Felieton

Pisarzu, pisarko, dołącz do nas!

Zecydowałam się rozpocząć tę publiczną rozmowę, dlatego chciałabym ją również zakończyć.

Echa prasowej afery wokół zarobków pisarzy, którą wywołał w sposób mniej lub bardziej zamierzony mój felieton na stronie Dziennika Opinii, powoli cichną. Choć była to trudna, niezwykle emocjonalna dyskusja, cieszę się bardzo, że została podjęta. Poruszyliśmy kontrowersyjny i tym samym zaniedbany, a jednocześnie niezwykle istotny temat dotyczący sytuacji twórców we współczesnej polskiej rzeczywistości.

Ponieważ zdecydowałam się rozpocząć tę publiczną rozmowę, chciałabym ją również zakończyć. Dlatego pozwolę sobie wykorzystać fakt, iż Krytyka Polityczna udostępnia mi swoje łamy, i zwrócić się bezpośrednio do środowiska literatów.

Drogie koleżanki pisarki, poetki i tłumaczki oraz drodzy koledzy poeci, tłumacze i pisarze!

Zawód literata jest zajęciem trudnym, z którym było i (nie łudźmy się) zawsze będzie związane ryzyko niskich, niepewnych zarobków. A jednak polscy twórcy znaleźli się ostatnio w wyjątkowo ciężkim położeniu. Warto zatem zastanowić się wspólnie, czy nie można go zmienić.

W toczącej się ostatnio dyskusji wiele osób obstawało przy zdaniu, że los pisarza powinien być określany wyłącznie przez wolny rynek. Co więcej, rynek miałby być również jedynym wiarygodnym instrumentem oceny wartości powstałych dzieł. Zwolennicy tej tezy twierdzili też, że alternatywą mogą być jedynie arbitralne decyzje urzędników bądź socjalistyczna urawniłowka, w której wszyscy twórcy zostaną objęci państwowym mecenatem. Oba te poglądy wydają się radykalne. Sama w żadnym momencie nie próbowałam bronić ani pierwszego, ani drugiego z nich.

Istnieje wiele możliwych rozwiązań, dalekich od każdej z tych skrajności, które pozwoliłby w pewnym stopniu chronić pisarzy tworzących w warunkach gospodarki wolnorynkowej, uwzględniając specyfikę ich pracy.

Obecnie najbardziej naglącym problemem wydaje się stworzenie systemu ubezpieczeń socjalnych i emerytalnych obejmującego wszystkich polskich artystów. Podobne systemy, istniejące w rozwiniętych państwach Europy Zachodniej, biorą pod uwagę nie tylko niskie zarobki twórców, ale przede wszystkim nieregularny charakter ich dochodów. Co między innymi oznacza, że artyści mają prawo do rozliczania składek ubezpieczeniowych w dłuższych niż comiesięczne okresach. Warto przypomnieć, że ponad siedem lat temu Parlament Europejski zobowiązał kraje członkowskie do uregulowania kwestii socjalnych i emerytalnych artystów, a polski rząd do tej pory konsekwentnie te dyrektywy ignorował.

Wydaje się, że zdecydowanych rozwiązań prawnych wymagają również relacje, jakimi na rynku pracy powiązani są księgarze, wydawcy i pisarze. W tej piramidzie zależności najsilniejsze pozostają wielkie sieci księgarskie, żądające ogromnych sum za kolportaż oraz wystawianie książek na półkach. Na samym jej dole zaś znajdują się literaci, bez których cały rynek wydawniczy nie mógłby oczywiście istnieć. W efekcie tych chorych układów polscy twórcy otrzymują średnio 7% detalicznej ceny książki.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadzi obecnie tylko jeden program stypendialny dla wszystkich polskich artystów. O taką dotację twórcy mają prawo ubiegać się raz na dwa lata. W ciągu ostatniego roku dofinansowanie, w wysokości 3000 zł brutto przez pół roku, otrzymało 40 spośród około 5 000 czynnych zawodowo prozaików, co oznacza subwencję dla jednego pisarza na niemal milion mieszkańców. Szczęśliwie rośnie liczba nagród literackich oraz wsparcie ze strony samorządów lokalnych, wydaje się jednak, że istnieje paląca potrzeba rozwinięcia szczątkowego systemu stypendialnego, jaki oferuje nam rząd.

Niezależni pisarze nie są objęci Kodeksem pracy. Co więcej, wedle polskiego prawa osoby wykonujące pracę nakładczą oraz osoby zatrudnione na podstawie umowy o dzieło nie mogą zakładać związków zawodowych. Takie rozwiązanie w sposób zasadniczy ogranicza możliwości negocjacji z pracodawcami i władzą. Wygląda na to, że zawód literata zaczął zanikać z rodzimej legislacji. Nie tylko w powszechnej opinii, ale również w świetle prawa, nasza działalność jest postrzegana jako hobby.

W czasie trwającej kilka tygodni medialnej wrzawy dostałam dziesiątki maili i privów facebookowych z wyrazami poparcia od osób parających się piórem. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że chcemy przełożyć na działanie energię, jaka pojawiła się w wyniku tej dyskusji. Zorganizowaliśmy się, spotkaliśmy, podjęliśmy pierwszą próbę diagnozy problemów związanych z niskimi zarobkami i brakiem osłon socjalnych pisarzy. Dołączyliśmy do artystów od dwóch lat działających przy związku zawodowym Inicjatywa Pracownicza. W ostatni czwartek uczestniczyliśmy w spotkaniu środowisk kultury z przedstawicielami rządu w sprawie włączenia twórców do powszechnego systemu ubezpieczeń.

Koleżanki literatki i koledzy literaci, dołączcie do nas! Nie twierdzę, że uda się nam zmienić wszystko. Ale może uda się nam zmienić coś.

W sprawie inicjatywy wolnych pisarzy proszę o kontakt przez Facebook lub przez redakcję Krytyki Politycznej.

Czytaj także:

Kaja Malanowska: Co wolno wojewodzie, to nie pisarzowi

Eliza Szybowicz, Autokompromitacja agresywnych luzaków

Hanna Gill-Piątek: Malanowska, milcz, gdy mówią chłopcy

Alicja Palęcka: O biednych i oszukanych, czyli pisanie to też praca

Bio

Kaja Malanowska

| Pisarka
Z wykształcenia biolożka, napisała doktorat z genetyki bakterii na University of Illinois at Urbana-Champaign. Felietonistka „Krytyki Politycznej”. Zadebiutowała powieścią "Drobne szaleństwa dnia codziennego" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2010), która przyniosła jej uznanie krytyki i nominację do Gwarancji Kultury – nagrody TVP Kultura. Autorka książek "Imigracje" i "Patrz na mnie Klaro!".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.