Felieton

Finał „Girls”. Dziewczyny dorosły

Girls

Uwaga, spoilery!

Zakończył się ostatni sezon serialu Dziewczyny. Ostatnie odcinki zamykające serię mogą przynieść zagadkę, która rozwiązana będzie w serii kolejnej. Ostatnie odcinki całego serialu bywają raczej rozczarowujące, bo wiadomo, że nie ma już miejsca na zagadki, jest raczej miejsce na rozwiązanie dotychczasowych, na wyjaśnienie wszystkich wątków, splecenie ich w całość, no i na happy end. W tym wypadku nie liczcie na klasyczny happy end. Nie ma tu uścisku zakochanej pary czy grupy przyjaciółek trzymających się ręce. Finał Dziewczyn pokazuje raczej, że koleżanki, w którymi mieszkałaś, chodziłaś na imprezy, jak miałaś dwadzieścia kilka lat, niekoniecznie będą tymi, które zostaną twoimi druhnami na ślubie i z którymi będziesz na emeryturze wspominać młodość górną i durną.

Przyjaźń się skończyła

O Dziewczynach wiele już napisano. Każdy choć minimalnie zainteresowany tematem wie, że serial jest o dziewczynach z Nowego Jorku, że na początku mówiło się o nim jako o nowej wersji Seksu w wielkim mieście, co szybko skrytykowano – bo w Seksie były co prawda cztery koleżanki i był Nowy Jork, ale były też drogie buty, drogie lunche i wszystko było raczej oderwane od rzeczywistości. Dziewczyny uznano za zdecydowanie bardziej realistyczne (ciuchy nie takie drogie, lunchy prawie nie ma itp.), choć szybko pojawiły się też głosy, że serialowy Nowy Jork jest zbyt biały i że i w tym wypadku z realizmem nie ma co przesadzać.

Tak czy inaczej Dziewczyny miały być odczarowaniem Seksu. W pierwszej serii Shoshanna zachwyca się serialem o Carrie i Mirandzie, ma w pokoju plakat z ulubionymi bohaterkami i bardzo się dziwi, że Jessa pojęcia nie ma, kim są kobiety na plakacie. Faktem jest jednak, że ostatecznie Dziewczyny okazały się w jakimś sensie „nowym Seksem w wielkim mieście”, czyli nową, skrojoną na inne czasy opowieścią o nowojorskich kobietach. A że czasy inne, to i ciuchy inne, i seks inny, i miasto już nie to samo.

Dziewczyny bywają zestawiane nie tylko z Seksem w wielkim mieście, ale też z serialem Przyjaciele. Tam też była grupa przyjaciół, akcja też osadzona była w Nowym Jorku i też serial ten był popularny i kształtował wyobraźnię Amerykanów. Przez swoją międzynarodową popularność kształtował też wyobraźnię Zachodu. Finał Seksu obejrzało 10 milionów widzów, finał Przyjaciół52 miliony. Jeśli pamiętacie ostatni odcinek Przyjaciół, to wiecie, że najważniejsze pytanie brzmiało wtedy, czy Ross i Rachel będą wreszcie razem i czy Rachel pojedzie do Francji, gdzie miała dostać nową pracę. Jeśli pamiętacie końcówkę Seksu, to i tam pytanie brzmiało, czy bohaterowie będą razem, no i co z tym wyjazdem do Francji. Carrie pojechała do Paryża za chłopakiem, ale za Carrie pojechał Big, no i w końcu Carrie i Big się zeszli. W Dziewczynach nikt do Francji nie pojechał, ale pytanie, czy Hannah i Adam będą razem, gdzieś w ostatnim sezonie powraca. I tu początek spoilerów – nie, nie będą.

Po drugim odcinku ostatniej serii pisałam tu, że „pewność siebie bohaterek Dziewczyn jest gówniarska, niekiedy bezczelna. I godna pozazdroszczenia”. Tego dowiedziałam się z wcześniejszych sezonów. Nie przypuszczałam nawet, że to ten ostatni okaże się jednym z najciekawszych i najbardziej podważających, a jednocześnie podkreślających to, co wcześniej pokazano.

„Girls”. Głos pokolenia dziewczyn

Dziewczyny zostały kobietami

Dziewczyny dorosły. Niektóre, jak Jessa i Marnie, wyszły za mąż. Jessa zdążyła rozstać się z mężem przed szóstym sezonem, Marnie rozstaje się ze swoim teraz. Za to do ślubu szykuje się… spoiler… Shoshanna. Jessa nie skończyła szkoły. Marnie nie została sławną piosenkarką, a Hannah słynną pisarką. I to właśnie ta szczypta realizmu w Dziewczynach.

Jessa nie skończyła szkoły. Marnie nie została sławną piosenkarką, a Hannah słynną pisarką.

Ostatni sezon serialu może być ciekawy dlatego, że wcześniej powstało pięć wcześniejszych i zdążyliśmy poznać bohaterki. To, co było świeże na początku – niemodelkowe kształty bohaterek, fakt, że chodzą do jakiejś pracy i mieszkają w małych ciasnych mieszkaniach, że nagość w serialu nie jest seksowna, a jest po prostu nagością – stało się normą. Z czasem mogliśmy się zastanawiać, dokąd dojdą dziewczyny. Z czasem też skupialiśmy się nie tylko na dziewczynach, ale też na chłopakach – postacie Raya, Adama czy Elijah były rozbudowywane. Serial stał się też dojrzalszy formalnie.

Trzeci odcinek szóstej serii przejdzie do historii. Serio. Można go oglądać jak film krótkometrażowy. Hannah odwiedza popularnego pisarza, o którym napisała tekst. Została zaproszona do jego pięknego wypasionego nowojorskiego mieszkania, bo – jak mówi pisarz – tekst zrobił na nim wrażenie. Hannah napisała o tym, jak pisarz wykorzystuje seksualnie młode kobiety, a w zasadzie, jak wykorzystuje swoją pozycję do tego, żeby zaciągnąć je do łóżka. Klasyczna historia – facet, który ma wysoką pozycję społeczną, sławę (mieszkanie pełne jest jej oznak: nagród, zdjęć ze znanymi ludźmi) otacza się literackimi groupies i namawia je, żeby zrobiły mu laskę. One się nawet cieszą, że taki pisarz je dostrzegł. Ale ostatecznie niektóre orientują się, że coś tu nie gra i że zostały wykorzystane. Hannah trafia do mieszkania tego faceta, a ich dyskusja, która wypełnia cały odcinek (innych wątków nie ma), jest z jednej strony starciem opinii, a z drugiej grą, którą oboje dobrze przecież znają. Nie zdradzę zakończenia tej gry. Polecam natomiast tekst Emily Nussbaum na ten temat.

Trzeci odcinek szóstej serii przejdzie do historii. Serio. Można go oglądać jak film krótkometrażowy.

Przedostatni i ostatni z odcinków finałowej serii też będziemy nie raz wspominać, pisząc o popkulturze (znowu będzie dużo spoilerów!). Hannah jest w ciąży. Wydzwania do Shoshanny i do Marnie, żeby im o tym powiedzieć, ale jedna zmieniła numer, a druga nie odbiera. Do Jessy nie dzwoni, bo ich relacje już dawno się popsuły. Paradoksalnie to jednak Jessa odwiedza ją, kiedy tylko dowiaduje się o dziecku. Kiedy Hannah nie wytrzymuje i jedzie do Shoshanny, trafia na przyjęcie zaręczynowe. Tak długo nie widziała się z Shosh, że ta zdążyła nie tylko zmienić numer telefonu, ale i znaleźć narzeczonego. Widzimy go wszyscy po raz pierwszy. I to jest moment, kiedy wiemy, że cztery bohaterki z serialowego plakatu nie są już przyjaciółkami. Shosh mówi wprost, że ma dość ich toksycznego towarzystwa. Wybrała koleżanki, którym bliżej do bohaterek Seksu, koleżanki, które noszą ładne torebki. Coś podobnego o toksyczności i narcyzmie koleżanek pijana Shoshanna powiedziała zresztą w trzeciej serii.

To jest właśnie siła finałowej serii. Oglądając ją, uświadamiamy sobie, że bohaterki już wspominały, że mają siebie dość, że są samolubne i egoistyczne, ale zawsze to ignorowaliśmy. Bohaterki znikały – Shoshanna mieszkała długo w Japonii – i wierzyliśmy, że wrócą. Bo w serialach o przyjaciółkach zawsze wracają. No więc skończyło się, panie i panowie. Kiedy Elijah próbuje przekonać Hannah, że Nowy Jork to jej dom i że ma tu przecież tylu przyjaciół, oboje wybuchają śmiechem. Wiedzą, że to ściema.

W ostatnim odcinku Jessa i Shoshanna nawet się nie pojawiają. Nie tylko one zresztą. I znów, sorry, panie i panowie, to nie Przyjaciele, cukierkowego zakończenia nie będzie. Cały odcinek dzieje się poza Nowym Jorkiem, bo tam mieszka teraz Hannah. Potrzebowała pracy, która da jej ubezpieczenie społeczne, a taką oferowano poza miastem. Nie jest to praca dziennikarki czy pisarki, lecz praca w koledżu. Hannah wychowuje synka. Nie oglądaliśmy porodu, bo jak mówiła w jednym z wywiadów Lena Dunhan: „nikt nie musi po raz kolejny oglądać mnie krzyczącej i spoconej”. Racja, już to widzieliśmy.

Hannah to głos pokolenia

W pierwszym odcinku pierwszej serii Hannah mówiła, że jest głosem pokolenia. Mogliśmy oczekiwać, że tak, jak chciała, napisze o tym poczytnego bloga czy książkę, niczym Carrie w Seksie. Nie napisała. Ale mimo to jako bohaterka stała się głosem pokolenia. Pokolenia, które wie, że relacje bywają narcystyczne i toksyczne i że trudno je przekuć w długowieczną przyjaźń. Które wie, że nie wszystkie przyjaźnie zawierane w młodości przetrwają. Wie, że ludzie są różni i na dodatek się zmieniają i żadne próby ignorowania tego tych zmian nie powstrzymają. Hannah wie też, że dziewczyny dorastają. I niektóre chcą mieć mężów, inne niepopaprane koleżanki, a jeszcze inne chcą urodzić dziecko. Fakt, że serialu nie kończy ostateczne połączenie z ukochanym, z którym bohaterka schodziła się i rozchodziła przez kilka sezonów, tylko problemy z karmieniem piersią, robi różnicę.

Dwie pierwsze serie Dziewczyn pokazywały nowe pokolenie, łamały stereotypy. Kolejne zmagały się z problemami tych niestereotypowych, ale jednak typowych dziewczyn, mających depresje, problemy osobiste i rodzinne. Zamykający serial sezon pokazuje, jak z częścią z tych problemów poradziły sobie już nie dziewczyny, a młode kobiety. A jak części marzeń zrealizować się nie da, bo takie jest życie – mało cukierkowe, niekiedy pełne toksycznych sytuacji. To niby nic odkrywczego, ale seriale zazwyczaj starają się tę trudną prawdę o życiu ukryć. Dziewczyny tę prawdę wykładają kawa na ławę.

Orange Is the New Black: Prywatne jest bardziej polityczne

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

"Klasyczna historia – facet, który ma wysoką pozycję społeczną, sławę (mieszkanie pełne jest jej oznak: nagród, zdjęć ze znanymi ludźmi) otacza się literackimi groupies i namawia je, żeby zrobiły mu laskę. One się nawet cieszą, że taki pisarz je dostrzegł. Ale ostatecznie niektóre orientują się, że coś tu nie gra i że zostały wykorzystane.Klasyczna historia – facet, który ma wysoką pozycję społeczną, sławę (mieszkanie pełne jest jej oznak: nagród, zdjęć ze znanymi ludźmi) otacza się literackimi groupies i namawia je, żeby zrobiły mu laskę. One się nawet cieszą, że taki pisarz je dostrzegł. Ale ostatecznie niektóre orientują się, że coś tu nie gra i że zostały wykorzystane. Klasyczna historia – facet, który ma wysoką pozycję społeczną, sławę (mieszkanie pełne jest jej oznak: nagród, zdjęć ze znanymi ludźmi) otacza się literackimi groupies i namawia je, żeby zrobiły mu laskę. One się nawet cieszą, że taki pisarz je dostrzegł. Ale ostatecznie niektóre orientują się, że coś tu nie gra i że zostały wykorzystane."

Sorry, ale gdzie jest tutaj jakieś "wykorzystywanie"? Puste laski wskakują staremu typowi do wyra dlatego, że ma kasę, licząc na to, że jak je wyrucha to może zrobi się z tego coś poważnego, urodzą mu bachora, nie będą musiały pracować itd. Fakt, "klasyczna historia", tylko gdzie tu jest jakaś przemoc?

Przecież została pisarką i pisze, praca w koledżu wcale tego nie wyklucza. Jessa i Hannah pogodziły się pod koniec. Wiadomo, relacje się zmieniają, nie wszystkie trwają wiecznie, ale tekst trochę tendencyjny. Zgoda, wielu współczesnych ludzi ma podobne problemy z relacyjnością, dlatego serial jest ciekawy, jednak myślę, że nie jest to norma. Artykuł to mocna generalizacja na poziomie nastolatki.