Felieton

Jak pokonać wstręt do wyborów? Wersja ukraińska

Rosja nie potrafiła zabić ukraińskiej demokracji bezpośrednio, poprzez ciśnienie gospodarcze lub groźbę agresji – więc wymusza na niej samobójstwo.

Śledząc przebieg debaty wokół wyborów do Parlamentu Europejskiego, odniosłem wrażenie, że niedzielne wybory na Ukrainie odbywają się na innej planecie albo przynajmniej w jakiejś obcej cywilizacji. Oczywiście niewiele może być wspólnego między wyborami europejskimi w kraju, który boryka się z „problemami Pierwszego Świata”, i ukraińską kampanią wyborczą w cieniu kampanii wojskowej. Ale zwykle przynajmniej jedną rzecz mamy wspólną. Jest to wstręt do wyborów, niechęć do uczestniczenia w rozgrywce, w której nie masz szansy na akceptowalną opcję.

Na dobre czy złe, podczas prezydenckich wyborów na Ukrainie ten wstręt jest uczuciem dosyć marginalnym. Nawet ci, którzy nigdy wcześniej nie zgodziliby się wybierać pomiędzy oligarchą (Petro Poroszenko) i oligarchinią (Julia Tymoszenko), zostali zmobilizowani do udziału przez stan wyjątkowy panujący od kilku miesięcy na Ukrainie. Chodzi oczywiście nie o formalny, lecz faktyczny stan wyjątkowy – jego formalne wprowadzenie oznaczałoby odwołanie wyborów. Tym razem więc chodzi nawet nie o brak wyboru jako nieodłączną cechę ukraińskich wyborów. Problem z tymi wyborami polega na tym, że osiągnęliśmy zupełnie nowy poziom odpolitycznienia. Faktycznie Ukraińcy wybierają nie pomiędzy jednym kandydatem a drugim, a pomiędzy rozstrzygnięciem w jednej turze lub w dwóch.

Ponieważ ustaliło się przekonanie, że tylko rozstrzygnięcie w pierwszej turze uratuje Ukrainę przed dalszym chaosem i dezintegracją, wyborcy masowo udają się do dzielnic, żeby po prostu zagłosować na wybory jednoturowe. Czyli – oddać głos na kandydata, który ma szansę dostać więcej niż 50 procent. W tej chwili takim kandydatem jest oligarcha Poroszenko. Gdyby taką kandydatką była Julia Tymoszenko, miliony wyborców nie wahając oddałyby na nią swoje głosy, żeby tylko to wszystko skończyło się szybciej. Nie chce nawet fantazjować, co by było, gdyby takim kandydatem był Oleh Tiahnybok ze Swobody czy Dmytro Jarosz z Prawego Sektora.

Ukraina nie miała innej opcji niż przeprowadzenie wyborów przy faktycznym stanie wyjątkowym – co w praktyce oznacza, że (niezależnie od wyniku tych wyborów) ukraińska demokracja będzie demokracją stanu wyjątkowego.

Obojętnie, czy ten stan zostanie de facto wprowadzony po wyborach, czy też nie – będziemy musieli nauczyć się zupełnie nowych reguł, których Stany Zjednoczone nauczyły się po 11 września 2001, a Rosja – po wojnie w Czeczenii. Niezależnie od wyniku obecnej wojny w Donbasie Ukraina zmieni się zasadniczo – i w każdym razie stanie się mniej demokratyczną. Rosja nie potrafiła zabić ukraińskiej demokracji bezpośrednio, poprzez ciśnienie gospodarcze lub groźbę wojskowej agresji – więc wymusza na ukraińskiej demokracji samobójstwo.

Eksportując konflikt zbrojny na wschód Ukrainy, Rosja zaraża Ukrainę własnym doświadczeniem śmiertelnej dla demokracji „walki z terroryzmem”. W latach 90. wojna w Czeczenii zabiła zalążki rosyjskiej demokracji: politycy nauczyli się usprawiedliwiać jakiekolwiek swoje działania „myśleniem antyterrorystycznym”, a media dobrowolnie zrezygnowały ze swoich swobód na rzecz „pokoju obywatelskiego”. To, że na niektórych checkpointach w Donbasie zauważono bojowników z Czeczenii, nie tylko świadczy o bezpośrednim zaangażowaniu rosyjskiej władzy w rzekomo „domową” wojnę na wschodzie Ukrainy, ale też wyjaśnia historyczną logikę tego zaangażowania. Donbas zrobi z ukraińską demokracją to, co Czeczenia zrobiła z demokracją rosyjską. I Europie pozostanie tę ukraińską demokrację stanu wyjątkowego zaakceptować – jak w latach 90. zaakceptowała rosyjską demokrację stanu wyjątkowego.

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)

Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.