Felieton

Kto tu jest chamem, profesorze Majcherek?

Jaś Kapela. Fot. FB Jasia Kapeli

Mi też jest przykro, że na wsi tak mało chodzi się do filharmonii i czyta Baumana, ale jednak rozumiem systemowe tego przyczyny i nie zwalam wszystkiego na karb prostactwa mieszkańców mniejszych miejscowości, jak robi to profesor Majcherek.

Profesor Janusz Majcherek po raz kolejny – tym razem na łamach tygodnika „Polityka” – straszy nas czarnym ludem, przestrzega przed lewacką ludomanią oraz broni prawa elit do nazywania wyborców PiS-u chamami i prostakami. Bardzo to mądre i kulturalne ze strony pana profesora, który wciąż głosi swoje zacofane i sprzeczne z elementarną rzetelnością – wymaganą ponoć od naukowców – tezy, mimo że wielu jego kolegów po elitarnym piórze zdążyło się już przyznać, że byli głupi i zachłyśnięci neoliberalną ideologią.

Byliście głupi, byliście głusi, jesteście ślepi

Pamiętacie jak w 2010 roku Majcherek ubolewał nad nieproduktywnością ludności wiejskiej i domagał się jej przymusowej wręcz kolektywizacji, bo na wsi powinny zostać tylko duże gospodarstwa? Cytuję: „Mówiąc brutalnie, tylko bieda wygna ludzi ze wsi do miast”. Co prawda, gdyby profesor był trochę bardziej wykształcony, to już wtedy mógłby doczytać, że wielkoobszarowe, monokulturowe gospodarstwa wcale nie są dla wsi wybawieniem, a wręcz mogą prowadzić do trwałej erozji gleby i zaniku bioróżnorodności. Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa już dobre parę lat temu ostrzegała, że jeśli będziemy dalej uprawiać ziemię w taki sposób, jak teraz, to za sześćdziesiąt lat nie będziemy mogli tego robić wcale. Na skutek używania pestycydów i innych technik wykorzystywanych na wielkoobszarowych plantacjach ziemia nie będzie w stanie dalej rodzić plonów. I wtedy rzeczywiście spełni się proroctwo Majcherka, że bieda wygna ludzi ze wsi do miast. Tylko nie za bardzo wiadomo, co będą w tym miastach jedli. Osobiście rekomendowałbym zjeść elity, które doprowadziły do takiego stanu rzeczy, ale wiem, że w rzeczywistości nie byłoby to łatwe. Zresztą przyszłe elity znajdą pewnie jakiegoś kozła ofiarnego, którego obarczą winą za ten tragiczny stan rzeczy, ale o profesorze Majcherku nikt już wtedy nie będzie pamiętał – zapewne więc zwali się rzecz na Żydów, uchodźców, czy innych najsłabszych. Nie trzeba być specjalistą od rolnictwa – jak i ja nie jestem – żeby wiedzieć, że jeśli cywilizacja ludzka ma przetrwać, a nie zginąć w odmętach wojen o topniejące zasoby, to przyszłością świata powinny być małe gospodarstwa permakulturowe, które nie powodują takiego zniszczenia ziemi uprawnej i nie przyczyniają się do zaniku bioróżnorodności. Ale może profesor Majcherek naprawdę wtedy nie słyszał o ginących na potęgę pszczołach, czy postępującej eutrofizacji wód.

Nad głupotą tez profesora z 2010 roku znęcali się już mądrzejsi ode mnie, więc skupmy się na głupotach, które wygaduje obecnie. Generalnie profesora irytuje lewica, którą chyba najchętniej nazwałby neobolszewią, ale niestety mu nie wypada, bo w końcu jest kulturalnym i liberalnym profesorem, a nie jakimś PiSowskim chamiskiem. Nie wiedząc jak nazwać nową lewicę profesor postanawia ją na wstępie obrazić. Cytuję: „Lewica nazywająca samą siebie progresywną, przez życzliwych obserwatorów nazywana młodą, a przez krytyków radykalną, strofuje wszystkich, którzy ośmielają się wypowiadać złe słowa o wyborcach PiS.” Bardzo to ciekawa teza, bo wydaję mi się, że trochę bliżej śledzę lewicowy dyskurs i nie odnoszę wrażenia, żeby elektorat partii rządzącej był jakkolwiek oszczędzany.

Wróćmy jeszcze do tego, że życzliwi – w domyśle „liberalni” –  obserwatorzy nazywają nową lewicę „młodą”. Zważywszy, że w poczet nowej lewicy można zaliczać takie osoby jak Robert Biedroń, Maciej Gdula, Piotr Ikonowicz, Maria Świetlik czy Joanna Wowrzeczka, to nazywanie ich wszystkich osobami młodymi jest dość protekcjonalne. Czy naprawdę musimy już wszyscy całkiem wyłysieć lub osiwieć, żeby liberałowie w wieku średnim przestali nas nazywać „młodzieżą”?

Majcherek nie może się też oczywiście powstrzymać przed przytoczeniem prawicowej memetyki i aż dziw, że nie pisze o środowisku „skrajnie lewicowej Krytyki Politycznej” jak to mają w zwyczaju (a pewnie i przykazane na szkoleniach z agitpropu) wszystkie media na prawo od „Rzepy”. Profesor zauważa tylko łaskawie, że nasi przeciwnicy nazywają nas radykalnymi. Chyba przegapiłem moment, gdy bycie socjalnym demokratą – co odnosi się do zdecydowanej większości nowej lewicy – jest radykalizmem. Ok, być może pisanie, że musimy zamknąć fermy przemysłowe, może się komuś wydawać ekstremizmem. Ale jeśli ktoś kładzie na szalę przyszłość świata tylko po to, żeby zachować coś, co uważa za tradycyjne – to jest dopiero radykalny obskurantyzm.

Lewicę można utopić w wannie

Na dowód, że lewica nie pozwala powiedzieć złego słowa o wyborcach PiS-u, Majcherek przytacza falę krytyki wobec Jana Hartmana, który domagał się prawa do nazywania większości populacji chamami i idiotami, Jacka Poniedziałka za podsumowanie PiS-owskiego elektoratu słowami „Brutalna siła i chamstwo. Oto wasza 40-procentowa Polska”, czy Rafała Trzaskowskiego za wspomnienia o Bronisławie Geremku. Jak dla mnie, prof. Hartman może traktować większość ludzi za chamów i ignorantów, ale nie może się jednocześnie dziwić, że w efekcie sam zostanie uznany za chama i ignoranta, a do tego klasistę. Można nawet zaryzykować tezę, że jest idiotą, jeśli tej zależności nie rozumie. Co do Jacka Poniedziałka, to też nikt mu nie broni, żeby opisywał wyborców PiS słowami „brutalna siła i chamstwo”, ale aktor powinien zdawać sobie sprawę, że nazywa tak choćby moją matkę, z którą co prawda w różnych sprawach się nie zgadzam, co nie zmienia faktu, że wszyscy, którzy ją znają, uważają, że jest aniołem i przypisywanie jej używania brutalnej siły i chamstwa jest tyleż niestosowne, co niezgodne z prawdą. Podobnie Rafałowi Trzaskowskiemu nikt nie odbiera prawa do chełpliwego chwalenia się zdawaniem w Kolegium Europejskim po francusku egzaminu z książek Edgara Morina i czucia się „jakbym zdawał egzamin życia u biblijnego patriarchy z obrazów Rembrandta”, aczkolwiek sam polityk przyznał ex post, że było to błędem. No i jednak nie trzeba być wybitnym biblistą, żeby zauważyć, że Geremek nie był biblijnym patriarchą z obrazów Rembrandta, tylko człowiekiem z krwi i kości. Możemy się oczywiście dziwić, że ludzie się z tego śmieją, możemy nie rozumieć, czemu czują się obrażeni, gdy nazywamy ich chamami, ale kiepski to dowód na naszą wyższość moralną, czy intelektualną.

Gdula: Czy Kaczyńskiego popierają wyłącznie „przegrani”?

Profesor Majcherek dalej ubolewa: „Dziś nie tylko nie wypada z mieszkańców tego kręgu szydzić, ale trzeba się z nimi utożsamiać, jeśli chce się uniknąć oskarżeń o chełpliwe wywyższanie się ponad elektorat”. Prawdę mówiąc nie sądziłem, że w roku 2018 w liberalno-lewicowym tygodniku przeczytam tekst profesora domagającego się prawa do szydzenia z „prostaczków”. Nie, żebym profesorowi to prawo odbierał. Jako liberał w sferze obyczajowej uważam, że profesor może sypiać z kim chce i szydzić z kogo mu się żywnie podoba. Jednak jako lewicowiec uważam, że to politycznie przeciwskuteczne, bo budzi tylko zrozumiały gniew wyszydzanych. Z kolej jako człowiek sądzę, że szydzenie z prostaczków jest trochę zbyt łatwym zadaniem jak na filozofa, socjologa kultury, profesora nauk humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, nauczyciela akademickiego, wreszcie publicystę nagrodzonego w 1991 roku tytułem Grand Press dla najlepszego publicysty roku (aż strach pomyśleć, co wtedy wypisywał).

Oczywiście, możemy też się podśmiewywać z prób zabiegania przez partię Razem o elektorat wiejski czy robotniczy w sytuacji, gdy wszystkie badania pokazują, że głosuje na nią głównie wielkomiejska klasa średnia i wyższa, ale tak samo możemy podśmiewywać się ze wszystkich partii zabiegających o szerszy elektorat. Mimo wszystko teza, że lewica: „udaje, że nie chodzi do muzeów i filharmonii, nie czyta Morina i Baumana oraz daje do zrozumienia, że podziela, a przynajmniej akceptuje plebejskie gusty i upodobania”, jest co najmniej kontrowersyjna. Mi też jest przykro, że na wsi tak mało chodzi się do filharmonii i czyta Baumana, ale jednak rozumiem systemowe tego przyczyny i nie zwalam wszystkiego na karb prostactwa mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy często najbliższą filharmonię mają sto kilometrów od swojego miejsca zamieszkania, a bibliotekę z dziełami Zygmunta Baumana pięćdziesiąt. Znam też sporo osób z lewicy, które selfie z wernisaży wrzucają do sieci częściej niż profesor Majcherek pisze swoje teksty. Swoją drogą, jeszcze nigdy nie spotkałem profesora na żadnym otwarciu wystawy, ale może interesuję się zbyt nowoczesną i plebejską sztuką, żeby Majcherek chciał na nią rzucić swoim elitarnym okiem.

Czy muszę dodawać, że Krytyka Polityczna wydawała Baumana i zapraszała go do Polski? I bynajmniej nikt nie wahał się przed piętnowaniem plebejskiego (choć raczej prawicowo-faszystowskiego) upodobania do nazywania profesora „oficerem KBW” i przerywania mu wykładów. Na lewicy od lat piętnujemy plebejski (i każdy inny) faszyzm, ksenofobię, seksizm, antysemityzm, czy strach przed uchodźcami. I chyba trzeba być profesorem UJ, żeby tego nie widzieć.

Najwyraźniej jednak sam profesor nie potrafi znaleźć dobrego przykładu na to, jak lewica ukrywa swoje przekonania i akceptuje plebejskie gusta, bo go nie podaje, a zamiast tego rozwodzi się nad populizmem Jacka Kurskiego. Majcherek nie poddaje się jednak w obliczu braku dowodów i kontynuuje bajdurzenia, jakoby wspieranie rolników, protestujących przeciwko niskim cenom skupu, było tożsame ze wspieraniem antysemityzmu – bo na jednym z wieców ktoś gdzieś wypowiedział się antysemicko. Oczywiście, antysemityzm jest w Polsce problemem, ale nie rozwiążemy go odsuwając się ze wstrętem od każdego, komu zdarzy się antysemicka wypowiedź. O ile pamiętam, to nie palenie Żydów, było postulatem rolniczych protestów i raczej nie będzie, możemy więc próbować dać głos protestującym chłopom. Tym bardziej, że często protestują słusznie, co Majcherkowi nawet nie przyjdzie do głowy.

Michał Kołodziejczak, lider protestujących rolników: Jesteśmy na łasce monopoli

W zeszłym miesiącu byłem z wizytą u rolnika zmuszonego porzucić ziemię z powodu budowy w okolicy kopalni odkrywkowej, która sprawiła, że wyschła mu studnia i stawy, a bez nawadniania zboża uprawiać się nie da. Nie wiem, czy głosował na PiS, ale wiem, że odkrywka powstała w 2010 roku, a Piotr Krygier do dziś nie dostał od kopalni odszkodowania i musiał jej wytoczyć proces, który ciągle trwa. Kopalnia powstała dzięki wydaniu w 2007 roku decyzji środowiskowej z rażącym naruszeniem prawa, a mimo to działa ósmy rok, bo kolejne sądy, co prawda orzekają, że rolnicy mają rację, ale nic z tego nie wynika. Mój rozmówca już od sześciu lat nie może już uprawiać roli. Ma górniczą emeryturę, więc bieda nie zmusi go do wyjazdu do miasta, a jednak żal człowieka, który musi jedenasty rok użerać się o sprawiedliwość, jakby był obywatelem gorszej kategorii niż lokalne elity.

„Powinni zamknąć tę kopalnię i iść w cholerę”

Majcherek ma pełne prawo mieć gdzieś wszystkie ofiary neoliberalnej transformacji i aroganckich elit, ale niech się nie dziwi, że część z nich głosuje potem na PiS. I wcale nie wszyscy są idiotami. Niektórzy chcą po prostu sprawiedliwości i wiedzą, że ani od rządzącej tyle lat Polską Platformy Obywatelskiej, ani od większości liberalnych profesorów, po prostu jej nie dostaną.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista. Autor dwóch książek z wierszami ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje", "Janusz Hrystus, "Dobry troll") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu". Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.