Felieton

Smog to inni

Smog-Warszawa-Greenpeace Polska

Jest taka sfera wolności, która nieustająco się poszerza. To wolność do trucia sąsiadów.

Wiele się ostatnio mówi o ograniczaniu wolności obywatelskich w Polsce. Niepokoją zmiany dotyczące ustawy o zgromadzeniach, ataki na niezawisłość sędziowską. Jest jednak sfera wolności, która nieustająco się poszerza. To wolność do trucia sąsiadów. Wolność do trucia głosi wielu mieszkańców domów jednorodzinnych i kierowców samochodów z wyciętymi filtrami cząsteczek stałych. Konsensus co do tego, że smog jest po prostu elementem życia w Polsce, zdaje się również panować wśród elit politycznych. Sytuacja zmienia się dramatycznie wolno. Polska od lat pozostaje wielką czarną plamą na mapie Europy – w naszym kraju co roku z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera 40 tysięcy osób, w Europie ok. 440 tys. Polska stała się Chinami Europy. Jest to najwyraźniej cena, którą jesteśmy gotowi płacić za obronę wolności do trucia.

Istnieją dwa główne źródła zanieczyszczeń w Polsce. Najważniejszym jest indywidualne ogrzewanie domów. Na rynku panuje pełna wolność. Nie ma właściwie norm na paliwa spalane w piecach. Można więc palić niemalże wszystkim, co ma jakikolwiek związek z węglem. Popularny ekogroszek czy miał węglowy i tak są zdrowsze od palenia śmieciami, które jest niestety w Polsce standardem. Straż miejska rzadko kiedy wystawia mandaty za palenie rakotwórczymi odpadami. Palenie największym syfem często odbywa się w nocy. Nie widać wtedy czarnego smolistego dymu, który zasnuwa całą okolicę. Mistrzem Polski wśród trujących śmieciami miast jest Kalwaria Zebrzydowska. Znany ośrodek kultu religijnego jest również zagłębiem obuwniczym. W całej gminie jest ponad tysiąc zakładów produkujących buty. Odpady rzemieślnicze: kleje, lakiery, skóry trafiają do pieców. W gminie 800 osób choruje na raka m.in. z tego powodu. Takich gmin w Polsce jest więcej.

Palenie największym syfem często odbywa się w nocy. Nie widać wtedy czarnego smolistego dymu, który zasnuwa całą okolicę.

Palenie śmieciami i odpadami jest możliwe, bo nie ma również regulacji dotyczących sprzedawanych pieców. Popularne jakieś sto lat temu koza czy kopciuch, w XXI-wiecznej Polsce również cieszą się ogromną popularnością wśród nabywców. Co roku przybywa ich dziesiątki tysięcy. Podważa to sens każdej kosztownej akcji wymiany pieców. Na każdy wymieniony na nowoczesny, spełniający zachodnie normy przybywa wiele razy więcej takich, które nie spełniają żadnych norm.

Drugim źródłem zanieczyszczeń, który szczególnie doskwiera mieszkańcom miast, są zanieczyszczenia pochodzące z komunikacji samochodowej. W Polsce liczba samochodów lawinowo rośnie. W dużym stopniu to efekt procesu zwijania się państwa, likwidacji połączeń kolejowych i autobusowych. W 2003 roku rząd Leszka Millera zlikwidował w Polsce planowanie przestrzenne, potęgując i przyspieszając negatywne procesy w przestrzeni, takie jak rozlewanie się miast na przedmieścia i zabudowa terenów zielonych. Rozlewanie się miast generuje gigantyczne problemy. Z jednej strony domki na przedmieściach statystycznie częściej niż mieszkania w centrum nie są podłączone do centralnego ogrzewania, więc siłą rzeczy bardziej trują. Z drugiej strony, w kraju, w którym komunikacja publiczna w aglomeracjach miejskich jest niewydolna, skazuje to setki tysięcy mieszkańców przedmieść na codzienne korzystanie z samochodu. Samochody trują nie tylko przez spalanie paliwa, ale również poprzez ścieranie opon i klocków hamulcowych.

Największe spustoszenie wywołuje jednak masowe wycinanie filtrów cząsteczek stałych z aut. Cały syf z wnętrz samochodów wydostaje się wtedy na zewnątrz. Koszt wymiany filtrów jest duży. Za małą łapówkę w niemal każdym serwisie kontroli pojazdów można pozbyć się „kłopotu”. Policja mimo możliwości praktycznie tego nie kontroluje. Obraz nędzy i rozpaczy dopełnia fakt, że dzięki niskiej akcyzie na używane auta sprowadzane z Zachodu Polskę zalała fala szrotów, które nie spełniają żadnych ekologicznych norm. Uczciwie trzeba zaznaczyć, że obecnie rząd pracuje nad wprowadzeniem regulacji dotyczących spalanego paliwa i podwyższeniem akcyzy od starych trujących samochodów. Na razie jednak konkretów nie ma. Państwo jest za to bardzo stanowcze, jeśli chodzi o utrzymanie dumpingowych cen za parkowanie. Godzina parkowania jest tańsza niż koszt biletu jednorazowego komunikacji miejskiej. To nie samorządy je ustalają, ale sam prezes rady ministrów. Donald Tusk osobiście zapewniał kierowców, że na żadne podwyżki się nigdy nie zgodzi. Kary za brak opłaty parkingowej są żenujące niskie. W Warszawie kara wynosi 50 złotych, czyli ponad 5 razy mniej niż kara za brak biletu komunikacji miejskiej! Dlatego nawet w miejscowościach, gdzie komunikacja publiczna jest dobra, korzystanie z samochodu może być tańszą alternatywą.

Ludzie, którzy bagatelizują problem smogu, często powołują się na to, że źródłem tego typu zachowań jest bieda i niski stan świadomości. Palenie miałem jest tanie. Sprowadzanie 15-letnich aut z Niemiec też jest tanie. To jednak nie tłumaczy wszystkiego. Filtry cząsteczek stałych wycinają zarówno właściciele starych aut, jak i właściciele nowych suvów. Śmieciami palą emeryci i zamożna klasa średnia. Inne kraje naszego regionu, które są na podobnym poziomie zamożności, jak Czechy i Węgry, mają dużo mniejszy problem z zanieczyszczeniem powietrza. Na Węgrzech stany alarmowe ogłasza się przy dwuipółkrotnie niższym poziomie zanieczyszczenia niż w Polsce. Gdy w Paryżu czy Rzymie panuje umiarkowany jak na polskie warunki smog, wprowadzane są drastyczne ograniczania wjazdu samochodów do miasta. W Polsce taka inicjatywa byłaby odebrana jako zamach na wolność kierowców.

Zmiany w zakresie ochrony powietrza zachodzą wolno, bo na trucie sąsiadów panuje ciągle przyzwolenie społeczne. To jedna z form szlacheckiej złotej wolności, głęboko zakorzeniona w naszej kulturze. Myślenie w kategoriach „moja chata z kraja” prześladuje nas od kilku stuleci. Problem smogu pokazuje słabości naszego państwa i trwający od wielu lat proces jego zwijania. Polska nie potrafi zdobyć się na rozwiązania systemowe i długofalowe. Nie trzeba być fizykiem kwantowym, żeby zrozumieć, że koszty walki ze smogiem – hospitalizacji, straconych z powodu chorób dni w pracy – bilansują pozorne oszczędności. To państwo powinno wziąć pod opiekę najbiedniejszych, zapewniając im dostęp do taniego ekologicznego ogrzewania. Państwo powinno wspierać rozwój komunikacji publicznej i powstrzymywać chaos przestrzenny. Zachęcać kierowców do tego, żeby nie korzystali z samochodów wtedy, kiedy mogą wybrać komunikację publiczną. To wymaga jednak racjonalnego myślenia i przezwyciężenia utartych nawyków. Musimy budować świadomość wśród ludzi i budować nacisk na polityków.

Nowa klasa średnia, która ma bzika na punkcie swojego zdrowia, będzie w tym procesie najważniejszym sojusznikiem.

Nowa klasa średnia, która ma bzika na punkcie swojego zdrowia, będzie w tym procesie najważniejszym sojusznikiem. Walka ze smogiem to jedno z najważniejszych wyzwań rozwojowych stojących dzisiaj przed Polską. Musimy zacząć od siebie i swoich przyzwyczajeń. Działalność dziesiątek alarmów smogowych, które powstały w całym kraju (piszący te słowa zakładał Warszawski Alarm Smogowy) codziennie budują presję na decydentów. Pamiętajmy jednak, że mamy takich polityków, na jakich sami zasługujemy. Tak samo jest z powietrzem.

 

**Dziennik Opinii nr 349/2016 (1549)

Bio

Jan Śpiewak

| aktywista miejski
Aktywista miejski

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.