Felieton

Rosja chciała inwigilować opozycję, a zepsuła Tindera

„Marzenie Doliny Krzemowej o stworzeniu usieciowionej utopii skończyło się globalną budą z jednorękimi bandytami opanowaną przez spam, cybersebiksów i Władimira Putina”.

„Naprawdę nie chciałem zepsuć internetu” – mówi Ethan Zuckerman, który wynalazł reklamy pop-up. „Naprawdę nie chciałem truć ludziom żyć. Jest mi niesłychanie przykro”.

„Budzę się często zlany potem i myślę: »co zgotowaliśmy światu«?” – to Tony Fadell, jeden z ojców iPoda.

„Znacie ten odcinek Black Mirror, w którym każdy ma obsesję na punkcie lajków?” – pyta Leah Pearlman, współwynalazczyni lajków. „Nagle zaczęłam się bać, że stanę się takim człowiekiem. I że sama to innym umożliwiłam”.

„Byliśmy głupi” – mówią jednym głosem złote dzieci Doliny Krzemowej. „Myśleliśmy, że pchając technologię do przodu łączymy ludzi, niesiemy Globalnemu Południu narzędzia budowania demokracji i udostępniamy darmową wiedzę”.

Biedni będą żyć na wysypiskach spamu

czytaj także

Nie wyszło, bo – jak opowiadają „New York Magazine” – wszystko zepsuł pan kapitalizm. Żeby internet pozostał darmowy, trzeba było zbudować potężny model biznesowy oparty na pochłanianiu uwagi internautów. A jak najłatwiej zwrócić czyjąś uwagę, wiedziano już od czasu powstania mediów masowych: szokowaniem, wkurzaniem i podsuwaniem wrogów.

„Marzenie Doliny Krzemowej o stworzeniu usieciowionej utopii skończyło się globalną budą z jednorękimi bandytami opanowaną przez spam, cybersebiksów i Władimira Putina” – pisze Noah Kulwin, autor wywiadu, zauważając, że ostatnie lata w coraz bardziej spersonalizowanym, ubańkowionym internecie przyniosły światu niespotykaną do tej pory polaryzację postaw, nienawiść reprodukowaną kliknięciami użytkowników. A w efekcie – Trumpa i Brexit.

Putin jest oczywiście zachwycony, że udało mu się przyczynić do czegoś, co politologowie nazywają „powrotem wielobiegunowego świata”, gdzie Putin, rzecz jasna, jest jednym z biegunów. Co wolno kapitałowi na Zachodzie – dzielić i rządzić (w rozproszeniu) – nie wolno jednak w Rosji, która od lat kroczy w awangardzie cenzurowania internetu. Czynność ta w krajach liberalnej demokracji pozostaje (jeszcze) tabu. Od 2008 roku w Rosji funkcjonuje rejestr stron zakazanych, a wprowadzane później ustawami zakazy używania brzydkich słów, propagowania homoseksualizmu czy ekstremizmu uderzają przede wszystkim w internetowych aktywistów.

Teraz Rosja – a dokładnie Roskomnadzor, federalna służba odpowiadająca za kontrolę mediów – wzięła się za komunikator Telegram, jeden z najbardziej znanych dzieł rosyjskiej branży IT. Jego twórca, Paweł Durow, odmówił udostępnienia służbom – oczywiście w celu walki z ekstremizmem – kluczy kryptograficznych do deszyfrowania wiadomości przesyłanych przez użytkowników. W odpowiedzi dokonano próby zablokowania komunikatora, ale oczywiście nie jest to tak proste, jak w przypadku pojedynczej witryny.

W wyniku ścigania się z Durowem (i VPN-ami), czyli blokowania milionów adresów IP związanych z Telegramem, Roskomnadzorowi udało się, według doniesień mediów, doprowadzić np. do problemów z funkcjonowaniem m.in. terminalów płatniczych i kas w supermarketach, Asany, Vibera, Microsoft Office’a, Play Station, Xbox Live, a nawet Tindera. Przypadkowo odblokowano też wpisane w 2014 roku na czarną listę opozycyjne portale internetowe: kasparov.ru i grani.ru. Roskomnadzor zaczął temu wszystkiemu na swojej stronie zaprzeczać, ale dementi nie można było przeczytać, gdyż strona padła ofiarą ataków DDoS.

Roskomnadzor wkurzył się tą kompromitacją i ogłosił, że zamierza zatem do końca roku zablokować na terenie Rosji Facebooka, od którego już od lat bezskutecznie żąda przechowywania danych rosyjskich użytkowników na serwerach znajdujących się na terenach Rosji.

Co myślimy, gdzie kupujemy, kogo kochamy. Dane osobowe to nowa ropa kapitalizmu

Nie zdążyłam skończyć researchu do niniejszego tekstu (a raczej postanowiłam go poprokrastynować na twitterze), kiedy zobaczyłam, że minister cyfryzacji Marek Zagórski również planuje zadbać o jedność moralno-narodową treści dostępnych w internecie. Tempo kopiowania rozwiązań kremlowskich rośnie więc, jak widać, wprost proporcjonalnie do treści, które wypełniają naszą budę z jednorękimi bandytami.

To co, kto waszym zdaniem powinien sprawować władzę nad internetem?

Rozproszony wielki kapitał, który monetyzuje nasze zdolności poznawcze – lajk.

Nieudolne służby w krajach nieliberalnej demokracji – komentarz.

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Wiceprezeska zarządu Korporacji Ha!art. Z wykształcenia kulturoznawczyni i filozofka, studiowała w Krakowie, Berlinie i Tbilisi. Zajmuje się Europą Środkowo-Wschodnią, Kaukazem Południowym i tematyką migracyjną. Publikuje m.in. w Krytyce Politycznej, „Nowej Europie Wschodniej” i „Polityce”. W Ha!arcie huczy, redaguje, tłumaczy z niemieckiego i ogarnia fundraising.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.