Felieton

Czy za cztery lata zagłosuję na Razem?

Po niezadowolonych z PiS sięgnie nie tylko lewica, lecz także jeszcze bardziej radykalna prawica.

Czy gdyby Zjednoczona Lewica weszła do sejmu, powiedzmy, z dobrym dwucyfrowym wynikiem, mogłoby to dać początek jakiejś nowej formacji? Takiej, która zagospodarowałaby masę upadłościową po SLD i TR, ale jednak stała się nową jakością? I mogłaby prowadzić jakąś sensowną politykę w parlamencie, w którym większości nie miałoby PiS?

Na to pytanie nigdy nie poznamy odpowiedzi, a ja wcale się nie upieram, że byłaby ona pozytywna. Zawsze chciałam mieć w jakimś akwarium czy terrarium zminiaturyzowane i oczywiście wirtualne „społeczeństwo do badań”, na którym można by sprawdzać rozmaite alternatywne warianty, regulować dowolnie parametry… Myślę, że każdy socjolog w głębi duszy o tym marzy. Nie mam niestety takiego terrarium. Natomiast politycy pracują na żywej tkance społecznej, a do tego trzeba mieć szczególne predyspozycje, których ja nie posiadam, więc tchórzliwie pozostaję w roli obserwatorki i komentatorki; nie ma to większego znaczenia, ale też nie obarcza odpowiedzialnością. Za to można stawiać pytania, na które odpowiedzi znajdą się w przyszłości. Na przykład: czy za cztery lata zagłosuję na Razem?

To pociąga za sobą wiele innych pytań. Czy Razem za cztery lata będzie istniało? Jest dotacja, to będzie trwanie i warunki sprzyjające utrzymaniu integralności partii. Czy za cztery lata będzie to jedyna formacja lewicowa? SLD też dostanie dotację, ale czy potrafi zbudować atrakcyjny wizerunek? Mocno wątpię. TR pójdzie siedzieć za długi, a inne ugrupowania raczej nie przebiją się nagle do serc i głów.

Czy Razem uda się utrzymać markę – nowych, autentycznych, ideowych, socjalnych, „nareszcie lewicy” i zdobyć jakiś większy niż kilkuprocentowy elektorat?

Zapewne Razem, w istocie ostrożna socjaldemokracja, nieźle artykułuje interesy pracujących i mniej zamożnych, przede wszystkim żyjącej poniżej swoich aspiracji klasy średniej.

To teoretycznie spory lektorat, ale też nieźle przeorany przez myślenie liberalne. Czy uda się im dotrzeć do klasy ludowej, do rolników? Tu nie wróżę wielkiego sukcesu.

Poza tym „artykułowanie interesów” wcale nie jest warunkiem wystarczającym do tego, aby odnieść sukces. Chodzi też o wizerunek. O tę markę właśnie – „nareszcie lewicy”. I nareszcie skutecznych. Atrakcyjność partii nie wynika tylko, ani nawet przede wszystkim, z ich programu, trzeba jeszcze wzbudzić wiarę w to, że będzie się skutecznym. Nikt nie lubi popierać skazanych na porażkę – czegokolwiek by obiecywali.

Na razie jednak Razem odniosła sukces przede wszystkim medialny, jako nowa siła. Dla zwykłych ludzi dzisiaj jeszcze nic z tego nie wnika, może poza „promykiem nadziei”. Doraźne konsekwencje polityczne sukcesu ZL byłby wyraźniejsze. A relatywny sukces Razem to trend, który może szybko napotkać na swoje granice. Za pochwałami –  nareszcie nie komunistyczna, nie kawiorowa, nie niszowa lewica – pójdą też łatki: lewacy, radykałowie, złodzieje naszych podatków. Wypominanie, że nie jest znowu taka nowa, że działacze tej formacji to nie tylko dziewice polityczne, ale ludzie z dotąd niszowych, kawiorowych i nieskutecznych organizacji. Poza tym w świecie krótkotrwałych wydarzeń i tabloidyzacji wszystkiego zainteresowanie szybko mija. Szczególnie dla mantry o sprawiedliwości społecznej, to naprawdę nikogo nie ekscytuje i słabo nadaje się na niusy. To nie program Razem jest wydarzeniem, tylko samo Razem, jako nowy aktor polityczny, któremu niespodziewanie coś sie udało. A dla liberalnych i centrowych mediów jego zaletą jest też to, że nie jest Kukizem.

No i jest jeszcze internet. Co się tam najlepiej sprzedaje? Oczywiście hejt. Albo dystynkcja – jeśli ma być bardziej elegancko. Wizerunek świeżości, autentyzmu, entuzjazmu, ideowego zaangażowania wymaga tła w postaci tych, którym już tego brakuje albo nigdy tego nie mieli (postkomunistyczne złogi). Po ćwierć wieku odkopuje się więc „antykomunizm”. To prawda, SLD ma korzenie PRL-owskie, podobnie jak PSL, ale jak długo można uznawać to za istotne? Narosły już na tym całkiem nowe układy i zależności, powstał establishment III RP, a elity, które – tu zgoda – pora wymienić, wszystkie już są post-post. Dawne podziały stały się motywami rytualnych zaklęć, plemiennymi totemami.

Kolejne hasło do rozegrania to: na pierwszym miejscu „socjalność”, czyli jak nie dać sobie przykleić łatki tych, którzy troszczą się jedynie o nieistotne sprawy obyczajowe, jakichś gejów czy transseksualistów. W innym języku nazywa się to „cywilizowane liberalne minimum”, czyli zapewnienie miejsca w społeczeństwie wszystkim obywatelom bez względu na płeć, orientację psychoseksualną, wyznawaną religię itp. Tutaj jednak konsekwentną obronę tego minimum nazywa się „wszczynaniem wojen kulturowych”. I trzeba się nagimnastykować, żeby nie wszczynać.

Poza kreowaniem pozytywnego wizerunku kampania Razem była też kampanią negatywną, skierowaną właściwie wobec całej pozostałej lewicy – nieudolnej, przyklejonej do centrum. Nawet tak wykluczona cyfrowo osoba jak ja zdaje sobie sprawę z tego, że internetowe hejterskie wpisy wobec „Zlewu”, innych ugrupowań czy konkretnych osób nie musiały wcale być twórczością spontaniczną. To była zapewne świadoma kampania prowadzona w sieci. Coś się pojawiało, a coś nieoczekiwanie w tajemniczy sposób znikało, brawa dla informatyków! Na przykład list w sprawie wspólnego startu lewicy w wyborach, który – kiedyś tak się mówiło – zainicjował powstanie Razem. Na pewno gdzieś jest, ale odnalezienie go dzisiaj wymaga większych kompetencji niż moje. A podpisało go wiele różnych osób, w tym takie, które znalazły się na listach ZL, a więc niepotrzebnie przypominałby o nadziejach na mniej ekskluzywny projekt.

To odcięcie się od reszty lewicy propagandowo jest i będzie potrzebne. Jest atutem, który może być rozgrywany w liberalnym mainstreamie, będzie podchwytywany przez prawicę, bo chwaląc jednych, będzie można skopać innych. Dlatego żadnego szerszego porozumienia na lewicy już nie będzie i nawet nie warto o tym wspominać. Nie powstanie szeroka, klejąca się do centrum formacja, która miałaby szanse odegrać istotna rolę w polityce parlamentarnej.

Razem będzie podtrzymywało narrację o budowaniu partii złożonej jedynie ze zwykłych ludzi (to taka mityczna konstrukcja) i ewentualnie anonimowych działaczy społecznych. Nie twierdzę, że ogranicza się to tylko do narracji, ale trzeba pamiętać, że praktyka polityczna bez symboli i opowieści nie może się obyć. A taka narracja zamyka drogę do szerszych porozumień czy inkorporacji znanych postaci.

„Efekt Zandberga”, który przypomniał, że polityką rządzą siły niekoniecznie racjonalne, pewno nie pojawił się jako element z góry zaplanowany. Jednak, ogólnie rzecz biorąc, cała ta symboliczna kreacja Razem była świadomą akcja pijarową. I nie zamierzam nikomu czynić z tego zarzutu, polityka to nie jest miejsce dla naiwnych i wrażliwych, chociaż dobrze jest za takich uchodzić. Liczą się cele i efekty.

Sposób gry Razem okazał się stosunkowo skuteczny – na dziś. Czy daje nadzieję na przyszłość?

Jestem raczej pesymistką, ale na pytanie, czy zagłosuje za cztery lata na Razem, odpowiem – pewno tak. Bo to może być jedynie dostępny estetyczny wybór. Razem, które dowiodło, że wie, jak zarejestrować listy, będzie miało szansę na… No właśnie, na co? Kilku posłów w sejmie to przecież za mało. Oczywiście ludzie zawiodą się na PiS, ale też umocni się on w realu, sięgając po jeszcze więcej władzy – media, samorządy, instytucje publiczne i wszystkie związane z tym posady, zmiany prawne. Natomiast po niezadowolonych sięgnie nie tylko lewica, lecz także jeszcze bardziej radykalna prawica, pojawi się nowy Kukiz…

Ja zagłosuję na Razem, ale czarno to widzę.

Wasza Kasandra.

 

**Dziennik Opinii nr 317/2015 (1101)

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.