Felieton

60 mln. To was nie rusza?

wiedzmin

Dyskusje wokół „Sapkowski case” dotyczą wszystkiego, tylko nie samej zasady – godzimy się na ogromne różnice dochodów, pod warunkiem, że ktoś udowodni, że mu się należy. A może się nie należy?

Nie zamierzam spierać się z Galopującym Majorem o umowy. Nie byłoby źle, gdyby istniały prawne furtki pozwalające je czasem zmieniać czy renegocjować, zresztą może nawet istnieją, potrzebna jest też chęć, żeby przez te furtki przejść, używać ich w praktyce. I zgadzam się, że fakt zawarcia prawnie ważnej umowy nie jest jakimś świętym bożkiem, który sprawia, że nie wolno oceniać jej jako niesprawiedliwej. Mogła zostać zawarta w warunkach przymusu ekonomicznego albo przy braku dostatecznej wiedzy.

#TeamSapkowski, czyli nie bójmy się marzyć

Skoro jednak już jesteśmy przy poczuciu sprawiedliwości, to użyty w felietonie przykład Sapkowskiego nie wydaje mi się najszczęśliwszy.

Kiedyś Andrzej Sapkowski prawa do wykorzystania postaci Wiedźmina i otaczającego go świata sprzedał za pieniądze, które może wydają się finansowym i medialnym elitom niewielkie, ale przypomnijmy, że była to kwota równa rocznym przeciętnym dochodom w Polsce. I nadal wielu wydaje się ona całkiem pokaźna. Kiedy jednak za trzecim podejściem firma, która wyprodukowała grę Wiedźmin, osiągnęła naprawdę duże zyski, zażądał w nich udziału. Nie interesuje mnie jednak, czy jest to żądanie zasadne i zgodne z prawem, są pewne podstawy do takich roszczeń. Bardziej interesuje mnie kwota – 60 mln złotych. Za co? Za koncept. Święta własność intelektualna. A czy nie jest z nią tak jak z umowami? Jasne, twórcom należy się wynagrodzenie, ale czy takie, czy za wszystko i czy nie ma czasem społecznych interesów ważniejszych niż to, kto ma prawo do Myszki Miki?

Zostawmy to jednak. Może lepiej jest uświadomić sobie, że po drodze od konceptu do jego realizacji w postaci atrakcyjnej gry pracowało mnóstwo innych ludzi. Grafików, informatyków, kompozytorów, dramaturgów i jeszcze wszystkich, którzy ich przy okazji obsługiwali, poczynając od sprzątaczek. Czy sukces produktu i ich nie uprawnia do udziału w zyskach? I w jakim procencie? Mam nadzieję, że dostali przynajmniej jakieś podwyżki.

A może nie tylko im coś się należy? Tak lubimy na lewicy odmieniać przez wszystkie przypadki takie słowa jak wspólnota i solidarność. I przecież podobno nie kochamy kapitalizmu. Może tak bardzo bogacąca się firma, poza podzieleniem się z pracownikami, powinna podzielić się solidarnie ze wspólnotą? To się nazywa podatki. O progresji podatkowej też teoretycznie w lewicowej bańce się mówi, ale nigdy konkretnie. Firma pewnie zarobiła tyle, żeby odpalić Sapkowskiemu 60 milionów, czego pewno nie zrobi, ale by mogła. Może więc zapłacić wyższe podatki. Dzięki temu znalazłyby się środki na różne potrzeby tych, którzy nie wpadli na żaden koncept, ale nadal są naszymi współobywatelami i może to i owo im by się przydało bardziej niż 60 mln Sapkowskiemu. Budżet niewielkiego miasta, na liście pierwszy był Aleksandrów Kujawski, to około 50 mln złotych.

Poza Warszawą też jest Polska

Inna święta krowa to rynkowa wartość. Za rynkiem, który swoją niewidzialną ręką decyduje o wartości dóbr, a konkretnie o ich cenie, niby też nie przepadamy, ale wydaje nam się on tak oczywisty. A czy naprawdę gra musi kosztować 120 zł? To, powiedzmy, dniówka sprzątaczki. A może ona też chciałaby zagrać? I czy to sprawiedliwe, że jej na to nie stać?

O sprawiedliwości napisano całe tomy, ale każdy z nas ma jakieś intuicyjne poczucie, co się komu należy, co nie, gdzie słuszna nagroda, a gdzie chciwe sięganie po kasę, bo niektórym jest łatwiej po nią sięgnąć (nie twierdzę, że akurat pisarzom jest szczególnie łatwo).

Żyjemy w świecie ogromnego zróżnicowania majątków i dochodów i pisanie o tym jest właściwie powtarzaniem banałów. To szkodzi światu, ludziom szkodzi, jest niesprawiedliwe i niemoralne.

Narcyzm nierównych, lęki bogatych

Oczywiście 60 mln to nie są pieniądze, które zagwarantują znalezienie się w 1% najbogatszych ludzi świata ani nawet w pierwszej setce najbogatszych Polków. Majątek najbiedniejszego z tej setki wg rankingu „Forbesa” wynosi 491 mln.

Ale dyskusje wokół Sapkowski case dotyczą wszystkiego, tylko nie samej zasady – godzimy się na ogromne różnice dochodów, pod warunkiem, że ktoś udowodni, że mu się należy. A może się nie należy? Po prostu. Nie należy nam się świat, w którym nierówności rosną szybciej niż to, co jest do podziału.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.