Felieton

Nowoczesna chce liberalizacji prawa do aborcji

poslanki-nowoczesnej

Nowoczesna zaproponowała ustawę, która pozwala jej ustawić się pomiędzy Platformą Obywatelską a komitetem Ratujmy Kobiety.

We wtorek Nowoczesna zaprezentowała założenia projektu ustawy, która zakłada liberalizację prawa do aborcji. Obok istniejących dziś w prawie trzech przesłanek zezwalających na legalną aborcję (w teorii oczywiście, bo w praktyce wiemy, że z dostępem do realizacji tego prawa jest słabo) pojawia się czwarta. Ciążę można by więc terminować nie tylko wtedy, kiedy stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, kiedy jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, ale też wtedy, gdy nie minął 12. tydzień ciąży i kobieta odbędzie konsultację z psychologiem.

Ciążę można przerwać najwcześniej 3 dni po uzyskaniu zaświadczenia od psychologa. Jak więc mówi posłanka Joanna Schmidt: „Być może psycholog będzie jedyną osobą, która odwiedzie kobietę od tej decyzji”.

Projekt Nowoczesnej jest szerszy. Reguluje przepisy o pochówku obumarłego płodu, zakłada dofinansowanie antykoncepcji i rzetelną edukację seksualną od pierwszych lat szkoły podstawowej.

Nowoczesna zaproponowała więc ustawę, która pozwala jej ustawić się pomiędzy Platformą Obywatelską a komitetem Ratujmy Kobiety.

Bardziej liberalni niż PO

W sobotę podczas konwencji PO Grzegorz Schetyna odniósł się do kwestii aborcji. Mówił, że PO nie uważa aborcji za kolejny środek antykoncepcyjny, „podobnie jak większość Polek i Polaków”. Dobrze, że to zaznaczył, bo dowiódł tym samym, że jednoczesne wymienianie rzeczowników w rodzaju żeńskim i męskim wcale nie wystarczy, żeby być wrażliwym na kwestie równościowe, że o byciu feministą nie wspomnę.

– Nigdy nie opowiadaliśmy się za aborcją na życzenie – mówił Schetyna. – Ale nie zgadzamy się na likwidację chroniących godność kobiety wyjątków w obecnej ustawie antyaborcyjnej. Nie zgadzamy się na decydowanie o życiu polskich kobiet przez fanatyków, którym chrześcijaństwo, będące przecież religią miłości, pomyliło się z zamordyzmem. Dlatego będziemy bronić kompromisu aborcyjnego. A zwolennicy liberalizacji ustawy antyaborcyjnej nie powinni nas atakować, ale wspólnie z nami bronić praw i wolności polskich kobiet przed cynizmem rządzących.

Jeśli jeszcze ktoś miał nadzieję, że PO stanie po stronie kobiet, a nie tzw. kompromisu, to po pierwsze podziwiam optymizm, po drugie Schetyna jasno powiedział, że nic z tego.

W niedzielę Adam Szłapka z Nowoczesnej w Faktach po faktach mówił, że nie zgadza się z Grzegorzem Schetyną, że „to co robi Strajk kobiet i koalicja Ratujmy kobiety jest zbyt radykalne”.

I oto mamy projekt, który narusza „kompromis”. Nowoczesna może więc jasno pokazać, gdzie się od PO różni. W tym miejscu, które wydaje się najbardziej oczywiste – jest bardziej progresywna i nowoczesna.

Mniej radykalni niż Ratujmy kobiety

Co ciekawe, posłanki Nowoczesnej, m.in. Ewa Lieder czy Joanna Scheuring-Wielgus, wsparły publicznie projekt Ratujmy Kobiety 2017.

Komitet Ratujmy Kobiety swój projekt liberalizacji ustawy aborcyjnej złożył w sejmie w poniedziałek. Przez ostatnie tygodnie, kiedy widziałam poparcie posłanek Nowoczesnej dla obywatelskiego projektu ustawy, zastanawiało mnie, dlaczego partia sama nie decyduje się złożyć tego projektu w sejmie – jeśli część posłanek go popiera i swoim publicznym poparciem legitymizuje ten projekt, to po co zbierać sto tysięcy podpisów (ostatecznie zebrano ponad 400 tys.). Partia, która jest w parlamencie, ma tę przewagę nad ruchem społecznym, że ma prostsze narzędzia składania projektów ustawę niż zbieranie setek tysięcy podpisów na ulicach.

Co ciekawe, posłanki Nowoczesnej, m.in. Ewa Lieder czy Joanna Scheuring-Wielgus, wsparły publicznie projekt Ratujmy Kobiety 2017.

Nowoczesna poczekała jednak i tuż po tym, jak do sejmu wpłynął projekt Ratujmy kobiety, pokazała swój. Dzięki temu nie można jej zarzucić, że milczy, ale też może się w ten sposób pokazać jako siła bardziej umiarkowana niż feministki z Ratujmy kobiety.

Joanna Schmidt wyjaśnia, że różnica między oboma projektami polega na tym, że w myśl propozycji komitetu Ratujmy kobiety aborcja w Polsce byłaby legalna, tymczasem projekt Nowoczesnej przewiduje, że zabieg ten pozostawałby nielegalny, a jedynie w wyjątkowych przypadkach można by go legalnie przeprowadzić.

Projekt Nowoczesnej trafi teraz do konsultacji wewnątrzpartyjnych, będzie też konsultowany z organizacjami kobiecymi. Wymóg konsultacji z psychologiem już skrytykowała m.in. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Tak czy inaczej w obecnym sejmie uchwalenie tej ustawy wydaje się niemożliwe, ale samo podjęcie przez Nowoczesną próby liberalizacji przepisów na pewno jest ważne, bo przyczynia się do zmiany klimat dyskusji. Choć oczywiście można mieć wątpliwości, czy wychodzenie nagle z własnym projektem, który w jakiś sposób stoi w kontrze do wspieranego przez niektóre posłanki Nowoczesnej projekt Ratujmy kobiety, na pewno jest potrzebne. Nowoczesna będzie mogła grać na „nowy kompromis” między Ratujmy kobiety a projektem „Zatrzymaj aborcję”. Tylko czy to „nowego kompromisu” potrzebujemy?

Bezdzietni i bezżenni faceci zdecydowali: Kościół zbierze podpisy i zakaże w Polsce aborcji

 

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl

Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos “Duża Solidarność, mała solidarność” oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską “Kino to szkoła przetrwania”. Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in.”Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna”, “Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna”. Współautorka książki “Współpraca. Przewodnik dla dzieci”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

A ja akurat tutaj powiem, że to co proponuje Nowoczesna jest według mnie idące w najlepszym kierunku (tzn. mówię o samej kwestii aborcji do 12tygodnia). Nie twierdzę, że to co przedstawiają jest idealne, ale chodzi mi bardziej o sam pomysł. Ja od samego początku jeśli idzie o temat aborcji, uważam, że to powinien być bardzo szeroki program, który nie powinien się sprowadzać tylko do tego, że "to jest moje prawo by dokonać aborcji jeśli nie chcę dziecka". Uważam, że to powinno wyglądać tak, że przed aborcją bez konkretnych powodów do tego 12tyg. kobieta powinna się wcześniej spotkać z kimś kto mógłby w razie czego jej pomóc (nie wiem czy musi to być akurat psycholog, ale pewnie taka osoba miałaby najlepsze kompetencje, choć nie podoba mi się z tego co rozumiem u Nowoczesnej, że to kobieta musiałaby sobie tego psychologa sama załatwić). Pisząc - pomóc, mam na myśli to, że często aborcje to są takie przypadki, że kobieta/dziewczyna jest do niej zmuszana przez chłopaka, rodziców etc., choć sama dziecka nie chce usunąć lub się waha. Często też kobieta może decydować się na aborcję, bo np. została sama i uważa, że nie da rady z dzieckiem, a może gdyby miała zapewnienie, że państwo jej pomoże w jakiś sposób, to zdecydowałaby się urodzić. Między innymi takie przypadki mam na myśli. Natomiast jeśli ktoś jest zdecydowany i chce dokonać aborcji to i tak to by zrobił nawet jakby musiała się wcześniej z tym psychologiem spotkać.
Nie wiem, może po prostu ja inaczej patrzę na temat - aborcja niż bardzo duża część środowiska lewicowego. Dla mnie to jest ostateczność, uważam jednak, że aborcja była, jest i będzie, i jak ktoś nie chce urodzić dziecka, to zrobi wszystko by do tego nie dopuścić, tak więc nie ma co udawać, że coś nie istnieje, tylko po prostu aborcje zalegalizować. Ale gdy myślę właśnie o legalizacji, to jednocześnie myślę o tym w kategoriach, że chciałbym też, by ta legalizacja pozwalała i dawała możliwość zapobiec aborcji tam, gdzie to nie jest konieczne i gdzie może nawet ktoś tego nie chce, tak jak w tych przykładach, które wymieniłem wyżej.

Ej, panie chłopiec, ićpan się skonsultować z psychologiem zanim zostawisz pan bez środków do życia żonę z niepełnosprawnym dzieckiem albo zaczniesz bić oboje, a następnie obaj z "psychologiem" (jak dla zmyłki nazwie się propagandzistów) odwalcie się z dobrymi radami od kobiet, czyli lepszych rodziców, a po statystystykach przesptępczości sądząc, również lepszych ludzi.
Serio, ten kraj nie zasługuje na ani jedną kobietę i ani jedno dziecko. Niech wam Chazan z Zollem dzieci rodzą.

Pomijając to, że jakakolwiek sensowna ustawa w tym sejmie nie przejdzie to akurat rozmowa z lekarzem/psychologiem/prawnikiem/opiekunem społecznym jest jednoznacznie złym pomysłem.
Po pierwsze nie wiem czemu mamy traktować kobiety jak osoby upośledzone, ale przede wszystkim rozmowa z psychologiem to będzie typowy "dupochron" - prawny wybieg, który w praktyce będzie sprowadzony do formalności lub absurdu (osoby, które maja tyle lat, ze pamiętają lekarskie komisje wojskowe mogą sobie wyobrazić przez analogię o co chodzi).

Ja prywatnie aborcję uważam za normalny zabieg, ale jeżeli chcesz żeby aborcji było mniej to nie należy mnożyć dziwnych rozwiązań prawnych utrudniających dostęp i zwiększających koszty tylko zwiększyć to wszystko co cały czas jest likwidowane - dostęp do antykoncepcji, edukacji seksualnej, pigułek "dzień po", zalegalizować podwiązanie jajników i wasektomię itp.

PS
cyt "bo np. została sama i uważa, że nie da rady z dzieckiem, a może gdyby miała zapewnienie, że państwo jej pomoże w jakiś sposób, to zdecydowałaby się urodzić".
Serio?
Słyszałeś o jakimś państwowym programie pomocy dla samotnych matek z dzieckiem?

Ja się kompletnie z tym nie zgadzam. Nie wiem dlaczego taka rozmowa to miałoby być niby traktowanie kobiety jako upośledzonej. Chyba jasno napisałem, że jest sporo takich przypadków, że dziewczyna/kobieta może by i chciała urodzić, ale nie urodzi, bo albo jest zmuszana do usunięcia cięży, albo myśli, że nie da sobie rady. Chodzi o to by w takich konkretnych przypadkach pomóc takiej osobie, wyłapać to, a żeby coś takiego się stało musiałaby z kimś porozmawiać w 4oczy, bo jeśli będzie to wyglądało tak, że idzie to lekarza (najlepiej z rodzinką) i - "proszę o aborcję" bez żadnych pytań etc., to równie dobrze może za nią decydować rodzina i wywierać naciski. Ja rozumiem, że te osoby które najgłośniej krzyczą o liberalizacji aborcji, to często bardzo silne kobiety, które uważają, że jakby one się znalazły w takiej sytuacji, to byłaby to tylko i wyłącznie ich decyzja i nikt by na nie nie mógł wpłynąć, jednak niestety świat nie jest taki piękny i wygląda jak wygląda, tak więc występują też takie sytuacje, gdzie kobietę zmusza się do aborcji. Jak to zmuszanie ma się w tym momencie do pięknych haseł lewicy o walce o prawa kobiet? Czy gdy kobieta jest zmuszana usunąć ciążę, to nie są łamane prawa człowieka? Czy te kobiety są nieważne, bo ważniejsze jest by nikt nie wtrącał się w temat aborcji, bo to moja sprawa? Czy w takim przypadku państwo chcąc stać na straży praw człowieka, praw kobiet, nie powinno mieć jakichś narzędzi, żeby móc zainterweniować? Nie jestem jakoś przyspawany do myśli, że to miałaby być rozmowa z psychologiem, można dyskutować jak to miałoby wyglądać, ale fakt faktem, że dla mnie to naturalne, że jakiś mechanizm, który by wyłapywał takie sytuacje powinien być.
Dziwi mnie taka narracja jeśli idzie o lewicę, bo będzie się bić o "aborcję bez zbędnych problemów do 12tyg.", mówiąc, że to prawo kobiet, prawo człowieka, sprowadzając aborcje właśnie tak jak napisałeś do - zwykłego zabiegu (mimo mojego poparcia dla liberalizacji aborcji w życiu nie byłbym w stanie myśleć w kategoriach, że to zwykły zabieg). Myślę, że tutaj jest właśnie klucz.

Oczywiście pełna zgoda jeśli idzie o dostęp do antykoncepcji, oczywiście edukacja seksualna itd. Co do pomocy państwa, to jasne, że nie ma czegoś takiego aktualnie, ale to nie znaczy, że nie mogłoby czegoś takiego być. Piszemy hipotetycznie, tak jak sam napisałeś na początku ustawa liberalizująca na dziś jest nierealna. Ja pisałem, że wyobrażam sobie, że liberalizacja aborcji powinna być opakowana w większy program i między innymi w takim programie widzę właśnie pomoc dla samotnych matek, które mają trudną sytuację.

Według mnie ciężko tutaj dojść do porozumienia i do niego nie dojdziemy, bo po prostu mamy inne spojrzenie na temat aborcji. Dla ciebie to jest zwykły zabieg, więc rozumiem argumenty dlaczego uważasz, że nie powinno być żadnych rozmów etc., ja natomiast widzę to inaczej, bo raczej dla mnie liberalizacja powinna służyć do pomocy kobietom, które takiej pomocy potrzebują, a gdy jest zakaz aborcji nie mają szans jej otrzymać oraz oczywiście też zapewnienia bezpiecznych warunków dla kobiet, które tak czy siak by taką decyzję podjęły, a jednak podziemie aborcyjne zbyt bezpieczne nie jest. Po prostu wychodzę z założenia, że tak jak pisałem wcześniej - aborcja była, jest i będzie, w związku z tym jak ktoś jest zdecydowany usunąć ciążę, to to zrobi czy w podziemiu (dzisiaj) czy w szpitalu (jeśli będzie kiedyś u nas legalna), natomiast liberalizacja z opcją właśnie jakiejś rozmowy może sprawić, że uda się pomóc tym kobietom, które na dzień dzisiejszy takiej pomocy nie mają szansy otrzymać.
Myślę też, że gdyby tak ten temat przedstawiała lewica, to miałaby dużo większe szanse trafić z przekazem do ludzi. Niestety na dzień dzisiejszy często jest tak, że ten projekt jest sprowadzany do "aborcji na życzenie", do "antykoncepcji" etc. Trzeba też powiedzieć sobie szczerze, że w Polsce nie ma i nie sądzę by była zgoda w ciągu najbliższych lat na wersję "Ratujmy Kobiety". Często mówi się o tych 42% za liberalizacją, ale z tego co ja pamiętam to tam w tym sondażu pytanie było o liberalizację, ale w sensie że dodać 1punkt, czyli usunięcie ciąży w przypadku trudnej sytuacji materialnej kobiety, myślę że poparcie dla całkowitej liberalizacji czyli projektu Ratujmy Kobiety jest dużo, dużo mniejsze.

Chyba mnie nie do końca zrozumiałeś.
To, że uważam aborcję za normalny zabieg nie ma tu nic do rzeczy. (wiele kobiet podziela ten pogląd, choć rzadko otwarcie o tym mówią, żeby nie usłyszały, że są "morderczyniami" - polecam film dokumentalny "Podziemne państwo kobiet")
Jestem przeciwny rozmowie z psychologiem dlatego, że pamiętam lekarskie komisje wojskowe (i jakoś dziwnie mi to przypomina).
Pamiętaj, że w podziemiu nie ma żadnych rozmów z psychologiem.
Im będzie więcej utrudnień tym będzie prężniej działało podziemie.

To trochę jak z maryśką - wprowadziliśmy najbardziej restrykcyjną ustawę karząca wiezieniem za gram bezpiecznej marychy bo nie chcieliśmy narkomanii to w efekcie mamy na rynku pełno dopalaczy, które zawierają pół tablicy Mendelejewa, i których strach kijem dotknąć.

Przedstawiasz sytuacje tak jakby w Polsce na masową skalę zmuszano dziewczęta do aborcji, choć odnoszę wrażenie, ze to bardziej Twoja wizja niż obiektywny obraz.

Jasne, że to nie jest zmuszanie na masową skalę, ale takie przypadki się zdarzają i chciałbym by państwo miało jakieś mechanizmy, które mogłyby temu zapobiegać. No nic, i tak liberalizacja nie grozi nam co najmniej przez najbliższe 6 albo i więcej lat, tak więc nie ma co się specjalnie nad tym rozwodzić, aczkolwiek tak jak piszę, dla mnie lewica, państwo opiekuńcze jakoś w tej sprawie powinno też potrafić coś zrobić. Zgadzam się, że zbytnie skomplikowanie może przyczynić się do podziemia i to akurat jest ważny argument, że ludzie mogliby w ten sposób to obchodzić. Na pewno nie jest to łatwy temat, ale według mnie też nie powinno się tego bagatelizować i jeśli ktoś tutaj ma inne zdanie, inne pomysły, to od razu go obrażać i kompletnie nie słuchać co ma do powiedzenia etc. (tutaj odnoszę się do wpisu wyżej pana czy pani -m). Możliwe, że ten problem o którym piszę udałoby się rozwiązać gdyby w szkołach była edukacja seksualna na bardzo, bardzo wysokim poziomie, która w jakiś tam sposób poruszałaby tą kwestię o której tutaj wspominam.

I tak właśnie lewica wyprzedaje wartości, jakie ją ukonstytuowały. Wystarczy, jak neoliberał pomacha z daleka aborcją, in vitro, marihuaną, równouprawnieniem mniejszości itp. i lewica już nie mówi o bezpieczeństwie socjalnym

Krytyka polityczna to nie cała lewica.

Szokuje styl i logika - oddzielmy kwestie równościowe od tematu aborcji, dwa to, że ktoś jest przeciw, czy ma nieco bardziej umiarkowane poglądy, niż dogmatycy z lewa i prawa, nie znaczy, że nie jest po stronie kobiet - przy okazji warto sobie uzmysłowić, że kobiety w swojej masie nie głosowały w Polsce na skrajną lewicę, a także poparły w większości PiS, czy PO. Ja rozumiem, że można mieć różne poglądy, ale jaki sens za pomocą chorego języka lewicy fałszować rzeczywistość i realny spór. Co do tego co może się zdarzyć, to szczęściem będzie utrzymanie obecnego kompromisu aborcyjnego - nie wiem czy liczyć na tyle rozsądku po stronie PIS. Nie rozumiem sensu składania projektów do ściany ze strony stowarzyszenia Ratujmy Kobiety - projekt Nowoczesnej byłby dużo lepszym punktem do dyskusji.

@Adi: ależ owszem, jak ktoś jest zwolennikiem terroryzowania, torturowania i zabijania kobiet pod pretekstem ochrony ciąży, to NIE jest po stronie kobiet. Zakaz aborcji jest zbrodnią nienawiści, a nazywanie tej zbrodni "kompromisem' jest bardzo jasną deklaracją wrogości wobec kobiet. I tak, jest rzeczą szokującą, że ktoś może kłamać, że tego nie wie.

A ty ciągle swoje. Jak nie skrajna lewica to projekty "do lewej ściany"
Na miłość boską zobacz jak wygląda prawo w cywilizowanych krajach.
Bo posługując się Twoimi kryteriami należałoby uznać, że w dominującej większości europejskich krajów i za oceanem rządzi skrajna lewica i ustawy aborcyjne są przyklejone do lewej ściany.
Niestety rzeczywistość wygląda tak, ze tzw. polski "kompromis" jest przyklejony do prawej ściany, a obecnie trwają pracę, żeby tą ścianę przebić i ustawić nowe przepisy przy prawym płocie ogrodu.

@„że ktoś jest przeciw, czy ma nieco bardziej umiarkowane poglądy, niż dogmatycy z lewa i prawa, nie znaczy, że nie jest po stronie kobiet”
Wręcz przeciwnie, to właśnie oznacza, że ten ktoś nie jest po stronie kobiet. Otóż spór wokół aborcji, to spór o to czy ciężarna jest człowiekiem, czy jedynie workiem na płoda. W zależności od tego postulują, bądź nie przyznanie im praw człowieka. Reprezentaci tzw. Kompromisu zdają się uważać, że kobieta jest workiem na płoda, ale żeby nie uchodzić za nazbyt „radykalnych” postulują nadanie temu wtorkowi pewnych bardzo ograniczonych praw ludzkich.

A składanie wniosków, nawet gdy wiadomo, że nie mają większych szans być politycznie przepchnięte jest właśnie po to, by była okazja do przypominania tych oczywistości takim personom, jak Ty.

Spór o aborcję jest sporem dwóch racji, gdzie owszem kobieta nie jest tylko workiem na płód, ale sam płód nie powinien być traktowany jako odpadek i kolejna rzecz tu akurat nauka dostarczyła argumentów obrońcom życia. Uznając prawo kobiet do szerszego zakresu aborcji i bezsprzecznego w trzech przypadkach zapisanych w obecnej ustawie, nie zgadzam się jednak z feministycznym betonem, który traktuje aborcję jak wizytę u kosmetyczki, który kopie nawet projekt Nowoczesnej i idzie do ściany.

@Adi: spór o aborcję nie jest sporem dwóch racji, tylko sporem racji kobiet z podłością agresywnych wrogów kobiet. Nie zmienisz tego kłamaniem.

Uznanie człowieczeństwa ciężarnej jest wystarczające dla uznania jej praw do aborcji. Nawet uznając człowieczeństwo zarodka, to mówiąc kolokwialnie nie jest wina kobiety, że ów zarodek jest niezdolny do samodzielnej egzystencji i nie chce po prośbie odkleić się się od macicy. Standardowo przyjmuje się, że obowiązek udzielenia pomocy drugiemu jest realizowany przez poinformowanie służb czy płacenie podatków, a wszystko ponad to przejaw dobrej woli ratownika. Obowiązek ratowania życia własnym ciałem przez dziewięć miesięcy non stop bardzo dalece wykracza poza powyższe jednocześnie mocno ingerując w swobody i prawa (np. prawo do integralności). Takie oczekiwania są może stawiane wobec szpitali, jako całości, a nie wobec jednostek. Nawet uznając nałożenie takiego obowiązku, jako formę kary, chociaż nie wiem za co i dlaczego tylko na kobiety, pomysły zagarnięcia organów danej osoby celem odbycia kary, to raczej postulaty skrajnej prawicy z nostalgią wspomianającej kodeks Hammurabiego, a nie umiarkowany centryzm. Oczywiście perspektywa ulega dramatycznej zmianie, gdy ciężarną uzna się za worek na płoda. Chociaż i w tym przypadku zastanawiające są większe wymagania niż dajmy na to względem takiego AED.

Dziękujemy za tak obszerną prezentację stanowiska Nowoczesnej. Prosiłabym o równie rzetelne omówienie Manifestu Kongresu Świeckości, bo jako Partner Medialny chyba nie zapomnicie o tym wspomnieć choćby jednym zdaniem...

Florentyna Kowalska

"Joanna Schmidt wyjaśnia, że różnica między oboma projektami polega na tym, że w myśl propozycji komitetu Ratujmy kobiety aborcja w Polsce byłaby legalna, tymczasem projekt Nowoczesnej przewiduje, że zabieg ten pozostawałby nielegalny, a jedynie w wyjątkowych przypadkach można by go legalnie przeprowadzić."

Co to za bełt? Nowoczesnym wydaje się, że wilk może być syty i owca cała. Otóż nie może tak być.
Albo Nowocześni akceptują inkwizycję w polskim prawie albo nie. To są takie gierki partyjniackie, żeby się czymś różnić od PO. W rzeczywistości Nowoczesna jest katolicką prawicą, tak jak wszystkie pozostałe sejmowe partie. Ot co!