Felieton

Po co Katyń w New Jersey?

Pomnik Katyński w Jersey City. Fot. Colin Knowles, Vancouver, via Wikimedia Commons

Kontrowersja wokół pomnika katyńskiego w USA wiele mówią o naszej narodowej paranoi.

Usuwanie pomników zawsze budzi kontrowersje. Przez Stany przechodzi wzbierająca fala politycznej korekty krajobrazu. Usuwa się symbole konfederacji i po raz pierwszy kwestionuje te historyczne pamiątki, które zdają się gloryfikować ciemne strony przeszłości USA jak masowa rzeź Indian czy niewolnictwo.

Jak Robert E. Lee stłumił powstanie przeciwnika niewolnictwa Johna Browna

Jednak decyzja o przesunięciu pomnika katyńskiego, który stoi na nadbrzeżu w New Jersey City, nie ma nic wspólnego z poprawianiem amerykańskiej historii. Ani amerykańskiej, ani polskiej. Chodzi bardziej o to, że niegdyś mało atrakcyjny teren, na którym pomnik w 1991 roku wzniesiono, jest teraz wart o wiele więcej. Projekt przebudowy The Exchange Place Plaza to decyzja czysto biznesowa i ci, którzy za nią stoją, pewnie musieli zguglować sobie, o co kaman z katyńskim pomnikiem, który niespodziewanie stanął im na drodze. Z pewnością nie zdawali sobie sprawy, że kopnęli w gniazdo szerszeni – polską pamięć narodową.

Gdy myślę o reakcji Polonii w New Jersey i emocjonalnym zaangażowaniu w sprawę niektórych polskich polityków (patrz Marszałek Senatu, Stanisław Karczewski), wspominam niedawną rozmowę z konsul Joanną Strzelczyk w polskim konsulacie w Smoleńsku. Strzelczyk opowiedziała mi o oburzeniu, z jakim Rosjanie reagują na usuwaniu przez lokalne władze na terenie całej Polski pamiątek związanych z udziałem radzieckich żołnierzy w drugiej wojnie światowej. Wielu Rosjan czuje, że jest to przepisywanie historii i bezczeszczenie pamięci tych, którzy zginęli walcząc z nazistami. Co najbardziej mnie uderzyło, to fakt, że o tym resentymencie głucho w polskich mediach i że Polacy nic o nim nie wiedzą.

Tak samo głucho w Ameryce o Katyniu. Amerykanie nie wiedzą, czym jest Katyń i nie mają pojęcia czego symbolem jest skrępowany i nadziewany na bagnet żołnierz z brązu stojący na nadbrzeżu New Jersey. To chyba najbardziej szokuje w agresywnej odpowiedzi Polonii i Polaków w kraju, którzy samą niewiedzę Amerykanów poczytują sobie jako policzek i brak poszanowania polskiej historii. Oczywiście, można argumentować, że jeśli nie wiedzą, to trzeba im powiedzieć i że właśnie dlatego pomnik katyński powinien stać tam gdzie stoi – całkiem udany, pełen ekspresji, nawet „przerażający” (jak twierdzą niektórzy tubylcy) – żeby ludzie pytali o Katyń. Z drugiej strony, nie należy zapominać, że pamięć o martyrologii narodu wciąż stanowi najłatwiejszy sposób na niezwykle cyniczne organizowanie elektoratu w Polsce.

Garść faktów. W New Jersey nawet nie chodzi o usunięcie pomnika tylko o przesunięcie. Gdy burmistrz Steven Fulop po raz pierwszy przedstawił nowy projekt Exchange Place Plaza, poinformował, że pomnik trafi na czas renowacji do magazyny, by po jej ukończeniu powrócić do przestrzeni publicznej. Zanim się obejrzał Komitet Obrony Pomnika Katyńskiego już się zorganizował, a polonijny klub motocyklowy „Husaria” przyszedł „pilnować” polskiej pamięci narodowej. Niepomny w co się biedny pakuje, Fulop zareagował na oburzenie Polaków, wplątując się w idiotyczną wymianę z marszałkiem Karczewskim na Twitterze.

Sąd stanowy New Jersey został pozwany z dwóch stron – przez reprezentującego amerykańską Polonię Krzysztofa Nowaka i prawnika/działacza polonijnego Sławomira Platta. Autor pomnika, polsko-amerykański rzeźbiarz Andrzej Pytyński także jest niechętny przeniesieniu i mało entuzjastyczny wobec nowego projektu, który ma zmienić plac w park.

Za Polakami ujęli się też amerykańscy konserwatyści z „National Review” – stara, dość antytrumpowa gwardia tradycyjnej prawicy, utrzymująca, że krzewienie wiedzy o tragediach drugiej wojny światowej jest niezwykle istotne. Z tym trudno się nie zgodzić i w pomniku katyńskim New Jersey nie ma nic złego – dobrze, że jest i że będzie. Problem nie w pomniku, tylko w tym, co mówi o nas (o Polakach i o Polonii) cała ta afera. O naszym zawężonym geograficznie rozumieniu historii, o narodowej paranoi i głębokim poczuciu „nierozumienia” przez cały świat. Jest ona dobrą ilustracją zaściankowej polityki zagranicznej rządu sprawującego obecnie władzę w Polsce (tuż obok nowelizacji ustawy IPN o „polskich obozach koncentracyjnych”, która wzbudziła na świecie tyle kontrowersji).

Chcieliście polskich obozów koncentracyjnych, no to je macie

Zaściankowa polityka ma swoje konsekwencje. Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w USA przeszła w amerykańskich mediach zupełnie bez echa. W bardzo deszczową środę, 16 maja, Duda złożył pod katyńskim pomnikiem tradycyjny polski wieniec żałobny z białych i czerwonych róż i odbył „dobrą” rozmowę z burmistrzem Stevenem Fulopem.

Zorientowawszy się, że walczyć z obrażoną pamięcią narodową Polaków nie warto, burmistrz już od dawna był gotowy na kompromis – pomnik zostanie przesunięty tylko 600 metrów. Ale, ale, szerszenie już krążą nad gniazdem, a w lokalnej amerykańskiej polityce każdy próbuje odgryźć kawałek dla siebie. Polonia kontynuuje słodko-ciężki dyskurs hańby, twierdząc, że nowa lokalizacja jest niegodna, bo położona na kanale (nie jest). Jest położona na narodowej traumie, której od lat pozwalamy kształtować polską politykę wewnętrzną i zewnętrzną.

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.