Felieton

Czy Imperator boi się ulicy?

Jakosław Kaczyński

Zanim dokonam noworocznych postanowień muszę zrobić zimowe porządki, czyli dokonać rachunku sumienia.

Na pierwszych metrach muszę przebić się przez zasieki z resztek powitania nowego roku. Brnę przez butelki po wódce i tanim rosyjskim szampanie, tym samym, który kupowałem za młodu. Grzęznę w opakowaniach po chińskich petardach, to przecież w Kraju Środka wymyślono fajerwerki i ich pokazy organizowano na dworze cesarskim w XII wieku, kiedy my uczyliśmy się pisać i czytać. Niesprzątnięte odpadki zaściełają ulice i park, mieszają się ze śmieciami sprzed roku. Podnoszę parę flaszek i wrzucam do przepełnionego kosza, ale dzielnicy, a tym bardziej świata nie uratuję. Tarabanię się dalej, choć wiatr sypie śniegiem między oczy i po pół kilometra mieszczańskiej perypatetyki wszystko mi się metaforyzuje. Wiem, że zanim dokonam noworocznych postanowień muszę zrobić zimowe porządki, czyli dokonać rachunku sumienia.

Czas apokalipsy, czyli subiektywne podsumowanie roku 2016

Podsumowań apokaliptycznego 2016 dokonali już inni w Krytyce Politycznej. Zamiast powtarzać jak zaklęcie, że jest źle, dla kontrastu przytoczę artykuł z Wyborczej pt. Nie lękajcie się. „Rewolucja dokonała się w wielu krajach Azji – niezliczone statystyki pokażą, że w ciągu ledwie kilku dziesięcioleci spora część ogromnego kontynentu wydostała się z nędzy i bardzo zbliżyła do tak zwanego pierwszego świata. Ci, którzy jeszcze tego nie dokonali – w Azji, Ameryce Południowej i przede wszystkim w Afryce – dogonią resztę w kolejnych dekadach. Ta pewność wynika z analizy tysięcy twardych danych”.

Ciągłe wystąpienia Rebeliantów przeciw Gwieździe Śmierci powodują, że Szturmowcom rzedną na mrozie miny i powoli podupada morale wyborców Imperium Zła.

Pocieszony tymi informacjami idę dalej. Od publikacji ostatniego felietonu wypytywałem dziennikarzy, prawników i innych znajomych czy demonstracje KOD-u i pikiety pod sejmem mogą wpłynąć na PiS? Wszyscy zgodnie przekonywali mnie, że tak, niezależnie od moich obiekcji, które przedstawiałem tu już zbyt często. Podobno Imperator boi się ulicy ponieważ wie, że to przestrzeń, nad którą nie panuje. Poza tym ciągłe wystąpienia Rebeliantów przeciw Gwieździe Śmierci powodują, że Szturmowcom rzedną na mrozie miny i powoli podupada morale wyborców Imperium Zła. Jeśli tak, to trzeba wychodzić na ulicę, ale z kim (oprócz dzieci lub psa), skoro nie chce się maszerować w rytm bębnów i surm bojowych prawicy? Już napisałem, w pierwszej wersji felietonu, że trzeba iść jednak razem z Mateuszem Kijowskim, kiedy afera fakturowa utopiła dryfujący już od dawna statek KOD-u, który okazał się nie być Sokołem Millenium. Agnieszka Wiśniewska napisała, że „lider przez zasiedzenie jest raczej spalony” i tak zapewne jest. Nawet jeśli KOD przeprowadzi audyt, oczyści szeregi to radość Imperium nie mogła być większa, opozycja sama się kompromituje. Charakterystyczny jest tytuł jednego z wielu tekstów po tamtej stronie barykady: Kaczyński lepiej by tego nie wymyślił. Z kim więc pokazywać władzy, że się nie lękamy? Ja najchętniej ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, który twardo zmierza do strajku, nie bierze lewych faktur, nie ma problemu z alimentami, nie wyjeżdża na sylwestra, kiedy posłowie bawią się w rotacyjny styropian w sali plenarnej.

Wdech i wydech, tani węgiel i śmieci palone w domkach jednorodzinnych na kredyt wpadają głęboko w płuca, pozornie czyniąc nieważnym mój nikotynizm. Zaliczam dzielnie pierwszy kilometr spaceru. Na przystanku autobusowym Bogusław Linda jako Strzemiński wpatruje się w Bogusława Lindę – reklamę telefonii komórkowej. Pójdę, obejrzę to pierwsze wcielenie, cieszę się, że filmowcy (vide: Performer, Ostatnia rodzina) zrozumieli, że artyści i sztuki wizualne są tematem dla scenarzystów. Szkoda tylko, że na plakacie tytuł filmu Andrzeja Wajdy Powidoki napisano tandetną czcionką, choć nestor awangardy stworzył swoją, którą zresztą miasto Łódź wykorzystuje promocyjnie.Łódź kreuje

Pójdę na Lindę starając się nie pamiętać, że znam już tę twarz nie tylko z reklamy, ale też z Psów 1,2,3,4 (plus minus nieskończoność). Przejawy pop maczyzmu lat dziewięćdziesiątych są rasowymi jamniczkami i żadnymi „guilty pleasures” w kontekście Pitbullów z XXI wieku. „Samo świadome zaszeregowanie czegoś jako grzesznej przyjemności również uwalnia od wyrzutów sumienia.” – usprawiedliwiają nasze słabości do pop kultury autorki z redakcji multikorporacji Agora. Ja natomiast przyznaję i kajam się, że straciłem wiele czasu na serial The Crown, ale nie będę udawał, że płynna nowoczesność usprawiedliwia nie czytanie Mickiewicza, Prousta, Manna. Robię więc rachunek sumienia, analizuję twarde dane, aby zgodnie z zaleceniami psycholożki z tej samej „Wyborczej” (kto jeszcze łapie się na czytaniu o „lifestyle” zamiast o polityce?) tworzyć plan działania, a nie snuć marzenia – pseudo postanowienia. Znów egoistycznie zajmuję się sobą, choć wchodząc do parku królewskiego już rozumiem, że moja krytyka zgromadzeń publicznych podszyta była skrajnie indywidualistyczną postawą, niechęcią do działania w tłumie. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie radykalną obronę autonomii, bo jak sam Sławomir Sierakowski zauważył „włada ten, kto narzuca temat.”

Sierakowski: Włada ten, kto narzuca temat

Nie chcę władać, ale nie chcę też, by władał mną Kaczyński… Bardzo chciałem nie pisać o PiS-ie, ale znów nie wyszło, wyszło jak zwykle, wiem to już przy świątyni Sybilli w Łazienkach Królewskich, dawniej zwaną Diany lub po prostu grecką. Zapuszczam się dalej, choć przy drugim kilometrze i pięciu tysiącach znaków powinienem kończyć. W głębi parku nie ma już żadnych ekstrawaganckich lemingów, jak ja, jest za to świątynia egipska, pokłosie europejskich mód wynikających z wyprawy Napoleona nad Nil. Cała ta część naszego „narodowego” parku powstała już po 1817 roku, kiedy Poniatowscy odsprzedali cały teren „zaborcom”. „Przez blisko sto lat Łazienki Królewskie należały do carskiej rodziny Romanowów, a zarazem były jednym z ulubionych miejsc spacerów warszawian” czytam na stronach internetowych. Trzeba dodać, że ówczesny Imperator uwielbiał te ogrody i hojnie inwestował w ich rozwój, na takich paradoksach opiera się historia. Trzeba przyjąć ją oraz współczesność z całym dobrodziejstwem inwentarza, a nie wybierając rodzynki pasujące do aktualnych koncepcji polityczno-tożsamościowych. Wychodzi więc na to, że niezależnie od tego, jak nie lubimy PiS-u, Kijowski jest skończony, ale czy KOD już też? Poczekajmy na audyt w stowarzyszeniu.

Wychodząc z parku przy Belwederze aż podskakuję, kiedy pani w średnim wieku krzyczy w komórkę „On się określa jako prawicowiec, a ta jego sekretarka jest żydowską kurwą w ogóle…”. Mam nadzieję, że ciemnoskóra turystka tuż obok nie rozumie polskiego, prawica stojąca za Kaczyńskimi znów narzuciła mi temat. Może jednak Imperator wcale nie boi się ulicy, bo wie, że tacy jak ja są na niej statystyczną mniejszością? Ja boję się polityki uprawianej na ulicach, asfalt zachęca do leżenia, w tłumie więcej jest emocji niż rozumu, wymarzniemy tam, zamiast organizować się do wyborów, ale niech będzie, trzeba wywierać nacisk na władzę.

Choć płuca i umysł wyczyściły mi się po sylwestrowych hulankach, choć pokajałem się za błędy i wypaczenia roku 2016, to z postanowieniami, zbudowanymi na tej spowiedzi, nie jest lepiej. Mogę tylko obiecać sobie i wam, że będę szukał równowagi między autonomią i ojczyzną, ale to już brzmi mało felietonowo, zbyt patetycznie i antycznie więc kończę na trzecim kilometrze i siedmiu tysiącach znaków.

Bio

Max Cegielski

| Dziennikarz, pisarz

Dziennikarz, pisarz. W TVP Kultura współprowadził „Halę Odlotów” uhonorowaną nagrodą Grand Press w 2015 roku. Autor między innymi książek „Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu” (Nagroda imienia Beaty Pawlak, 2009), „Mozaika. Śladami Rechowiczów” (2011), oraz „Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata” (2015). Twórca i kurator projektów artystycznych: Migrujący Uniwersytet Mickiewicza (Stambuł), Global Prosperity (Gdańsk, Warszawa). Współautor (wraz z Anną Zakrzewską) wielu reportaży i dokumentów telewizyjnych o sztuce współczesnej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.