Kinga Dunin

Matka Madzi na deskach

Czy żyjemy wciąż w społeczeństwie, gdzie rodzenie, wychowywanie i zabijanie dzieci jest absolutną domeną kobiet?

Tak, ta matka, tej Madzi, która stała się na czas jakiś bohaterką zbiorowej wyobraźni i skoncentrowała na sobie mnóstwo emocji. Dziś już emocje opadły, ale powraca ona do nas w subtelniejszej formie w kulturze zwanej wyższą.

Spektakl Teatru Nowego z Krakowa „Macabra Dolorosa albo rewia DADA w 14 piosenkach z monologami” zapowiadany był jako wydarzenie skandaliczne, by potem tych, którzy oczekiwali prostej i ekscytującej publicystyki, srodze zawieść. To monodram, na który składają się monologi Medei, Magdy Goebbels, która otruła w bunkrze Hitlera sześcioro swoich dzieci, no i mamy Madzi. Oraz piosenki, na przykład Nicka Cave’a. Matka-potwór, o trupio bladej twarzy, z poczerniałymi wargami ma jednocześnie wymiar mityczny, historyczny i współczesny. A spektakl utrzymany jest w poetyce kabaretu, ale też kampu. Za mocny, przegięty, przerysowany. Matka Potwór okazuje się kostiumem, spod którego wydobywa się niekiedy łkanie prawdziwych matek.

W pewnym momencie aktorka, autorka i świetna wokalistka, Katarzyna Chlebny, wchodzi w interakcję z widzami, zapraszając ich do wspólnej zabawy. (Zanim pójdę do teatru, zwykle pytam: czy będzie interakcja? Nie przepadam za interakcją z obcymi ludźmi. Tu była). Miało to nam uzmysłowić, jak łatwo dajemy uwieść się sensacji, jej rozrywkowemu obliczu, jak łatwo można skłonić nas do „zatańczenia na grobach dzieci”. Podobno na wcześniejszych spektaklach ta prowokacja się udawała. Jednak kiedy oglądałam to na tegorocznym festiwalu „Dialog” we Wrocławiu, publiczność odmówiła współpracy lub też współdziałała bardzo opornie. Można to uznać za klęskę artystki. Albo za sukces festiwalowej publiczności, której nie udało się zmanipulować.

Dużo mniej drapieżnie podeszła do tego tematu Malina Prześluga w dramacie „Kwaśne mleko”, który zwyciężył w konkursie Metafory Rzeczywistości jednomyślnym werdyktem jury, dziennikarzy i publiczności (prapremiera odbyła się tydzień temu w Teatrze Polskim w Poznaniu). Jest to rozprawka o etyce, kulturze i psychologii. Centralną postacią jest tu Alina, młoda dziewczyna, która zachodzi w ciążę (bardzo dobra i przekonująca rola Doroty Kuduk). Nie jest zdolna do zadnia pytania: czy chcę tego dziecka?, bo pytanie takie jest już niemożliwe do wyartykułowania. Rodzi, okazuje się, że nie chce, stara się sprostać ideałowi Matki, ale nie potrafi, chce pokochać, ale nie umie. W końcu – właściwie niechcący – zabija niemowlę.

Rozumiemy bohaterkę, a jednocześnie etyka każe ją potępić. Przedstawione zostają nam różne okoliczności warunkujące jej zachowanie – tradycja, wyidealizowane wyobrażenia o macierzyństwie, religia. Scenariusze rodzinne przenoszone z matki na córkę. Jest też tłum, który zbyt łatwo potępia.

Wśród tych spersonifikowanych w spektaklu czynników brakuje zdecydowanie jednego – polityki.

Kiedy w jednej z ostatnich scen pada pytanie o winnych, wskazuje się wszystkich, cały splot okoliczności, zapominając o tych, których można by wskazać z imienia i nazwiska: posłów, którzy głosowali za ustawą o ochronie płodu. Oczywiście i oni byliby tylko jednym z wielu czynników tworzących sytuację, w której tak trudno jest odmówić macierzyństwa, a pytanie „czy chcę mieć to dziecko?” nie przechodzi przez usta. Jednak zdecydowanie zasłużyli na uwiecznienie.

Kolejny winny i pytanie, które chodziło mi przez cały spektakl po głowie to: gdzie są mężczyźni, gdzie jest ojciec? Czy rzeczywiście żyjemy wciąż w społeczeństwie, gdzie rodzenie, wychowywanie i zabijanie dzieci jest absolutną domeną kobiet? Wiem, że bardzo daleko nam do równości. I to kobieta jest w ciąży, rodzi. Jednak wydaje mi się, że już dopracowaliśmy się świadomości, że ojciec też ma w tym jakiś udział. I dziś takiej historii nie da się opowiedzieć, wykluczając z niej mężczyzn. Mit matki, dobrej czy złej, owszem, można zaatakować kampem, ale i tak jest mocno zmurszały.

Może jednak, twierdząc tak, jestem nadmierną optymistką?

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij