Felieton

Czas na ustawę dePiSyzacyjną

Skoro pisowcy tak zazdroszczą kombatanckiej przeszłości Wałęsie i Michnikowi, to kilka lat na dołku powinno im pomóc przemyśleć swój system wartości. Po paru latach w areszcie sami wyśpiewają, co nabroili.

Nie trzeba być specjalnie uważnym obserwatorem życia publicznego, żeby zauważyć, że Prawo i Sprawiedliwość wyciąga jak z rękawa kolejne ustawy mające przeorać nasz porządek prawny i społeczny. Oczywiście część z nich wydaje się pisana na kolanie i psu z gardła wyjęta, ale są też takie, które sprawiają wrażenie bardziej przemyślanych. Można domniemywać, że politycy PiS zaczęli je wymyślać i opracowywać jeszcze w czasach późnego PO, gdy mało kto się spodziewał, że oddamy władzę osiemnastoprocentowemu suwerenowi. Czy dzisiejsza opozycja nie powinna się zająć tym samym? W końcu PiS nie będzie rządził wiecznie, więc może już teraz trzeba zacząć wymyślać, co odebrać ludziom, którzy pracowali dla pisowskiego reżimu?

Jesteśmy niewinni

Oczywiście prominentni politycy reżimu jak (podejrzewam) Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, Mateusz Morawiecki, Marek Kuchciński, Zbigniew Ziobro, Mariusz Kamiński, czy Joachim Brudziński, powinni odpowiedzieć za popełnione przez siebie przestępstwa. Jakie to są przestępstwa, z pewnością wykaże praca przyszłych organów ścigania, w tym CBA czy stworzonej niedawno Służby Ochrony Państwa. Funkcjonariusze SOP już dziś przyzwyczajeni są do tuszowania nadużyć władzy, więc nie powinno być dla nich problemem, żeby znaleźć haki na pisowców. Zresztą pewnie już je mają, więc wystarczy je wyciągnąć z szafy.

Na czele podobrozmianowego CBA proponowałbym postawić Pawła Kasprzaka z Obywateli RP albo nawet Klementynę Suchanow z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Niech ci najbardziej prześladowani, czy wręcz fizycznie poturbowani przez funkcjonariuszy obecnego reżimu, zajmą się jego rozliczaniem. To oczywiście będzie musiało pozostać w gestii „wolnych sądów”, chociaż proponowałbym, żeby wyroki nie były krótsze od tych, które przesiedzieli w więzieniu Adam Michnik czy Jacek Kuroń. Skoro pisowcy tak im zazdroszczą kombatanckiej przeszłości, że piszą historię na nowo, aby stać się prominentnymi kombatantami walki z komuną, to kilka lat na dołku powinno im pomóc przemyśleć swój system wartości. Jeśli nie znajdziemy dostatecznych dowodów winy, zawsze możemy ich tymczasowo aresztować. Po paru latach w areszcie sami wyśpiewają, co nabroili.

Oczywiście najłatwiej będzie poradzić sobie z tymi pisowcami, którzy ewidentnie łamią prawo. Ale co z całą resztą ich cichych współpracowników, których winą jest jedynie, że bez nadmiernego szemrania wykonują polecenia przełożonych? Czy mają pozostać bezkarni? Nie sądzę. Tzw. ustawa dezubekizacyjna karze wszystkich, którzy choćby przez jeden dzień bezpośrednio lub pośrednio pracowali dla aparatu bezpieczeństwa, czyli także pracowników szpitala MON (jak pechowy były powstaniec warszawski) oraz ich rodziny, którym obniżane są renty po zmarłych bliskich. W przypadku ustawy rozliczającej PiS nie możemy być łagodniejsi. Ostatecznie, to miękkość Tuska, który nie postawił Ziobry przed Trybunałem Stanu, sprawiła, że dziś mamy to, co mamy. Gdy znowu uda się pozbawić PiS władzy, musimy być ostrzejsi. Skoro karać rodziny, dlaczego nie ukarać też rodziny Kaczyńskiego, czyli w tym wypadku kota prezesa? Nie sposób kotu odebrać emeryturę, ale zawsze można dać mu jakąś ciemną, brudną klatkę w schronisku. Pamiętajmy, że prezes ostatecznie zgodził się, żeby lobby futrzarskie mordowało dalej rocznie 10 milionów zwierząt na futra. Dlaczego mieliby oszczędzić jednego kocura? Tylko dlatego, że jest polskim kotem z Żoliborza, a nie norką amerykańską z fermy? Nie sądzę.

Na szczęście sami pisowcy wymyślili już różne sposoby, jak ich karać mamy. Wzorem ustawy dezubekizacyjnej, po przejęciu władzy należy zatem wprowadzić ustawę dePiSyzacyjną. Według nowych przepisów renty i emerytury byłych funkcjonariuszy IV RP nie będą mogły być wyższe niż średnie świadczenia z ZUS, a w większości wypadków zostaną obniżone do minimum. Niestety, PiS nie rozwiązał za nas wszystkich problemów. Ciągle pozostaje problem tych pisowców, którzy nie są jeszcze w wieku emerytalnym. Oczywiście najlepiej byłoby wydać im zakaz pełnienia funkcji publicznych, żeby nie mogli znowu wrócić do władzy. Ale to wciąż wydaje się mało wobec skali zniszczeń, jakie sprowadzają na państwo polskie.

Donos na narodowy ból dupy

Wobec najbardziej zatwardziałych działaczy Prawa i Sprawiedliwości oraz wspierających „dobrą zmianę” dziennikarzy proponowałbym zastosować bardziej dotkliwe represje. Po pierwsze, można by wywłaszczyć ich z nieruchomości, w których posiadanie weszli, krzewiąc mowę nienawiści i atakując wszystkich, którzy nie poparli PiS. Zależnie od położenia i wielkości tych nieruchomości, można by je przeznaczyć na przykład na przedszkola dla dzieci uchodźców tudzież inne cele społeczne, np. świetlice albo kluby sportowe dla dzieci LGBTQ. Po drugie, w ramach resocjalizacji powinni zostać oddelegowani do wykonywania prac, które w tym momencie są głównie domeną tak bardzo nielubianych przez nich migrantów. Mogliby na przykład pracować jako pomocnicy w kebabowniach, dostawcy Uber Eats, ewentualnie pracownicy produkcji w przetwórniach mięsa i ubojniach. Pozostałych relegowałbym na kilka lat do przerzucania paczek w Amazonie.

Zmiany trzeba by oczywiście rozpocząć na poziomie instytucjonalnym. Czyli zwolnić wszystkich funkcjonariuszy PiS z ciepłych posadek w spółkach skarbu państwa i zastąpić ich osobami kompetentnymi. Aby nie dopuścić do ponownego przejęcia władzy przez reżim Kaczyńskiego, należy też wprowadzić dobrą, a nawet lepszą zmianę w nauczaniu i podejściu do kultury. Dlatego na Ministrę Edukacji mianowałbym Kazimierę Szczukę, która z pewnością dopilnowałaby, aby podstawa programowa dla szkół zawierała odpowiednią dawkę genderów i parytetów, aby wszystkim potencjalnym pisowcom stanęła ością w gardle. Odpowiedni dobór cytatów z Mickiewicza i Abramowskiego pokaże uczniom, że równość i tolerancja były i są polską tradycją. Aby ostatecznie pogrzebać dziedzictwo Giertycha, do szkół zamiast ONR zapraszana powinna być Siksa i Bella Ćwir. Zajęcia z antydyskryminacji będę wprowadzone obowiązkowo, zamiast religii.

Dramatycznie potrzebujemy utopii

Zlikwidować – a przynajmniej przebranżowić – trzeba będzie też wyjątkowo szkodliwy Instytut Pamięci Narodowej. Żeby za bardzo nie komplikować i nie wymieniać wszystkich tablic, proponowałbym go przemianować na Instytut Pomocy Nowakom (jak proponuje nazywać uchodźców artystka Jana Shostak). Pracujący tam historycy mogliby badać i wykazywać, jak migracje przyczyniały się do rozwoju gospodarczego i kulturalnego naszego kraju, a migrantom mogliby oferować darmowe zajęcia z języka polskiego, przedsiębiorczości i polskiego systemu prawnego (bo znajomość polskiej historii raczej im się nie przyda, skoro nawet my niczego się z niej nie nauczyliśmy).

Trzeba by też coś zrobić z imperium księdza Rydzyka, bez którego „dobra zmiana” by się nie wydarzyła. Może to zabrzmi interesownie, ale proponowałbym przekazać je środowisku skrajnie lewicowej Krytyki Politycznej, bo obawiam się, że żadna inna lewicowa instytucja mogłaby nie udźwignąć tak dużego przedsięwzięcia, a my wiemy, jak wydawać miliony od Sorosa.

Kto tu jest chamem, profesorze Majcherek?

Jeśli to wszystko nie zadziała, to zawsze można wykorzystać bardziej tradycyjne metody i wysłać ich na obchody zbrodni katyńskiej. Towarzysz Putin będzie już wiedział, co z nimi zrobić.

Oczywiście żartuję. Niestety, trzeba będzie pisowcom wybaczyć. Wydaję się to trudne, ale nie trzeba być specjalnie chrześcijaninem, żeby rozumieć, że wybaczenie ma lepszy wpływ na przyszłość świat i na nas samych niż nieustająca wendetta, która tylko pomnaża miarę krzywd. Starajmy się być dla siebie mili, a naprawdę będzie nam wszystkim przyjemniej.

 

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.