Felieton

Czy zabijanie norek daje pracę strukturalnie bezrobotnym?

Polska jest obecnie drugim największym producentem zwierząt na futra w Europie. Ale to nie jest dowód, że wstaje właśnie z kolan, raczej głęboko siedzi w gównie. Jedyne, co z tego mamy, jako społeczeństwo, to wspieranie barbarzyństwa, smród i zanieczyszczenie środowiska.

W sejmie trwają pracę nad nowelizacją ustawy o ochronie praw zwierząt. Jednym z pomysłów zawartych w nowelizacji jest zakaz hodowli zwierząt na futra. O dziwo, projekt popiera nawet sam Jarosław Kaczyński, który w nagraniu dla Fundacji Viva mówił: „to jest to sprawa stosunku do zwierząt, kwestia serca dla zwierząt i litości dla nich. Sądzę, że każdy porządny człowiek powinien coś takiego w sobie mieć”. Jednak najwyraźniej zbyt wielu porządnych ludzi w rządzie PiS nie ma, bo aktywiści prozwierzęcy oceniają na 20% szanse, że zakaz hodowli na futra zostanie uchwalony.

Dauksza: Przepisy służą hodowcom, nie zwierzętom

Lobbing hodowców jest potężny. Projektowi sprzeciwia się między innymi minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, które jeszcze rok temu figurował jako ekspert fundacji założonej przez jednego z hodowców norek Szczepana Wójcika. Choć po artykule w „Newsweeku” ze strony fundacji zniknęła zakładka „Nasi eksperci”, to jednak minister chyba specjalnie się nie przejął, że doradzenie Fundacji lobbysty, którą jako minister zresztą sam nadzoruje, może stanowić konflikt interesów, bo zaledwie parę miesięcy po publikacji przyznał Szczepanowi Wójcikowi odznaczenie „Zasłużony dla Rolnictwa”. Najwyraźniej minister Jurgiel dobrze doradzał hodowcy norek, jak się ma zasłużyć i się zasłużył. Wsparcie ministerstwa i wielu innych polityków (wśród ekspertów fundacji hodowcy był też Jacek Sasin), to najwyraźniej dla branży za mało, bo do pomocy zatrudniono też światowych potentatów z branży PR. Dla Polskiego Związek Hodowców Zwierząt Futerkowych pracuje choćby MSLGROUP, będąca częścią trzeciej największej grupy komunikacyjnej na świecie.

Dobry PR jest hodowcom niewątpliwie potrzebny, bo trudno na zdrowy rozsądek popierać branżę, która zabija rocznie w Polsce około dziesięciu milionów zwierząt, żeby Janowie Kulczykowie tego świata mieli sobie czym tapetować ściany. Generalnie większość ludzi jest przeciwko barbarzyńskiemu i okrutnemu traktowaniu zwierząt, jak to na masową skalę ma w przypadku hodowaniu zwierząt na futra. Raczej mało kto z nas dla przyjemności trzymałby zwierzęta w klatkach, żeby je potem obedrzeć ze skóry. A skoro nie robimy tego dla przyjemności, to czy rzeczywiście powinno to być legalne, tylko po to, żeby ktoś mógł na tym zarabiać?

Powstawaniu ferm norek sprzeciwiają się nie tylko obrońcy praw zwierząt, ale często również mieszkańcy miejscowości i wsi, w których próbuje się ulokować takie inwestycje. Oczywiście mają w tym swój interes. Taka ferma nie tylko cuchnie i zatruwa środowisko, ale też powoduje spadek wartości okolicznych gruntów. „Jak śmierdzą norki? To tak, jakby postawić pod oknem latrynę, do której codziennie przychodziłoby się załatwiać sto osób”, tłumaczy pani Barbara Skubiszewska z Bronowic koło Strzelec Krajeńskich, która musiała się o norkach dowiedzieć wszystkiego, odkąd pod jej domem powstała ich ferma, działająca przez wiele lat bez pozwolenia na użytkowanie.

Obawy mieszkańców mają mocne pokrycie w rzeczywistości. Według alarmującego raportu NIK: „87 proc. ferm zwierząt futerkowych w Wielkopolsce nie przestrzega wymagań ochrony środowiska, w 48 proc. ferm działalność hodowlana prowadzona była w obiektach nielegalnie wybudowanych lub użytkowanych, a w 35 proc. niezgodnie z przepisami weterynaryjnymi”. Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła sprawowanie nadzoru państwowego nad fermami futrzarskimi, głównie ze względu na jego nieskuteczność. Nic dziwnego, że mieszkańcy muszą brać sprawy w swoje ręce, skoro państwo nie działa.

Bojkot konsumencki? Możemy zrobić dla zwierząt dużo więcej

Głośna była historia gigantycznej fermy, która miała powstać w gminie Żórawina. Ziemię pod fermę, która zajęła ponad 40 hektarów, sprzedał wójt, a mieszkańcy dowiedzieli się, że ma powstać, gdy roboty budowlane szły już pełną parą. Mieszkańcy protestowali wiele miesięcy, blokując też wjazd na fermę, żeby do gotowych już hal nie trafiły zwierzęta. Ostatecznie Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego stwierdził, że budowa fermy norek w gminie Żórawina jest niezgodna z prawem i inwestycję udało się zatrzymać.

Mniej szczęścia mieli mieszkańcy wsi Kotowskie, znajdującej się pod Ostrzeszowem. Starosta ostrzeszowski udzielił pozwolenia na budowę czterdziestu wiat inwentarskich do hodowli królików. Ponieważ miała to być niewielka hodowla, nie podlegała przepisom dotyczącym przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. Gdy okazało się, że na fermie zamiast kilku tysięcy królików, hodowanych jest znacznie więcej norek, nie bardzo dało się już z tym faktem cokolwiek zrobić. Choć toczyła się sprawa o złamaniu przepisów o prawie budowlanym, to prokuratura umorzyła sprawę „wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego”. O sprawie bardziej wyczerpująco pisze „Gazeta Polska”.

Polska jest obecnie drugim największym producentem zwierząt na futra w Europie. Według informacji hodowców mamy już ponad tysiąc tego rodzaj ferm. Najwyraźniej jest to intratny biznes, bo na przełomie ostatnich dziesięciu lat produkcja wzrosła aż o 65%. Choć zarabiający krocie przedsiębiorcy nie bardzo potrafią albo nie chcą przestrzegać prawa, to jednak są gotowi wiele zrobić, żeby dalej móc prowadzić swój brudny i okrutny biznes. Oprócz zatrudniania i opłacania lobbystów i firm PR-owych, próbują też zastraszać dziennikarzy, a nawet infiltrować środowisko działaczy na rzecz praw zwierząt. Zmanipulowany film ze spotkania Otwartych Klatek, nagrany przez dziewczyny podszywające się pod aktywistki, do dzisiaj krąży po sieci i ma być dowodem na związki prozwierzęcych organizacji z branżą utylizacyjną. Choć trzeba być naprawdę mocno podatnym na manipulację, żeby wziąć za dobrą monetę interpretację proponowaną przez obrońców hodowców, to jednak dobrze pokazuje, że branża jest gotowa wiele zrobić, żeby tylko ukryć prawdę o prawdziwym obliczu swojego biznesu.

Czy Jan Szyszko popełnił przestępstwo, strzelając do bażantów?

Prawdę tę Otwarte Klatki ujawniają od lat poprzez śledztwa na fermach, a zbierane materiały potwierdzają wszystkie najgorsze stereotypy o systemowym, okrutnym traktowaniu zwierząt. Na nagraniach widać na przykład, jak pracownik podnosi norkę i uderza jej głową o ścianę baraku. „Młodzi łapali za ogon i zachęcali się nawzajem: «Walnij ją o ścianę!», i uderzali po kilka razy. Kierownik upominał, że szkoda futer” – opowiadał aktywista. Po innych śledztwach Otwarte Klatki wydały raport, w którym czytamy: „Liczne zwierzęta dokumentowane w różnych pawilonach i przedziałach czasu posiadają rozległe obrażenia głowy i szyi, a także płaty wyskubanego futra i zdartej skóry na tułowiu i bokach”. Albo: „U niektórych rany są zasklepione ropą i strupami, w większości jednak są otwarte, nabiegłe krwią i widoczna jest tkanka mięśniowa”.

Mimo wszystko wciąż są tacy, którzy chętnie bronią interesów hodowców. Mocnym argumentem ma być, że – jak czytamy na stronie portalu hodowców enorka.info – :„Fermy zwierząt futerkowych dają pracę mieszkańcom terenów wiejskich w rejonach Polski o wysokim bezrobociu strukturalnym.” Prawdziwie w tym zdaniu jest chyba tylko twierdzenie, że fermy rzeczywiście często lokowane na terenach o wysokim bezrobociu strukturalnym. Ostatecznie, czym więcej mamy w okolicy pracujących i prowadzących inne biznesy mieszkańców, tym większa szansa, że będą protestować. Strukturalnie bezrobotni są być może mniej chętni do protestowania niż ludzie posiadający grunty, których wartości zaraz spadnie. Jednak czy hodowcy rzeczywiście dają pracę strukturalnie bezrobotnym, trudno mi uwierzyć. Na fermie we wsi Kotowskie nie pracuje ani jedna osoba z wioski, tymczasem zatrudnieni są tam Ukraińcy, którzy chyba mają zakaz opuszczania miejsca pracy, bo nikt ich we wsi nie widział.

Niewykluczone, że jest to reguła. Gdy przeglądam oferty pracy na polskich portalach, nie mogę znaleźć ani jednego ogłoszenia o zatrudnieniu na fermie norek. Koleżankę, mówiącą po rosyjsku, poprosiłem o sprawdzenie tego samego w rosyjskim internecie. Tutaj już ofert pracy na polskich fermach norek jest multum i ciągle pojawiają się nowe. Oczywiście to wspaniale, że dajemy pracę Ukraińcom i Ukrainkom, ale szkoda, że hodowcy nawet tego nie potrafią zrobić zgodnie z polskim prawem. Oferty obiecują 9–10 złotych za godzinę, przy pracy po 12 godzin. O ile pamiętam PiS w Polsce uchwalił, że płaca minimalna wynosi 13 złotych za godzinę. Czyżby hodowcy norek, tak blisko współpracujący z licznymi politykami partii rządzącej i innych partii, też o tym nie słyszeli? Oczywiście mamy wszelkie dane, żeby podejrzewać, że prawo pracy mają dokładnie w tym samym miejscu, co prawo budowlane i inne ustawy, które przeszkadzają im w prowadzeniu intratnego biznesu. Niewątpliwie zatrudnianie zagranicznych pracowników może pomóc ukrywać różne nielegalne praktyki, bo obcokrajowcy mogą być mniej chętni do robienia śledztw dziennikarskich i zwracania uwagi na nadużycia. Ostatecznie sami często mogą pracować nielegalnie.

Stawiszyński: O pożytkach płynących ze szlachtowania

Oczywiście dla Ukraińców i Ukrainek nawet te 9–10 złotych mogą wydawać się dobrymi pieniędzmi, ale czy to zwalnia hodowców z przestrzegania prawa? Czy zatrudnianie na potęgę Ukraińców sprawia, że rzeczywiście „dają pracę mieszkańcom terenów wiejskich w rejonach Polski o wysokim bezrobociu strukturalnym”? Czy może nawet strukturalnie bezrobotni nie chcą u nich pracować i dlatego hodowcy muszą się posiłkować osobami w jeszcze gorszej sytuacji? Oficjalnie hodowcy twierdzą, że zatrudniają 10 tysięcy osób, co nie przeszkadza dziennikarzom „Super Ekspresu” pisać, że w efekcie nowelizacji ustawy pracę straci 50 tysięcy osób. Łatwo mi sobie wyobrazić, że nawet te dziesięć tysięcy osób (niezależnie od tego, czy to Polacy, czy pracownicy zagraniczni) wolałoby mieć pracę, w której nie muszą na co dzień obcować z umęczonymi i cierpiącymi zwierzętami.

Co ciekawe, sami hodowcy chwalą się, że sto procent produkowanych w Polsce futer sprzedawanych jest za granicą. Oczywiście fajnie mieć jakieś towary eksportowe, ale od czasów Mieszka I minęło już trochę czasu, więc nie jestem pewien, czy rzeczywiście muszą to być futra martwych zwierząt. W świetle wszystkiego, co wiem o hodowli zwierząt na futra, trudno oprzeć się refleksji, że jedyne, co z tego mamy, jako społeczeństwo, to wspieranie barbarzyństwa, smród i zanieczyszczenie środowiska. Choć hodowcy chętnie się chwalą zyskami branży, to już pytani o płacone podatki nabierają wody w usta. Czy naprawdę musimy zabijać miliony zwierząt rocznie, żeby kilku panów mogło się bogacić? Wiem, że nie. A jeśli wy też to wiecie, to zachęcam do wsparcia kampanii cenafutra. Ten barbarzyński proceder można wkrótce zatrzymać.

Fot. Otwarte Klatki, via flickr.com

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista. Autor dwóch książek z wierszami ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje", "Janusz Hrystus, "Dobry troll") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu". Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Autor slusznie zauwazyl, ze „trudno oprzeć się refleksji, że jedyne, co z tego mamy, jako społeczeństwo, to wspieranie barbarzyństwa, smród i zanieczyszczenie środowiska.” no i oczywiscie zatrudnienie, nawet Donald Tusk podczas debaty w Sejmie o uboju rytualnych, stwierdzil ze byl za, bo chcial zwiekszyc mozliwosci zatrudnia dla swych rodakow! Byly szef PO a obecny Prezydent UE mial jak widac wizje, ze moglibysmy rozwiazac problem zatrudnienia i stac sie narodem, trudniacym sie masowym ubojem zwierzat dla muzulmanow i zydow. Pozniej ci sami rodacy dziwia sie, ze sa postrzegani jako lud prymitywy, ktory niczym nie moze sie poszczycic i ktory jedynie jest tematem polish jokes. Niewatpliwie przyzwalanie by nasz kraj byl sciekiem dla roznych okrutnych praktyk wobec zwierzat, ktore zakazano juz w innych krajach czy szczycenie sie duza iloscia ubojni gdzie mozna na zywca podcinac zwierzetom gardla dla odbiorcow z Izraela czy Bliskiego Wschodu bybajmniej nie wplynie na to, ze jako narod zyskamy uznanie na swiecie. nikt nigdzie na swiecie nie bedzie docenial osiagniec narodu rzeznikow, mysliwych, howocow zwierzat futerkowych, i przemyslu miesnego bez wzgledu na to ile szmalu uda sie ukrecic na tym szemranym interesie.

  2. Nie znam się na problemie, ale wiem jedno: 90% pań rozłoży kończyny dolne w zamian za futro z norek 😉

    1. A ja wiem że nie zna Pan, a co za tym idzie, nie wie Pan, że 90% Pań rozłoży te kończyny dolne. Natomiast faktycznie, mogłyby o tym Pana poinformować, lub jest też Pan w stanie realnie ocenić możliwości, tych Pań Panu znanych lepiej i słabiej. I mnie nurtuje pytanie, czy wśród tych 90% znalazły się te Panu najbliższe, tj. matka, babka, córka ?

  3. Prawie każdy art. w KP zawiera postulaty zakazów, nakazów czyli wymuszenia siłą zachowania zgodnego z światopoglądem autora. Zakaz hodowli zwierząt na futra jest absolutnie niedemokratyczny. Uchwalenie i egzekwowanie przepisów nakazujących humanitarną hodowlę i przestrzeganie praw okolicznych jest zaś konieczne. Zamiast zakazywać hodowli należy zakazać umiejscawiania farm blisko siedlisk ludzi oraz ściśle kontrolować sposób hodowli surowo karząc przekroczenie przepisów.

  4. Ja tam jestem dobrej myśli 🙂 skoro od dwóch lat w Polsce rządzi, podobno, jeden człowiek (dyktatura!), a on jest przecież za zakazem, tzn. że ustawa wejdzie w życie I ja będę się tym cieszyć 🙂

  5. Hmm.
    1) 80 procent ludzi nie podoba się na przykład pełna legalizacja marihuany (dobra nie wiem, w każdym razie większości, a choćby nawet mniejszości, nie o to tu chodzi), a lewica i tak twierdzi że to sprawa tych 20% co palą. Ciekawe że jak chodzi o własny elektorat to nagle człowiek „ma prawo robić ze swoim co chce”, a jak o złych „burżujów” już nie. Taka tam hipokryzja.
    2) Sektor zatrudniający pośrednio i bezpośrednio 50 tys ludzi to faktycznie niewielka część gospodarki. Tak samo jak kwiaciarstwo, produkcja zniczy i cała masa drobnych nienazwanych sektorów które w całości tworzą wielką gospodarkę. Skoro tak się każdym przejmujecie i protestowaliście gdy zamykano tekstylia w Łodzi (które wówczas też miały znikome znaczenie) czemu tutaj marginalizujecie ten argument?
    3) Nie daje miejsc racy strukturalnie bezrobotnym? Ciekawe dla czego? Czy hodowca norek nie wolałby zatrudnić raczej lepiej dostosowanego Polaka niż Ukraińca? Wolałby, ale nie zrobi tego, gdyż wspaniałomyślny rząd podwyższając płacę minimalną doprowadził do stanu w którym się to nie opłaca. A bo Ukraińcy biorą mniej? A no takie są fakty, i czy to się komuś podoba czy nie, w efekcie Polacy za 13 zł często pracy nie mają i mieć nie będą. Swoją drogą, skoro już poruszono temat, to skoro płaca minimalna nie generuje bezrobocia to czemu nie podwyższymy jej do 20 zł za godzinę, albo np. 30? Dostatek dla wszystkich! Żałosnym jest że środowiska postępu wywołaną przez siebie patologię wykorzystują do walki z innymi.
    4) Biedne życie norek… A gdy się ich w Polsce zakaże to hodowla futer na świcie upadnie, a Kulczyki będą się ubierali w silikon, ewentualni przeniesie się do jakiegoś cywilizowanego kraju gdzie wszystkie zasady hodowli będą przestrzegane. A mi się wydaje że wyjedzie do Chin, gdzie ilość będzie większa, jakość życia zwierząt gorsza, nie mówiąc już o robotnikach. Tak samo jak jednostronne ograniczenia emisji CO2 w UE sprawiły że przemysł energochłonny wraz ze zwiększonymi emisjami wyniósł się do Azji, ale to przecież nie my teraz trujemy co nie? A bajki o obdzieranych żywcem ze skóry norkach można wsadzić na śmietnik, bo to nie ma najmniejszego sensu ekonomicznego, a co za tym logicznego. Ale działają na emocje, co pewnie wyczaiły ekośrodowiska.
    I na koniec, hodowanie zwierząt dla skóry jest barbarzyńskie? A dla mięsa, nie? Tylko dla tego, że mięso je większość, a skóry nosi mniejszość? Bądźmy konsekwentni. Chyba że zasady moralne też mają zależeć od zadania większości. Jak dla mnie jednodniowa obserwacja otaczającej przyrody daje jednoznaczną odpowiedź. Tu nie ma żadnej empatii, jest brutalna międzygatunkowa przemoc, gdzie jeden rozwija się według uznania kosztem drugiego. Jeśli się to komuś nie podoba to niech powie jasno że chce naturę poprawiać, a nie bronić, bo z obroną to nie ma nic wspólnego.

    1. Dwa cytaty:
      1. Zadziwiające jest to, jak ludzie niskiej konduity łatwo przyjmują punkt widzenia tych, dla których są tylko narzędziem.
      2. Świat istnieje po to, aby duch mógł zaspokoić swe pragnienie piękna. Dążność tę nazywamy najwyższym celem. Nie sposób pytać o przyczynę czy podać przyczyny, dla której duch poszukuje piękna. W swym najszerszym znaczeniu jest piękno jedną z formuł określających wszechświat. Prawda, dobro i piękno to tylko te same twarze tej samej pełni. Jednakże piękno obecne w naturze nie jest pięknem najwyższym. Jest ono zwiastunem wewnętrznego, odwiecznego piękna; nie będąc dobrem samoistnym, trwałym, na którym można by poprzestać. Stanowić musi zatem część, nie zaś ostateczny czy najwyższy przejaw praprzyczyny natury.

  6. Polityka polityką – wszystko zależy od tego jaki masz szacunek do otaczającego świata. To wraca zawsze do człowieka. Problem barbarzyństwa i bestialstwa to nie tylko norki. Czasami człowiek ma tylko wygląd człowieka, a większe z niego bydło niż trzoda chlewna i bydło świata razem wzięte. Zawsze pomyśl, czy chciałbyś umierać w bestialski sposób, by ktoś decydował o twoim nędznym życiu. Może dla kogoś innego ono też jest nic nie warte?
    Jasiek – dobrze, że ktoś porusza takie tematy. Osobiście powysadzałabym wszystkie miejsca i ludzi, w których męczone są zwierzęta dla zysku. Ludzi trzeba granatem zmuszać do myślenia. A tematom warto przyjrzeć się bliżej. Szczególnie tak ogólnie pojętemu konsumpcjonizmowi. Cywilizacja, a jednak coś tu nie gra. Nie uważasz?

  7. Felietony Kapeli?Fasoli są coraz głupsze, poeta specjalista od wszystkiego. A co do meritum, skoro jest popyt i jak sam pisze Kapela?Fasola rosnący o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku lat to jest i podaż. Zwykłe prawo rynku. Poza tym futra są ładne i kobiety wyglądają w nich fajnie, co jak sądzę razem wziąwszy zamyka temat…

    1. Aż żal ściska, gdy pomyślę co to za kobiety wyglądają ładnie w futrach – pewnie te, które są czułe dla swoich dzieci, może chodzą do kościoła, robią wrażenie dobrych kobiet… to chyba te bezmyślne, ślepe i krótkowzroczne ludzkie niewypały – tak, taki się nigdy nie zastanowi ile zła na świecie zależy od niego i na ile dla swojej próżności przyczynia się do bólu choćby najmniejszej istoty. Widać po wypowiedzi, że panie Zielonka masz Panie/Pani jeszcze mniej rozumu od choćby takiej norki. One biją cię na głowę faszysto – obyś tak urodził się raz jeszcze i jeszcze żeby ciebie umęczyli. A pewnie na Wielkanoc żałujesz Chrystusa wiszącego na krzyżu i ogólnie nie możesz się pogodzić ze złem na świecie – matko to straszne. Weź się za siebie nędzna prymitywna istoto – nędzna imitacjo człowieka. Może lepszy byłby pożytek żeby ciebie wypatroszyć i żeby sobie inni mogli pooglądać dziwoląga.

      1. Może mi ktoś powie, gdzie komentarzu Lasoty (z którym się nie zgadzam) jest odniesienie do religii? Najwyraźniej dla Pani Ania każdy pretekst jest dobry, aby wejść na swój ulubiony temat, tj. jak wynika z jej komentarza kościół, religia itd.

    2. Kokaina jest fajna i ludzie się po niej dobrze czują i to zamyka temat. Niewolnicy są tani, praktyczni, robią bez wynagrodzenia i to zamyka temat. Niektórzy gustują w dziecięcej pornografii i jest na to popyt więc to zamyka temat… etc… Czy mam mnożyć przykłady kiedy ludzie w imię wartości etycznych zakazują tego co dla niektórych jest fajne?

    1. W Dani proszę Pana istnieje częściowy zakaz (bodajże psowatych), natomiast Holandia jest w okresie przejściowym i od 2024 będzie zupełny zakaz. Tymczasem hodowcy z tego kraju od paru lat zrobili sobie kolonie z Polski i stąd ten rozkwit ferm w ostatnim czasie :/

  8. Fermy norek co prawda bardziej humanitarne i spełniające więcej wymagań sanitarnych są np w Danii , tą samą krytykę można odnieść do przemysłu mięsnego, hodowli kur klatkowych, tylko suma summarum ktoś po drugiej stronie pracuje, czy prowadzi biznes, być może brudny, krwawy, ale jednak prowadzi i warto odwrócić pytanie – chciałbym np by Jaś Kapela napisał jeden tekst chwalący jakiegoś przedsiębiorcę, branże, bo bardzo łatwo przyjmować postawę moralizatora w sprawie norek, gdy futra są rzekomo dla Kulczyka, a trochę trudniej się przyznać, że dziś zjemy rosół i ktoś musiał zabić kurę, czyli trochę jesteśmy współwinni – My nie żadni oni – przedsiębiorcy, prawica itd.