Felieton

Dlaczego w Puszczy ciągle trwa wycinka, a Straż Leśna bije aktywistów?

Wygląda na to, że aby drzewo przestało być niebezpieczne, musi trafić do tartaku, gdzie dopiero zostanie rozbrojone i przestanie zagrażać obywatelom oraz ustrojowi i suwerenności państwa.

Setki puszczańskich drzew znikają codziennie – wycinane i wywożone z ostatniego naturalnego lasu Europy. W samym Nadleśnictwie Browsk, jednym z trzech puszczańskich nadleśnictw, od połowy lipca 2017 roku wycina się około 1500 drzew tygodniowo (pięć razy więcej, niż wycinano w 2014). Choć 27 lipca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zastosował środek tymczasowy, czyli nakazał zatrzymanie wycinki do czasu wydania wyroku, to rozsądny wyjątek od tej decyzji stanowią sytuacje związane z bezpieczeństwem publicznym.

Trybunał Sprawiedliwości zakazał wycinki w Puszczy Białowieskiej

Najwyraźniej zdaniem Lasów Państwowych i Ministerstwa Środowiska tysiące drzew w Polsce zagraża bezpieczeństwu publicznemu, bo wycinka wciąż jest kontynuowana. Harwestery i forwardery pracują w ponad stuletnich drzewostanach, wycina się też drzewa znajdujące się w odległości kilkudziesięciu metrów od dróg. Z powodu braku mówiących o tym przepisów leśnicy uznali, że wycinka ze względu na bezpieczeństwo może być prowadzona w odległości dwukrotności wysokości wycinanych drzew. Czyli jeśli drzewo ma 50 metrów, można je wyciąć nawet, jeśli znajduje się 100 metrów od drogi, żeby nie zaatakowało jakiegoś przypadkowego przechodnia.

Aby ochronić Polaków przed drzewami, Lasy Państwowe ściągnęły do puszczy Straż Leśną z całej Polski. Strażnicy pilnują harwesterów, aby dalej mogły dewastować las, oraz brutalnie atakują aktywistów próbujących puszczy bronić. W czasie ostatniej blokady strażnicy wykręcali ludziom ręce i nogi, uderzali podczas wynoszenia z miejsca blokady, podcinali sznury, co mogło powodować upadek z dużej wysokości, stosowali przemoc słowną i fizyczną. A wszystko po to, żeby ludzie w lesie mogli czuć się bezpiecznie! Najwyraźniej aktywiści i ekolodzy nie są prawdziwymi Polakami, o których bezpieczeństwo należałoby dbać.

29 sierpnia 2017. Fot. Rafał Wojczal

Wygląda na to, że bezpieczeństwu publicznemu zagrażają również martwe drzewa, które wywozi się z lasu, pomimo zakazującej tego decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Co prawda Andrzej Konieczny, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, odpowiadając na poselskie zapytanie dotyczące liczby wypadków spowodowanych przez przewracające się drzewa w związku z rekreacyjnym wykorzystaniem lasów w latach 2005-2016, poinformował, że zarówno Minister Środowiska, jak i Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych nie prowadzi takiej ewidencji, jednak nie przeszkadza to obu tym instytucjom bronić Polaków przed zagrożeniem, jakie stanowią dla nich drzewa. Wygląda na to, że aby drzewo przestało być niebezpiecznie, musi trafić do tartaku, gdzie dopiero zostanie rozbrojone i przestanie zagrażać obywatelom oraz ustrojowi i suwerenności państwa. Tymczasem już dziś możemy powiedzieć, że polskim obywatelom bardziej zagrażają pracownicy Lasów Państwowych i bierność policji niż drzewa.

Mimo łamania unijnego prawa Ministerstwo Środowiska w oficjalnym komunikacie cieszy się, że sprawa trafi do Trybunału, bo dzięki temu cały świat będzie mógł zobaczyć, jak wspaniałe są działania polskich leśników, a minister Szyszko przekonuje, że „unijni specjaliści nie potrafią odróżnić kornika od żaby” oraz „uważają, że skoro krowa i stół mają po cztery nogi, to jest to samo”. Nie wiem, skąd minister czerpie tę wiedzą, wiem jednak, że mylą mu się hektary z arami, a jego ministerstwo w oficjalnych komunikatach skierowanych do naukowców i aktywistów nie potrafi napisać bez błędów ortograficznych nazw ptaków, których siedliska obiecuje chronić. Ministerstwo może oczywiście rżnąć głupa i twierdzić, że bije aktywistów, żeby chronić bezpieczeństwo ludzi w puszczy, ale sędziego, który by w to uwierzył, musiałby chyba wybrać Zbigniew Ziobro. Tymczasem Unia nie ma powodu, żeby dawać robić z siebie debilkę.

29 sierpnia 2017. Fot. Rafał Wojczal

Jednak nie tylko unijni specjaliści sprzeciwiają się zwiększonej wycince. Listy protestacyjne napisali również rektorzy uniwersytetów Warszawskiego, Jagiellońskiego i Politechniki Warszawskiej oraz prezes PAN, a także dziekani wydziałów przyrodniczych największych polskich uniwersytetów. Wycince sprzeciwia się też UNESCO (choć Beata Szydło o tym nie słyszała), większość polskiego środowiska naukowego, a także zajmujący się puszczą naukowcy z zagranicy. Czy oni wszyscy też nie potrafią odróżnić kornika od żaby? Tego nie wiem, wiem za to, że zgodnie twierdzą, że wycinka w Puszczy Białowieskiej bezpowrotnie zniszczy jej bioróżnorodność i niekoniecznie zahamuje gradację (czyli inwazję) kornika drukarza.

Puszcza umiera!

Choć minister Szyszko w swoich publicznych wypowiedziach chętnie zaprasza unijnych ekspertów do badania działań w puszczy, to jednocześnie Straż Leśna zatrzymuje i wyrzuca z lasu polskich naukowców. Czyżby się obawiano, że jeśli naukowcy zrobią badania w nieodpowiednich miejscach, to się okaże, że harwestery wycinają nie tylko drzewa zarażone kornikiem, ale również te całkiem zdrowe, a także rozjeżdżają żaby, tudzież inne gatunki chronione, których się nie da przerobić na stoły? Eksperci Lasów Państwowych pytani przez pisarza i aktywistę Michała Książka, czy wiedzą, jakie mikroorganizmy wywożą z lasu razem z martwym drzewem, nie potrafili udzielić odpowiedzi. Z kolej minister Szyszko zapytany, co się dzieje z wycinanym drzewem, odpowiada zdawkowo: „Dobre pytanie do Lasów Państwowych. Takie drzewo zarażone kornikiem musi być wywiezione i zniszczone” i że byłoby nierozsądne robić z nim coś innego. To bardzo ciekawe, że minister na co dzień tak blisko współpracujący z leśnikami, nie ma wiedzy o tym, że drewno z puszczy jest sprzedawane komercyjnie. Śpieszę więc wyjaśnić, że nie trzeba nawet pytać Lasów Państwowych, gdyż całkiem niedawno portal oko.press, z pomocą czytelników, opublikował listę 128 tegorocznych odbiorców drewna z Nadleśnictwa Białowieża. Skoro jeśli wierzyć ministrowi Szyszce, nie odbierają oni drzewa zakażonego kornikiem, tylko zdrowe drzewa wycinane, gdy zagrażają bezpieczeństwu publicznemu, najwyraźniej strasznie dużo musi być tych niebezpiecznych drzew.

Blokada nielegalnej wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej, 29 sierpnia 2017. Fot. Grzegorz Broniatowski

Skoro zakażone drzewa są palone, a nie sprzedawane do tartaków i innych firm produkcyjnych, to dlaczego Zakład Transportu i Spedycji Lasów Państwowych wysyła blokującym wycinki aktywistom wezwania do zapłaty po 10 tysięcy złotych, a jego dyrektor przekonuje, że wezwania dostaną wszyscy obecni w miejscu blokad? Według wyceny Lasów Państwowych ekolodzy uratowali już drzewa warte ponad trzysta tysięcy złotych, ale jeszcze nie wszyscy aktywiści dostali wezwania do zapłaty (ja dostałem dopiero dwa dni temu, Zakład Transportu i Spedycji Lasów Państwowych wycenił naszą blokadę na skromne 3073 złote), a kolejne blokady wciąż mają miejsce.

Od początku roku w trzech puszczańskich nadleśnictwach: Browsk, Hajnówka i Białowieża pozyskano 111 993 metry sześcienne drewna, czyli wycięto około 93 tysiące drzew. Choć Lasy Państwowe oczywiście nie informują, jaka część z tych drzew była zarażona kornikiem, a ile było po prostu niebezpiecznych dla turystów, a pewnie nawet nie prowadzą takiej ewidencji, to najwyraźniej tych drugich musiało być całkiem sporo, bo, pomimo tylu dotychczasowych odbiorców, drewno z puszczańskich nadleśnictw ciągle można kupować. 16 sierpnia aktywiści zablokowali nielegalną wywózkę drzewa z puszczy, drzewa zakupionego przez firmę TRAK-DREW (podobno zakupiła ponad 50 TIR-ów). Najwyraźniej niebezpieczna drzewa przystąpiły do frontalnego ataku na polskich obywateli i polską państwowość, bo tylko do sierpnia wycięto dwa razy więcej drzewa niż w całym 2016 roku.

W 2016 roku na sprzedaży drewna trzy puszczańskie nadleśnictwa zarobiły 14 451 000 złotych. Choć wydaję się to pokaźną sumą, to jednak koszty całkowite poniesione przez nadleśnictwa Białowieża, Browsk i Hajnówka wyniosły 30 559 500 złotych, więc Lasy Państwowe wsparły je z funduszu leśnego kwotą 22 945 400 złotych, czyli połowa pieniędzy wpłaconych do funduszu leśnego przez Lasy Państwowe w zeszłym roku poszła na wsparcie wycinki w trzech puszczańskich nadleśnictwach. Puszczańskie nadleśnictwa chyba od zawsze są deficytowe, bo fundusz leśny od 2005 roku co roku dopłaca do nich od kilku do ponad 20 milionów złotych. Wzrastająca dotacja wynika w dużej mierze z szybko rosnących pensji leśników. Średnia pensja leśniczego we wspominanych nadleśnictwach w 2005 roku wynosiła jeszcze niedawno niecałe 5 tys. złotych, aby w 2016 osiągnąć przyzwoity poziom ponad 9 tysięcy złotych. Pensja nadleśniczych w tym czasie wzrosła z niecałych 9 do ponad 16 tysięcy złotych. Dzięki zwiększonej wycince w całym kraju tylko w zeszłym roku Lasy Państwowe osiągnęły przychód rzędu 8,4 mld złotych, w tym 404 miliony czystego zysku.

W tym kontekście wyjątkowo cynicznie brzmią słowa Krzysztofa Trębskiego z zespołu do spraw mediów w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych: „Lasy są przedsiębiorstwem. Ale innym niż pozostałe. Działamy w oparciu o ustawę o lasach, a nie o działalności gospodarczej. Przed wojną Lasy Państwowe były firmą, która miała po prostu przynosić państwu zysk ze sprzedaży drewna. Potem to się zmieniło. Nie jesteśmy nastawieni na zysk. Jesteśmy przedsiębiorstwem, które ma się samofinansować. Zarabiamy na sprzedaży drewna, ale mamy przy tym dbać o rozwój lasów, przyrodę, ekologię”. A przede wszystkim o własne pensje.

29 sierpnia 2017. Fot. Rafał Wojczal

Czy rzeczywiście leśnicy, którzy dbają o polską przyrodę, rozjeżdżając harwesterami i forwarderami ostatni nizinny las naturalny w Europie, powinni zarabiać ponad dwukrotność średniej krajowej? W trzech puszczańskich nadleśnictwach zatrudnionych jest 151 osób i to wyłącznie one, a nie polska przyroda, są beneficjentami obecnej sytuacji. Warto przypomnieć, że gdy pod patronatem Lecha Kaczyńskiego przygotowano projekt zakładający objęcie całej puszczy parkiem narodowym, sprzeciwili mu się właśnie przedstawiciele Lasów Państwowych, a minister Szyszko schował go do szuflady. Choć projekt zakładał, że wszyscy leśnicy zostaną zatrudnieni w poszerzonym parku narodowym, to nie zarabialiby już tam ponad dwukrotności średniej krajowej, a wręcz przeciwnie. Przeciętne wynagrodzenie pracownika parku narodowego w 2015 wynosiło 2400 zł brutto i pozostawało bez zmian od 2008 roku. Czy za taką pensję można dbać o rozwój przyrody? Z pewnością, bo w parkach pracuje mnóstwo świetnie wykształconych przyrodników, tylko po co, skoro dbać o przyrodę można w bardziej gospodarczy sposób, np. zarabiając na jej wycince.

29 sierpnia 2017. Fot. Grzegorz Broniatowski

Lasy Państwowe rzeczywiście są wyjątkowym przedsiębiorstwem, bo choć teoretycznie są instytucją państwową, to dopiero od 2016 roku mają zasilać budżet kwotą równą 2% przychodów. Zapewne zresztą mogłyby płacić jeszcze więcej. W 2015 roku NIK zwrócił uwagę na znaczny wzrost produkcji drewna, która przekłada się głównie na wzrost wynagrodzeń oraz wzrost wydatków na nieruchomości, przy stosunkowo niewielkim udziale wydatków na ochronę lasów oraz licznych wydatkach pozostających bez związku z misją Lasów Państwowych, jak na przykład rozbudowa ośrodków wypoczynkowych czy sal konferencyjnych. Ale w końcu Stanisław Michalkiewicz musi gdzieś wygłaszać swoje antysemickie wykłady. Podobnie ksiądz Tadeusz Guz musi mieć odpowiednie warunki, żeby dla przedstawicieli Ministerstwa Środowiska oraz kilku tysięcy pracowników Lasów Państwowych opowiadać o zielonej odmianie nazizmu, nihilistycznym neokomunizmie i ekologistach, którzy „występują totalnie i frontalnie przeciw nauce Kościoła katolickiego i przeciwko chrześcijaństwu”. Po konieczności wysłuchiwania takich bzdur niewątpliwie należy się solidny wypoczynek, więc nic dziwnego, że niezbędna jest rozbudowa odpowiednich do tego ośrodków rekreacji.

29 sierpnia 2017. Fot. Grzegorz Broniatowski

Czy coś można z tym wszystkim zrobić, zważywszy, że dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski jest kuzynem Kaczyńskiego, leśnicy na kontrdemonstracjach przeciwko ekologom występują z transparentem „Popieramy dyrektora generalnego Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego” i niepytani zapewniają, że przyjechali tu z własnej woli, a jakby tego było mało, Jan Szyszko jest protegowanym ojca Rydzyka? Nie wiem, ale wiem, że pomimo nachalnej rządowej propagandy wciąż większość Polaków jest przeciwko wycince.

Na pewno warto wspierać Obóz dla Puszczy, który walczy o to, by cała Puszcza została parkiem narodowym. Tym bardziej, że aktywiści są coraz bardziej agresywnie atakowani. Lasy Państwowe sprowadziły do Puszczy strażników leśnych z całego kraju, żeby stali na straży nielegalnej wycinki. 18 sierpnia do obozu wkroczyła policja w kominiarkach, poszukująca nielegalnych substancji odurzających, bo ktoś doniósł, że takowe mogą się tam znajdować. Policja nie wykazała jakoś podobnej aktywności, gdy o zapachu marihuany na schodach w siedzibie TVP Info donosili na twitterze sami pracownicy stacji.

29 sierpnia rozpoczęła się kolejna blokada. Aktywiści informują o wykręcanych rękach, przemocy fizycznej i słownej, a nawet uderzaniu blokujących przez strażników leśnych. Do miejsca blokady nie dopuszczani są dziennikarze, a policja nie interweniuje.

Minister Jan Szyszko twierdzi, że nie będzie płacił unijnych kar, które z pewnością nas czekają za ignorowanie decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, i pewnie ma rację. To my, wszyscy Polacy, będziemy płacić za arogancję obecnej władzy i Lasów Państwowych. Choć Beata Szydło twierdzi, że Polska jest krajem praworządnym, to polskie władze są pierwszym w historii UE rządem, który zignorował postanowienie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, dlatego tylko w naszych rękach pozostaje, ile drzew i bioróżnorodności w Puszczy uda się uratować. Świadomi tego aktywiści będą organizować kolejne blokady i warto ich wspierać. Jeśli sami nie możecie pojechać do puszczy, możecie wesprzeć blokujących rzeczowo, finansowo albo organizując inne formy wsparcia. Nikt inny tego za nas tego nie zrobi.
**
Pomagać można tu.
Na Facebook o Puszczy czytajcie tu.
Kochampuszcze.pl

Nie rzucim puszczy skąd nasz ród

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista. Autor dwóch książek z wierszami ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje", "Janusz Hrystus, "Dobry troll") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu". Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

ciekaw jestem jak sie zmieniły sondaże na temat wycinki puszczy. Sam byłem przeciw...na poczatku ( mimo że ekolodzy nie są moimi pupilami z zasady to tu trzymałem ich zdanie), lecz im więcej czytam tym bardziej sie skłaniam do zmiany pogladów. Nie chce mi się tu wymieniać argumentów ale jak się poczyta to okaże się że to wszystko i tak były nasadzenia przemysłowe ( choć stuletnie po cześci), a tam gdzie ta puszcza była nietknieta od tych 11000 tys lat tak i pozostała ( 1/3 z części która jest po polskiej stronie granicy)Poza tym obecna monokultura może być zastapiona lasem mieszanym co bardziej się przysłuży przyrodzie ( o skutkach monokultury też mozna sobie poczytać).

Tak na zdrowy chłopski rozum, jak by Ci tak, Jasiu, kornik twój korzeń zaatakował, to byś czekał i przyglądał się aż Ci go zeźre do końca, a potem czekał 60 lat az Ci odrośnie piękniejszy, grubszy i dłuższy, czy może byś jednak interweniował żeby została choć połowa?

W przyszłym roku cięcia będą znacznie mniejsze. W kolejnym trzeba będzie już tylko pojedyncze drzewa. Jesienią ruszą odnowienia dębem,sosną, osiką, lipą... i oczywiście świerkiem, bo świerk był tam zawsze. Za kilka lat będzie tam ładny młodnik.
A na powierzchni pozostawionej jako żerowisko kornika, będzie leśne cmentarzysko. Kornik zeżre nie tylko świerki ale i sosnę, modrzewia i jodłę. Wtedy będzie można zestawić oba obrazki i zapytać w sondażu, który ładniejszy i kto miał rację. Teraz pokazuje się kombajny zrębowe wycinające niewinne drzewa, zestawy zrywkowe, stosy kłód... Obrazek niemiły i sondaże są jakie są.
Organizacje NGO mają żniwa, wszędzie apele: "ratujemy Puszę wspomóż". Dla nich takie katastrofy potrzebne są, jak muchom padlina.

Prawda jest nieco inna. Większość Polaków ma puszczę w dupie, podobnie jak zresztą całą lewicę, dlatego że dla Polaka liczą się pieniąchy a nie ideolo. Dlatego sceptycznie patrzą na bandę wariatów, która zabrania komuś zarobić. Puszcza zostanie wycięta czy to się Wam podoba czy nie, bo taki jest w tym momencie klimat społeczny. Szyszko dobrze o tym wie i dlatego gra w tata wariata.

Przegraliście, przykuwanie do harwesterów nic Wam nie da a kary i tak będziecie musieli zapłacić i nikt się za Wami nie wstawi. Nawet ludziom masowo demonstrującym masowo na protestach chociażby sądowych czy aborcyjnych ciężko będzie wytłumaczyć dlaczego zabraniacie komuś zarabiania pieniąchów - esencji życia Polaka.

Maćku, czemu piszesz per WAM? Ty niby kto jesteś? Nawet nie pytam, czy masz inną narodowość, bo ekosystem dotyczy całej planety i wartość Białowieskiego Pralasu nie przynależy do jednej narodowości.

Jestem lewakiem cynikiem.

Nie Maćku, jesteś zwykłą szmatą, jakich coraz więcej ostatnio...

Niby tak, ale czy nie można ludziom wytłumaczyć, że w turystyce ekologicznej będą większe pieniądze?

a wiesz że bedą? Trzeba by się spytać tych co wym robią czy to taki biznes czy koniecznosć żeby coś zarobić? Na mój nos to nie mozna na tym polegac jako stałym żródle utrzymania.

a ty tak za darmo?

Na pewno dostaje za to ekorubelki od Putina 😉

Sprzeciwiam się wycince puszczy, ale przestalem czytać ten artykuł, gdy autor po raz milion pięćsetny napisał dużą liczbę słownie. Ten zabieg nie był dobry. Totalna niekonsekwencja. Najpierw wszystko słownie, a potem w tym samym akapicie liczby. Nie wydziwiaj Kapela

Drzewa są wycinane, bo w Puszczy trwa walka z gradacją kornika.
Obumarłe drzewa trzeb wycinać w znacznej odległości od dróg i ścieżek, bo przy powaleniu się suchego drzewa mogą odstrzelić fragmenty gałęzi i trafić jakiegoś "ekologa" w beret.
Pozyskanie drewna w Polsce będzie rosło, bo w "wiek rębny" będą wchodzić nasadzenia powojenne (1/3 Polskich lasów)
Skąd te dane o "większości naukowców". Jacy to naukowcy. Z jakich dziedzin. Poglądy wyrzuconych z Puszczy naukowców są znane. Nie wiadomo poco tam przyjechali . Mogli raporty pisać w domu.
Drzewa nie są zarażone a zasiedlone przez kornika. Takie drzewa trzeba ściąć i wywieźć z lasu, co się robi.
O rozjeżdżanych żabach pisać nie będę, bo zdrowie psychiczne autora mało mnie obchodzi. Dalej nie czytałem.

Czemu Jasiu Siekierko taki jesteś? Na siłę wymyślasz takie niedorzeczności. :/
Masz pieniądze z tartaku? Las zabił Ci kogoś?

O jakich niedorzecznościach piszesz.

Był Las jest Haj$

Jestem mieszkańcem Białowieży i powiem jedno "wypociny z palca wyssane" takimi kłamstwami wprowadzacie opinie publiczną w błąd .

Polecam artykuł z poprzedniego numeru "Gazety Polskiej" na temat ekoterrorystów. Lewacy - jesteście światli, otwarci, czyli chyba potraficie przeczytać tekst wroga? Mam nadzieję, że nie macie z tym problemu? Mnie stać na to, żeby czytać pana Jaśka - mam otwarty umysł.
Ekoterroryści nie są święci - sami dopuścili się przemocy fizycznej, ale o tym KP raczej nie wspomni... Ciekawe są też naciski ekoterrorystów na okolicznych gospodarzy i ich propaganda czarnego pijaru wobec tych, którzy zielonych nie popierają. Ciekawe jest również to, co ekoterroryści sądzą na temat ostatnich nawałanic: raczej nie żal im tamtych lasów... Hipokryzja lewacka pełną gębą. Bawcie się tak dalej...

Bory Tucholskie ich nie obchodzą, bo tam nie da się zarobić. Niby co mieliby pisać na transparentach.

Nie znam się specjalnie na puszczach więc chciałbym wiedzieć kto tu kłamie? Wg ekologów cała puszcza to pralas naturalny stanowiący od wieków samoregulujący ekosystem. Wg. strony przeciwnej większość puszczy jest lasem gospodarczym eksploatowanym przez człowieka od wieków a większość drzew została prowadzona przez człowieka a nie wyrosła z samosiejek?

Puszcza białowieska jako kompleks leśny to obszar 58tys. hektarów (w granicach RP). Fragmenty lasu pierwotnego występują w Białowieskim Parku Narodowym (powierzchnia 5 tys. hektarów). Lasami poza Parkiem administrują Lasy Państwowe. Większość to lasu gospodarcze. Większość, bo w dużej części wydzielono rezerwaty, np. w Nadleśnictwie Białowieża rezerwaty to ok. 1/3 powierzchni. Wydzielone są też obszary referencyjne (starodrzewy) gdzie działania są ograniczone do wzbogacania bioróżnorodności i przebudowy drzewostanu tak by maksymalnie przypominał las naturalny.
Reszta to lasy gospodarcze ale też przebudowywane w kierunku lasu naturalnego. Kiedy przebudowa się skończy, będzie można powiększyć obszar parku na całą puszczę. Przy czy przebudowa to zajęcie dla kilku pokoleń leśników. Las to nie grządka.
Obłudnym i cynicznym jest wmawianie ludziom, że przyroda sama sobie poradzi, kiedy widać, że sobie nie radzi. Gradacje występują wtedy kiedy zawodzą naturalne mechanizmy samoregulacji, czyli wtedy, kiedy natura sobie nie radzi.
Czemu sobie nie radzi? O tym można by długo. Przede wszystkim łagodne zimy - normalnie nie przezimowałaby połowa populacji kornika. Suche ciepłe lata - osłabiają drzewa, a sprzyjają kornikowi w wyprowadzeniu czterech a nawet pięciu generacji (normalnie trzy).

Czyli żaden Pierwotny Pralas Nizinny tylko rekonstrukcja wg. współczesnych wyobrażeń?

Las pierwotny to taki, który nie był poddany działalności człowieka. I tu są wątpliwości czy fragmenty lasu o cechach lasu pierwotnego w Białowieskim Parku Narodowym są lasem pierwotnym, bo osadnictwo trwało tam od wieków, czyli jakaś tam interwencja człowieka mogła być, przy czym wpływ na stan lasu, miało to mizerny. Tak czy owak są to bardzo wartościowe przyrodniczo obszary. Pozostałe tereny Parku to lasy naturalne tzn. takie gdzie interwencja człowieka owszem była (fragmentaryczne wycinki), ale odnawiał się naturalnie. Lasu gospodarcze Puszczy prowadzone są w kierunku lasu naturalnego. Większość odnowień to odnowienia samosiewem. Sztucznie dosiewa lub dosadza tylko pożądane gatunki domieszkowe.

Cytat: "...Reszta to lasy gospodarcze ale też przebudowywane w kierunku lasu naturalnego. Kiedy przebudowa się skończy, będzie można powiększyć obszar parku na całą puszczę..." - aleś mnie Jasiu ubawił!!! Naprawdę wierzysz w taki scenariusz? Leśnicy i drwale zakończą dzieło, otrzepią spracowane ręce i odejdą na, w pełni zasłużone, emerytury? 😀

Ochrona lasu. W ogromnym skrócie wygląda to tak:
 Ochrona lasu przed czynnikami biotycznymi – tu są zagrożenia ze strony organizmów żywych -szkodliwe owady, grzyby patogeniczne, ssaki roślinożerne... ja sobie tu dokładam jeszcze durnego człowieka :).
Szkodniki owadzie: te pierwotne których to gąsienice lub larwy ogryzają lub zjadają liście, igły. czy korzenie drzew i krzewów. Wszyscy słyszeli ostatnio o chrabąszczu kasztanowcu, do towarzystwa ma chrabąszcza majowego, brudnice mniszkę, barczatkę sosnówkę, strzygonię choinówkę, boreczniki i zwójkę zieloneczkę, mniej dokuczliwy jest ostatnio turkuć podjadek.
Co trzeba robić.
Przede wszystkim kontrolować ilość. Wykłada się pułapki feromonowe (brudnica), jesienią kopie doły kontrolne w poszukiwaniu pędraków i larw owadów zimujących w ściółce i glebie, a kiedy jest tego za dużo... wykłada się i opróżnia lub utylizuje (wywiezienie z lasu na bezpieczną odległość to też utylizacja) pułapki, usuwa i wywozi drzewa zaatakowane, w ostateczności stosuje się opryski. Przy szkodnikach wtórnych atakujących drzewa osłabione (korniki) postępowanie jest podobne.
Z grzybów patogenicznych najgroźniejsze są korzeniowiec wieloletni (huba korzeniowa) i opieńki (opieńkowa zgnilizna korzeni). Robota podobna jak poprzednio. Trzeba kontrolować stan lasu i w przypadku nadmiernego występowania opryskać czym trzeba. Przy czym są to preparaty biologiczne np. na korzeniowca stosuje się zawiesinę z zarodnikami innego grzyba pasożytującego na jego grzybni (kosmatka olbrzymia). Opieńki też bez obaw można zbierać.
Ssaki roślinożerne – te lubią zgryzać sadzonki siewki i młode pędy. Trzeba grodzić, osłaniać...
Zagrożenia antropogeniczne czyli durny człowiek – to szkodnik najbardziej przebiegły. Lubi jeździć po lesie quadem nawet w miejscach oznaczonych jako ostoja zwierzyny. Namiętnie zwozi do lasu różne dobra, choć bliżej ma na śmietnik. A jak takiemu postawisz tablicę opisującą rosnące wokół chronione rośliny, to koniecznie jedną musi sobie zerwać na pamiątkę. O paleniu ognia w samym lesie i wypalaniu traw w sąsiedztwie lasu nawet nie trzeba wspominać. Skutecznej ochrony przed tym szkodnikiem niema. Niektórzy próbują edukować. Tu są jeszcze zanieczyszczenia przemysłowe, ale rozległy temat jak choćby zadrzewianie hałd.
Zagrożenia abiotyczne – to wiatry, pożary, powodzie, śnieżyce (okiść), susze, mrozy... W większości przypadków działania sprowadzają się do szybkiego usuwania szkód, żeby nie zostawić wylęgarni szkodników. Zabezpieczenie p-poż to głównie utrzymanie dróg, zbiorników i punktów pobierania wody, monitorowanie (wieże obserwacyjne), sieć łączności, pomiary wilgotności ściółki i powietrza, pasy przeciw pożarowe...
Tyle w uproszczeniu.

Leśnicy (Lasy Państwowe) pustoszą nasze lasy od 90 lat, a te są coraz dorodniejsze. Zasobność naszych lasów jest ponad dwuipółkrotnie wyższa niż średnia w UE i rośnie. W Polsce pozyskuje się mniej drewna niż przyrasta. Naszych żubrów nikt nie chce bo... w Europie niema lasów w których mogłyby się utrzymać. Chcemy im pomóc w przebudowie lasów w kierunku lasu naturalne, ale jakie takie zainteresowanie jest tylko ze strony Rumunii. Podobnie jest z bobrem czy wilkiem. Skandynawowie wzięli kilkanaście bobrów i więcej nie chcą.
Niemcy nie tak dawno obchodzili Trzystu lecie zrównoważonej hodowli lasu i z Europy zaprosili tylko leśników polskich, bo w reszcie Europy jest z tym kiepsko. Lesistość Polski rośnie, nie tak jak w latach powojennych, kiedy to zalesiliśmy ponad 2 mln. hektarów, ale rośnie. Przebudowa lasów dzieje się w całej Polsce. Ktoś postronny twego nie zauważy, bo to jest zajęcie na jakieś 150 lat. Dziś praktycznie niema takiego nadleśnictwa, gdzie nie wydzielano by obszaru lasu pod przebudowę w kierunku obszaru chronionego. Ludziska chodzą sobie po lesie i nie wiedzą, że za niedługo będzie to rezerwat. Najpewniej nie dożyje tego leśnik, który tam pracuje. No ale to taka służba, efekty ich pracy widzą dopiero następne pokolenia.

@Jaś: "...Lesistość Polski rośnie..." - być może, ale nie zmienia to faktu, że Polska zajmuje nadal dalekie, dwudzieste miejsce wśród krajów Unii pod względem % powierzchni pokrytej lasem, wyprzedzają nas niemal wszyscy ("...w Europie nie ma lasów..." - nie mów tego Finom i Szwedom, bo Cię wyśmieją). Te 150 lat czekania jakoś mnie, mimo wszystko, nie uspokaja i nie satysfakcjonuje...
A jako "postronny" w lesie widzę najczęściej śmieci oraz wycięte drzewa (całe połacie nieraz), raczej słaby grunt pod ten "rezerwat wkrótce"...

Popatrz na to co się dzieje na przestrzeni lat. Od roku 1945 lesistość Polski została zwiększona z 21 proc. do 29,4 proc. obecnie. Od roku 1995 do 2014 powierzchnia lasów zwiększyła się o 504 tys. ha! „Krajowy program zwiększania lesistości”, zakłada wzrost lesistości do 30 proc. w 2020 r. i do 33 proc. w 2050 r. Nigdzie w Europie nie prowadzi się takich działań.
Już mówiłem, las to nie grządka, tu planuje się na dziesięciolecia.
Lasy Polski, wbrew temu co się bredzi w mediach, są bogate w rośliny, zwierzęta i grzyby. Żyje w nich ok. 65 proc. gatunków roślin, zwierząt i grzybów występujących w Polsce. Nie znaczy to, że nie trzeba tu nic robić - trzeba i się robi.
Lesistość Polski w procentach nie wypada źle. Poza północą wyprzedzają nas też kraje południa.
Tyle, że u nas las to jest las. Według międzynarodowych norm za las uważa się obszar na którym drzewa pokrywają 20% powierzchni (w trzecim świecie 10%). Południe Europy kwalifikuje jako las coś co u nas nigdy nie nazwalibyśmy lasem(Hiszpania, Portugalia). W południowych Niemczech, Francji i we Włoszech powszechne są plantacje topoli uznawane za las towarowy. Jaki to las skoro pod drzewami w międzyrzędach, prowadzi się uprawy rolne (przeważnie zboża).
Miarą jakości lasu jest jego zasobność. W Polsce jest to 254 metrów sześciennych na hektar. W Europie południowo-zachodniej 81 a w wywołanej przez Ciebie Europie północnej 117. Finowie i Szwedzi mocno eksploatują swoje lasy. Tam tnie się na ogromnych powierzchniach, zostawiając szerokie pasy wzdłuż dróg tak, że na oko wszystko wygląda Ok. Oczywiście powierzchnie są odnawiane. Ale przy tak intensywnej eksploatacji zasobność zostanie im na niskim poziomie.
Odwrotnie w Polsce. Zasobność będzie rosła, bo pozyskuje się mniej niż przyrasta. Coraz większe znaczenie w zasobności, odgrywać będą zalesienia powojenne. Teraz najmłodsze mają ok 40 lat. Dodatkowo, dla zwiększenia masy zielonej, w dolne piętro monokultur mają być wprowadzane gatunki cienioznośne (buk, grab). To w porozumieniu z energetyką (więcej masy zielonej, to wyższe dla Polski kwoty emisyjne).
Teraz średnia wieku naszych drzewostanów to ok. 60 lat i będzie rosła. Starodrzewu mamy 1,85 mln ha (ponad dwukrotny wzrost od 1945 r.) za 50 lat przekroczy 2,5 mln ha.
Nie wiem po jakich lasach chodzisz. Trzeba pamiętać, że lasy w Polsce to nie tylko te administrowane przez Lasy Państwowe. Blisko 20 to lasy prywatne. W mojej okolicy właśnie wydzielony jest duży obszar z modrzewiem polskim (starodrzew 170 lat) trwa przebudowa otuliny, po czym ustanowiony tam będzie Rezerwat Modrzewia Polskiego. Za 100 lat będą to drzewa pomnikowe. Lasy przylegające do miasta też są przebudowywane, w ciągu 30 lat mają być wyłączone z użytkowania gospodarczego i pełnić funkcję edukacyjno-rekraacyjną. Teraz (od długiego czasu)w wyciętych gniazdach wprowadza się gatunki domieszkowe, gdzie to wskazane podsadza się dolne piętro lasu, wzbogaca podszyt.
Na śmieci nic nie poradzisz. Może w przyszłych pokoleniach coś się zmieni w mentalności.

🙂 być może nawet Jaś Kapala, który wydaję się być całkowicie odporny na zdrowy rozsądek i mądrość coś zaczai z otaczającej go rzeczywistosci i argumentów strony przeciwnej ekoterorystom.

Niestety tym młodym ludzią zaczadzonym "pseudoekologia" trzeba to wszystko tłumaczyć. Co gorsza, argumenty wydaja sie rzadko przebijać zroję utkaną z fanatyzmu i ignorancji. Ale moze własnie taka praca u podstaw jak to co piszesz i objaśniasz, coś da...może

Nie dziwię się reakcji młodych ludzi, bo media dają jednoznaczny przekaz. Wyrzyna się naszą prastarą Puszczę. O tym, że kornika zwalcza się w lasach gospodarczych, a w prastarej puszczy nic się nie wycina, bo to ścisły rezerwat, już ani słowa. Schemat jest taki: muszą być ofiary - niewinne drzewa. Mnóstwo ofiar - stosy kłód wywożonych pociągami, ciężarówkami...
Musi być oprawca - pazerny na kasę leśnik, wyposażony w potężne maszyny, który tnie bezlitośnie niewinne drzewa, bo chyba nie lubi zielonego. I poza cięciem, to niczego się przez te pięć lat studiowania nie nauczył. Bo są taco wiedzą lepiej i tu przychodzi pora na ekspertów.
Teki ekspert powinien mieć tytuł naukowy. Dziedzina jaką ekspert się zajmuje jest nieistotna. Ekspert ma tytuł to znaczy, że jak mówi, że odbywa się tu barbarzyństwo, to znaczy, że wie co mówi. Czasem ekspert tytułów niema to mówi się o nim "biolog" albo "ekolog".
Tak sfabrykowany przekaz jest gotowy do zaserwowania społeczeństwu. Dziennikarz też w większości przypadków jest zmanipulowany, bo dostaje od zaprzyjaźnionych aktywistów gotowe materiały, jedynie do zredagowania, no to poco ma się przepracowywać i to weryfikować. Przecie wiadomo, że leśnik jest wrogiem lasu.

Ekolodzy wzieli społeczeństwo troche z zaskoczenia wrzeszcząc na całe gardło że las zabijają leśnicy. Społeczeństwo w zdrowym odruchu solidaryzowało się z nimi bo przeciez nie powinno się nikogo zabijać, tak? Ale z czasem się okazuje że zieloni są jak Jehowi nie pozwalający na transfuzję krwi podczas operacji ze względów religijnych, tyle że w przypadku ekologów chodzi o fakt że człowiek nie powinien w żaden sposób ingerować w las jak ten jest zakażony chorobą, przy czym ideologia jest w tym przypadku jak religia - dogmatyczna.
Co zakrawa na absurd ekolodzy uczą polskich leśników jak uratować nizinny las pierwotny a przecież to im zawdzięczamy że taki las ochronili przez dziesięciolecia. Konkludując, zostaliśmy oszukani przez ekologów, według mnie.

"ekolodzy uczą polskich leśników jak uratować nizinny las pierwotny a przecież to im zawdzięczamy że taki las ochronili przez dziesięciolecia"

Jak leśnicy chronili Puszczę? Wycinką, sadzeniem świerków i polowaniami?

a może warto poczytać coś wiecej o puszczach, leśnikachach, Lasach Państwowych, myślistwie niż pisze Jaś Kapala...

A jaką to wartościową lekturę w tym temacie proponujesz (poza broszurkami pisanymi na zlecenie Szyszki i LP)?

Nie znam jakichś "cywilnych broszurek", bo i kto ma pisać na poważnie o lesie, jak nie Kadra szkół leśnych czy leśnicy. "Neutralną instytucją jest Instytut Badawczy Leśnictwa (IBL).
https://www.ibles.pl/web/guest/wydawnictwa

Taaa, wytną i wystrzelają wszystko.
Świerk był tam zawsze - widać to po pomnikowych świerkach w Parku.
Radzę się tam wybrać, bo ostało się jeno kilka, z czego jednego właśnie zeżarły korniki. Będzie pokarm dla owadów, grzybów...

"Taaa" to nie jest odpowiedź na jasne i proste pytanie - "jak leśnicy chronili Puszczę?"

Ochrona lasu. W ogromnym skrócie wygląda to tak:
Ochrona lasu przed czynnikami biotycznymi – tu są zagrożenia ze strony organizmów żywych -szkodliwe owady, grzyby patogeniczne, ssaki roślinożerne... ja sobie tu dokładam jeszcze durnego człowieka :).
Szkodniki owadzie: te pierwotne których to gąsienice lub larwy ogryzają lub zjadają liście, igły. czy korzenie drzew i krzewów. Wszyscy słyszeli ostatnio o chrabąszczu kasztanowcu, do towarzystwa ma chrabąszcza majowego, brudnice mniszkę, barczatkę sosnówkę, strzygonię choinówkę, boreczniki i zwójkę zieloneczkę, mniej dokuczliwy jest ostatnio turkuć podjadek.
Co trzeba robić.
Przede wszystkim kontrolować ilość. Wykłada się pułapki feromonowe (brudnica), jesienią kopie doły kontrolne w poszukiwaniu pędraków i larw owadów zimujących w ściółce i glebie, a kiedy jest tego za dużo... wykłada się i opróżnia lub utylizuje (wywiezienie z lasu na bezpieczną odległość to też utylizacja) pułapki, usuwa i wywozi drzewa zaatakowane, w ostateczności stosuje się opryski. Przy szkodnikach wtórnych atakujących drzewa osłabione (korniki) postępowanie jest podobne.
Z grzybów patogenicznych najgroźniejsze są korzeniowiec wieloletni (huba korzeniowa) i opieńki (opieńkowa zgnilizna korzeni). Robota podobna jak poprzednio. Trzeba kontrolować stan lasu i w przypadku nadmiernego występowania opryskać czym trzeba. Przy czym są to preparaty biologiczne np. na korzeniowca stosuje się zawiesinę z zarodnikami innego grzyba pasożytującego na jego grzybni (kosmatka olbrzymia). Opieńki też bez obaw można zbierać.
Ssaki roślinożerne – te lubią zgryzać sadzonki siewki i młode pędy. Trzeba grodzić, osłaniać...
Zagrożenia antropogeniczne czyli durny człowiek – to szkodnik najbardziej przebiegły. Lubi jeździć po lesie quadem nawet w miejscach oznaczonych jako ostoja zwierzyny. Namiętnie zwozi do lasu różne dobra, choć bliżej ma na śmietnik. A jak takiemu postawisz tablicę opisującą rosnące wokół chronione rośliny, to koniecznie jedną musi sobie zerwać na pamiątkę. O paleniu ognia w samym lesie i wypalaniu traw w sąsiedztwie lasu nawet nie trzeba wspominać. Skutecznej ochrony przed tym szkodnikiem niema. Niektórzy próbują edukować. Tu są jeszcze zanieczyszczenia przemysłowe, ale rozległy temat jak choćby zadrzewianie hałd.
Zagrożenia abiotyczne – to wiatry, pożary, powodzie, śnieżyce (okiść), susze, mrozy... W większości przypadków działania sprowadzają się do szybkiego usuwania szkód, żeby nie zostawić wylęgarni szkodników. Zabezpieczenie p-poż to głównie utrzymanie dróg, zbiorników i punktów pobierania wody, monitorowanie (wieże obserwacyjne), sieć łączności, pomiary wilgotności ściółki i powietrza, pasy przeciw pożarowe...
Tyle w uproszczeniu.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!