Felieton

Czy zwierzęta zasługują na obrońcę z urzędu?

W przeszłości zwierzęta podlegały mocy sądów kościelnych, które z całą powagą okładały oskarżonych ekskomuniką czy klątwą.

W 1386 roku we francuskim mieście Falaise odbyła się kościelna rozprawa sądowa. Przed ławą przysięgłych stanęła świnia i stadko jej prosiąt. Zwierzęta zostały oskarżone o dzieciobójstwo. Przesłuchano świadków i mocą wyroku sądowego skazano maciorę na śmierć przez powieszenie. Jej dzieci natomiast ułaskawiono, motywując decyzję młodym wiekiem podsądnych oraz złym wpływem, jaki wywierała na nie matka.

W średniowieczu sądzenie zwierząt, które dopuściły się przestępstwa, było praktyką powszechnie stosowaną i w nikim nie wzbudzało zdziwienia. W czasie procesów czworonożnych więźniów traktowano na tych samych prawach co ludzi. Nie tylko powoływano oskarżyciela i z uwagą przesłuchiwano kolejnych świadków, podsądni mieli też prawo do adwokata i uczciwej obrony. Co więcej, ów zwyczaj przetrwał aż do połowy XIX wieku. Ostatni zwierzęcy sąd odbył się w 1864 roku w Pleternicy w dzisiejszej Chorwacji, gdzie skazano świnię na śmierć za odgryzienie uszu rocznemu dziecku. 

Jeszcze w XVI wieku niektórzy adwokaci specjalizowali się w obronie zwierząt. Francuski prawnik Bartholomew Chassenée rozpoczął błyskotliwą karierę od słynnego procesu, w którym oskarżano prowansalskie szczury o zniszczenie zbiorów zbóż. Biskup Autun wezwał gryzonie do stawienia się na rozprawę. Stronę skarżącą reprezentowali członkowie magistratu. Sprawa wydawała się beznadziejna, ze względu na złą reputację i recydywę podsądnych. Chassenée uciekł się jednak do wyrafinowanych kruczków prawnych, dzięki którym skutecznie opóźniał rozpoczęcie procesu. W końcu oświadczył, iż szczury nie mogą stawić się na rozprawę z powodu długiej i uciążliwej drogi do sądu, która prowadzi przez wioski prowincji. Ponieważ po wsiach mieszkały koty, argumentował, że życie jego klientów znalazłoby się w niebezpieczeństwie.

W późniejszym okresie swojego życia Chassenée został przewodniczącym Parlamentu Prowansji. A w pozostałym po nim dziele, zatytułowanym Consilium primum, quod tractatus jure dici potest, propter multiplicem et reconditam doctrinam, ubi luculenter et accurate tractatur quaestio illa: De excommunicatione animalium insectorum, możemy znaleźć szczegółowe protokoły z wielu zwierzęcych procesów. Między innymi opis przypadku ekskomuniki wołka zbożowego. Chassenée analizuje dokładnie przebieg postępowania karnego, powołując się między innymi na autorytet Pisma Świętego i praw mojżeszowych. Co więcej, odwołuje się jednocześnie do homilii Ojców Kościoła, jak i pogańskich poetów i filozofów, takich jak Cyceron, Owidiusz, Wergiliusz, Katon, Arystoteles czy Seneka.

Warto zwrócić uwagę, że w przeszłości zwierzęta podlegały mocy sądów kościelnych, które z całą powagą okładały oskarżonych ekskomuniką czy klątwą. Zdarzały się również dość często przypadki odprawiania egzorcyzmów. Co ciekawe, wyroki nie zawsze jednoznacznie sprzyjały ludziom. W 1545 roku właściciele winnic St. Julien wnieśli do sądu skargę na owady, które niszczyły zbiory winogron. Rozprawa odbyła się w obecności doktora prawa – François Bonnivarda. Starli się ze sobą prokurator Pierre Falcon i obrońca Claude Morel. Po szczegółowym rozpatrzeniu sprawy sąd wystosował oświadczenie, w którym pouczał, że rośliny zostały stworzone przez Boga nie tylko na użytek ludzki, ale również po to, aby zaspakajać potrzeby zwierząt. Dlatego też zdecydował się oddalić pozew, a stronie skarżącej zalecił wiarę w miłosierdzie boskie, żal za grzechy i modlitwę.

Natomiast na początku XVIII wieku franciszkanie mieszkający w Brazylii oskarżyli mrówki gnieżdżące się w murach kościoła o osłabianie jego fundamentów. Po wysłuchaniu argumentów przedstawicieli obu stron trybunał nakazał zakonnikom wyznaczenie odpowiedniego terenu w pobliżu klasztoru, na który mogłyby przenieść się owady. Mrówki zaś miały przeprowadzić się do nowego miejsca pod groźbą ekskomuniki.

Oczywiście opisane wyżej anegdotki brzmią dziś niezwykle zabawnie. Sama zaśmiewałam się, kiedy mój mąż czytał głośno wyrywki z książki E.P. Evansa The criminal prosecution and capital punishment of animals, z której zaczerpnęłam wszystkie przykłady. W obecnych czasach pomysł, żeby sądzić zwierzęta albo przyznawać im ludzkie prawa, wydaje się absurdalny. Czynimy w tej sferze nieliczne wyjątki dla domowych pupili, takich jak koty czy psy, całą resztę świata zwierzęcego traktujemy jednak w sposób co najmniej instrumentalny.

Tomasz z Akwinu twierdził, że zwierzęta nie mogą grzeszyć, ponieważ nie posiadają rozumu, a karane są nie tyle za intencjonalne czynienie zła, ile za zaburzenie porządku bożego, według którego wszystkie stworzenia na ziemi winny służyć człowiekowi. Niemniej wiele źródeł historycznych wskazuje, że w przeszłości myślano o zwierzętach w kategoriach jak najbardziej ludzkich i dopuszczano je nie tylko do sfery świeckiej, ale również religijnej. Być może powinniśmy czasem sobie o tym przypomnieć.

Bio

Kaja Malanowska

| Pisarka

Z wykształcenia biolożka, napisała doktorat z genetyki bakterii na University of Illinois at Urbana-Champaign. Felietonistka „Krytyki Politycznej”. Zadebiutowała powieścią “Drobne szaleństwa dnia codziennego” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2010), która przyniosła jej uznanie krytyki i nominację do Gwarancji Kultury – nagrody TVP Kultura. Autorka książek “Imigracje” i “Patrz na mnie Klaro!”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.