Felieton

Czy w tym serialu jest Bóg?

Jeżeli boga nie ma, to... serial "Młody papież" byłby pozbawiony sensu.

Jeżeli boga nie ma, to… serial Młody papież (HBO, jak dotąd 8 odcinków) byłby pozbawiony sensu. Rzecz jasna, mówię o bogu w fabule serialu, a nie tym w niebie. Co prawda obrazów nieba nam się nie skąpi – w odsłonie nocnej, ze szczególnym uwzględnieniem Wielkiego Wozu. Tu jest mieszkanie Boga, mówi, wskazując na te szczególne gwiazdy w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy, Pius XIII, fikcyjny papież, którego pontyfikat przypada kiedyś tam po JP2. Nie wie on jednak wszystkiego, za to jest, jak się powszechnie uważa, niezwykle przystojny (Jude Law). My możemy po prostu posadzić Boga na wozie, żeby nie zapomnieć, że istnieje – w fabule.

Jeżeli boga nie ma, to ten serial opowiada o nieźle pokręconym panu około pięćdziesiątki, który przypadkiem został wybrany na stanowisko papieża, mimo ustaleń watykańskich koterii. Dla uproszczenia w serialowej rzeczywistości istnieją dwie – konserwatyści i tacy trochę postępowi. Jak na papieża jest młody, co oznacza, że żaden z kardynałów nie doczeka się już swojej kolejki i, o ile nie uda się zmusić bohatera do abdykacji, jego panowanie będzie trwało bardzo długo. A niestety sprawia wiele problemów. Jest niesterowalny. Bywa złośliwy. Nie liczy się z podstawowymi zasadami marketingu, co sprawia, że tłumy go nie lubią, bo nie chce im się pokazywać, chyba, że tyłem, gromi, zamiast pocieszać, uwodzić i podlizywać się.

Nie godzi się na publikację swoich zdjęć, nie jeździ po świecie, a jak już pojedzie, to i tak się nie pokaże. Jest dosyć ekscentryczny i ma problemy ze sobą.

Podstawowy, że jest sierotą porzuconym przez rodziców-hippisów, takich jakby właśnie urwali się z Woodstock. Cierpi z tego powodu i tęskni, bo brak mu ojca, fragment jego fajki wciąż ściska w ręku, ale sam nie może zostać ojcem, bo jest księdzem, więc też nie może dorosnąć. Jest konserwatywny przeciwko rodzicom-kwiatom i to konserwatywny do granic okrucieństwa. Jego decyzje doprowadzają do samobójstwa młodego geja, który chciał być księdzem, a z drugiej strony, nie wiadomo, czy nie kryje afery pedofilskiej. Dręczą go grzeszne myśli o seksie z kobietami, chociaż trójkącik też może być. Wątpi w istnienie boga, może w ogóle jest ateistą. Na zmianę ulega manii wielkości i zwątpieniu w siebie. Jest zwolennikiem sztywnych rytuałów, a czasami bywa naturalny, bezpośredni i przyjacielski, wtedy jest Lennym, a nie Piusem. Ma urojenia, w których wydaje mu się, że ma specjalny kontakt z bogiem. I typowo neurotyczne poczucie humoru: cokolwiek powie, może zostać w każdej chwili obrócone w żart. To taki mechanizm obronny, dzięki któremu zawsze możemy się ze wszystkiego wycofać. Już w czołówce odcinków puszcza do nas oko, każe nam wciąż zadawać sobie pytanie: kim jest naprawdę? Jednym słowem postać zabawna i pełna sprzeczności, na której trzyma się serial.

Jeżeli natomiast bóg istnieje, a właściwie Bóg, bo chodzi o bardzo konkretnego boga, to robi się ciekawiej. O wyborze na papieża decyduje tchnienie Ducha Świętego. Papież żyjący w ukryciu, rezygnujący z tego, że ze swoją urodą, wdziękiem i charyzmą mógłby przysporzyć Kościołowi wielu wiernych, jest wyzwaniem wobec Kościoła, który zbyt ulega współczesnej kulturze i nadmiernie zabiega o popularność. Nie chce być politykiem, bo jest następcą Chrystusa na Ziemi, jest jego odbiciem, a może świętym. Jego ukrywanie się nie jest po prostu jeszcze lepszym chwytem marketingowym, tylko przypomnieniem, że jądrem chrześcijaństwa jest tajemnica. Przypomina też o tym, że jednak pierwszym przykazaniem miłości jest nakaz miłowania Boga, a nie bliźniego i to Bóg jest najważniejszy w religii. O tym, że trzeba Go kochać nawet bez wzajemności. I bać się go. Papież jest młody nie ze względu na wiek, ale dlatego, że wraca do korzeni chrześcijaństwa, gdy relacja z Bogiem była najważniejsza i naprawdę istotna, ważniejsza niż śpiewanie przy gitarze: Jezus najlepszym moim przyjacielem jest. Bóg nie jest przyjacielem tylko Panem. Trzeba się Go też bać, jego atrybutem są gromy, a nie kiczowaty zachód słońca. (Przypomniało mi to serial teatralny Klątwa Strzępki i Demirskiego, o którym pisałam w felietonie Dżisus Kraist Socjopat). Jednocześnie jednak Bóg w tej narracji jest obecny w tym, co w świecie dobre, w dziecięcej naiwności, szczególnie dziecka ciężko upośledzonego.

Papieskie lekceważenie dla wszystkich mądrych rad, jak zadbać o finanse, polityczną skuteczność i popularność Kościoła katolickiego, to nie pycha ani bezczelność tylko świadomość, że taka życiowa mądrość to głupstwo (por. św. Paweł) z punktu widzenia prawdy wiecznej.

Może dopiero Kościół, który zaczyna tracić wiernych i ma złe publicity, staje się prawdziwym Kościołem? Lenny wcale nie ma urojeń, tylko naprawdę potrafi wymodlić cuda, a właściwie wymóc na Bogu albo Maryi spełnienie swoich próśb. Jego najbliższa współpracownica to zakonnica, która wychowywała go do stanu kapłańskiego, taka w typie „zakonnica-równiacha”, która gra w kosza. Jednak widzi w nim odbicie Chrystusa, zapewne nie przypadkiem ma na imię Mary i sypia w podkoszulku z nadrukiem „I’m a virgin”.

Władza, z której korzysta bohater, to nie zabawka, tylko istota urzędu, który, sprawowany z powodu decyzji Ducha Świętego, jest zupełnie wyjątkowy i daje mu absolutną i suwerenną władzę nad instytucją i wiernymi. Oczywiście przy takiej interpretacji możliwe, że Lenny wcale nie jest wysłannikiem Boga, tylko jest kuszony przez Szatana. No i, poza tym, że jest jakimś nawiedzonym bytem, jest człowiekiem ulegającym ludzkim słabościom. Jednak w jego wyjątkowość i świętość od czasu do czasu ktoś zaczyna wierzyć. Problemy z wiarą wynikają u niego z tego, że trudno mu uwierzyć, że „bóg w niego wierzy”, jego zwątpienie jest zwątpieniem w to, czy naprawdę jest wybrańcem. (Ale w tej wersji – jest!)

Pomysł tego serialu polega na tym, że postać Piusa XIII ma nas fascynować i co chwilę musimy zmieniać interpretację – jest bóg w tej fabule, czy go nie ma? Wariat to, czy święty? A może skrzywdzony dzieciak, którego należy analizować za pomocy prostej psychologii? Ten chwyt tworzy dynamikę odbioru i właściwie jest najciekawszy. W każdym jednak przypadku pojawienie się tak innego Ojca Świętego jest papierkiem lakmusowym, pokazującym instytucję Kościoła jako przynależącą bardziej do ziemskiego niż niebiańskie świata.

Ja obstawiam, że bóg jest, bo inaczej to byłaby tylko satyra na watykańskie układziki i kamarylę, hipokryzję i politykierstwo. Piękną, bo reżyserem jest Paolo Sorrentino, ten od Wielkiego piękna i Młodości, a to atrakcyjne estetycznie filmy. Piękną, bo papieski pałac i ogrody watykańskie, śmieszni panowie w średniowiecznych sukienkach, gwardziści w strojach klaunów (zawsze mi się tak to kojarzyło). To bardzo widowiskowe i egzotyczne. Sami faceci i usługujące im, snujące się oraz gnące w ukłonach zakonnice, więc do tego trochę erotycznych fantazji, żeby nie było bezpłciowo. I jeden narkos z Gwatemali.

Oczywiście jestem ciekawa, co z tego wyniknie, czy wskazówką jest pojawiająca się w czołówce rzeźba Maurizio Cattelana z papieżem przygniecionym meteorytem? Na koniec tak właśnie zginie Pius XIII, a my nadal pozostaniemy z niepewnością? Prawdziwi chrześcijanie z nostalgią za prawdziwym chrześcijaństwem, racjonalni świeccy z trochę naiwną psychologią, a wszyscy z dość pretensjonalnym morałem o tajemnicy i nieobecności, która jest obecnością? Chyba wolałabym zobaczyć oparty na takim pomyśle bardziej zwarty film. Sekrety Watykanu powoli stają się monotonie podobne, pokazy kościelnej mody też, w każdym odcinku bohater musi pokazać cały katalog swoich zachowań, a główny temat rozwija się zbyt powoli. Pojawiają się męczące dłużyzny. Z drugiej strony, lubimy piosenki, które znamy, więc można tak oglądać i oglądać…

**Dziennik Opinii nr 331/2016 (1531)

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.