Felieton

Trump, Comey i Ławrow, czyli rządy dwulatka

Comey, Putin

Wiadomo, Grinch ukradł Boże Narodzenie, Comey ukradł wybory. A potem przestał być Trumpowi potrzebny. Ba, mógł nawet szkodzić, a tego prezydent nie chciał.

Demokraci są – po raz kolejny – w kompletnym szoku. Jeszcze tydzień temu, podczas przesłuchań w Kongresie, były szef FBI, James Comey, stanowił przedmiot obelg i szyderstw. Wiadomo, Grinch ukradł Boże Narodzenie, Comey ukradł wybory. 11 dni przed wyborczym wtorkiem ogłosił, że w związku z pojawieniem się nowych materiałów, FBI wznawia zamknięte wcześniej śledztwo w sprawie serwera Hillary Clinton. Publiczne oświadczenia tego typu są zaprzeczeniem polityki i dotychczasowych procedur FBI. Po kilku dniach śledztwo ponownie zamknięto – nie znaleziono nic nowego. Cała akcja była wyrazem nadgorliwości Comeya, który – przekonany, że Clinton zostanie prezydentem – nie chciał, żeby jej prezydentura zaczęła się od skandalu i dmuchał na zimne. Jednocześnie – i tego właśnie demokraci nie mogą mu wybaczyć, przemilczał, że w tym samym czasie FBI prowadziło (otwarte po dziś dzień) dochodzenie w sprawie związków kampanii Trumpa z Rosją.

Wiadomo, Grinch ukradł Boże Narodzenie, Comey ukradł wybory.

W zeszłym tygodniu Comey zeznawał przed Kongresem, próbując upierać się przy swojej decyzji, ale minę miał nietęgą. Tymczasem nagle, ku zdumieniu wszystkich, Trump zwolnił Comeya, używając jako pretekstu nieudolnego prowadzenia śledztwa w sprawie Clinton. O faktycznych powodach możemy jedynie spekulować, bo „oficjalnych” wersji jest kilka. Brak komunikacji między prezentem a jego ludźmi jest jednym z największych problemów tej administracji – niedoinformowany rzecznik prasowy Białego Domu, Sean Spicer wije się jak piskorz, dobrze mu tak.

Całe szczęście, z Białego Domu cieknie jak z pękniętej rury. Z jednej strony mamy więc Trumpa, który sam zaprzecza oficjalnej wersji, twierdząc, że od dawna chciał wywalić Comeya. Jest też list Trumpa do Comeya, w którym prezydent podkreśla, że Comey wielokrotnie powiedział prezydentowi, że on sam nie stanowi przedmiotu śledztwa – wyjątkowo niezdarny list. Z drugiej strony, mówi się o prywatnym spotkaniu między dwoma panami, podczas którego Trump podobno zapytał, czy może liczyć na lojalność Comeya. I tu zaczyna się najciekawsze. Brak jakiegokolwiek poszanowania 45. prezydenta USA dla tradycji piastowanego urzędu pokazuje, jak bardzo urząd ten opiera się na uzusie i ile tu pola manewru dla rozwijającej się autokracji. Mimo że teoretycznie prezydent ma prawo odwołać i mianować szefa FBI, cały sens istnienia tej agencji polega na tym, że ma być niezależna. Zapytany o lojalność, Comey, facet słynący i dumny ze swojej politycznej niezależności, odparł, że prezydent może liczyć na jego uczciwość. Podobno ta odpowiedź nie zadowoliła Trumpa, który ponowił pytanie tylko po to, żeby otrzymać identyczną odpowiedź.

Waszyngton wstrzymuje oddech. Jak można w takich warunkach robić reformę zdrowia albo gadać o podatkach? Gdzie faktycznie zaczyna się wyczekiwana powtórka z Watergate, skoro analogie zużyto już wiele miesięcy temu? Gdzie zaczyna się kryzys konstytucyjny i kiedy należy zacząć bić na alarm? Wszystko zależy od republikanów. Bez republikanów nie będzie Watergate. Dopóki stoją po stronie Trumpa, prezydent jest bezpieczny… Tymczasem z dnia na dzień staje się coraz bardziej jasne, że lojalność wobec Donalda to jedyna opcja. W dodatku – i z tym też musi się liczyć partia – masy reagują entuzjastycznie na porachunek prezydenta z elitami. Fani Trumpa są zachwyceni, że zwolnił Comeya, który nie zamknął Hillary w lochu, gdzie jej miejsce. Oburzenie liberałów jest dla nich miernikiem sukcesu prezydentury Trumpa.

Dochodzenie w sprawie związków kampanii Trumpa z Rosją trwa, a nawet – jeśli wierzyć przeciekom – właśnie nabierało tempa. Podobno Comey miał nawet prosić Departament Sprawiedliwości o dodatkowe fundusze. Póki co, FBI pozostaje bez szefa, co z pewnością osłabia całą agencję, potencjalnie komplikując lub zwalniając też wspomniane wyżej śledztwo. Nawet jeśli Trump mianuje następcę Comeya, będzie to ktoś „lojalny” wobec władzy. Jak zareagują na to pracownicy FBI, którzy podobno byli zadowoleni z poprzedniego szefa? Co dalej z Comeyem, który dopiero teraz może zacząć sprawiać kłopoty. Zwolniony z wszystkich obowiązków, może zacząć publicznie się wypowiadać, a znany jest z tego, że nie trzyma języka za zębami.

Fani Trumpa są zachwyceni, że zwolnił Comeya, który nie zamknął Hillary w lochu, gdzie jej miejsce.

Tego samego dnia – trudno powiedzieć, czy to ostentacja, czy kolejny wyraz braku dobrego smaku – Trump spotkał się w Białym Domu z Rosjanami. Ławrow Ławrowem, „co, miałem powiedzieć Putinowi, że się z nim nie spotkam”, ale Ministrowi Spraw Zagranicznych towarzyszył ambasador Rosji w USA, Siergiej Kislak, który jest… centralną postacią interesującego nas śledztwa. Nie pomogło, że wizyta odbyła się za zamkniętymi drzwiami. Nie dopuszczono dziennikarzy ani fotografów, a zapytany o Comeya Ławrow wyraził swoje komiczne zdumienie.

Chociaż nikt nie wie, o czym rozmawiano (pewnie o tym, jak zakończyć koszmar w Syrii), Trump jest bardzo zadowolony z wizyty. Koniec ideologii, ludzie interesu. Tego samego dnia, żeby przelać czarę goryczy prezydent spontanicznie spotkał się z Henrym Kissingerem. Miejmy nadzieje, że Henry wyjaśnił prezydentowi, że chaos w polityce wewnętrznej stanowi najgorszą z możliwych politykę zagraniczną.

Lecz chaos jest czymś, co Trump lubi najbardziej. Nawet skłócone frakcje jego własnej administracji są mu, jak się wydaje, na rękę – w tej sposób wszyscy są w stanie wiecznej agitacji, nikt nikomu nie ufa i nikt nic nie wie. A biedne media raportują wciąż zastanawiając się – geniusz czy idiota? Czy Trump gra z nami w wielowymiarowe szachy, czy rządzi nim (i nami) furia dwulatka?

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Echch, ta wciąż niespełniona nadzieja że Trump zrobi coś naprawdę strasznego i kompromitującego...
Ale cóż, nie martwcie się, nawet Soros utopił 1,5 miliarda licząc na spadki po wyborze Trumpa, a tu o dziwo, indeksy w gór 🙂

zaatkowal Syrie- trudno o bardziej haniebny czyn