Felieton

Zabierzmy PiS-owi Warszawę!

kinga-dunin

Budowaliśmy kapitalizm, a wiadomo, że nie ma kapitalizmu bez bogatych, a pierwsze miliony często trzeba ukraść albo odziedziczyć.

Może na początek przypomnę, co sądzę o reprywatyzacji. W ogóle nie powinno jej być! Święte prawo własności – zresztą może nie przesadzajmy z tą świętością! – w czasie wojny, okupacji, mordów, w których ginęły bez spadkobierców całe rodziny, przesiedleń, migracji, PRL-u zostało podeptane tak dokumentnie, że nie dałoby się przywrócić żadnej „sprawiedliwości”, o ile to, co było przed wojną, było sprawiedliwością. I trzeba było to sobie i innym od początku wyraźnie powiedzieć. Jako wspólnota zostaliśmy w zbankrutowanym kraju i najważniejsze było, żeby sobie go ładnie wyremontować. Ci inni, jeśli mają jakieś roszczenia, niech piszą do Niemców albo na Berdyczów, trudno. Chociaż może nie na Berdyczów, bo to Ukraina. Cały świat się zmienił, ale działka pod Pałacem Kultury wciąż ma należeć do Iksińskich?

Ciekawe, że w tym kontekście nie mówi się prawie wcale o Kościele, pierwszym i chyba największym beneficjencie praktyk reprywatyzacyjnych.

Kościół w zamian za znacjonalizowane majątki dostał Fundusz Kościelny. Majątki i budynki, wyremontowane kiedyś przez państwo, potrzebne lokalnym wspólnotom, zwrócono, Fundusz pozostał. Nieprawidłowościami w działaniach Komisji Majątkowej zajęto się, kiedy było już po herbacie, a potem wszyscy nabrali wody w usta. I wreszcie, budowaliśmy kapitalizm, a wiadomo, że nie ma kapitalizmu bez bogatych, a pierwsze miliony często trzeba ukraść albo odziedziczyć.

Czy po ćwierć wieku można wszystko jakoś odkręcić? Pewno już nie, można najwyżej naprawić szkody wynikłe z oczywistych przestępstw i zająć się ofiarami tych praktyk. Wróćmy zatem do teraźniejszości, czyli warszawskiej reprywatyzacji i HGW.

Wyciągnięcie na światło dzienne tej sprawy – po latach, kiedy nie obchodziła ona ani rządzących, ani mediów – przypomniało, że miała być jakaś ustawa. Może i będzie, i zapewne niewiele załatwi, jak pokazuje Konrad Łaski.

Jest to jednak kij włożony w polityczne mrowisko – opozycyjne mrówki biegają jak szalone, zastanawiając się, co można ugrać, a co stracić. Np. Cezary Michalski tak bardzo boi się stracić, że gotów jest zrobić rejtana przed drzwiami gabinetu HGW i warczeć. (Na razie nie zapowiadał gryzienia.) Szansę dla siebie wyczuła natomiast Nowoczesna, chociaż na razie nie poszła na całość i nie zaczęła zbierać podpisów pod wnioskiem o referendum.

Czy jest to szansa na coś więcej niż tylko podgryzanie PO przez PO-bis?

Mogłaby być, gdyby antypisowskie środowiska poszły po rozum do głowy. Bez PO, które musi na tym stracić i tak czy siak straci, więc może usunąć się w cień i liczyć, że ludzie zajmą się inną atrakcją, czyli „zabierzmy PiS-owi Warszawę”.

Czy jest to możliwe? Warszawa nie jest bastionem PiS-u, co już daje jakąś nadzieję. Gdyby do wyborów stanęła jedna kandydatka (albo kandydat), który uzyska powszechne poparcie, Warszawa jest do zdobycia.

Kto to powinien być? Ktoś akceptowalny dla Nowoczesnej i umiejący porozumieć się z ruchami miejskimi, lokatorskimi itp, czyli ktoś o podstawowej wrażliwości społecznej. Poza tym powinna to być osoba nie tyle bezpartyjna, ile nieuwikłana w układy partyjno-biznesowe i gotowa zrezygnować z członkostwa w partii, gdy zdecyduje się na kandydowanie.

Stanowiłoby to niezłe paliwo dla KOD-u. Domagamy się referendum, zbieramy podpisy, domagamy się jak najszybciej wyborów!

A co my byśmy z tego mieli? W najgorszym razie władzę może lepszą od HGW albo pisowskiego komisarza. Albo coś więcej, pod warunkiem, że środowiska związane z ruchami miejskimi i lewicowe aktywnie taki pomysł poprą, albo spróbują wręcz działać na jego rzecz forsując swoje postulaty i swoich ekspertów. Czy nie zostaną w końcu wykolegowane? Jest to możliwe, szczególnie, jeśli w razie wyborów zaczną lansować rozmaitych pozbawionych szans kandydatów.

Nowoczesna może też próbować wygrać samodzielnie, licząc na słabość PO i brak realnej alternatywy.

A Polsce niepotrzebne jest teraz partyjniactwo, tylko zdolność do tworzenia rozmaitych doraźnych sojuszy, w sprawach lokalnych, w obronie kultury.

Czy wierzę, że Nowoczesna jest do tego zdolna? Nie bardzo, ale też nie chcę wciąż grać w filmie „skazani na PiS”, bo wydaje mi się, że w Warszawie nie jesteśmy na to tak do końca skazani, a HGW nie jest jedyną alternatywą, której należy bronic wbrew faktom. A jej rządy w tej chwili pracują na rzecz PiS.

Stanowisko Nowoczesnej w sprawie reprywatyzacji, które zaczyna się od oddania pokłonu prywatnej własności, nie jest moim stanowiskiem, ale nawet gdyby Razem wygrało wybory warszawskie, nie znacjonalizuje tego, co zreprywatyzowano. A bez Nowoczesnej ta układanka może się nie złożyć.

PUBLICYSTYKA-Wladysław-Broniewski

**Dziennik Opinii nr 257/2016 (1457)

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!