Felieton

Czy widzki są mile widziane na Warszawskim Festiwalu Filmowym?

kino

„Drogi Widzu Warszawskiego Festiwalu Filmowego. W poprawnych politycznie publikacjach pewnie pojawiła się albo wkrótce się pojawi, forma »Droga Widzko«. Ale u nas jeszcze nie” – pisze dyrektor WFF Stefan Laudyn.

Stefan Laudyn, dyrektor Warszawskiego Festiwalu Filmowego, co roku pisze list z zaproszeniem na kolejną edycję imprezy. To miły zwyczaj. Dyrektor osobiście zaprasza na pokazy, poleca wybrane filmy. Jest w tym coś ludzkiego. Festiwal przestaje być machiną, a staje się fajnym wydarzeniem, w którym chce się uczestniczyć.

W tym roku niestety ten festiwalowy list Stefana Laudyna sprawia, że nie tylko nie chce się na pokazach filmowych być, ale wręcz można poczuć się na nich niemile widzianą – jeśli jest się kobietą, widzką.

„Drogi Widzu Warszawskiego Festiwalu Filmowego – zaczyna swój list dyrektor imprezy. I dalej pisze: – W poprawnych politycznie publikacjach pewnie pojawiła się albo wkrótce się pojawi, forma »Droga Widzko«. Ale u nas jeszcze nie”.

Czy istnieje słowo „widzka”? W słowniku go nie ma. Ale nie ma tam też masy innych słów, których używamy każdego dnia. Takie prawa języka. Jest szybszy niż twórcy słowników.

Czy „widzka” dobrze brzmi? W pierwszej chwili może trochę dziwnie. Ale w sumie dziwnie brzmiało mnóstwo słów, które słyszeliśmy pierwszy raz. Czasem dziwnie czy trudno brzmią słowa z języka branży, z którą nie mamy na co dzień do czynienia. Albo spolszczenia. Ja na przykład długo nie mogłam się nauczyć określenia „pytanie prejudycjalne”, bo brzmiało dla mnie, jak „chrząszcz w Szczebrzeszynie”.

Czy słowo „widzka” jest nam w ogóle potrzebne? Z językiem jest tak, że gdy się pojawia nowa rzecz, nowy zawód, nowa rola społeczna, nowe zjawisko, wszelka nowość, to trzeba ją nazwać. A tak się składa, że pewną nowością od lat jest emancypacja kobiet. Tak, zawsze trochę mnie dziwi, że to wciąż nowość, ale tak jest. W związku z tą „nowością życia społecznego” pojawiają się nazwy zawodów w rodzaju żeńskim. Jednych to początkowo dziwi, śmieszy, ale język idzie za życiem, a życie zmienia język, więc z czasem widzki, reżyserki, premierki aż tak egzotyczne nie będą. (Swoją drogą warto dodać, że pierwsze żeńskie formy zawodów zostały zarejestrowane w 1854 roku w Słowniku Języka Polskiego S. B. Lindego, na przykład: dyrektorka, adwokatka, filozofka, malarka, aktorka. Ten sam Linde uznał wówczas „artystkę” za słowo dziwne i obco brzmiące! Więcej na ten temat przeczytacie w świetnym tekście Pauliny Zagórskiej Jak słyszymy płeć w języku. O feminatywach i męskiej dominacji językowej).

Leksykolożka, couchsurferka i korposuka, czyli „Słownik nazw żeńskich polszczyzny”

Język polski jest nieźle przygotowany na te zmiany społeczne. Nowe rzeczowniki w rodzaju żeńskim tworzy się łatwo, najczęściej przez dodanie odpowiedniej końcówki, te rzeczowniki się odmieniają (widzka, widzki, widzce), łączą z innymi częściami mowy. Naprawdę język jest na widzki lepiej przygotowany niż dyrektor Laudyn.

Czy słowo „widzka” jest aż tak kontrowersyjne, że jeszcze zanim się go zaczęło używać, już trzeba się od niego odciąć? Tak uznał dyrektor Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Choć jest chyba gotów w przyszłości zmienić zdanie, skoro dopisał, że na WFF widzki „jeszcze nie”. Ale kiedyś? Może?

Panie dyrektorze, miesiąc temu na festiwalu w Gdyni podpisana została deklaracja dotycząca wdrażania równości płci w branży filmowej. Pod deklaracją podpisali się Dyrektor Festiwalu Leszek Kopeć oraz przewodniczący Rady Programowej Wojciech Marczewski. Podobne deklaracje podpisywane były na festiwalach od Sarajewa, przez Cannes, Locarno, San Sebastian, Annecy, po Wenecję. Świat się zmienia. Nie obrażajmy się na to. Zaprośmy na filmy również widzki!

W szeroko pojętym polskim środowisku filmowych częścią tej zmiany jest nie tylko wspomniana deklaracja, ale też badania, które robimy, debaty o równości.

Kobiety w Polsce robią mniej niż jedną szóstą filmów pełnometrażowych

Prężnie działa grupa Kobiety Filmu, która na list odpowiedziała:

Z przykrością czytamy, że dyrektor jednego z najważniejszych festiwali filmowych w Polsce uznał za stosowne wyrazić publicznie swoją dezaprobatę nie tylko wobec żeńskich końcówek, ale tym samym także wobec powszechnych dziś praktyk antydyskryminacyjnych. Festiwale klasy A, do których zalicza się Warszawski Festiwal Filmowy, deklarują wsparcie dla idei równości w branży filmowej i podejmują konkretne działania zmierzające do osiągnięcia tego celu. Ostatnio tego typu deklarację podpisała dyrekcja Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Nie jest to wyraz „poprawności politycznej”, jak uważa dyrektor Stefan Laudyn, ale odpowiedź na wyniki badań związanych z obecnością kobiet w branży filmowej. Widzki stanowią ponad 52 procent publiczności kinowej – czy na pewno jest to grupa, którą WFF chce ignorować i lekceważyć? Czy tak samo festiwal odnosi się do zatrudnionych przy jego organizacji wolontariuszek, bileterek, kasjerek, tłumaczek, rzeczniczki, opiekunek gości, koordynatorek, selekcjonerek, nie mówiąc o jurorkach czy reżyserkach pokazywanych tu filmów?

Jako widzki wyrażamy sprzeciw wobec marginalizowania kobiet wyrażonym odrzuceniem języka definiującego kobiety. Nie zgadzamy się na publiczny seksizm.

Kobiety Filmu – Widzki!

Stefan Laudyn zareagował, wydając w poniedziałek komunikat, który zatytułowany jest Kobiety na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Tłumaczy w nim, że od lat pracuje z kobietami, pokazuje na festiwalu filmy kobiet. „Nie zgadzam się z marginalizacją kobiet, w filmie ani gdziekolwiek indziej” – dodaje. To cieszy, szkoda jednak, że swój list uznał za stosowne otworzyć w sposób sygnalizujący coś innego.

Nasz feministyczny alfabet

czytaj także

Paradoks polega na tym, że dyrektor WFF miał dobrą intuicję. Jak pisze w komunikacie: „Od kilku lat obserwuję pojawianie się żeńskich form wyrazów, które nie występowały w tradycyjnej polszczyźnie. Rozpoczynając w tym roku pisanie listu do Widzów, zorientowałem się, że być może już niedługo w obiegu pojawi »słowo widzka«, a ja pisząc list, być może kiedyś użyję go w zwrocie, który zwykle dotąd brzmiał »Drogi Widzu«”.

Nie będę tu rozważać, czym u licha miałaby być ta tradycyjna polszczyzna i czemu nagle dyrektor Laudyn się do niej odnosi. Festiwal, którym kieruje, zawsze był dość nowoczesny i podążał za tym, co się dzieje wokół. Wydaje się więc, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby język, w którym się o nim mówi, był taki sam – współczesny i czuły na świat. W tym sensie intuicja Laudyna, że może wkrótce będziemy powszechnie używać słowa „widzka”, jest bardzo na miejscu – szkoda, że po prostu za nią nie podążył. Natomiast to, jak się tą intuicją podzielił, jak brnie w komunikacie, który niby ma stanowić przeprosiny, ale w sumie przeprosinami nie jest, jest zupełnie niezrozumiałe.

Swój komunikat Laudyn kończy słowami: „Proszę to łaskawie docenić”.

Panie dyrektorze, proszę łaskawie usłyszeć głos kobiet. Część z nich jest widzkami WFF i ma dosyć zasłaniania się „poprawnością polityczną” czy nazwiskami pracujących przy festiwalu kobiet. Świat się zmienia. Język się zmienia. Proszę to łaskawie docenić.

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.