Felieton

Bliżej bruku: Nasz gej w Słupsku

Czyli jak Robert Biedroń dostał się do elitarnego grona polityków uważanych za „dobrych”.

Bohaterowie brukowców dzielą się na cztery kategorie: dobrzy, źli, zwykli i dziwni. Osoby homoseksualne nie są według brukowców złe, są dziwne. Z jednej strony oznacza to pewne prawo do ekstrawagancji i nieprzestrzegania norm. Z drugiej osoby homoseksualne trzymane są na marginesie, na który można popatrzeć, ale nijak nie styka się on ze światem zwykłych ludzi.

Ostatnio coś pękło w tej konstrukcji, a przełomem była wygrana Roberta Biedronia w wyborach na prezydenta Słupska. Biedroń został w brukowcach „naszym gejem”. Nawet więcej – dostał się do elitarnego grona polityków uznawanych za dobrych. Pewnie po części chodzi o to, że niemal każdy chce coś uszczknąć z niewątpliwego sukcesu Biedronia i romantyzmu całej historii, w której kandydat bez szans sięga po prezydenturę na przekór wszystkim. Sprawa wykracza jednak poza specyfikę pojedynczej historii.

Przez postać Biedronia osoby homoseksualne w brukowcach wkraczają w krąg osób zwyczajnych, bo chociaż mówimy o prezydencie miasta, to funkcjonuje on teraz trochę jako reprezentant wszystkich gejów.

Kluczową rolę w przejściu z marginesu do świata zwykłych ludzi odgrywa odpowiednie wykorzystanie osobistej historii Biedronia. Przyznał on, że sam był kiedyś homofobem i chciał leczyć się z homoseksualności. Działo się to, gdy odkrył w sobie pociąg do kolegów i poszukując wiedzy na temat homoseksualizmu, dowiadywał się wyłącznie tego, że to zboczenie, dewiacja i wybryk natury. Miał też poczucie, że w małym mieście, w którym się wychowuje, jest jedyną osobą o takich skłonnościach. Pogodził się z tym, kim jest, dopiero na studiach, po wyjeździe do dużego miasta.

Opowiadanie tej historii ma dwie funkcje. Po pierwsze, nie esencjalizuje się niechęci do osób homoseksualnych. To się przydarza nawet gejom! To odruch, który można zmienić, a nie twarda tożsamość, z jaką rodzimy się i umieramy. Takie przedstawienie sprawy tworzy dla publiczności dogodną ścieżkę przejścia od dystansu wobec gejów do ich akceptacji. Po drugie, osobista historia Biedronia pozwala pokazać go jako człowieka, który podobnie jak inni ludzie bywa osamotniony, zmaga się z problemem swojej tożsamości, ma problemy związane z okresem dojrzewania. Może różna jest skala tych problemów, ale natura pozostaje ta sama.

Otwarte przyznawanie się przez Biedronia do gejowskiej tożsamości zostaje zinterpretowane w brukowcach jako dowód szczerości i odwagi. Stawia go to w korzystnym świetle, bo inni politycy w zasadzie składają się tylko z hipokryzji.

Takie zinterpretowanie gejowskości Biedronia retroaktywnie zmienia sens jego wcześniejszych gestów. Brodzenie w brudnych pieluchach, seksualne aluzje w wypowiedziach czy deklaracje, że zna prostytutki w sejmie, wcześniej mogłyby być dowodem na dziwność, a dziś stanowią dowodów na brak hipokryzji i bycie sobą.

Na obraz Biedronia jako zwykłego człowieka składa się jego życie uczuciowe. Od dziesięciu lat pozostaje w stałym związku, nazywa swojego chłopaka „mężem” i marzy o ślubie z nim. Urządzają mieszkanie i chodzą na randki jak inne pary. Dla obrazu ich związku ważny jest film nagrany z ukrytej kamery, który pokazuje, jak po prostu jedzą kolację w jednej z restauracji. Format zdjęć z ukrycia wykorzystywany w brukowcach zazwyczaj do złapania polityków na zachowaniu naruszającym normy (np. Michał Kamiński o trzynastej zamiast pracować, pije piwo) tutaj służy do pokazania zwyczajnego wieczoru zakochanych.

Oczywiście w uzwyczajnieniu Biedronia obecne są schematy – jak choćby trwały związek albo spędzanie wieczoru w restauracji na kieszeń klasy średniej – które dla części osób związanych i sympatyzujących z ruchem LGBTQ wcale nie są takie oczywiste. Trudno jednak zaprzeczyć pewnej wartości tego, że osoby homoseksualne wchodzą do mainstreamu, i to nie tylko za sprawą „mediów oświeconych”, ale także tych uznawanych za ostoję tradycyjnej moralności. Długofalową konsekwencją będzie pewnie odklejenie się postulatów ruchu LGBTQ od lewicy i pojawienie się w polityce i szerzej w sferze publicznej także prawicowych gejów i centrowych lesbijek.

Można nad tym ubolewać i wspominać cudowne lata wspólnej walki z IV RP, ale są i dobre strony uzwyczajnienia. Polegają one na tym, że polityków niekryjących swej homoseksualności można krytykować, nie stosując taryfy ulgowej. Biorąc pod uwagę, że Biedronia popierają już brukowce, powiedzieć można, że prezydent na rowerze – OK, kranówka dla urzędników – spoko, aktywizacja obywateli – świetnie, ale z tą tarczą antyrakietową to, panie prezydencie, zdecydowane przegięcie.

 

** Dziennik Opinii nr 100/2015 (884)

Bio

Maciej Gdula

| Socjolog, publicysta Krytyki Politycznej

Socjolog, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Badał i popularyzował m.in. teorię P. Bourdieu, N. Luhmanna i B. Latoura. Z Przemysławem Sadurą przeprowadził studia nad systemem klasowym, pokazując, jak zastosować można w Polsce teorię klas Pierre’a Bourdieu. Opublikował m.in.: “Trzy dyskursy miłosne” (2009), “Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z P. Sadurą), “Oprogramowanie rzeczywistości społecznej” (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i “Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne” (2015).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.