Felieton

Bezpłciowa i bezzębna

Karol-Radziszewski-O-mocnym-chlopaku

Wystawa „Późna polskość” to takie kulturalne pitu-pitu z poprzedniej epoki. OK, może jest to wystawa historyczna, ale to historia, której opiłowano pazury.

O naszej tożsamości – zbiorowej, narodowej, wspólnotowej – można dyskutować w nieskończoność. Jaka jest, dlaczego i czy to dobrze, czy to źle.  Ma ona swoje znaki i symbole, w których ogniskują się nasze wyobrażenia o sobie i zbiorowe emocje. Nie będzie też niczym nowym konstatacja, że bywa ona zróżnicowana, także formalnie, jak również narzekanie, że naszej stronie brakuje symboli i narracji.

Brakuje? A od czego są artyści? To oni „nadają postać zbiorowej wyobraźni” – tak przynajmniej można przeczytać w tekście wprowadzającym do projektu i wystawy Późna polskość, którą można zobaczyć w CSW Zamek Ujazdowski. Nie brzmi to jak propozycja bezinteresownych estetycznych wzruszeń albo konceptualnych zagadek, lecz jak zapowiedź wystawy zaangażowanej w ważne zjawiska społeczne.

W takim razie zobaczmy, jakie to formy mają do zaproponowania artyści? Może do czegoś nam się przydadzą. Czy jest to coś nowego, czy po prostu zapis zróżnicowania, raport z dynamiki pola symbolicznego, które przez ostatnie ćwierć wieku przecież się zmieniało?

Moment na wycieczkę adekwatny – po Dniu Flagi, w tym następnym, więc od form mających nadać kształt zbiorowej wyobraźni i tak nie dało się całkiem uciec.

Wchodząc, najpierw spotykamy się z twórczością Stanisława Szukalskiego. Z okresu przedwojennego. To postać zmarła i obdarzona ciekawą biografią oraz prawdopodobnie talentem. Skandalista i awanturnik. Założyciel Szczepu Rogatego Serca, pseudo Stach z Warty. Trudno zaprzeczyć, że „nadaje on postać symboliczną zbiorowej wyobraźni”, projektuje ją, stara się narzucić. Jaki to projekt? Neopogański, słowiański, nacjonalistyczny – ród, ziemia, krew, moc, monumentalizm. W sumie faszyzm. Nie da się ukryć – mocny projekt, choć nigdy nie stał się dominujący, na szczęście.

„Dobra zmiana” i samorządowcy z PO wspólnie niszczą progresywny teatr

Odchylając czerwoną zasłonę, oddzielająca resztę ekspozycji, mam nadzieję, że za nią znajdę jakieś inne pomysły. I znajduję – filmy Artura Żmijewskiego Katastrofa i Demokracje. Są to pomysły dużo lepiej nam znane. Martyrologiczne, katolickie i narodowe uniesienia, emocje po katastrofie smoleńskiej. Marsze skrajnych narodowców. Kościelne celebry. Są one osadzone w tradycji, mają wyraźną symbolikę, pieśni i rytuały. Gdyby nam to jednak nie odpowiadało, co możemy temu przeciwstawić? Grupkę ludzi ubranych w obozowe pasiaki i śpiewających żydowską piosenkę, którzy próbują powstrzymać faszystowski marsz. To dosyć mocne i dosyć słabe.

Czy dalej znajdziemy coś mocniejszego, bardziej skutecznego, mobilizującego? Albo język, który pozwoli nam opowiedzieć siebie inaczej? Można ponakłuwać ten balon, traktując narodowe symbole z dystansem i ironią. Pochichrać z idolatrii, oczywiście w związku z JP2. Można ich kulturowe formy wyrażania narodowych uniesień zegzotyzować, w końcu to trochę dziwaczne, a do tego kiczowate; zadać pytanie o żywotność rytuałów. Pospierać się o romantyzm. Można pokazać, że raczej widzimy się jako jednostki niż członkowie plemienia. Można też pokazać wspólnotę jako bardziej inkluzywną i samoświadomą – już wiemy, że jesteśmy ze wsi i że mieszkają w Polsce geje.

Chciałabym dodać, że wiemy również, że jesteśmy także kobietami. Ale z tym było słabiutko, co o tyle dziwi, że patriarchalizm ideologii narodowych jest może nawet bardziej zjadliwy niż kult papieża-Polaka. Można dodać rozważania o transformacji, kapitalizmie, mieszczaństwie i miejsko-korporacyjnym stylu życia. Zmieniliśmy się, w końcu czas płynie. I nawet zdążyliśmy sobie to już opowiedzieć, przynajmniej niektórzy z nas, po stokroć. Oraz przewietrzyliśmy naszą wiedzę o relacjach polsko-żydowskich.

Wszytko to jest, ale czy to nie za mało?

To wystawa jakby z innej epoki: wiecie, to sobie pooglądajcie. Rzecz w tym, że wiemy i oglądamy na co dzień dużo więcej. Nie trzeba nawet wychodzić z domu, żeby widzieć, że dzisiaj konflikt kulturowy jest bardziej zaogniony niż kiedykolwiek przedtem i jeszcze bardziej polityczny. Dotyczy nie tylko stosunku do symboli, ale jest często walką o te same symbole. O to, kto ma prawo ich używać, w jakiej formie i czy subwersja to już przestępstwo. Przeciwko ich flagom, orłom i pieśniom idą pochody KOD-u z z takimi samymi flagami i hymnem na ustach. Użycie symbolu Polski Walczącej przez Manifę wywołało spory nawet w środowiskach feministycznych. Plakat Solidarności z kobietą zamiast Gary Cooperem z Czarnego Protestu o mało nie wylądował w sądzie, a dziś Czarny Protest z symbolicznymi już parasolkami – czyli czasem nowe symbole się pojawiają – może jest ciekawszy od smoleńskiej żałoby. Wciąż trwa sprawa karna Jasia Kapeli za trawestację hymnu, tak że wyrażał on życzliwość wobec uchodźców.

Jak nie otoczyłem należną czcią Hymnu i zostałem poetą wyklętym

Stosunek do uchodźców, czy to nie jest dziś najbardziej zapalny moment naszej zbiorowej tożsamości? I prawo, które wkracza tam, gdzie trzeba utrwalić faworyzowaną ideologię. Albo te wszystkie memy, filmiki, dzięki którym Polacy skupiają się w swoich bańkach informacyjnych, czyż nie mówią czegoś o naszej zbiorowej tożsamości? A patriotyczna moda, gacie z żołnierzami wyklętymi? Dzieje się. Ktoś to rejestruje, również w formie wizualnej, ale nie są to artyści, którzy mają prawo pojawić się w galerii.

Stosunek do uchodźców, czy to nie jest dziś najbardziej zapalny moment naszej zbiorowej tożsamości? I prawo, które wkracza tam, gdzie trzeba utrwalić faworyzowaną ideologię.

Świetne dokumenty Żmijewskiego nie są wcale dokumentami, tylko dziełami sztuki, bo nakręcił je Artysta. Nie da się obok pokazać filmu Ewy Stankiewicz, choć nie da się zaprzeczyć, że nadawał on kształt zbiorowej tożsamości. Można stworzyć eseje – found footage z polskich filmów, bo filmoznawstwo jest szanowną profesją i film już jest uznanym medium. Instalacja z fragmentami spektakli teatralnych? Jak najbardziej! Przecież w Polsce teatr zawsze rządził i rządzi zbiorową wyobraźnią! (ironia). A ja czuję, że więcej powiedziałaby o nas podobna praca z fragmentami z kabaretów, i to nie tylko z najlepszych, dawnych Pożarów w burdelu, ale z tych najbardziej żenujących.

Hardkor hardkoru, czyli Pietrzak, Wolski i „Studio Yayo”

Ta wystawa na tym tle to takie kulturalne pitu-pitu z poprzedniej epoki, unikające dzieł kontrowersyjnych, a trochę ich przecież było. OK, może jest to wystawa historyczna, ale to historia, której opiłowano pazury. To, że nie proponuje żadnych nowych, choćby i dziwacznych form służących opowiedzeniu o naszej, ale jednak innej od ich, tożsamości, to drobiazg. Nie czarujmy się, nikt się tak naprawdę tego po artystach nie się spodziewał, chociaż mocna, wyrazista wystawa na taki temat mogłaby mieć znaczenie. Gorzej, że ostrożnie meandruje ona sobie po tym, co już znane, jak zresztą większość pokazywanych prac, a nie ma odwagi skonfrontować się z tym, co dzisiaj się w Polsce się kotłuje. Może artyści nie nadążają, albo kuratorzy, a może chodzi o dotacje. I jakoś mnie nie dziwi, że partnerami projektu są Centrum Myśli Jana Pawła 2 i TVP Kultura.

Śmieszkowanie rąk nie brudzi

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!