Felieton

Głupota vs. Represje. Kolejne starcie

Jedyną chyba zaletą programu „Pytanie na Śniadanie” jest fakt, że leci na żywo, więc od czasu do czasu można w nim zrobić coś głupiego. Wiem, bo sam miałem taką okazję i skrzętnie ją wykorzystałem. Oczywiście producenci programu ze wszystkich sił starają się sprawić, żeby był on równie nudny i przewidywalny, jak wszystkie inne programy. W końcu za to im płacą. Starannie dobierani goście, nerwowa atmosfera i koniec po dziesięciu minutach. To wszystko czynniki, które mają sprawić, żeby nic ważnego nie udało się powiedzieć. Osobiście musiałem udawać kogoś, kim nie jestem, żeby do „Pytania…” trafić. Ale okazuje się, że nie tylko ja muszę udawać. Udawać muszą wszyscy. Np. ostatnio pan profesor Mariusz Jędrzejko udawał eksperta, a pani Szulim udawała, że nie pali marihuany.


Zdziwiłbym się zresztą, gdyby rzeczywiście nie paliła. Występowanie w „Pytaniu na śniadanie” to niezły odlot. Nic naturalniejszego, niż zapalić sobie blancika, żeby wrócić na ziemię. Nie dziwię się też, że przed programem zwierzyła się dyrektorowi Mazowieckiego Centrum Profilaktyki Uzależnień, że popala. W końcu tak to właśnie jest. W kuluarach mówimy sobie, jak jest, żartujemy – w końcu wszyscy jesteśmy dorosłymi, świadomymi ludźmi, nie ma sensu sobie wciskać kitu – ale, gdy tylko kamera zostanie włączona, wskakujemy w swoje role, jak ryba w wodę. Od tego momentu wciskanie kitu staje się niemalże obowiązkiem narodowym. Jakie było zdziwienie prezenterki, gdy Mariusz Jędrzejko tę regułę złamał, możemy sobie zobaczyć. (Niestety nie na youtubie, prawnicy TVP szybko działają). Było tak, jakby zaprosiła go w gości, żeby wygłosił wierszyk, a on napluł jej do sałatki. Zepsuł zabawę. Choć jednocześnie zabawę zaczął. Tylko że inną.


Oczywiście zachowanie pana profesora, który postanowił zdradzić milionom widzów oraz KRRiTV, że pani Szulim pali trawę, jest nieprofesjonalne. Każdy prawdziwy ekspert od uzależnień wie, że nie pomożemy osobie uzależnionej, czy nawet zażywającej rekreacyjnie narkotyki, ujawniając ten stan rzeczy całemu światu. Tylko że pan Jędrzejko prawdziwym ekspertem nie jest. To znaczy zarabia pieniądze na profilaktyce uzależnień, prowadząc firmę Mazowieckie Centrum Profilaktyki Uzależnień (które – z tego, co rozumiem – zajmuje się sprzedawaniem wykładów połączonych z prezentacją w power poincie dla różnych ośrodków, w których budżetach takie wydatki dobrze wyglądają), ale nie jest terapeutą. Nie dobro osób uzależnionych, czy zażywających, leży mu na sercu, tylko to, żeby było więcej pieniędzy na profilaktykę, dzięki czemu jego firma będzie się prężnie rozwijać. To tłumaczy jego dwulicową postawę. Z jednej strony narzeka, że tyle pieniędzy wydaje się na ściganie narkomanów(a przecież można by je spożytkować lepiej czyli dać jemu), z drugiej donosi na osobę być może uzależnioną, a pewnie też łamiącą prawo. Doprawdy nie na donosach powinna chyba profilaktyka polegać.


I oczywiście nie na tym polega. Ale panu Jędrzejko nie zależy na profilaktyce, tylko na sprzedaży wykładów. Dlatego straszy, że co szósta osoba paląca marihuanę w wieku młodym na bank będzie uzależniona (a jak jednocześnie napije się alkoholu, to już w ogóle jest skazana na narkomaństwo), natomiast wykład na temat dopalaczy przeplata zdjęciami osób uzależnionych od metamfetaminy, choć Główny Inspektoriat Sanitarny mi świadkiem, że nie zawierały jej choćby w śladowych ilościach. Ale co tam fakty, liczy się propaganda. O nierzetelności Jędrzejki więcej pisze Mateusz Klinowski na swoim blogu. Zresztą wystarczy rzucić okiem na prezentacje Mazowieckiego Centrum Profilaktyki Uzależnień, żeby zrozumieć, że mógłby je zrobić średnio rozgarnięty gimnazjalista. Bardziej rozgarnięty może natomiast napisać list sprzeciwiający się rozpowszechnianym przez Jędrzejkę manipulacjom.


Kariera Jędrzejki zresztą nie ogranicza się do narkotyków. Nie ma jednak racji Klinowski, że Jędrzejko profesorem wcale nie jest i nie ma na swoim koncie żadnych publikacji. Otóż jest. Na SGGW. A publikacje też ma. Np. jest autorem i redaktorem pozycji zatytułowanej Patologie społeczne. Pisze w niej np.: „Rozpoczynając od bitników […] wchodzimy w obszar problemowy określany przez jednych innością lub odmiennością, przez innych zaś patologią, dewiacją, wykluczeniem lub naznaczeniem”. Jak widzimy profesorowi najwyraźniej płacono od słowa, stąd duża ilość synonimów. Nie wiem jednak, ilu antropologów, czy filozofów zgodziłoby się z tezą, że obszar problemowy „inności” zaczyna się od bitników. Raczej nie taki Lévinas. Jest to więc bardzo śmiała teza, a ktoś mógłby nawet powiedzieć, że świadcząca o patologicznym poziomie ignorancji. Jeśli z takich podręczników uczą się studenci, to już wiem, skąd niski poziom polskiej edukacji. Profesor ma też inne zasługi. Np. dla językoznawstwa. W jego bio możemy przeczytać, że jest twórcą pojęć „dopalacze” i „galerianki”. Ciekawe, co na to szefostwo sklepu dopalacze.com. Podobnie jak na to, że w swoich prezentacjach wykorzystuje zdjęcia ze strony tego sklepu. Można tylko zgadywać, czy zapłacił za możliwość ich wykorzystania. Ale jakoś nie sądzę. Może warto, żeby dopalacze wytoczyły Jędrzejce jakiś mały proces? Jeśli nie za zniesławienie, to przynajmniej za naruszanie praw autorskich. 


To wszystko byłoby co najwyżej śmieszne – w końcu nie on jeden żyje z robienia głupich prezentacji w power poincie – gdyby nie to, że Agnieszka Szulim może naprawdę przez niego stracić pracę. A może nawet znaleźć się w obszarze zainteresowania policji. Co prawda szefowa programu Alicja Resich-Modlińska nie jest chyba osobą, która by kogoś zwolniła z takiego idiotycznego powodu. Ale wystarczy, że pojawią się odpowiednie naciski i może przestać mieć cokolwiek do gadania. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić zmasowanej akcji solidarnych dziennikarzy, którzy się przyznają, że oni też. A z łatwością wyobrażam sobie posłów domagających się usunięcia patologii. Wolałbym jednak wyobrażać sobie coś innego. Np. że w telewizji wypowiadają się prawdziwi eksperci, a nie tacy, którymi kieruje ich interes ekonomiczny, a prowadzący program mogą się przyznać, że nie bardzo wierzą w kłamstwa zapraszanych gości, bo sami mają pewne doświadczenie w temacie. To naprawdę taka straszna wizja, że wydaje się zupełnie nierealna? Szczerość i rzetelność są rzeczywiście takimi wielkim zagrożeniem dla polskiej racji stanu oraz zdrowia dzieci i młodzieży? O młodzież jestem spokojny, ale polska racja stanu mogłaby tego nie przeżyć.

 

 

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.