Felieton

Tymczasem w Krakowie schujowacenie mózgowia

Bronisław Maj i Artur Grabowski. Fot. YouTube.com

Podczas gdy w Warszawie emancypacja polskich kobiet powoli dosapuje do lat 60. XX wieku, cichnie klasistowski rechot z 500+, a nawet moda na sarmackie wille jakby przemija, Krakowem wstrząsa wieść, że jedenastoletnie dziewczynki używają słowa „chuj”.

Rewelacja ta wywołuje trzydziestominutowe wzmożenie moralne sfinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a wyemitowane przez narodowe Radio Kraków. Gośćmi odcinka audycji Sąd nad książką byli Bronisław Maj, poeta, krytyk i tzw. starszy wykładowca UJ, oraz Artur Grabowski aka Art Grabov, profesor UJ oraz pisarz znany szerszej publiczności z bycia niedoszłym kierownikiem literackim Teatru Starego. Panowie wzięli na warsztat najnowszą powieść Anny Cieplak Lata powyżej zera i utopili ją w morzu rechotów, pohukiwań i eksklamacji, sięgnąwszy po narzędzia krytyczne z popularnej szkoły „a bo mi się nie podobało”.

Pierwszy przemówił Bronisław Maj, cytując najbrzydsze słowa, które udało mu się znaleźć w książce. „Co ty kurwa” – przytaczał, „ja pierdolę” – ciągnął, by zatriumfować przy „schujowaceniu mózgu”, w którym nie dość, że nie rozpoznał cytatu z Witkacego, to jeszcze go przekręcił. Następnie – uważny to bowiem polonista – zdefiniował zwrot „po chuju” jako antonim „chujowego”. Wywód swój okrasił „zasłyszaną” w tramwaju historią o chłopaku, który wyznaje dziewczynie „zajebałem się w tobie w chuj”. Para ta najwyraźniej do dziś regularnie podróżuje tramwajem, skoro czytałam tę anegdotę 15 lat temu w Humorze z zeszytów szkolnych.

Prowadząca program Katarzyna Fortuna starała się wyjaśnić słuchaczom, że mowa o książce poświęconej dorastaniu na będzińskim blokowisku, a nie w labiryncie magicznych uliczek Salwatora, ale zaproszeni goście nie pozwolili jej skończyć bodaj żadnego zdania. Bronisław Maj przyznał co prawda, że „to sztuka oddać taką świadomość”, tylko po co? Nie wierzy on bowiem, że „całe pokolenie jest na tym poziomie”, co powtórzył kilkukrotnie. Kilkukrotnie wyraził również zaskoczenie, że istnieją ludzie, którzy wychowali się na pismach takich jak „Bravo” i „Dziewczyna” oraz serialu takim jak Klan, a na domiar złego ważyli się zostać narratorami powieści.

Narratorka „jest co prawda z Będzina”, ale spodziewałby się po niej Bronisław Maj więcej, ponieważ chodzi ona – tu gość z pewnym obrzydzeniem sięga do rejestru potocznego – „do humana w ekskluzywnym, najlepszym liceum na Śląsku”, którą to uwagą daje zresztą kolejne świadectwo nieuważności swojej lektury. Książka jest jego zdaniem infantylna, a wniosek z niej tylko taki, że „nie przeskoczy się środowiska, z którego się wyrosło”.

Prowadząca starała się ściągnąć swojego gościa z drogi po równi pochyłej, sugerując, że być może po prostu przejadły mu się głośne ostatnio powieści o dorastaniu dziewcząt: Stancje Wioletty Grzegorzewskiej czy Po trochu Weroniki Gogoli. Niestety Bronisław Maj ich nie czytał, a przypuszczenie, że mógłby, wywołało w nim niemałe rozbawienie.

Do rozmowy włączył się więc Art Grabov, który w przeciwieństwie do swojego poprzednika podjął próbę interpretacji omawianego dzieła. Jego zdaniem narratorka pogardza środowiskiem, z którego uciekła, ale niestety „nie dokonuje pogłębionej autoanalizy”, dlatego Art Grabov nie sądzi, „żeby dało się jakąś wartość kobiecej wrażliwości wyjątkowej w tym odkryć”. „Jeśli to ma być literatura kobieca”, jak przypuszcza gość, „to ona jest antykobieca”.

„Cheap Eastern European girls”, czyli tajlandyzacja magicznego Krakowa

Porzuciwszy analizę genologiczną Art Grabov wyjaśnił, że autorce się może wydaje, że „ona pisze o Polsce, że jest to jakiś obraz społeczny”, gdy tymczasem jest to „obraz medialny”. To znaczy, że bohaterowie Lat powyżej zera skonstruowani są ze schematów rodem z „Bravo” i „Życia na gorąco”. A ludzi, których opisuje Cieplak w swojej książce – jak zapewniają goście audycji chórem – po prostu nie ma.

Na najważniejsze być może pytanie audycji – „ale skąd wy wiecie, że takich ludzi nie ma” – Art Grabov ma gotową odpowiedź. Skoro są to bohaterowie stworzeni przez popkulturę, to nie mogą istnieć, bo „popkultura jest manipulacją”. Tak czy inaczej, on by tej książki do czytania swojej nastoletniej córce nie dał, „bo w tym wieku czyta się klasykę”.

Po tej krótkiej lekcji o kulturze współczesnej następuje wymiana zdań z nielicznie zgromadzoną publicznością programu, która książki nie czytała. Jak bumerang wraca temat słowa „chuj”. Pan z widowni zauważa, że w jego pokoleniu „było nie do pomyślenia, żeby chłopiec się tak odezwał przy dziewczynie”, choć uwagę tę sfalsyfikować może każdy, kto bywa na krakowskich imprezach literackich z udziałem pokolenia zebranych w studiu panów (© na tę uwagę Aleksandra Małecka).

 

W Krakowie już jebło

Podsumowując dyskusję, Bronisław Maj wysuwa („tut proporsion”) niezwykle chwytliwą analogię, w której rozmowa Bronisława Maja z Artem Grabovem o książce Anny Cieplak ma przypominać rozmowę Jana Webera i Jana Ekiera o niuansach sztuki kompozytorskiej Zenka Martyniuka, czym obaj panowie robią rzekomo książce Cieplak „ogromną reklamę”.

(W chwili, gdy to piszę, zapis ich rozmowy na jutubie nie ma nawet 1000 wyświetleń).

Później zadowoleni rozmówcy przechodzą do zachwytów nad Twardochem, ale szczegółów tej krytyki już niestety nie zdradzę, bo wysiadłam na: „Mizoginizm to jest cecha największych polskich pisarzy na przestrzeni dziejów” oraz „Nie znam wielkiego pisarza, może za wyjątkiem Słowackiego, który nie jest mizoginem”. Na końcu ponoć są jakieś chichry z dżędęru.

Program Sąd nad książką ma zdaniem jego autorów i autorek „przywrócić wartość prawdziwej krytyce literackiej”. Nie przeczę, że w innych odcinkach się to udaje, w tym jednak prowadząca zabrała słuchaczy w ślepą odnogę czasu, która zagubiła się w kącie krakowskiej kawiarni.

W magicznym tym świecie, w którym „muzyka się snuje po kątach, a Terenia po gościach posprząta”, serwety nigdy nie są na tyle pożółkłe, aby je wyprać, a kredensy na tyle zeżarte przez kołatki, żeby je wymienić. W intelektualnych sporach przekonujący dulsko-krakowski habitus szczęśliwie okazuje się ważniejszy niż higiena argumentacji czy narzędzia krytyczne, a rzeczywistość nie jest dla humanistyki żadnym punktem odniesienia. Są nim natomiast sami badacze. Nie istnieje jeszcze kultura zapisu, nie trzeba się więc martwić, co się mówi: nie przetrwa to ani na jutubie, ani nawet na kasecie VHS.

Warszawo, kiedy mówisz „klasizm”, „mizoginizm” i „prześniona rewolucja”, odpowiadam z Krakowa: first world problems.

W Krakowie mieliśmy smog, zanim to było modne

**
Audycję wynorała niezastąpiona grupa facebookowa Book’s not dead.

Wydawnictwo KP na Wrocławskich Targach Dobrych Książek

Od dzisiaj do niedzieli zapraszamy na stoisko nr 29 – dużo świetnych tytułów w atrakcyjnych cenach!

Od dzisiaj do niedzieli jesteśmy na Wrocławskie Targi Dobrych Książek Zapraszamy na stoisko nr 29 – dużo świetnych tytuł…

Opublikowany przez Krytyka Polityczna na 30 listopada 2017

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka

Wiceprezeska zarządu Korporacji Ha!art. Z wykształcenia kulturoznawczyni i filozofka, studiowała w Krakowie, Berlinie i Tbilisi. Zajmuje się Europą Środkowo-Wschodnią, Kaukazem Południowym i tematyką migracyjną. Publikuje m.in. w Krytyce Politycznej, „Nowej Europie Wschodniej” i „Polityce”. W Ha!arcie huczy, redaguje, tłumaczy z niemieckiego i ogarnia fundraising.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Po ulicach Warszawy przeszedł faszystowski marsz, co miesiąc odbywa się - cóż - miesięcznica smoleńska, z powodu "Klątwy" przed Teatrem Powszechnym odmawiano różaniec, kolega z redakcji zamieszkały w Warszawie został oskarżony o gwałt, prasa i OMZRiK ciągle donoszą o rasistowskich atakach w metrze, ale Autorka w prawie każdym artykule musi walić w bęben stereotypu i przedstawiać Kraków jako drobnomieszczański zaścianek, przeciwieństwo otwartej Warszawy.

"on by tej książki do czytania swojej nastoletniej córce nie dał, „bo w tym wieku czyta się klasykę”"
Nie wierzę, pewnie zmyśliliście całą tę audycję bo takich ludzi jak Cieplak po prostu nie ma.

Co ciekawe, prowadząca już na samym początku dwukrotnie przekręca tytuł poprzedniej książki Cieplak, rzekomo noszącej tytuł "Ma być ciepło", a nie "Ma być czysto".

Tytuł odrzuca.

A to nie o Dąbrowę Górniczą chodzi? Niektorzy mogą nie załapać uwag autorki.

"Pan z widowni zauważa, że w jego pokoleniu „było nie do pomyślenia, żeby chłopiec się tak odezwał przy dziewczynie”"
Musiało być wtedy strasznie chujowo.

(oczywiście Grabowski nie Cieplak, coś mi się popierdoliło)

„Ferdydurke” się kłania i nowa załgana polityka historyczna i socjologiczna PiS-u, do której dokooptują kolejne środowiska. Na ulicach maszerują nie dzikie, dyszące nienawiścią bestie tylko „niewinne chłopięta,” które nigdy słowem na „ch.” w życiu Warszawy nie skalały swoich chłopięcych ust.

Ja wiem, że macie powody do złości, ale nie krytykujcie audycji o książkach, bo ich w radiu coraz mniej. Zaraz zleci się urzędnik z ministerstwa i będą omawiać bardziej bogobojne pozycje literackie.

Swoją drogą Panowie mają być prawo oderwani od rzeczywistości z tej powieści, pracują tam gdzie pracują i im do głowy nie przyjdzie, że ludzie w ich wieku potrafią tak mówić i tak myśleć (schematami, banałem). Na halach produkcyjnych w śniadaniówce nie leżą Kwartalniki filozoficzne i artystyczne, a właśnie tytuły typu pisma "Fakt" "Życie gwiazd" etc. Mówię to z autopsji.

Twardoch to Twardoch - bożyszcze literackie (u niego przeklinanie to rodzaj konwencji, nigdy banału), a kobiety muszą podwójnie udowadniać, że to co piszą to coś więcej niż banał. Gdyby nie nagrody podejrzewam, że nie byłoby tych kontrowersji.

Nie, nie wiem nie wiem moim zdaniem nie ma żadnej wartości w tejże paplaninie. Jak mają być takie audycje to lepiej żeby ich w ogóle nie było. Nie potrafię sobie wyobrazić, że omawianie bogobojnych pozycji literackich mogłoby być gorsze, lub bardziej intelektulani miałkie. Książki owej nie czytałem ale mniejsza z tym nie dowiedziałem się o niej nic. Od razu widać, że panowie są uprzedzeni.

Ale mniejsza z tym niechby sobie nawet byli uprzedzeni.
Ale tu jest gorzej, są raczej na tyle wobec siebie krytyczni, że świadomi swoich braków intelektulanych postanawiają wpaść w manierę, że są ważni, bo są panmi i z Krakowa i tak fajnie przeciągają słowa.
To może odpowiednio na bezczelnego nikt się nie skapnie. I faktycznie chyba nikt by się nie skapnął, bo na sali ze 4 oosby i zapewne jedna z nich będąca ową nastoletnia córką, gdyby nie to, że ktoś ich tam podlinkował.
I ja się pytam kto za to płaci, czy to z mojej kasyz podatków ci koledzy się zbierają i wygłaszają mądrości typu:

"Bohater szuka tozsamości. Chce sobie odpowiedziec na pytanie, kim jestem ja, a kim jest Barcz, który mnie pokrywa" I to co gorsza o książce, która im się podobała."

Dodam jeszcze - po stokroć przekonany jestem, że ta opowieść pani Cieplak jest lepsza od niektórych retorycznych wygibasów referowanych przez panią Holecką. A żeby nie być jednostronnym zachęcam do sięgnięcia po pozycje odradzającego się Ossolineum - wspaniałe, czasami wymagające.

Proszę Pana to jest kultura - tu jest wpisana pewna ilość rzeczy, która może się nie udać. To nie autostrada, w której można sobie zmierzyć pewne parametry co do standardu. Czasami powstają lepsze audycje, program, spektakle, czasami gorsze. Wie Pan, ja też lubię z 2 programu Polskiego Radia audycje literackie, bo są bardzo dobrze przygotowane, sprofilowane (widać w nich pewien wcześniejszy wkład), skoncentrowane najczęściej na dobrych książkach i pisarzach, a na przykład nie przepadałem za panem Nogasiem z Trójki, którego 80% audycji miało posmak relacji marketingowej, tj. bez wchodzenia w szczegóły żeby komuś książki nie zepsuć. Różne są gusta, nie każdy program i audycja musi się udać. Z tego programu krakowskiego widziałem dwa i były okey, ten akurat "średnio wyszedł", ale to się zdarza. W radiu od groma jest paplaniny politycznej, więc niech Pan ma choć trochę empatii i pozwoli, aby zdarzały się paplaniny o książkach, zawsze jest szansa, że kogoś ona przekona do sięgnięcia po lekturę.

@Konrad: oj kiedy wygląda na to, że nie.

.... świetnie, autorka opisała swoje (i tylko swoje) odczucia .... i co dalej? Ma pretensje, że ktoś rozmawia o książkach? "Gniewa się", że ktoś ocenia je inaczej niż ona? Może uważa, że to jej postrzeganie rzeczywistości jest bardziej "rzeczywiste"? Najciekawsze jest to, że sama z siebie sprowadziła ten tytuł tylko i wyłącznie do wulgaryzmów, a nie wiem czy właśnie o to jej chodziło.

Ale Jac. ty słuchałeś tej dyskusji w linku? Tam w ogóle dostrzegłeś jakąś "ocenę" i "postrzeganie" w tym bełkocie?

... szczerze? Nie słuchałem, ale wyznaję zasadę, że o gustach się nie dyskutuje. Ktoś coś napisał, ktoś inny to ocenił, jeszcze inny ocenił oceniających ... a tak naprawdę końcową ocenę wystawi czytelnik, który książkę kupi, lub nie ... i grono oceniających wpływ ma na to niewielki 😉

Jakich wulgaryzmów? Pan szanowny nie wychodzi na ulice? Toż to ludzka mowa jest!!!

.... owszem, wychodzę. "Ludzką mowę" znam od podszewki, ale co dla niektórych wydaje się dziwne posługuję się nią niezwykle oszczędnie i prawie nigdy w obecności kobiet. Dziwne prawda? Wbrew temu co zadziwiło autorkę tekstu brak wulgaryzmów w rozmowie z kobietami naprawdę się zdarza, w pewnych środowiskach dość często 🙂

@Jac: a dziwne, bo mógłbyś się nimi nie posługiwać także w obecności mężczyzn. Oszczędziłoby ci to podejrzeń o hipokryzję.

Kultura popularna nie tworzy obrazu, który jest modelem rzeczywistości. Popkultura reprodukuje samą siebie. Tak powstaje obraz, który jest kopią świata - a więc jest reprezentowany intencjonalnie. Żyjemy w kulturze permanentnego powtórzenia. Stworzyliśmy ją, bo wolimy kopię od oryginału. Bo idiokracja jest dobra. Najlepsza jest dla słabych pisarek i pisarzy.

Proponuję zdelegalizować myślenie abstrakcyjne i ograniczyć język do wulgaryzmów.
Biedny Baudrillard! I pomyśleć, że on to wszystko przewidział: intelektualną degrengoladę, językowe miazmaty, umysłową niemoc. Czas supremacji kulturowego prymitywizmu wieszczyli i inni: Kierkegaard, Nietzsche, Horkheimer, Adorno, Benjamin, Marcuse, Habermas, Heidegger, Kotarbiński. Zdelegalizujmy ich wszystkich. Zniknie bełkot i zastąpi go zdrowe myślenie oparte na prostym języku faktów i materii.

Patrz odpowiedź dla Jac.

No cóż. Przekornie można powiedzieć "aby do Maja, a reszta to ch...."

Autorka przyznaje się, że nie oglądała całego programu, a szkoda. Ostatnia część była dobra, choć niestety najkrótsza. Pierwsza część programu dotycząca książki Anny Cieplak rzeczywiście była nieudana. Jednak trudno o to winić tylko zaproszonych krytyków. Gdyby Autorka tekstu wysłuchała tej części programu, której poświęciła czas, bez uprzedzenia i uważnie, z pewnością nie przypisałaby Bronisławowi Majowi słów, że „nie przeskoczy się środowiska, z którego się wyrosło”. Ponadto zauważyłaby, że zacytowane przez niego wulgaryzmy miały inny cel, niż tylko stwierdzenie, że „tak nikt nie mówi”, czego dowodem jest przytoczona przez samą Autorkę „anegdota”. Z tego co mówił można wysnuć wniosek, że książka jest rzeczywiście infantylna, a użyte w niej wulgaryzmy nie wnoszą niczego. To nie jest po prostu, zdaniem krytyka, dobra literatura. I tyle. Jeszcze jedna rzecz: Autorka zarzuca krytykowi nierozpoznanie cytatu Witkacego. Otóż powiedział, że jest tam wiele odniesień do literatury, cytatów itd, ale nie rozwijano tego wątku. Dyskusja poszła innym torem, a szkoda. Za to Autorka jak tylko rozpoznała jeden cytat, to od razu tym się pochwaliła (to zdanie pasuje do stylu całego artykułu, więc je pozostawiam). Mam jeszcze pytanie do Autorki: czemu służy użycie „tzw.” w przedstawieniu krytyka jako gościa programu („tzw. starszy wykładowca UJ”)? W nomenklaturze UJ nie ma takiego stanowiska? Czy co?

spór o realizm