Felieton

Mam dość pytania: „Czy są jakieś nowości?”

Fot. Jakub Szafrański

W chwili, kiedy protesty jeszcze nie wygasły, nie ma sensu pytać o to: „Czy są jakieś nowości?”. W polityce „nowości” potrafią się dobrze zareklamować, więc na pewno je zauważymy.

Pamiętacie dziewczynę, która w filmie Clerks pyta: „Czy są jakieś nowości?” stojąc przed ścianą filmów, nad którymi wołami napisano „Nowości”? Ta scena przypomina mi się zawsze w chwili, kiedy po protestach społecznych publicyści zastanawiają się, jakie to nowe partie i nowi liderzy z protestów tych się wyłonią. Protesty protestami, ale nie zapominamy, że kiedyś będą wybory i w tych wyborach niezadowoleni z dzisiejszej sytuacji muszą mieć na kogo głosować. A dziś często mają poczucie, że choć bez polityków się nie da, to z tymi politykami, których mamy, się nie chce.

 

Pytanie o nowe partie czy nowych politycznych liderów przerabialiśmy po pierwszych sukcesach protestów KOD. Wtedy też dyskutowano, czy KOD powinien się zinstytucjonalizować, czy ten nowy ruch zmienić się powinien w nową partię polityczną. Podobne pytania – o instytucje, o liderów – padały pod adresem ruchu 15M w Hiszpanii czy innych ruchów protestu. Pytania oczywiście mnie nie dziwią, bo jak się życie społeczno-polityczne zatrzęsie, to zawsze się zastanawiamy, czy coś to trzęsienie przemebluje na scenie społecznej i politycznej, czy może będziez tym, jak ze śniegiem w szklanej kulce – trzęsiesz, te białe paprochy się unoszą, ładnie jest, ale zaraz opadają i jest, jak było.

Publicyści zachowują się jak konsumenci wytresowani przez kapitalizm do ciągłego gonienia za tym, co nowe. A przecież każdy świadomy konsument wie, że z tymi nowościami to zawsze jest trochę ściema – opakowanie się zmieni, nazwę podkręci, doda jeden nowy element i już ogłasza, że produkt jest zupełnie inny niż ten, którego używaliśmy dotychczas.

W polityce jest podobnie. Jednak tu nowości wypatrujemy raczej nie z próżności, ale dlatego, że jesteśmy zmęczeni i rozczarowani tymi, którzy dotychczas są na scenie. Stąd choćby wyczekiwanie na „polskiego Macrona”.

Za bycie „nowością” zbiera się w polityce – podobnie jak na rynku – dodatkowe punkty. Kto jest nowy, jeszcze nie miał czasu się skompromitować i to jego atut. Takie punkty zebrał Macron, a z rodzimego podwórka Lepper, Kukiz albo ruch Palikota czy Nowoczesna Ryszarda Petru (dziś po prostu Nowoczesna). Można powiedzieć, że przybyli do polityki spoza systemu, zaproponowali coś nowego i ludzie im zaufali. Ale, ale… Czy serio wszyscy byli spoza systemu? Macron był przez dwa lata ministrem gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie Manuela Vallsa, Palikot był przez dwie kadencje posłem Platformy Obywatelskiej, a nawet wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego PO, a Ryszard Petru też nie pojawił się nagle znikąd. To właśnie ze względu na te dodatkowe punkty przyznawane za bycie nowością nawet politycy z doświadczeniem chcą się pokazać, jako ci, którzy dopiero co pojawili się na scenie.

Czy to źle, że w świecie polityki nowości nie są takie do końca nowe? Nie. To po prostu stwierdzenie faktu. Jeśli ta zmiana jest czysto cyniczną zagrywką, wtedy warto to piętnować, ale przecież wcale być taka nie musi.

Zgadzam się z Agatą i Michałem, że choć „z wielu stron słychać głosy, że «trzeba coś nowego założyć»” to „niekoniecznie trzeba”. Mamy przecież trochę instytucji, które scenę polityczną mogą zmieniać – są to niezależne media, akademia, partie i ruchy polityczne. Za radą Jacka Kuronia założyliśmy swoje komitety i teraz wspierajmy je, rozwijajmy. Choć, jak piszą Agata i Michał, „te instytucje muszą się zmienić”.

Po protestach nie trzeba budować nowych instytucji

W chwili, kiedy protesty jeszcze nie wygasły, nie ma sensu pytać o to: „Czy są jakieś nowości?”. W polityce „nowości” potrafią się dobrze zareklamować, więc na pewno je zauważymy, ale też miejmy świadomość, że budować te polityczne nowości będą raczej ci, których już poznaliśmy. Na lewicy uwaga skierowana jest na partię Razem: „Mocny transfer? Nowe osoby, które pokażą, że Razem jest otwarte wbrew – często niesprawiedliwej – opinii? Zaskakująca propozycja działania? Konkretna, rozpisana na dni, miesiące? Połączenie w koalicję? Z Inicjatywą Polską? Zielonymi?”.

Jeśli nie chcemy, żeby z ostatnimi protestami było jak z tą szklaną kulką wypełnioną sztucznym śniegiem, w której po potrząsaniu zaraz wszystko wraca do starego, warto śledzić i pytać, czy i jak istniejący aktorzy polityczni będą gotowi się zmienić. Bo w polityce rzadko pojawiają się absolutne nowości, częściej za to nowe konfiguracje, nowe połączenia, nowe formy działania aktorów już istniejących, ale to własnie one są zazwyczaj najciekawsze.

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl

Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos “Duża Solidarność, mała solidarność” oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską “Kino to szkoła przetrwania”. Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in.”Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna”, “Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna”. Współautorka książki “Współpraca. Przewodnik dla dzieci”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Maciek Trybuszewski

Polskim Prawdziwym Lewicowcom zawsze polecam obejrzenie filmu "Barton Fink". Sytuacja bohatera obrazu braci Coen jest w zasadzie identyczna z wrażliwcami z okolic Partii Razem i jej lidera Wojciecha Orlińskiego. Mamy więc inteligencję, wrażliwość, przekonanie o własnej zbawczej roli oraz potrzebie zrozumienia i uwznioślenia prostego człowieka.

Po czym wychodzi zonk, okazuje się że prosty człowiek to kibol słuchający disco polo a nawet jeżeli już mamy z kim pogadać na poziomie to się okazuje że zrobił karierę w korpo i głosuje na Petru.

Ani wała tutaj zrozumienia rzeczywistości, ciągle tylko to jehowickie przekonanie, że te nasze 2% ma rację a miliony much jedzące gówno się mylą.

Otóż kiedy się wchodzi do polityki, trzeba niestety zacząć jeść gówno a nie szukać drogi przez ucho igielne. Wybór jest prosty - albo wo.blox albo najwyższe urzędy.

Mi się wydaje, że zrozumienie istnienia tego problemu jest obecne. Tyle, że nie ma on rozwiązania.

Ćpałeś, nie pisz.