Felieton

50 pierwszych fantazji na temat Papały

Papałę zabito dla Daewoo Espero? Jeśli ta hipoteza prokuratury okaże się prawdziwa, znaczyłoby to, że od 14 lat rządzi nami jednak Macierewicz (a w każdym razie polską prokuraturą rządzi duch Macierewicza). Od 14 lat policja i prokuratura wydawały pieniądze i mamiły media zgodnie z oczekiwaniami swoich kolejnych politycznych przełożonych będących bez wyjątku spiskomanami. Od 14 lat trzymano po więzieniach banalnych sprawców tego morderstwa (niektórzy ginęli, co jednak zwolenników banału czyniło nieco ostrożniejszymi, a zwolenników fantazji utrzymywało w ożywczym stanie pobudzenia), ale aresztowanych już przez siebie przestępców policja i prokuratura skutecznie sprawdzić nie umiały, bo na zlecenie kolejnych politycznych przełożonych (albo na zlecenie mediów i ludu będących naturalnymi konsumentami fantazji) używano złodziei samochodów do pisania scenariuszy z poziomu estetycznie dorównującego poziomowi smoleńskiego zamachu czy masonerii mającej na swoje usługi całą UE.

Jeśli jednak okazałoby się, że nawet w sprawie Papały nie ma spisku, nie ma wielkiej logicznej prawdy ukrytej pod cienką warstwą fasadowego wolnego rynku i demokratycznego ładu III RP, prawdziwa byłaby teza Roberta Krasowskiego (rządząca jego książką z tezą, zatytułowaną Popołudniu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy), że w kraju takim jak Polska (są klasy gwiazd i są klasy państw i społeczeństw, nie jesteśmy czerwonym karłem ani czarną dziurą, ale nie leżymy też w jądrze żadnej ze znanych ludzkości galaktyk) są tylko ambicje indywidualne rozgrywane w stosunkowo wąskim paśmie wyboru, jaki wyznacza nam nasz potencjał cywilizacyjny, poziom kapitału społecznego, a także przynależność do tego czy innego cyklu rozwoju zależnego (suwerenność Gomułki w 1968, suwerenność Gierka w 1976, suwerenność Leszka Millera w 2002 roku… ja oczywiście, jako niepoprawny „postsolidarnościowy antykomunista” wybieram tę ostatnią wersję polskiej suwerenności, nawet znając jej błędy i ograniczenia, bo „jagiellońskiej polityki zagranicznej” ani „chińskiej polityki gospodarczej” nie mogliśmy prowadzić. Kaczyński kłamie świadomie, tak samo w tych sprawach, jak w sprawie Smoleńska. Nie jest cynikiem, gdyż wierzy w swój polityczny geniusz i jemu podporządkował swoją całkowicie zinstrumentalizowaną wrażliwość religijną, społeczną, zmysł dobra i zła, prawdy i fałszu – politycy zwykle tak robią, politycy przekonani o własnym geniuszu robią tak po prostu bez żadnych (ale to żadnych, zobaczyliście i jeszcze zobaczycie) ograniczeń.


Ciężar najbardziej prawdopodobnych hipotez – Smoleńsk jako cywilizacyjny bubel wytworzony w 75 proc. przez Polaków i w 25 proc. przez Rosjan (postawmy pomnik największego cywilizacyjnego bubla słowiańszczyzny na Krakowskim Przedmieściu, niech będzie wysoki pod niebo!), szef policji państwowej zabity przez szajkę zdziczałych złodziei tanich limuzyn – przygniata do ziemi o wiele za mocno, byśmy to mogli znieść. Reformistyczny morał: używajmy wszystkich narzędzi, aby wyłazić z głębokiej dziury, w której ciągle jeszcze siedzimy, używajmy ich lepiej niż dzisiaj, ale bez fantazji na temat Polski sparaliżowanej przez łatwy do zdefiniowania „układ” (cztery nazwiska oligarchów z listy Mariusza Kamińskiego), który wystarczy „puknąć”, aby „uwolnić energię Polaków”, jak uwalnia się orkę w filmie Uwolnić orkę z 1993 roku i jego niezliczonych sequelach – też  jest zbyt ciężki do zniesienia dla nas wszystkich. Odwiedzając ostatnio Poznań i rozmawiając z paroma przedstawicielami tamtejszej „prawdziwej lewicy”, którzy postanowili manifestować razem z pisowską „wiarą Lecha” przeciwko Tuskowi, bo ważniejsze jest dla nich obalenie panującego porządku (i nieporządku) niż antyemancypacyjne poglądy obalających kolesi na temat kobiet, mężczyzn, dzieci, pracowników, zwierząt i samych siebie, dowiedziałem się od nich, że nawet kiedy „Krytyka Polityczna” proponuje im ciężką inteligencką pracę zamiast tropienia i obalania (wraz z „wiarą Lecha”) kilkuosobowego, tym razem platformerskiego „układu”, wielu z nich uważa to po prostu za kapitulację. Moim zdaniem racji nie mają. Ale w końcu to ja mogę nie mieć racji i za jakimś nowym, 666 zwrotem śledztwa może się okazać, że Papałę zabili jednak Miller z Janikiem (wybuch entuzjazmu w Ruchu Palikota), a Lecha Kaczyńskiego Sikorski z Putinem (przecież Sikorski dzwonił do Jarosława Kaczyńskiego, a jaki dureń by dzwonił, skoro wszyscy poza Sikorskim wiedzą, że trzeba było Kaczyńskiemu informację o śmierci brata zakomunikować za pomocą sekretarki, najlepiej automatycznej, żeby nie stać się później negatywnym bohaterem wysłuchania w europarlamencie). A my wszyscy znowu będziemy zaskoczeni albo rozczarowani, w zależności od tego, w co chcemy wierzyć.


Oglądam 50 pierwszych randek (komedia romantyczna, zabawna) i marzę o przedstawionej tam sugestywnie alternatywnej wizji mego własnego życia (w tym bowiem wszechświecie jestem publicystą politycznym specjalizującym się w recenzowaniu polskiej polityki partyjnej minionego dwudziestolecia, a nawet emocjonalnie angażującym się w nią). Chciałbym, jak Adam Sandler, doglądać morsów w małym oceanarium na jakimś hawajskim zadupiu utrzymującym się wyłącznie z turystów i połowu ryb. Tak wiem, że to taka sama fantazja jak „zamach smoleński” czy 50 pierwszych teorii polskiej prokuratury na temat Papały. Każdemu jego fantazja, skoro rzeczywistość nie jest nam dana, skoro rzeczywistością zajmują się za nas Niemcy, Francuzi, Chińczycy, Amerykanie i eurokraci z Brukseli. Ja wybieram zatem fantazję Sandlera, może być w wersji lokalnej, żeby „tożsamościowcy” nie mogli się przyczepić do mojego „wykorzenienia”. Zatem karmienie fok w oceanarium w Międzyzdrojach (o ile jakieś prawdziwe oceanarium kiedyś tam powstanie i znajdzie się tam parę bałtyckich fok, które trzeba będzie wyprowadzać z szoku spowodowanego spotkaniem z rurociągiem Nordstream). 


Gdzieś w tym kraju toczy się praca. Po rozmaitych inteligenckich niszach, robotniczych zaułkach, innowacyjnych biznesach. Mój problem polega na tym, że próbowałem nabrać kompetencji publicysty w obszarze polskiej polityki partyjnej, gdzie tyle pracy się trwoni, gdzie definicję polityczności wypracowali na długie lata Ludwik „Schmitt” Dorn i Stefan „Kohl” Niesiołowski, odpowiednio dla „pisowskiego” i „platformerskiego ludu”.

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.