Felieton

Siła państwa czy Chazana?

Dla mnie państwo, które realizuje swoje zobowiązania wobec obywateli i przestrzega prawa dopiero z nożem na gardle, nie jest powodem do szczególnej radości.

Chazan został odwołany ze stanowiska, sprawa jest w prokuraturze, nie oznacza to jednak, że możemy odetchnąć z ulgą. Problem braku dostępu do aborcji, nawet tej dozwolonej prawem, także do badań prenatalnych, był, jest i będzie. I niewiele pomoże tu jedna pokazowa sprawa, której rozwiązanie wymagało stu kontroli, podkładek, debaty, medialnej wrzawy. Reagować trzeba było wcześniej, kiedy wiadomo było, że cały szpital nie wykonuje pełnego zakresu usług przysługujących pacjentkom, jednak minister, rzecznik praw pacjenta, władze samorządowe, NFZ – wszyscy spali. Gdyby naprawdę dbano o przestrzeganie prawa – nie w sytuacji dramatycznej, ale na co dzień – dramatu tego można było uniknąć. I jego konsekwencji politycznych – ruch obrońców życia za wszelką cenę zyskał nowego świętego, prolifersi kolejny zastrzyk energii, konserwatywni politycy pretekst do medialnych popisów.

Można oczywiście, tak jak zrobił to Marek Beylin w „GW”, odtrąbić wielki sukces świeckiego państwa. Dla mnie państwo, które realizuje swoje zobowiązania wobec obywateli i przestrzega prawa dopiero z nożem na gardle, nie jest powodem do szczególnej radości.

Szpital w Wołominie wciąż ma sumienie, a jego dyrektor oświadczył, że potrafi nauczyć każdą kobietę kochać swoje dziecko, jakie by nie było. Dlaczego tylko kobietę? I czemu tylko dziecko? Może umie też nauczyć każdego kochać kogokolwiek? Stwórzmy dla niego stanowisko Nauczyciela Miłości i niech wzorem Kaszpirowskiego, z telewizyjnego ekranu, rozsiewa ją po całym kraju. Chociaż wolałabym, żeby ktoś tę sprawę szybko załatwił, zamiast kolejnego medialnego cyrku.

Oczywiście nie wszyscy wymagają takich działań, np. Szymon Hołownia już wszystkich kocha, a przynajmniej chce być z „każdym, kto tego potrzebuje” – z nieurodzonymi niepełnosprawnymi dziećmi oraz z osobami o odmiennych poglądach.

Nie wiem, czy nieurodzone dzieci potrzebują Hołowni, może potrzebują go jakieś urodzone, chore albo porzucone. Rozumiem jednak, że nie o zaspokojenie takich banalnych potrzeb chodzi. To byłaby łatwizna, co innego towarzyszenie nienarodzonym, w sposób nam ateistom niedostępny, ale z pewnością wymagający wielkiej siły duchowej.

Jeśli natomiast chodzi o ludzi inaczej myślących, to może potowarzyszyć nam w debacie. Jak pisze, „chętnie usiadłbym do poważnej debaty z ludźmi przekonanymi, że dla tego ciężko niepełnosprawnego dziecka lepiej byłoby w ogóle się nie urodzić. Tu na pierwszy plan wysuwa się pytanie kluczowe również w sporze o eutanazję: czy cierpienie unieważnia życie? Czy drastyczne obniżenie »jakości« egzystencji może być przesłanką jej skasowania?”.

Mówiąc szczerze, nie chce mi się się siadać do żadnej debaty z Hołownią (oraz nie mam potrzeby takiego towarzystwa). Z prostego powodu: wiem, że nie jest w stanie wyjść poza religijne dogmaty, a łańcuchy przesłanek są w tym wypadku dosyć krótkie, dobrze znane i kończą się na „bóg tak kazał” oraz „życie ludzkie jest święte”, choć wiadomo, że to nieprawda. Wiadomo też, że spory aksjologiczne zawsze w końcu prowadzą do sądów nieempirycznych i nierozstrzygalnych. Jednak droga, którą dochodzą do nich ludzie niepolegający na boskim autorytecie, jest zazwyczaj dłuższa i bliżej związana z realnymi wyzwaniami świata.

Gdyby jednak Hołownia był rzeczywiście zainteresowany argumentami tej innej strony, mogę w ramach miłości bliźniego polecić lekturę, np. Jeffa McMahana Etykę zabijania (PWN, 2013) , o której tu kiedyś pisałam.

Jednak sama w żadne debaty nie wierzę. Kształt prawa dotyczącego aborcji jest już tylko kwestią siły, a nie argumentów. Jego przestrzeganie też. I moim zdaniem państwo i samorządy wcale nie wykazują się siłą, raczej obnażają swoją słabość.

Czytaj także:

Jakub Dymek, Chazan się kończy, Chazan zaczyna

Sumienie przyszłej lekarki [LIST]

Tomasz Stawiszyński, Religia jako władza

Wanda Nowicka: Sumienie Chazana i sumienia kobiet

Agata Diduszko-Zyglewska, Deklaracja fanatyzmu

Marek Balicki: Bulwersuje mnie, że deklarację wiary podpisują lekarze, którzy przyjmują środki publiczne

Mateusz Janiszewski, Jesteśmy 98%, czyli przeciw deklaracji władzy

Prof. Marian Szamatowicz: Pycha lekarzy

Weronika Chańska: Zawód lekarza nie służy do walki ideologicznej

Agata Diduszko-Zyglewska, Opieka medyczna, a nie watykańska!

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.