Felieton

Zabrać brzytwę, rzucić koło

Stoję po stronie tych, którzy uważają, że lewica może szukać elektoratu nie tylko wśród uciśnionego ludu oraz powinna się jakoś skonsolidować.

Tonący brzytwy się chwyta, może dlatego na lewicy pojawiają się pomysły, że lekiem na jej słabość może być większa radykalizacja. Porzucenie mieszczańskiego bagienka na rzecz prawdziwego gniewu prawdziwego ludu. Michał Sutowski w kolejnych tekstach stara się pokazać, że taką brzytwą można się co najwyżej pochlastać, odcinając się od mocno wyartykułowanego konfliktu politycznego. Ja także stoję po stronie tych, którzy uważają, że lewica może szukać elektoratu nie tylko wśród uciśnionego ludu oraz powinna się jakoś skonsolidować. Sama powtarzam to od tylu lat, że już zwątpiłam w sens tego powtarzania, cóż innego jednak pozostało? Przy czym za pierwszoplanowe zadanie nie uważam ani dyskusji programowych, ani rozważań o klasowej strukturze w Polsce.

Lewica ma powody, by chcieć odsunąć PiS od władzy [polemika z Wosiem]

W najogólniejszym zarysie lewicowy program jest dosyć jasny:

1. Dobrze funkcjonujące, praworządne i nielekceważące obywatela świeckie państwo.

2. W kwestiach społeczno-gospodarczych więcej równości i solidaryzmu. Naprawdę więcej. Mniej reprywatyzacji, więcej troski o dobro wspólne, również takie, jak środowisko naturalne.

3. Proeuropejskość i pragnienie współdecydowania o Unii, ale tak, aby było w niej więcej sprawiedliwości społecznej.

4. Respektowanie praw człowieka, kobiet, mniejszości. Zdecydowany sprzeciw wobec nacjonalizmu czy rasizmu.

Reszta to przypisy z konkretami, które niestety muszą uwzględniać realia, czyli co się da zrobić w istniejących warunkach.

Składa się to na pewną formację światopoglądową, która, moim zdaniem, ma jakieś tam zakorzenienie społeczne, a mogłoby ono być większe. I oczywiście warto się zastanawiać, jak o tym mówić, na jakich konkretach pokazywać, jak w oparciu o ten światopogląd budować wizję, która byłaby atrakcyjna dla innych. Nie warto natomiast oszukiwać dla dobra sprawy. Nawet, jeśli nie będzie się eksponowało kwestii kulturowych, to i tak w końcu ktoś o nie zapyta, a nawet, jak nie zapyta, to i tak się domyśli. Nie wyobrażam sobie budowania polityki na lęku wobec Obcego, jak bardzo nie byłoby to opłacalne. Pójście do Canossy – Częstochowy czy innego Lichenia – po to, aby być bliżej „zwykłych Polaków” albo tego, jak ich sobie wyobrażamy, nie wypadnie wiarygodnie. Nawet gdyby PiS wprowadził w Polsce „prawdziwy socjalizm”, to i tak nie udałoby się nam, a przynajmniej mnie, opanować odruchu oburzenia i obrzydzenia, kiedy widzę polską premier wzywającą w Sejmie Europę do powstania z kolan. To jest już ukształtowana, dość trwała tożsamość, ok, może nie całej lewicy, ale poważnej jej części, która mentalnie zahacza również o liberalne centrum – nie można się jej ot tak wyprzeć. Nie jest ona zbyt radykalna i rewolucyjna, bardziej jednak wierzę w takie mieszczańskie umiarkowanie i „porządek musi być” niż w powiew nadchodzącej rewolucji antysystemowej.

Pójście do Częstochowy czy Lichenia po to, aby być bliżej „zwykłych Polaków” albo tego, jak ich sobie wyobrażamy, nie wypadnie wiarygodnie.

Może jestem naiwna, ale trudno mi uwierzyć, że jest to tak marginalna postawa, że nie ma szans na stworzenie jej reprezentacji w parlamencie. Chociaż czasami i to mi przychodzi do głowy. Może nawet gdyby udało się połączyć siły lewicy, znaleźć przekonujących i wiarygodnych liderów (liderki), którzy staliby się twarzami takiej formacji, stworzyć atrakcyjną wizję i przełożyć ją na hasła oraz kilka jasnych i konkretnych postulatów – i tak pozostalibyśmy marginesem. Dobrze byłoby jednak mieć czyste sumienie i poczucie, że maksymalnie wykorzystaliśmy wszystkie szanse.

Zgadzam się z Michałem Sutowskim, że albo uda się lewicy wejść w znaczący sposób do przyszłego parlamentu, albo jej nie będzie wcale, a w każdym razie będzie jeszcze dużo trudniej. Długi marsz w poszukiwaniu prawdziwego lewicowego elektoratu może skończyć się czterdziestoma latami spędzonymi na pustyni, póki całe pokolenie nie wymrze.

Polityka? Bez klasy, bez sensu

Niestety, jednak nie wierzę, że najsłuszniejsze nawet socjologiczne diagnozy, takie jak Macieja Gduli, czy mądra publicystyka są w stanie przełożyć się na zmianę sposobu działania lewicowych polityków. Zwiększa to co najwyżej frustrację potencjalnego elektoratu, czyli mnie. Zatem, Michale drogi, skoro naprawdę wierzysz, że polską lewicę może zbawić triumwirat Biedroń-Nowacka-Zandberg, to spotkaj się z nimi i spróbuj ich do tego skłonić! Choćby po to, żeby kiedyś opisać to w pamiętnikach.

Nie wystarczy tonącemu zabrać brzytwę, trzeba jeszcze rzucić mu koło ratunkowe.

Opozycjo, chcesz wygrać z PiS? Podziel się na pół

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Triumwirat Biedroń-Nowacka-Zandberg moze i zbawi Polske ale nie nazywajmy tego tworu lewicą. To wciaz liberalne towarzysto dbajace aby biedny zostal biednym a bogaty bogatszym. To towarzystwo nie walczy o prace i chleb ale o wiecej przywilejow wolnosciowo obyczajowych dla siebie i tylko dla siebie ! "Długi marsz w poszukiwaniu prawdziwego lewicowego elektoratu może skończyć się czterdziestoma latami spędzonymi na pustyni, póki całe pokolenie nie wymrze." Bzdura, elektoprat lewicowy jest goptowy i a wyciagniecie reki. Lecz Wy wykluczyliscie ten elektorat , n ie postrzegacie go w obszarze obywatelskim. Nie podzielicie sie z nim fructami , bo dac im to zabrac sobie. A sobie nie zabierzecie ani okruszyna . Natomiast im / elektoratowi lewicowemu/ nader chetnie zabierzecie i plaze nad morzem aby Kiepscy i ich dzieci nie psuli wam doznan estetycznych.

Powołujesz się na jakąś skandaliczną wypowiedź o plażach chyba Agaty Młynarskiej dla jakiegoś tabloidu.
Tylko jak to się ma do "triumwiratu Biedroń-Nowacka-Zandberg"?
Gdzie sens gdzie logika?

Ja bym jeszcze od innej strony snuł rozważania. Potencjalnego elektoratu lewicowego w Polsce jest dużo. Można choćby prześledzić odpowiedzi Polaków no konkretne, pojedyncze sprawy, tam jasno wychodzi orientacja propaństwowa vs wolnorynkowa. I teraz zapytuję: jak to, do jasnej cholery jest, że te osoby nie płyną naturalnie do lewicy?! Takiej czy innej. To jest najważniejsze pytanie. Bo mniejsze znaczenie ma czy lewica pójdzie razem, czy osobno skoro i tak będzie miała pod każdą postacią mniej niż 10%. I to samo, czy będzie bardziej radykalna, czy mniej - 10 %nie przeskoczy. W Polsce nawet lewaki nie chcą na lewicę głosować. Mam swoją opinię dlaczego tak się dzieje, ale te rozważania nie mieszczą się w komentarzu. Ale dopóki z pojęcia lewicy nie zdejmie się tej klątwy, to żadna strategia nas nie uratuje. Może Razem będzie pozycjonować się na prawicę, ale z takim samym programem? Wtedy jest szansa 😉

To co napisał Czytelnik bardzo dobrze oddaje polskie realia i dlaczego lewica ma mocno pod górkę, mimo że teoretycznie wydaje się, że elektorat o poglądach lewicowych jest na wyciągnięcie ręki. Sam wiem to na własnym przykładzie, jestem z pokolenia urodzonego już w wolnej Polsce i przez lata opowieść jaka była w mediach, gazetach, internecie, programach publicystycznych, traktowałem jako coś oczywistego specjalnie się nad tym nie zastanawiając. I tak byłem typowym wyborcą PO, który nawet w pewnym momencie rozważał czy nie powinno się sprywatyzować służby zdrowia i czy na emeryturę człowiek nie powinien sobie sam kasy odkładać z tego co mu państwo zabiera co miesiąc itd., czyli typowe neoliberalne myślenie, pewnie nawet nie dziwi, że w pewnym momencie zainteresował mnie Korwin, chyba gdzieś ok.2010-2011roku. Dla mnie lewica kojarzyła się z SLD, z komuną, PRL, a przecież wraz z dorastaniem ciągle słyszałem z każdej strony, że PRL zły, czyli SLD też złe, a co za tym idzie w ogóle lewica jest zła, bo jest powiązana z komuną i socjalizmem, więc oczywiste wydawało się, że nie będę popierał takich poglądów. Dopiero potem różne wydarzenia w moim życiu sprawiły, że poglądy zaczęły się zmieniać, do tego zacząłem dużo czytać (nie chodzi o to, że jakieś książki ekonomiczne :), tylko np. reportaże co znacząco zaczęło mi zmieniać postrzeganie świata) i tak w pewnym momencie sobie uświadomiłem, że właściwie to mam lewicowe poglądy.
I to jest właśnie problem, bo do mojego pokolenia lewicy będzie ciężko dotrzeć, w większości ono poszło w stronę prawicy, Kukizowców, czasem nawet tej prawicy skrajnej, które kupiło narrację o jakichś "komunistach" co do dziś Polską rządzą, a właściwie rządzili dopóki nie wygrał PiS 🙂 Bardzo możliwe, że gdyby nie pewne okoliczności życiowe, to sam dzisiaj nadal miałbym poglądy rodem z Korwina, Balcerowicza?, albo kupiłbym narracje prawicowe np. Kukiza? Moje pokolenie, to pokolenie "żołnierzy wyklętych", koszulek z powstaniem warszawskim, które przez PO właśnie poszło w tym kierunku. Piszę, że przez PO, bo pamiętam jak, że np. w szkole tego nie było, wydawało się, że nasze pokolenie idzie faktycznie w takim kierunku zachodnim, że chcemy by było u nas tak jak w Europie Zachodniej, to się zaczęło dopiero w pewnym momencie zmieniać, nie wiem może właśnie gdzieś po kryzysie? Wydaje się, że tego można było uniknąć, ale PO była ślepa, głucha i głupia, a teraz już raczej jest za późno. Tak więc lewica powinna chyba bardziej myśleć o ludziach, którzy teraz są w liceach, może gimnazjach, powinna coś zrobić, by nie wyrosło nam kolejne prawicowe pokolenie.

Poglądy lewicowe to kwestia pewnej wrażliwości. Dojrzewasz, masz coraz więcej doświadczeń, czytasz, poznajesz świat i zmieniasz poglądy może nawet one same się zmieniają. Jeżeli masz problem ze swoją lewicowością, to pomyśl, że Piłsudski i Skłodowska Curie też mieli lewicowe poglądy.
Po 1989 r. świadomość Polaków została całkowicie zresetowana. Upadła komuna i wszystko co się z nią kojarzyło stało się złe. Świadomość społeczna została wyprana i na takim gruncie zaczęli "nauczać" katecheci nowej ideologii neoliberalnej, którzy szybko awansowali na profesorów (...) Za pośrednictwem mediów zapełnili polskie głowy swoimi jedynie słusznymi mądrościami. Nowa ideologia kapitalistyczna była jedynie słuszną i dobrą i zastąpiła dotychczasową. Oczywiście neoliberalizm najlepiej egzystuje w sosie prawicowym, a prawica w przystępny sposób tłumaczy niezbyt rozgarniętemu obywatelowi, że bogacz jest dobry i zawdzięcza pieniądze ciężkiej pracy i inteligencji, a biedak to głupek i leń. Polacy uwolnieni z PRL-u, znający kapitalizm raczej tylko z Pewexu, niestety łyknęli te mądrości jak młody pelikan żabę.
Przez całe lata jedyną "lewicą" było niestety postkomuna i żadnej innej polskie społeczeństwo nie znało. Owa lewica wolała robić interesy z kapitałem, zamiast przejmować się losem wielodzietnej rodziny spod Olecka. Przez lata różne grupy konserwatywne, łącznie z kościołem usilnie dbały o wzbudzanie niechęci, wręcz nienawiści do wszystkiego co lewicowe. „Precz z komuną” – naczelne hasło wszystkich prawdziwych Polaków, nowomowa toruńska polegająca na nazywaniu wszystkiego „lewactwem” itd. Po tylu latach prawicowego prania mózgów i zwłaszcza agresywnej radiomaryjnej retoryce jest bardzo trudno Polakom, którzy nie czytają i nie myślą wytłumaczyć, że może być „dobra” i nowoczesna lewica.

Bardzo ciekawy post. Ja jeszcze w 2010r. glosowalem na Korwina. Przez lata tkwilem tkwilem w tym swiatopogladzie. Dzisiaj sie zastanawiam- jak to w ogole bylo mozliwe? A jak przestalem glosowac na Korwina to przeszedlem na pozycje centroprawicy. Dopiero pozniej stopniowo moje poglady ewoluowaly na lewo. Na razie lewica w Polsce nie ma szans. Trzeba czasu, bardzo duzo czasu. Najpierw PRL, pozniej SLD jako lewica- tego nie da sie przeskoczyc w pare lat. Jako spoleczenstwo ciagle jestesmy na etapie uczenia sie demokracji i zachwycania sie kapitalizmem (moze ostatnio zaczelo sie to troche zmieniac). Na Zachodzie demokratyczne wybory sa od 100 czy 200 lat, w Polsce od 25. To jest przepasc.

Oczywiście, że zwrot młodzieży w stronę nacjonalizmu, a przede wszystkim zasilenie słabiutkiego ruchu narodowego przez grupy kibicowskie, dzięki czemu urósł on radykalnie w siłę co widać po frekwencji na marszach 11. listopada to wyłącznie zasługa gnidy Tuska. Wypowiedział wojnę kibicom i uczynił stadiony areną wojny ze znienawidzonym rządem, oczywiście kibice mieli odchył na prawo, ale byli apolityczni i izolowani, nagle stali się prześladowanymi patriotami, a każdy kto nienawidził PO zaczął patrzeć na nich życzliwym okiem, tym bardziej, że rządy PO stosowały wobec tych marszów metody rodem z głębokiego PRL, bo jak inaczej nazwać wpuszczanie policyjnych tajniaków, żeby prowokowali burdy, czy podpalili budkę pod rosyjską ambasadą. Paradoksalnie PiS może ich rozbroić, tylko trochę czasu to zajmie, wystarczy że nie będzie ich popierał ani zwalczał, jeszcze raz, dwa razy pójdą na marsz, nic się nie będzie działo ze strony władzy, to za trzecim razem zaczną jak to kibice lać się między sobą.

Ano dlatego, że od 25 lat w każdej telewizji, szkole i w większości gazet PRL jest wyśmiewany a normalna zachodnia socjaldemokracja nazywana "komunizmem". Doczekaliśmy się pokolenia wychowanego na jak to nazywa Zandberg na ekonomii z epoki Balcerowicza łupanego (w żadnej polskiej szkole ani telewizji nie usłyszysz o Piketty'm, Styglitzu czy Ha-Joon Chanie).
Zwróć uwagę, że to jest kwestia pokoleniowa - u nas generalnie nikt nie lubi lewicy, ale ludzie 50(+) pamiętają umowy o pracę, renty, płatne urlopy, wczasy zakładowe i sanatoria i dla nich to jest pewien standard. Dla ludzi 30(-) sanatorium to symbol najgorszego "komunizmu".
Z nimi być może da się porozmawiać za 20 lat jak sami będą chorzy i będą tęsknie wypatrywać tych "komunistycznych" rent.

Szanowny Czytelniku,
choć sam jestem 50+ i doskonale pamiętając PRL też nie lubię lewicy, bo wiem że wszystko w tym PRL było budowane na:
-kłamstwie, ( stosunek do historii, koncepcja suwerenności w krajach bloku. itp, itd),
-błędnych koncepcjach ekonomicznych ( absolutna niewydolność ekonomiczna systemu, centralne planowanie, ukryte bezrobocie, brak kryterium zyskowności w przedsiebiorstwie),
-błędnych założeniach społecznych (teoretycznie "urawniłowka", ale jednocześnie...znany toast " zdrowie wasze w gardła wasze" pokazywał że i tam byli równi i "równiejsi" - czyli ci dzierżący władzę, członkowie partii. A przecież indywidualizm i ambicje, głód indywidualnego sukcesu są cechą większości ludzi dlatego ten system jest skazany zawsze na porażkę co udowodniła historia).

Inna sprawa że obecnie zmiany które zachodzą na świecie ( globalizacja, zastępowanie człowieka przez maszyny, migracje,) wymuszą próby jakiś rozwiązań by zneutralizować ciągłe narastanie potencjałów które muszą się w końcu rozładować A narasta ich trochę, by wspomnieć o konfliktach ekonomicznych, rasowych, wyznaniowych, czy ambicjach mocarstw, które jeszcze nie dojrzały by skończyć się erupcją gniewu prowadzącą do depopulacji przez rewolucje i wojny, lecz, moim zdaniem te wojny i rewolucje są nieuchronne- ta iskra na pewno kiedyś przeskoczy. Ale choć na nic się zda odwlekanie nieuchronnego w perspektywie czasowej poprzez większe opodatkowanie bogatych i większe transfery socjalne do słabszych, traktaty, pomoc humanitarną to zdaje sobie sprawę że trzeba tak robić dla zmniejszania napięć społeczych. Lecz, nie sądzę żeby to lewica znalazła pomysł i go wdrożyła jak przedłużyć status quo gdyż ona, wiemy to historii, miała tendencje do odpalania lontu. Mogą to zrobić tylko interesariusze czyli bardzo bogaci i klasa średnia którzy chcieli by utrzymania obecnego stanu. Niestety i w nich trudno mi wierzyć bo któż z tej grupy ma w naturze tendencje do samoograniczania się na rzecz słabszych.
Nie wierze w ludzkość, i jej możliwości zapobieżenia wspomnianym konfliktom, jednakże mam przekonanie że to nie lewica wyrwie coś dla słabszych, tylko silniejsi ( liberałowie) coś skapną biedniejszym co i tak nie zapobiegnie wielkiemu bum za lat...Może tego nie dożyje a wy młodzi i tak temu nie zapobiegniecie. Taką mamy dynamikę a nie inną...

Ale ja nie mówiłem, zę PRL był jakąś idyllą, wręcz przeciwnie.
Mówiłem jedynie, że okres PRL zasługuje na uczciwe podsumowanie (niektóre rzeczy były haniebne, inne śmieszne, ale było tez sporo rzeczy dobrych, o których nikt teraz nie chce pamiętać).
Obecny system tez jest zbudowany na kłamstwie (albo raczej manipulacji)
Obecne założenia społeczne i gospodarcze też są błędne.

Nawet się mogę zgodzić z zarzutami wobec obecnego systemu, sadzę jednak że obecny system bardziej pasuje do ludzkiej natury której cechami immanentnymi są chciwość, indywidualizm, ekspansja, ciekawość. Socjalizm/komunizm to sztywny i ciężki stój nurka klasycznego ograniczjący swobodę ruchów, a liberalizm to lekki strój płetwonurka, jeśli miałbym jakoś zobrazować mój punkt widzenia. Mam takie przeświadczenie że większa czesć ludzkosci wolałaby ponurkować w lekkiej masce niż w stalowym chełmie, jak by dać im wybór.

Ja to jestem za wolnością obyczajową, ale w wersji hetero, czyli legalna pornografia, prostytucja itp. ale tylko w wersji hetero. Trzeba podkreślać dobrą wolę, żeby ludzie nie myśleli, że chodzi o to, żeby wszystko pomieszać. Ciemny lud powinien coś takiego kupić, taki liberalny porządek w wersji hetero.

Ja mówię teraz jaka ma być centro-lewica, bo prawica zawsze będzie religijna i konserwatywna. Oni nigdy nie poprą takich liberalnych dewiacji i zezwoleń, o jakich ja mówię. Wolą być bardzo zachowawczymi i pokornymi chrześcijanami.

Przepraszam za wszystkie moje komentarze (potrafię to robić i robię dość regularnie przecież), jednak sami chyba powinniście widzieć jak jest. Ludziom nie podoba się wiele rzeczy i najprawdopodobniej są to rzeczy, które szkodzą europejskim społeczeństwom. Gdyby nie szkodziło, to nie byłoby tego całego larum czy jak to się zwie.

Najgorsze jest to, że to dotyczy naszej rzeczywistości. To nie są jakieś tam doniesienia skądś tam, z których nie trzeba wyciągać wniosków, ale właśnie ta nasza rzeczywistość, w której żyjemy.

Te 4 tezy to sobie może każda partia napisać, szczególnie ta prospołeczność w UE dobry żart CETA, pompowanie banków, upodlenie Grecji, likwidacja polskiego przemysłu (stocznie), żeby niemieckie mogły nadal działać, to ten brak nacjonalizmu i oburzenie na Beatę Szydło. Nie trzeba od razu biegać do Lichenia, nie trzeba chodzić na marsze niepodległości, ale trzeba odpowiedzieć prawicy np. na kult żołnierzy wyklętych, czy zachwalanie bandytów typu Franco, czy Pinochet. Ale ta odpowiedź nie powinna być w stylu "tak tak, ale wśród wyklętych byli też tacy co biednych Żydów mordowali", przeciwnie bliżej mi do tego jak mówiła moja babcia, zdrajcy i wspólnicy Hitlera, kolaboranci, którzy chcieli przywrócić przedwojenne szambo, Stalin bandyta ale nasz i pobił Hitlera, uratował nam życie. Komuniści, PRL, brak demokracji, więzienia... I słusznie, patrząc na to co solidaruchy wyprawiały po roku 1989 zamknięcie ich do pierdla razem z PZPR-owskimi oportunistami w rodzaju Borowskiego, Rosatiego, czy Balcerowicza było zasadne i wskazane. Demokracja... wolne żarty jakby komuniści zastali Polskę kwitnącą i demokratyczną, a może ta sanacyjna taka była, a może gdyby spełnił się sen londyńskich bankrutów i Anders wróciłby na białym koniu, to byłyby demokratyczne wybory i w ich wyniku np. koalicja PPS i PSL zaczęła robić te same reformy co koalicja PPR i PPS? Czy takie wybory zostałyby uznane, czy następnego dnia po powrocie Andersa ruszyłaby Bereza Kartuska prowadzona przez byłych i skruszonych SS-manów? Ja stawiam na to drugie. Więc mam gdzieś demokratów, liberałów i całą tę bandę, prawica chce wojny to będzie ją miała, zaprosili US Army, my zaprosimy sowietów, zobaczymy jak Jankesi im pomogą hahahaha. Bo chociaż Stalin był zbrodniarzem, NKWD to byli zbrodniarze, tak jak UB-ecy (nie SB-ecy) rodzice dzisiejszych KOD-erastów pochodzenia handlowego, to komuniści chociaż stosowali metody, które są absolutnie nie do zaakceptowania to byli jednak po dobrej stronie, pod ich ideami mogę się nadal podpisać, a pod neoliberalnym faszyzmem nigdy. Więc nie ma dla mnie większego znaczenia kto zbuduje nową Polskę, tylko jaka ona będzie, jeśli będzie socjalistyczna to niech ją buduje PiS, Kukiz, ONR wali mnie to, kwestie estetyki są na dalekim trzecim planie. A każdy kto będzie budował neoliberalizm będzie moim wrogiem, a kto będzie to czynił pod szyldem lewicy wrogiem i zdrajcą.

Może Pan przeoczył, to tylko wspomnę że eksperyment społeczny o nazwie socjalizm już był ćwiczony w wielu miejscach i się nie udał. Powodem porażki był brak zdrowego rozsądku, nienawiść do matematyki ( za diabła 2+2 nie chciało dać im 7 lub nawet 5 ) i ekonomii, niezrozumienie natury człowieka.
Ah, i jeszcze jedno, oni nie byli po dobrej stronie!! Oni wymordowali miliony tych którzy nie wierzyli w ich utopie. Bo trzeba być świadomym że ich idee nigdy nie wyszły poza ramy utopii jeśli się uwzgledni te kilka powodów ich porażki wspomnianych przeze mnie wyżej.

Może doprecyzuję, nie konkretni ludzie lecz idee, w które oni sami mniej lub bardziej szczerze wierzyli to była dobra strona. Czy to utopia, częściowo tak, ale model stworzony w ZSRR i eksportowany siłą na zachód zupełnie nie odpowiadał temu co opisał Marks, a fundamentalną kwestią było to, że nowy ustrój nieważne czy demokratycznie czy siłowo, ale musi nastać w efekcie woli i walki mas. Nie przypadkiem zupełnie inaczej wyszło w Chinach, czy Jugosławii, a inaczej w krajach satelickich ZSRR (w Jugosławii mieli swój własny model który działał i został obalony z zewnątrz), w Polsce ludzie być może chcieli socjalizmu, ale narodowego, katolickiego, w Czechach chcieli na pewno, ale demokratycznego i miejskiego, a nie kołchozowej wersji ZSRR. Dlatego nie wyszło, ale to nie znaczy, że nie należy dalej próbować. Gdyby tak podejść to trzeba było przyjąć argumenty monarchistów, że demokracja kończy się jakobińskim terrorem i że eksperyment się nie udał, ale ludzie jakoś nie rezygnowali, nie udało się w 1789, to udało się w 1848, albo w 1905, ja wierzę w to co napisał Marks, każdy ustrój na początku gdy zapanuje jest twórczy, bardziej wydajny ekonomicznie i bardziej sprawiedliwy niż poprzedni, ma swoje dobre dni, potem się degeneruje i gdy znajdzie się coś lepszego upada. Obecny neoliberalny kapitalizm nie jest już od dawna twórczy, sprawiedliwy, ani co ważne wydajny ekonomicznie, innowacyjność, konkurencja, to co było jego napędem zostało zlikwidowane w procesie globalizacji i wskutek lobbingu. W klasycznym kapitalizmie po kryzysie w 2008 banki by splajtowały ludzie stracili ulokowane w nich pieniądze byłby kataklizm, ale system by się wyregulował, sektor finansowy by się skurczył minęłyby 10-tki lat zanim ludzie zanieśliby pieniądze do banku, a tak rozeszło się po kościach. Teraz kwestia co dalej, na pewno mrzonką jest, że da się zawrócić do dawnego kapitalizmu który jest dzisiaj utopią w którą wierzy np. Korwin, nie rozumie on, że degeneracja kapitalizmu wynikała z jego cech własnych a nie z wpływu socjalistów, paradoksalnie ten wpływ socjalistów i groźba ZSRR wymusiła korektę kapitalizmu, która od dobre pół wieku przedłużyła mu życie. Natomiast bez problemu jestem w stanie wyobrazić sobie II PRL, która będzie wolna od błędów poprzedniczki. I PRL ma wciąż więcej zwolenników niż współczesna lewica, bo nadal ok. 1/3 Polaków tęski za tamtym państwem i nie zmienia tego ordynarna i zakłamana prawicowa propaganda. Przypomnę, że w roku 1989 po 45 latach autorytarnych rządów, w kryzysie gospodarczym PZPR dostała 2 mln. głosów (prawie 25%) marzenie Razem i reszty.

Zakładam że jest Pan młodym, wciąż idealistycznie podchodzącym do życia człowiekiem - świadczy o tym to co Pan pisze. Ja żyłem PRL i znam system z autopsji, baa, co więcej w wieku 13 lat w roku 1978 zastanawiałem się z przyjacielem co będzie po socjalizmie bo jako gnojki widzielismy że to był system sprzeczny z naturą ludzką i nie może przetrwać. Na sobie doswiadczyłem że to się nie może udać bo to była, jest, i będzie zawsze utopia. Ten system ma genetycznie w sobie zapisany bład i nigdy nic nie uwolnie go od tego błędnego kodu genetycznego gdzie autodestrukcja jest zapisana w nim na zawsze. Przepraszam z góry za protekcjonalne sformułowanie lecz mam wrażenie ze większość młodych ostatetecznie "wyrasta" ze swoich socjalistycznych poglądów.

Sam pomysł, że lewica może mieć jakiekolwiek szanse na zdobycie poparcia u prostego ludu jest tak absurdalny, że mógł się zrodzić chyba tylko w głowie jakichś zjebanych dzieci z bogatych domów, które w przerwach między studiami, imprezami i kawusią w starbusiu bawią się w radykalny trockizm-maoizm albo na jakimś wydziale filozofii, elo. Żeby coś trafiło do tzw. prostego ludu, musi się w nim zakorzenić. Rap, stadiony, i tak dalej. Mniej więcej w ten sposób w Polsce zakorzenił się nacjonalizm, tyle że akurat ta roślinka z natury łatwo kwitnie w gnojowisku, jakim od zawsze był ten kraj. Nie za bardzo wiem, w jaki sposób lewica miałaby powtórzyć sukces nacjonalistów. Kolesie w rejbanach i z tunelami w uszach zaczną chodzić po dzielnicach w koszulkach z Che Guevarą, "sztywne chłopaki" na dzielniach zobaczą te koszulki i pomyślą sobie "o,jakie fajne, my tez chcemy być lewicowi"? Wątpię. W sumie jedyny sposób, jaki można tutaj dostrzec, to rozkręcanie Antify: niech się tworzy wokół tego otoczka, żeby to przyciągało coraz więcej młodych facetów, którzy chcą napierdalać prawicę. Z czasem zaczną się pojawiać siłownie i kluby sportów walki, do których chodzi głównie Antifa, i w ten, jakże prosty sposób, już można mówić o pewnym zakorzenieniu się lewicy w tych warstwach społeczeństwa, które nie wiedzą, co to jest Ziziek albo Derrida nie odróżniają feminizmu drugiej fali od femnizmu trzeciej fali a feminizmu trzeciej fali od postfemnizmu, a postfemnizmu od "allymcbealizmu", i tak dalej. Wiem, że to bardzo niefemnistyczne podejście i wgl jak tak można zalecać eskalowanie samczej agresji, zamiast tańczyć przeciw przemocy i robić instalacje artystyczne podważające fundamenty patriarchalnej dominacji,\ ale smutna prawda jest taka, że Polska to nie Nowy Jork z serialu "Girls" i raczej na pewno nic się w tej kwestii nie zmieni przez jakieś następne 40 lat.

Problem w tym, że z takiego połączenia ludu i "mieszczaństwa" lud zawsze wychodzi oszukany, bo gdy zaczynają rządzić, "mieszczanie" załatwiają swoje "wolnościowe" pragnienia, a materialne potrzeby ludu odkładane są na "lepsze" czasy. Budowa społeczeństwa egalitarnego musi oznaczać pohamowanie aspiracji "mieszczaństwa" do klasy wyższej, na co nie ma jego zgody, i z czego autorka nie wyciąga praktycznych konsekwencji. W proponowany sojusz od razu jest wpisana zdrada biednych przez nieco mniej biednych.

Akceptacja ludu przez "mieszczaństwo" takim, jakim jest nie musi oznaczać od razu kajania się w Częstochowie czy Licheniu. Parafia jest ostatnim w skali całego społeczeństwa miejscem, gdzie wśród świeckich człowiek biedniejszy może się czuć szanowany przez bogatszego, ten ostatni nie ma takiej przewagi, jak w świeckich układach społecznych. I dlatego parafię jako egalitarną strukturę społeczną lewica powinna doceniać, ale niestety jej emocje antyreligijne na to nie pozwalają.

Pańszczyźniany system był jeszcze bardziej egalitarny