Felieton

Nowy paszport państwa z dykty

Popełniono z pełną premedytacją prowokację, mającą symbolicznie wykluczyć pewną, coraz większą grupę społeczną.

Przygotowany od dłuższego czasu nowy projekt polskiego paszportu jest prawdopodobnie najlepszym podsumowaniem obecnego stanu państwa polskiego, które, swego czasu nazywane państwem z dykty, dziś nie zasługuje nawet na to miano. W końcu nawet dyktę też trzeba umieć (na czas) składać.

Przypomnijmy, najpierw wzór projektu paszportu oburzył najbliższych sąsiadów: Litwę i Ukrainę za grafiki Ostrej Bramy i Cmentarza Orląt, potem okazało się, że nie ma w nim upamiętnionej żadnej kobiety, chociaż znalazło się miejsce nawet dla czternastolatka (oczywiście chłopca). Teraz zaś zszokowani widzimy, że wstawiono hasło „Bóg, honor, ojczyzna”.

nowy-paszport-2018

Wszystko to, a już zwłaszcza to ostatnie, jest tylko wyłącznie chęcią desperackiego wręcz zrobienia na złość. Tak jak dodane dopiero w 1943 roku do wojskowych sztandarów hasło „Bóg, honor, ojczyzna” nie zmieniło wyników wojny, tak dodawanie „Boga, honoru, ojczyzny” nie zmieni faktu, czym jest dziś państwo polskie. Nie sprawi, że nagle Polacy poczują się bardziej religijni, a Polska i Polacy nie staną się dzięki temu bardziej szanowani za granicą. Nie zmieni faktu, że poprzednia władza na rocznicę 4 czerwca 1989 roku ściągnęła całą wierchuszkę Europy, a obecna ściągnąć może co najwyżej Tuska, o ile ten akurat będzie w Sopocie przechodził z tragarzami. Nie zmieni faktu, że na stulecie niepodległości miało być referendum konstytucyjne, rejs Kusznierewicza, epicki film o Legionach, a będzie… organizowany w 24 godziny koncert Stachurskiego, dmuchane balony i policjanci na L4, których komendant błaga, by 11 listopada przyszli do pracy, to da im po 1000 złotych. Nie ma wspólnych obchodów, nie ma niczego, poza kolejnym pomnikiem Kaczyńskiego, tym razem przypominającym akurat posła Suskiego.

Nie chodzi o to, by z młotem i kilofem atakować prawicowe pomniki

Ale za to w nowym paszporcie jest hasło „Bóg, honor, ojczyzna”. Hasło, które z pełną premedytacją zostało do paszportu wtłoczone właśnie po to, żeby lewakom pokazać, gdzie jest ich miejsce. Można było bowiem wpisać cytat z konstytucji, cytat z jakiegoś ważnego, rocznicowego przemówienia, można było wpisać cokolwiek innego, ale wpisano „Boga” właśnie po to, żeby sprowokować. Każdy, ale to absolutnie każdy, kto nawet w najmniejszym stopniu orientuje się w polskich realiach, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jaka będzie reakcja osób niewierzących, gdy do oficjalnego, świeckiego dokumentu urzędowego wpisze im się „Boga”.

Oczywiście zaczyna się bajdurzenie o tym, że, o co chodzi, tak jest przecież w USA. Owszem, paszporty amerykańskie zawierają religijne cytaty, ale zawierają też cytaty inne, na przykład te o imigrantach. I owszem, na jednodolarówce także mieści się cytat o Bogu, ale znajdziemy tam również pewną piramidę, która wedle prawicowej teorii spiskowej symbolem jest Iluminatów. Oczyma wyobraźni widzę, jak polska prawica reaguje, gdy ktoś im wtłacza do paszportów analogiczne piramidy, bo tak jest w USA!

Trudno zresztą nie mieć wrażenia, że mamy tu do czynienia z prawicowym odruchem Pawłowa, będącym czymś, co sama prawica nazywa mentalnością postkolonialną. O ile bowiem lewica i centrum oburzają się na wzór paszportu nie dlatego, że łamie wyimaginowany wzorzec republikańskiej świeckości, a dlatego, że narusza ich obywatelskie poczucie równości, o tyle prawica, nawet niepytana, od razu wyskakuje z argumentum ad americanum. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego amerykańskie pomysły sprzed kilkudziesięciu bądź kilkuset lat mają być jakimkolwiek punktem odniesienia i argumentem przeważającym w stosunku do uczuć iluś tysięcy współczesnych, ateistycznych Polaków. Cóż to za niewstawanie z kolan?

Oczywiście przedmiotowe wykorzystywanie „Boga” jawić się musi jako swego rodzaju profanacja. Jestem w stanie zrozumieć, że Boga na sztandarach niosą żołnierze idący na śmierć, ale co ma „Bóg, Honor, Ojczyzna” do, ja wiem, kupowania wódki na paszport w sklepach bezcłowych? Obklejanie Bogiem każdej przestrzeni nie z miłości, szacunku, a jedynie po to, żeby lewakom na złość zrobić, bardziej przypomina gimbusiarskie napisy na murach niż namysł nad własną religijnością. Dodatkowo wtłaczanie „Boga” do paszportów odbieranych przez oburzonych agnostyków i ateistów naraża owego „Boga”, że mu się jedno oczko w tych paszportach może odlepić i, przypadkowo rzecz jasna, będzie dziurawiony, zaklejany, skreślany… Słowem, pomysł równie mądry jak wieszanie szaliku Lecha na stadionie Legii.

Oczywiście ktoś powie, że to tylko symbol, że nic się nie stało. Otóż nie, stało się. Popełniono z pełną premedytacją prowokację, mającą symbolicznie wykluczyć pewną, coraz większą grupę społeczną. I nawet jeśli w dłuższej perspektywie ten ośli upór i małpia złośliwość, podobnie jak w państwach zachodniej, niegdyś chrześcijańskiej, Europy, okażą się kolejnym kroczkiem prowadzącym do stopniowej laicyzacji, to warto zareagować. Warto pisać od Rzecznika Praw Obywatelskich, warto rozważać skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i, last but not least, także do polskiego Episkopatu. Warto pokazać opór, żeby za te kilka lat, kiedy wahadło się odwinie w drugą stronę, mieć argumenty, czemu wzór paszportu zostanie lewicowo-feministycznie zmieniony.

Bio

Galopujący Major

| Bloger, komentator życia politycznego
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.