Felieton

Dlaczego nie myjecie po sobie naczyń?

Jest to problem znany chyba w każdej firmie, organizacji społecznej czy nawet rodzinie.

Właściwie prawie w każdym miejscu, w którym przebywa więcej niż jedna osoba, może zdarzyć się, że ktoś nie zmywa po sobie kubków po wypitym napoju czy talerzy po zjedzonym obiedzie. Co więcej, wydaje się, że jest to problem szczególnie dotkliwy w Polsce. Jak zauważała na forum jeszcze w 2004 roku studentka dorabiająca jako sprzątaczka w firmie zatrudniającej Polaków, jak i Francuzów, łatwo można było rozpoznać narodowość osoby po tym, czy myła po sobie naczynia, czy nie. Polacy oczywiście zostawiali je brudne w zlewie.

Niewątpliwie problem zalegania brudnych naczyń w zlewie jest to problem zarówno społeczny jak i psychologiczny. Przeważnie bywa tak, że naczyń nie myją po sobie osoby o wysokim statusie społecznym, które uważają, że powinien zrobić to za nich ktoś inny, gdyż ich własne obowiązki są ważniejsze i nie mogą marnotrawić swojego cennego czasu na umycie kubka. Jak zauważa jedna z forumowiczek: „U mnie w pracy jest tak: im bardziej wypindrzona i nabzdyczona jest kobieta, tym większy chlew pozostawia po sobie w kuchni i toalecie.” Inną grupą często wskazywaną jako osoby nie myjące swoich kubków są oczywiście szefowie.

Zapewne nie bez znaczenia jest też nadopiekuńczość części polskich kobiet, które wychowują dzieci, partnerów, a także inne osoby w grupie towarzyskiej, w przekonaniu, że zawsze ktoś pozmywa. Taką postawę możemy zaobserwować wśród osób odpowiadających na forum studentce, zirytowanej postawą polskich pracowników. Podobno umycie naczyń po wszystkich jest szybsze i wcale nieupokarzające dla osób, które muszą to robić. Sam zresztą pamiętam podobną historię z własnego życia. Gdy jako dziecko byłem z rodzicami na święta u wujostwa, zdarzyło mi się nie pościelić łóżka. Kiedy po jakimś czasie wróciłem do pokoju, okazało się, że łóżka jest już pościelone. W efekcie przestałem ścielić łóżko.

Łatwo się do czegoś przyzwyczaić, trudno zmienić przyzwyczajenia. Choć osobiście nie widzę nic poniżającego w myciu po kimś naczyń, to zaczynam mieć problem, gdy staje się to regułą. Gdy myję po kimś naczynia, liczę na zasadę wzajemności. W momencie, gdy mam ciągle myć naczynia po kimś, kto nigdy tego nie robi, zaczynam się irytować. Co z tego, że nawet lubię zmywać, gdy ktoś nieustannie nadużywa mojej wielkoduszności? We wspólnej przestrzeni powinniśmy wspólnie za nią odpowiadać. Nie powinno być tak, że jedni wykorzystują pracę innych, bo nie chcą sobie brudzić rąk umyciem używanego przez siebie kubka.

Jest to też problem zdrowotny i higieniczny. Z badań National Science Foundation wynika, że w większości domów kuchnia jest pomieszczeniem, w którym występuje najwięcej bakterii. Jest ich więcej niż w toaletach. Brudne naczynia pozostawione w zlewie, a do tego nierzadko zalane jeszcze ciepłą wodą, są idealną wylęgarnią bakterii. Ich rozprzestrzenianiu się sprzyja oczywiście używanie wspólnej gąbki. (To oczywiście nie znaczy, że lepiej nie używać jej wcale i zostawić kubek w zlewie. Wtedy już zupełnie tracisz kontrolę nad stanem czystości swojego kubka.) Czytelnikom GW mikrobiolog zaleca zabieranie kubków do domu i mycie ich tam, ale czy naprawdę możemy tego oczekiwać od osób, które często nie są w stanie nawet donieść swojego kubka do zlewu?

Jak radzi profesor Barbara Mullan, która spędziła lata na badaniu naszych zachowań w kuchni, dobrym sposobem na zabicie bakterii na brudnych naczyniach jest wrzucenie ich do zmywarki. Z kolej zmywaki może odkazić wrzucenie ich na minutę do mikrofalówki. To jednak nie rozwiązuje problemu osób, które nie są nawykłe do dbania o wspólną przestrzeń. Jak wiem z doświadczenia, zbiorowe upominanie członków danej wspólnoty kuchennej rzadko pomaga. Podobnie jak wywieszanie ostrzegających kartek. Nad zlewem w naszej biurowej kuchni pojawiała się niedawno kartka: „Szok, mamy zmywarkę, nie musisz zostawiać brudnych naczyń w zlewie”, ale to niej nie sprawiło, że przestał się on wypełniać. Nie była to zresztą pierwsza kartka tego typu w historii naszej organizacji. Problemu jednak wciąż nie udało się skutecznie rozwiązać.

Jedna z internautek podpowiada, że w jej biurze ten paskudny zwyczaj udało się znacząco wyeliminować dzięki rozsianiu plotki, że sprzątaczki używają do przecierania naczyń tej samej ścierki co do czyszczenia kibla. Oczywiście ludzie mają większą tendencję do dbania o własne zdrowie niż o wspólną przestrzeń i cudzą pracę. Przynajmniej w Polsce, kraju o jednym z najniższych poziomów empatii na świecie. Jak jednak już wiemy, kibel wcale nie musimy być brudniejszy niż naczynia w zlewie. Co zatem robić? Prawdę mówiąc, wciąż nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Ale może komuś z was udało się skutecznie rozwiązać problem z tym, że ludzie nie zmywają po sobie?

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.