Felieton

Kto stoi za pobiciem Wasyla Czerepanyna?

Łatwiej ukraińskiej prawicy szukać wroga u siebie i atakować atywistów w Kijowie, niż sprzeciwić się rosyjskiej agresji na wschodzie kraju. 

Kiedy nieznani sprawcy ciężko pobili redaktora ukraińskiej KP Wasyla Czerepanyna, przestraszyłem się, że reakcja na tę zbrodnię może okazać się nie mniej odrażająca niż sam atak. Wojna sprawiła, że w Kijowie zapanowało przekonanie o ludziach w ukraińskich mundurach jako o niewątpliwych bohaterach – nawet jeśli ich działania bywają sprzeczne z prawem. A co począć, jeśli ich ofiarą staje się nieukrywający lewicowych poglądów, publicznie znany intelektualista, a jednocześnie gorący zwolennik Majdanu i organizator licznych przedsięwzięć obalających mity o ukraińskiej rewolucji? Obawiałam się, że niewiele to pomoże, skoro „bohaterowie” w wojskowych strojach bez oznaczeń postanowili, że to „wróg Ukrainy”.

Mój pesymizm okazał się przesadzony. Pobicie Czerepanyna nie tylko wywołało szok wśród liberalnej części społeczeństwa, ale potępili go też nacjonaliści, którzy jeszcze niedawno szykanowali go za „propagandę” obcej dla nich europejskiej tolerancji. Nawet minister edukacji Serhij Kwit, który personalnie przewodniczył kampanii przeciwko założonemu przez Czerepanyna Centrum Badań nad Kulturą Wizualną, zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych z żądaniem natychmiastowego znalezienia i ukarania winnych.

Dla MSW może okazać się to wyzwaniem ponad siły. Według licznych świadectw (a do pobicia doszło w biały dzień na ruchliwym placu Kontraktowym), napastnicy byli ubrani w stroje bardzo przypominające mundury niektórych batalionów ochotniczych, które od niedawna wchodzą w skład struktur MSW. Działacze na rzecz praw człowieka wielokrotnie zwracali uwagę, że do batalionów tych zapisują się też skinheadzi i neonaziści. To oczywiście daje świetny pretekst do kolejnych rosyjskich fantazji o faszystowskim rządzie w Kijowie.

Jednocześnie, szeroka publiczność przy każdej wzmiance o rodzimych neonazistach popada w osłupienie: „Wszyscy ci naziści istnieją tylko w telewizji rosyjskiej, a jeśli nawet istnieją, to wolimy już tych nazistów od nazistów rosyjskich, przed którymi nasi naziści nas będą bronić”.

Taki pogląd to chyba największe zagrożenie spowodowane rosyjską agresją na Ukrainie. Bez względu na to, czy sprawcy są członkami struktur MSW, czy tylko przekupionymi prowokatorami, ich działania mogą dużo skuteczniej niż okupacja wojskowa zrobić z Ukrainy kraj podobny do putinowskiej Rosji. Ukształtować społeczeństwo, w którym organy represyjne dostają od obywateli mandat na prawnie nieograniczoną przemoc, bo przecież niewidoczny (albo wyobrażony) wróg jest wszędzie. Takie społeczeństwo dobrowolnie rezygnuje z pluralizmu opinii z powodu niekończącego się zagrożenia terrorystycznego. W takim społeczeństwie skrajnie prawicowe ugrupowania pomagają reżimowi dyskredytować jakiekolwiek przejawy niezadowolenia obywatelskiego, albo są wprost używane przez ten reżim dla załatwiania brudnych spraw. W takim społeczeństwie, ci którzy nie zgadzają się z terrorem skrajnej prawicy, po prostu mogą stracić życie, jak to się stało z dziennikarzami Stasem Markielowym i Anastasią Baburową zastrzelonymi przez rosyjskich neonazistów.  

Już teraz w sieciach społecznościowych szerzą się groźby, że w ślad za Czerepanynem ofiarami „nieznanych patriotów” mogą stać się i inni „liberaści” (tak na ukraińskiej prawicy nazywa się ludzi o lewicowych i emancypacyjnych poglądach). Walczyć z nimi to zajęcie oczywiście ciekawsze i przyjemniejsze niż sprzeciwianie się rosyjskiej inwazji na wschodzie Ukrainy. Ale najbardziej przerażające jest to, że ludzie ci wykorzystują wojnę i spowodowaną przez nią radykalizację nastrojów dla usprawiedliwienia własnej ideologicznej przemocy. „Trzymaj separatystę!”, krzyczeli, atakując osobę, która niedawno zorganizowała konferencję z udziałem światowej elity intelektualnej wspierającej Ukrainę w obliczu rosyjskiej agresji.

Co może uczynić rosyjską propagandę bardziej przekonującą dla zachodniej publiczności, niż prawicowi radykałowie, którzy patrolują ulicę Kijowa, atakując ideologicznych oponentów?

Odruchową reakcją sporej części opinii publicznej było, oczywiście, oskarżenie przebranych agentów Putina o kolejną próbę dyskredytacji Ukrainy. Niestety, wygląda na to, że Kreml niedługo już nie będzie musiał płacić za tworzenie potrzebnego mu obrazu Ukrainy. Nacjonaliści zrobią wszystko, czego potrzebuje Rosja – bezpłatnie i w dobrej wierze, że działają na rzecz Ukrainy. To są nasi właśni, wewnętrzni okupanci.

Rosji na razie nie udało się zrealizować swojego planu okupacji Ukrainy. Natomiast rosyjska agresja – rękami ukraińskich nacjonalistów – skutecznie okupuje umysły Ukraińców, wypełniając je szowinizmem i nienawiścią.  

Czytaj także:

W Kijowie pobito redaktora naczelnego ukraińskiej „Krytyki Politycznej”

Czerepanyn: Napastnicy krzyczeli „trzymaj separatystę!” [rozmowa Agnieszki Wiśniewskiej]

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.