Felieton

Demoniczny Piotruś, czyli uwikłani w kapitalizm

Przecież wciąż ktoś nas przekonuje do nadzwyczajnej promocji, która po roku okazuje się podwyżką ceny usług.

Piotr K. – młody milioner, kanciarz, właściciel lipnych firm sprzedających lipne towary „wieśniakom”. Jest jak czarny charakter z taniego filmu sensacyjnego. Jest tak strasznie, do szpiku kości zły, że to aż komiczne, pisze o nim autor reportażu. I pyta, jaki proces społeczny wywindował go na szczyt. A oto odpowiedź, której udziela na to pytanie. „To tak, jakby cała zbierana przez dekady polska żółć, cała zawiść i zbiór narodowych rozczarowań, cały kac po Okrągłym Stole i transformacji ustrojowej skumulował się i zmaterializował w postaci tego chłopca. Jakby za każdym razem, gdy polski polityk wziął łapówkę, polski ojciec uderzył dziecko, polski ośmieszony prezes wziął niebotycznie wysoką odprawę (…) jakaś część uwolnionej wtedy złej emocji pozostała w systemie. I te wszystkie części, wszystkie złe emocje przez lata się sumowały i w końcu, w jakimś patologicznym wybuchu złej energii, zrodziły Piotra K, karykaturę człowieka”.

Piotr K. zapewne jest oszustem, ale czy doprawdy jest aż takim demonem? Takim, to znaczy wchłaniającym całe zło współczesnej Polski, poczynając od „rozczarowania Okrągłym Stołem”? Demony oczywiście są intrygujące, ale spokojnie – to tylko kapitalizm! W swojej wersji konsumpcyjnej, w której człowiek to tylko nośnik popytu, który należy nieustannie pobudzać, żeby wszystkie kółka się kręciły. A Demoniczny Piotruś to w istocie cienki Bolek tego interesu. Za kilkaset złotych sprzedaje niedziałające preparaty, nie płaci podatków, opłaca pracowników według swojego widzimisię…

Owszem, sprzedaje mgłę, mógłby też sprzedawać wodę z Lourdes we flakonikach z główką JP2. Czy to coś nadzwyczajnego?

A może raczej norma, tylko obrana z szacownych szat renomowanych firm, banków, nowoczesnego marketingu, ogromnego przemysłu reklamowego. Przecież wciąż ktoś nas przekonuje, do nadzwyczajnej promocji, która po roku okazuje się podwyżką ceny usług, do miliona darmowych minut w zmian za lojalność, kremów, które poprawią sprężystość skóry o 70 procent. Pokarmów i napojów, który dadzą nam zdrowie, szczęście i pomyślność. Wzięcia niezwykle korzystnego kredytu. Ale my nie jesteśmy wieśniakami, po prostu nie doczytaliśmy do 116 punktu umowy zapisanego małym druczkiem, uwiodła nas twarz znanego aktora w profesjonalnie zrobionej reklamie. A podatki płacone na wyspach Bergamutach albo takie, z których sfinansujemy upadający bank, to jednak są podatki, więc wszystko jest w porządku. Jeśli nie masz etatu, bywa, że za taką samą pracę raz dostaniesz więcej pieniędzy, raz mniej, a czasem ktoś wcale nie zapłaci. To się nazywa elastyczność. Między oszustwem a świetnie prowadzonym biznesem często jest tylko różnica skali.

Nie bronię Piotra K., wszelkie próby obrony konsumentów są godne pochwały, chociaż, jak widać z reportażu, ich skuteczność jest niewielka. Nie sądzę jednak, żeby był on „karykaturą człowieka”, raczej wydaje się on całkiem normalnym człowiekiem kapitalistycznym, który przesadził z aplikacją reguł systemu i jest zbyt mały, żeby to uszło mu na sucho.

Pisząc to, rzecz jasna, korzystam z prawa do przesady i przerysowania, które przysługuje felietonistom. Demonizowanie kapitalizmu jest dosyć łatwym zadaniem publicystycznym. Przy okazji musimy jednak spojrzeć w oczy i sobie.

Kapitalizm jest systemem, w którym żyjemy, którym oddychamy na co dzień, i innego świata nie ma. Czy można obwiniać ludzi, którzy gotowi są przyjąć każdą legalną pracę? Albo półlegalną, dopóki nie pojawi się prokuratura? Nie czujemy się odpowiedzialni za to, co robimy, bo w końcu jesteśmy tylko najemnymi pracownikami, a żyć z czegoś trzeba. Kto, pracując w banku, zastanawia się nad jego polityką inwestycyjną? Sprzedając coca-colę, myśli o tym, ile jest w niej niezdrowego cukru, kto zbierał orzeszki koli i ile mu za to zapłacono? Poza tym – z drugiej strony – każdy nasz wybór konsumencki jest wyborem politycznym.

Czy można kupić, nie popełniając grzechu, cokolwiek poza marchewką od znajomego rolnika, do którego da się dojechać rowerem?

Ludziom „robiącym w kulturze” często wydaje się, że mają czyste ręce, ale powiązania z rynkiem i tutaj nie są niewinne. Nie wiadomo, czy sprzedają dzieła czy logo, jakim stało się ich nazwisko. Czy popularność i związane z nią dochody wynikają z jakości czy z intensywnych zabiegów marketingowych?

Wszyscy jesteśmy w to uwikłani. Ale czasem i tak lubimy naszą pracę.

 

**Dziennik Opinii nr 219/2015 (1003)

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Jedna z głównych postaci środowiska „Krytyki Politycznej”. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Zajmowała się organizacją dystrybucji i sprzedażą niezależnej prasy i książek. Kilkakrotnie zatrzymywana na 48 godzin, przesłuchiwana, w jej domu przeprowadzano rewizje. Brała udział w organizacji i spotkaniach Uniwersytetu Latającego oraz SKS. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Wieloletnia Felietonistka „Wysokich Obcasów” (dodatku „Gazety Wyborczej”). Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książki "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności" oraz zbioru felietonów "Zadyma". W 2012 nakładem Wydawnictwa KP ukazała się jej książka "Kochaj i rób". W TVP 1 współprowadziła z Tomaszem Łubieńskim i Witoldem Beresiem program kulturalny „Dobre Książki” oraz w TVP Kultura ze Sławomirem Sierakowskim i Cezarym Michalskim – „Lepsze Książki”. Uczyła socjologii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.