek, w jakim idzie ukraińskie powstanie, w równym stopniu odpowiadają nie tylko Janukowycz, Putin, Kliczko, Tiahnybok, Sikorski i Bildt. Odpowiada za to też ukraińska lewica, a właściwie jej brak. Próżnię w jej miejscu w tej chwili wypełniaja koktajle Mołotowa w rękach przeciętnych kijowskich mieszczan.

Czytaj także:

Ziemowit Szczerek: Władza może zdusić ten bunt. Ale co dalej? Przecież nie wydusi całej opozycji!

Aleksander Smolar, Cena pozostawienia Ukrainy samej byłaby wysoka

Jurij Andruchowycz: Nie możemy zatrzymać protestów

Justyna Krawczuk: Milicja przejmuje kontrolę nad szpitalami

„Czas gra na korzyść opozycji” – międzynarodowa prasa o Ukrainie

Paweł Zalewski: Fasada i rzeczywistość polityki UE wobec Ukrainy

Paweł Pieniążek: Śmierć na Majdanie

Paweł Pieniążek: Euromajdan przerósł ukraińską opozycję

Oleksij Radynski: Wszyscy jesteśmy poza prawem

Paweł Pieniążek: Ukraina coraz dalej od demokracji

Apel o plan Marshalla dla Ukrainy

Serwis specjalny Dziennika Opinii: Ukraina – Z Unią Europejską czy z Rosją?

Zobacz także:

Dymy i barykady. Fotorelacja z Kijowa

Telewizja Krytyczna: Przeciwko terrorowi politycznemu

Telewizja Krytyczna: Życie na barykadach

Kijów, 23 stycznia: Krajobraz po bitwie [fotorelacja]

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.