Felieton

Od majonezu można dostać raka

„To były najgorsze święta ever”, czyli majonez zamieszany z „Wiadomościami” TVP.

„To były najgorsze święta ever”, słyszę od znajomych co święta odkąd pamiętam, to jest mniej więcej od dwa tysiące piątego. Trwała wówczas unijna belle époque: na Europę Wschodnią nie mówiło się „wschodnia”, konflikty trzeciego świata nie były problemem świata pierwszego, a wiatr historii podwiewał z nudów kiecki na paradach równości. W tym samym czasie w Polsce dwie nieodróżnialne od siebie partie wszczęły burdę.

Z dzisiejszej perspektywy rozłam POPiS to zaledwie nieprzyjemna wymiana zdań na zasadny skądinąd temat. Lista Wildsteina, owszem, wjeżdżała na świąteczne stoły, ale dopiero jakoś po drugim daniu, a w ewentualne rozwody i wydziedziczenia z tego tytułu nie mieszano zagranicznych agentów, a jedynie swojskich esboli. Jatki zaczęły się umiędzynarodawiać dopiero wtedy, gdy na stole wylądował tupolew, a gdy zasiadł przy nim uchodźca, zaczęła się wojna ogólnoświatowa.

Parę popisów IV RP na arenie międzynarodowej wystarczyło, by było już pewne, że choćby do Europy zapukał cały trzeci świat, nikt się o puste miejsce przy polskim stole nie upomni. Posadzono więc przy nim fantom ulepiony z wyobrażeń o islamie i przykuto do krzesła, żeby przypadkiem nie uciekł, kiedy zaczną schodzić się wujki.

Dzisiaj bify przy stole zaczynają się jeszcze przed obowiązkową wymianą sucharów o rozpłaszczaniu (plus „no, nie zdejmuj”, „a, już zdjąłem”). Uchodźca błyskawicznie pochłania sałatkę jarzynową z majonezem, by nabrać sił, bo wie już z Wigilii, co go czeka: dostanie baty nie tylko za terroryzm, noł goł zony i niedomyte pięty, ale i za hegemonię niemieckich proszków do prania, imperium medialne Sorosa i, wreszcie, przy mazurku – za agenta Bolka.

Na marginesie: możesz śmiać się z zamieszczonej w przewodniku Lonely Planet informacji, że Polska to kraj Lech Wałęsy i majonezu, ale proszę, nie mów, że spędziłeś Święta Wielkanocne w Polsce.

Stół wielkanocny stał się więc areną międzynarodowych rozgrywek, a stołowy – Gabinetem Owalnym, rodzimą i rodzinną projekcją House of Cards. Rozprawia się o wyborach w USA („głosowalibyśmy na Trumpa, ale Bernie też jest ok, bo nasz”), konfliktach na Bliskim Wschodzie („niech poczytają o Żołnierzach Wyklętych, nauczą się, co to znaczy walczyć za ojczyznę”) oraz zamachach w Brukseli (na cytaty szkoda miejsca). Polska wstała bowiem z kolan, a to znaczy, że we wszystkich tych konfliktach odgrywa kluczową rolę. Rolę – jak przystało na Polskę – ofiary.

Polska wstała bowiem z kolan, a to znaczy, że we wszystkich tych konfliktach odgrywa kluczową rolę. Rolę – jak przystało na Polskę – ofiary.

Otrzeźwienie przyszło dopiero pod koniec wspólnego oglądania „Wiadomości” TVP. Na początku wszystko się zgadzało, bo świąteczne wydanie przygotowano z wykopem: byli imigranci w pasach szahida, bezsilna policja w koszarach i przestraszona Polonia w kościołach. Europa obraca się wniwecz, sugerował obraz, Europa popada w ruinę, dopowiadał dźwięk, a wszystko po to, podkreślał montaż, by zaszkodzić Polsce.

Za zamachy w Brukseli obwiniono Europejczyków, który „odwrócili się od krzyża”, a szczególnie zachodnie elity, „które stały się otwarcie antychrześcijańskie i proislamskie”. „W Europie toczy się dyskusja o jej przyszłości”, relacjonowano, pokazując – zgodnie z zasadami dziennikarskiej obiektywności – różne punkty widzenia: bezsilną łzę uroniona przez Federikę Mogherini, a w kontrze – arcybiskupa Głódzia i jego fachową uwagę, że podświetlanie budynków nie zastąpi konkretnych działań. Głódziowi zawtórował Andrzej Nowak, jedyny poza Magdaleną Ogórek („historyk kościoła”) świecki ekspert poproszony o komentarz: „tej siły nie da się powstrzymać malowaniem ciał czy budynków”. Da się za to – przekonywał arcybiskup Jędraszewski – modlitwą.

A pod koniec „Wiadomości” okazało się, że cała ta piętnastominutowa szopka była tylko po to, żeby spuentować ją marszem KOD-u i transparentem poparcia dla Wałęsy, bo „polityczna poprawność i relatywizm moralny nieobce są też politykom w Polsce”. Kto uwierzył, że w Polsce rozhulał się wiatr historii, srogo się rozczarował, bo w „Wiadomościach” wiatr podwiał co najwyżej marynarkę wywijającego na platformie Ryszarda Petru, a demoniczne zagrożenie czyhające na Polskę okazało się podtatusiałym hipisem. Nawet uchodźca zakrztusił się majonezem, chociaż był fantomem.

Niech na całym świecie wojna, relacje z niej i tak pozostaną emanacją polskiej jatki. Poza tym za kolizje w ruchu drogowym jak co roku, odkąd pamiętam, odpowiadała „brawura, głupota i niestety alkohol”, a morsy szykowały się na śmigus-dyngus.

Niesłusznie zepchnięto te materiały na drugi plan – jako jedyne miały wartość informacyjną.

**Dziennik Opinii nr 92/2016 (1242)

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Wiceprezeska zarządu Korporacji Ha!art. Z wykształcenia kulturoznawczyni i filozofka, studiowała w Krakowie, Berlinie i Tbilisi. Zajmuje się Europą Środkowo-Wschodnią, Kaukazem Południowym i tematyką migracyjną. Publikuje m.in. w Krytyce Politycznej, „Nowej Europie Wschodniej” i „Polityce”. W Ha!arcie huczy, redaguje, tłumaczy z niemieckiego i ogarnia fundraising.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.