Felieton

Co Macierewicz robił w Kijowie?

Antoni Macierewicz z trybuny oglądał defiladę wojskową z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy. Czy to dla Ukrainy dobra wiadomość?

Antoni Macierewicz stoi na trybunie i ogląda defiladę wojskową z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy. Obok niego prezydent Poroszenko oraz ministrowie obrony krajów wschodniej flanki NATO. Nic nie zaburza miłej atmosfery: oto mocna reprezentacja „przyjaciół Ukrainy”. Przyjechali wesprzeć ją w trudnym momencie, który zresztą trwa już od ponad trzech lat. Trybunę mija wspólna polsko-ukraińsko-litewska brygada wojskowa. Minister Macierewicz nie ukrywa głębokiej satysfakcji.

Embed from Getty Imageswindow.gie=window.gie||function(c){(gie.q=gie.q||[]).push(c)};gie(function(){gie.widgets.load({id:’tAta4HZIQThBCEK2aRec4A’,sig:’Zu6wYKpqEk2nsqQAtf9BTwbDE37NqWraP8C-wyT752I=’,w:’594px’,h:’412px’,items:’838352648,838352032,838352540,838348362′,caption: true ,tld:’com’,is360: false })});
Ukraina to na ogół dosyć przyjemne miejsce dla polityków takich jak Macierewicz. Tu można spokojnie mówić publicznie o zwalczaniu „barbarzyństwa”, które grozi Europejczykom ze Wschodu, i spotkać się z wyłącznie wdzięcznymi komentarzami z każdej właściwie strony. A najważniejsze, że w Kijowie nikt nie zapyta go o jego własne, ujawnione przez Tomka Piątka, powiązania z przeróżnymi „barbarzyńcami” zza wschodniej granicy (Ukrainy, nie Polski).

Ukraińskie władze są tak przejęte poszukiwaniem rosyjskich agentów i zdrajców w szeregach własnego społeczeństwa, że opowieść o polskim ministrze obrony, który rzekomo też może być sterowany przez Rosjan, raczej nie ma tu szansy na przebicie. Paranoja dotycząca „ruskich agentów” przybrała w Ukrainie taką skalę, że kolejna informacja na ten temat budzi odruchowy sprzeciw. Co, oczywiście, nie musi oznaczać, że tych agentów tu nie ma. Ani że nie ma ich w polskim Ministerstwie Obrony. A gdyby tam rzeczywiście się zadomowili, co by to mogło oznaczać dla Ukrainy?

Przede wszystkim, nie zaszkodziłoby nieco skomplikować narrację o rosyjskim agencie w MON-ie. Mimo całej ekstrawagancji polskiej prawicy trudno mi wyobrazić sobie, że Kremlowi po prostu udało się zwerbować Macierewicza i pomóc mu objąć stanowisko ministra.

Jak mogliśmy się przekonać w Ukrainie w ciągu ostatnich trzech lat, najskuteczniejsi „agenci Kremla” to ci, którzy nawet nie podejrzewają, w czyim interesie tak naprawdę działają. Opłacają się pod każdym względem. Nic Rosjan nie kosztują i trwają w świętym przekonaniu, że ich nacjonalistyczna histeria służy wyłącznie dobru Ukrainy. Jedyne, co Rosjanie muszą robić, to w odpowiednim momencie dolewać benzyny do ognia. Bardzo dobrze się to udało z taką postacią, jak przywódca Prawego Sektora Dmytro Jarosz. Nie ma zatem powodów, by nie spróbować tego samego z Macierewiczem i jego smoleńską obsesją.

Jeśli Macierewicz naprawdę ma podejrzane kontakty z Rosjanami, to nie musi znaczyć, że świadomie działa w ich interesie. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się sytuacja, w której pan minister uważa, że to on manipuluje tymi głupimi barbarzyńcami, a nie na odwrót. Być może, coś od nich dostaje (np. obiecanki twardych dowodów na udział PO w zbrodni smoleńskiej), być może coś im przekazuje lub obiecuje przekazać. Ale działa, rzecz jasna, dla dobra własnej partii i własnego kraju, który trzeba przede wszystkim wyzwolić z brukselsko-berlińskiej niewoli. A z tymi wschodnimi barbarzyńcami rozliczymy się później.

I to jest właśnie powód mojego zaniepokojenia obecnością Macierewicza w ścisłym gronie obrońców Ukrainy. Polskich tajemnic Rosjanom nie sprzeda. Może dlatego, że jest „prawdziwym patriotą”, ale raczej dlatego, że owa informacja słabo Rosjan interesuje. Plany rosyjskiego najazdu na Polskę istnieją na razie tylko w wyobraźni wolontariuszy wojsk obrony terytorialnej. Z Ukrainą jest nieco inaczej. Dlatego chciałbym wiedzieć, co Macierewicz tak naprawdę robił w Kijowie. A jeszcze bardziej chciałbym, żeby więcej tu nie przyjeżdżał.

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

ale co, czekasz, aż ktoś za ciebie przeczyta i ci opowie?

Jest jeszcze prostsze, logiczne wytłumaczenie. Politycy PiS pojawiają się gdziekolwiek mogą liczyć na sympatię lub choćby jej cień. A że ze światem zewnętrznym są w coraz większym konflikcie to zostają im takie punktowe pokazówki. Tu szef NATO, tam defilada na Ukrainie, ot żeby gdzieś się uśmiechnąć i uśmiechnęli się do nas, bo to ładnie potem wygląda w propagandzie.

Ten artykuł sam w sobie jest potwierdzeniem tezy postawionej przez autora 😉 A mówiąc poważnie. W odniesieniu do Maciarewicza to po prostu szkodliwy bełkot.

Macierewicz, który sprowadza do Polski amerykańskie wojska i zbroi armię na potęgę jest sterowany z Moskwy. Wy, komuchy, jesteście po prostu debilami.

A w którym miejscu on tę armie zbroi? Wyciągając z muzeum 50-cio letnie łodzie podwodne? To pewnie taki zabieg, żeby rosyjska torpeda (lub rakieta) była więcej warta niż nasza łódź podwodna i dlatego nie będą do nas strzelać.

Może dla odmiany, zamiast lewackich głupot, zobacz sobie na fakty, czyli na zakupy uzbrojenia przez MON. Są publikowane. Wtedy przestaniesz bredzić.

Janusz Morświn-Pipke

W gazetach: Kupiono milion milionów nowy karabinków MSBS.
Nazwano je dumnie i na cześć "Grot".
Ogłoszono sukces.

Fakty: karabinków nie ma, nie ma nawet gotowej linii produkcyjnej. Umowa nie została podpisana przez Departament Uzbrojenia, a przez jednostkę Nil. Do tego jedynie na 1000 sztuk.
Uraaaaaaaa!

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!