Felieton

Kiedy wyjść zza kamery?

Marsz ONR w Warszawie 29 kwietnia 2017. Fot. Tomas Rafa

Starajmy się słuchać i rozumieć innych. Czy jednak nie pojawia się taki moment, kiedy trzeba powiedzieć: „dosyć!”?

W naszym dzienniku jednego dnia Kaja Puto, broniąc reportażu Magdy Ruty o „narodowych dziewczynach”, namawia nas, żebyśmy słuchali nacjonalistów, a właściwie nacjonalistek, a następnego Przemek Witkowski oprowadza po prawicowym gabinecie osobliwości.

Słuchajmy nacjonalistów

Telewizja Narodowa, czyli Info Wars po polsku

Czy są to dwa różne podejścia do podobnego tematu, czy to te nacjonalizmy aż tak się od siebie różnią? Jak to w narracjach bywa, jedno splecione jest z drugim. Witkowski pokazuje nam aberracyjne, antysemickie i spiskowe teorie promowane przez niezbyt przyjemnych panów w wieku ponad średnim. Jednak panów bliżej nie poznajemy. Może są miłymi sąsiadami? Umieją opiekować się wnukami? Coś w życiu poza tym zrobili pożytecznego? Czyż poza wszystkim nie są ludźmi tak jak my?

Na pewno nie do tego stopnia co bohaterki reportażu Ruty. W nim widzimy młode, ładne i dobrze ogarnięte dziewczyny, które studiują, pracują, działają społecznie. Trochę feministki, trochę ekolożki i sierotkom z domu dziecka też pomogą. Ładnie wyglądają na zdjęciach, co w warunkach ageistowskiej popkultury też nie jest bez znaczenia. Jaś Kapela mógłby umówić się z każdą z nich na kawę. Poza tym mają raczej niefajne nacjonalistyczne i rasistowskie poglądy, ale w końcu ludzie mają prawo do różnych poglądów. I oczywiście nie musimy się z nimi zgadzać. Jak przekonuje nas Kaja Puto, powinniśmy je zrozumieć. W porównaniu z nacjonalizmem „szurów”, jak nazywa swoich bohaterów Witkowski, ten kobiecy nacjonalizm już jest nowocześniejszy, opatrzony pewnymi zastrzeżeniami i ma świeżą twarzyczkę atrakcyjnej blondynki. Słowem, dobry pijar i, jak to się mówi, ocieplenie wizerunku.

Czy – jak zaleca Puto – dzięki temu lepiej zrozumiemy, czemu nacjonalizm rośnie w siłę? Ja zrozumiałam, że również dzięki takim tekstom, które go normalizują i dostrzegamy w nim twarze zwykłych ludzi, a nie poważne zagrożenie. Czy taka normalizacja może prowadzić też do ucywilizowania prawicowego ekstremizmu? Może to jest właściwa droga – grzecznie słuchajmy, nie piętnujmy i infiltrujmy feminizmem, ekologią, lewicowymi ideami społecznymi? O tym można by nawet podyskutować zamiast prawić morały o tym, jaka zła jest mowa nienawiści.

Jakiś czas temu pisałam o czeskim filmie dokumentalnym Biały świat według Daliborka. Zatytułowałam tę recenzje Daliborek – wzruszający naziol, bo ten naziol miał też bardzo ludzkie oblicze, chociaż może nie takie ładne jak bohaterki reportażu. I reżyser je pokazywał. Ale postawił także Daliborka twarzą w twarz z konsekwencjami jego poglądów, zawiózł go do Auschwitz, a kiedy Daliborek dalej bredził jak ci szurnięci panowie, złamał zasady rozumiejącego dokumentalisty, wyszedł zza kamery i powiedział: dosyć!

Daliborek – wzruszający naziol

I to jest pytanie, które chciałam postawić. Owszem, starajmy się słuchać i rozumieć innych, ale czy jednak nie pojawia się taki moment, kiedy trzeba powiedzieć: „dosyć!”? Na przykład kiedy w szeroko czytanym medium ktoś mówi, że dziecko Polki i czarnego, wychowane od kołyski w Polsce, nigdy w pełni nie będzie Polakiem.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.