Felieton

Naród to ja, mówi władza

Prawo i Sprawiedliwość zniszczyło wczoraj autorytet Trybunału Konstytucyjnego.

Cokolwiek teraz się wydarzy, każde orzeczenie Trybunału będzie od dzisiaj kwestionowane. Ranga Trybunału spada właśnie do poziomu Telewizji Publicznej, którą partie wyszarpują sobie co kilka lat.

Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło walkę na wszystkich możliwych frontach jednocześnie. Wczoraj przy wsparciu klubu Kukiza zdecydowało się na zmianę ustroju państwa. Dokładnie na wyeliminowanie Trybunału Konstytucyjnego jako instytucji, która kontroluje zgodność ustaw uchwalanych przez parlament z konstytucją. Czeka nas najprawdopodobniej taki scenariusz: PiS wybierze pięciu nowych sędziów, których zaprzysięgnie prezydent. Wybór trójki z nich zakwestionuje Trybunał Konstytucyjny. Nawiasem: co będzie robić nadmiarowa trójka? Będą mieli osobny pokoik w TK, gdzie będą czekać na swój moment? W ciągu następnych 18 miesięcy partia Kaczyńskiego obsadzi kolejnych trzech sędziów. PiS będzie miało wtedy ze swoją oślą trójką większość w Trybunale.

Czeka nas długi i bolesny kryzys konstytucyjny. Najważniejsze jednak, że obie strony będą odmawiać prawomocności orzeczeniom Trybunału wybranemu w taki sposób. Trybunał Konstytucyjny tym samym niedługo dołączy do instytucji, których Polacy nie szanują, bo jawią się im jako kolejna emanacja partyjnej wojny trawiącej Polskę od dekady.

Platforma Obywatelska wyszła z sali podczas głosowania nad unieważnieniem wyboru poprzednich sędziów. Była to symboliczna abdykacja z roli głównej siły opozycyjnej w parlamencie. To też finał pewnej drogi, która przeszła ta partia. Platforma swoją działalnością podmywała instytucje demokracji liberalnej, robiąc miejsce na sukces Kaczyńskiego. Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym przepchnięta latem przez rząd Ewy Kopacz była przygotowywana przez samych sędziów Trybunału, co stoi w sprzeczności z podziałem na władzę sądowniczą i uchwałodawczą. Ustawa była ukrywana przed opinią publiczną. Trybunał łamał ustawę o dostępie do informacji publicznej, gdy nie zgodził się na opublikowanie projektu, o czym szeroko pisało m.in. stowarzyszenie Watchdog Polska. Jednak najbardziej brzemienne w skutki było powołanie przez koalicję PO-PSL pięciu sędziów, w sytuacji, gdy tylko trójce kończyła się kadencja. Pozostałym dwóch sędziów kadencja kończy się dopiero w grudniu. Prawo i Sprawiedliwość wykorzystało to do przeprowadzenia zmasowanego ataku na Trybunał. Poprzedni obóz władzy dał pretekst Kaczyńskiemu do podważenia wyboru całej piątki. Kaczyński włożył nogę w uchylone przez Platformę drzwi.

Prawo i Sprawiedliwość przedstawia uderzenie we władzę sądowniczą jako zwykły proces naprawy prawa: wybór sędziów był obarczony wadą i stanowił złamanie konstytucji. My tylko naprawiamy to, co PO zepsuła. Ta argumentacja jest jednak łatwa do obalenia. Jeśli tak rzeczywiście jest, to czemu PiS nie poczekał na wyrok Trybunału, który miał już zapaść na początku grudnia? Trybunał najprawdopodobniej uzna nieważność wyboru dwóch dodatkowych sędziów. Prawdziwe intencje Jarosława Kaczyńskiego zdradzili posłowe koalicyjnego klubu Kukiz 15’.

Kornel Morawiecki w kilkanaści sekund na mównicy sejmowej rozprawił się z ideą demokracji liberalnej. Miejmy nadzieję, że jego słowa nie przejdą do historii.

Warto jednak je zacytować: „Nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać tego za coś, czego nie możemy naruszyć, czego nie możemy zmienić. Prawo ma służyć nam. Prawo, które nie służy narodowi to jest bezprawie”.

Naród to ja, tyle mniej więcej rzekł Morawiecki, a sala zareagowała na tę przerażającą megalomanię owacją na stojąco. Naród to większość na sali. Kornel Morawiecki tym samym podważył samą istotę demokracji liberalnej, która opiera się na systemie równowagi sił i ochrony praw mniejszości. Poza wspólnotę narodową Morawiecki wypycha wszystkich tych, którzy nie zgadzają się z jego pojęciem „dobra narodu”. To prawica ma monopol na to dobro. Ona tylko wie, co jest najlepsze dla Polski i Polaków. Inni, którzy się z wyborem posłów nie zgadzają, działają „bezprawnie”, bo występują przeciwko dobru narodu.

W rękach partii Kaczyńskiego znalazła się cała władza wykonawcza i ustawodawcza. Władza sądownicza została zneutralizowana. W opozycji pozostaje tylko Naczelna Izba Kontroli i Rzecznik Praw Obywatelskich. Ta pierwsza jest w rękach skompromitowanego Krzysztofa Kwiatkowskiego, którego cała Polska miała okazję usłyszeć, jak załatwiał kolegom z PSL-u pracę w podległej sobie instytucji. Kwiatkowski przeniósł najniższe standardy panujące w polskiej polityce do NIK-u, które te standardy w teorii miał wyznaczać. PO nie była w stanie wymóc na nim dymisji i wybrać nowego, tym razem dającego rękojmię uczciwości i niezależności kandydata. Oznacza to, że za rok, gdy wygaśnie kadencja Kwiatkowskiemu, NIK przejmie PiS. Wygląda na to, że Adam Bodnar będzie jedyną przeciwwagą dla rządów Kaczyńskiego na najbliższe lata.

Prawo i Sprawiedliwość zaczyna swoje rządy od przewracania porządku demokratycznego w kraju. Zawłaszczanie państwa przez jedną opcję polityczną, doprowadzone prawie do perfekcji przez poprzednią ekpią rządzącą, wchodzi na nowy, wyższy i dużo bardziej niebezpieczny poziom.

Jarosław Kaczyński idzie ścieżką wytoczoną przez Victora Orbana. Będzie budować państwo dobrobytu dla katolickich rodzin, w którym prawo to brutalna wola większości.

Odbudowa autorytetu i niezależności Trybunału Konstytucyjnego i innych kluczowych instytucji zajmie lata. To zadanie dla nowej generacji polityków. Reprezentacja w Sejmie nie wydaje się dzisiaj zdolna do zatrzymania Jarosława Kaczyńskiego. To najprawdopodobniej Adam Bodnar będzie głównym obrońcą demokracji liberalnej w państwie i to wokół niego będzie się skupiać opozycja wobec ustrojowych zmian w państwie. Trzymajmy kciuki, żeby dał radę.

 

**Dziennik Opinii nr 330/2015 (1114)

Bio

Jan Śpiewak

| Miasto Jest Nasze
Aktywista miejski, działacz stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.